Myśl o tym jak ciemność nocy pozwoliła im ze sobą normalnie porozmawiać, nie dawała jej spokoju. Oczywiście, zdarzało im się rozmawiać i nie krzyczeć na siebie jednocześnie, jak na przykład, kiedy przyszła do niego zaraz po orędziu prezydenta Snowa. Jednak zawsze następnego dnia wszystko wracało do normy. Znów sobie dogryzali i kłócili się na każdym kroku.
Dlatego bała się dziś zmierzyć z Haymitchem. Nie chciała, żeby znów musieli się kłócić. Chciała, żeby mogli sobie zaufać, choć w małym stopniu. Tym bardziej teraz, kiedy całe Panem myśli, że są parą. Jeśli nie będą w stanie na siebie patrzeć bez cienia odrazy, nikt nie uwierzy, że są zakochani i cały plan będzie na nic.
W czasie kiedy Effie wstała i zaczęła się ubierać, do jej głowy wleciało wspomnienie tamtego dnia, kiedy to razem z Katniss i Peetą przedstawili Haymichowi plan zdobycia sponsorów. Wciąż słyszała jego głos w swojej głowie.
- Co to? Przyjęcie niespodzianka? - znajdowali się w pociągu, który wiózł ich wprost do Kapitolu. Haymitch właśnie wszedł do przedziału, który służył jako salon. W ręce trzymał szklankę pełną złocistego płynu.
- Usiądź Haymitch, chcemy z tobą porozmawiać. - Mina Katniss mówiła, że nie przyjmuje sprzeciwu.
Rozejrzał się po ich twarzach, zatrzymując się o sekundę dłużej na twarzy Effie, która za wszelką cenę unikała jego wzroku. Koncentrowała się na swoich dłoniach, które trzymała na kolanach.
Haymitch usiadł na fotelu, naprzeciwko całej trójki. Nie spuszczał oczy z twarzy Katniss.
- No to o co chodzi? - zapytał zniecierpliwiony.
- Chodzi o to, że trzeba ci zapewnić sponsorów. - odpowiedział Peeta.
- Po co?
- Bo na arenie, Katniss przyda się sojusznik, najlepiej taki, który jej pomoże w walce. I taki który ma w zanadrzu sponsorów, którzy pomogą im w nagłym wypadku.
- A co to za problem? - zdziwił się Haymitch. - Podzwonisz, popytasz i załatwione.
- To nie takie proste. - wtrąciła się Katniss. - Większość Zwycięzców przez lata pokazywała się w Kapitolu. A z tego co wiem to twoje kontakty wygasły dawno temu. Z tego co mówi Effie, wynika, że większość ludzi już dawno wybrała swoich ulubieńców i już wiedzą, kogo chcą sponsorować.
- Dlatego musimy sprawić, żeby zmienili zdanie i zechcieli sponsorować ciebie. - dokończył Peeta.
- I co? Chcecie, żebym wyszedł na miasto i odstawiał jakieś szopki, żeby zwrócili na mnie uwagę?
- Już na to za późno. - odparł Peeta. - Katniss wpadła na pomysł. Oczywiście nie możecie razem wykorzystać "Nieszczęśliwych Kochanków", ale możesz wykorzystać tą ideę.
Zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc co chłopak chce mu powiedzieć. Jak ma wykorzystać ten zeszłoroczny plan? Wymyślili to razem z Peetą w zeszłym roku, żeby zdobyć sponsorów dla Katniss, żeby pokazać ją w innym świetle. Co ma zrobić tym razem?
- Chodzi o to, żebyś powiedział wszystkim, że jesteś zakochany. - powiedziała Katniss, tak jakby to było oczywiste.
- Wspaniały plan. - zakpił. - Mam wynająć jakąś kobietę, która będzie udawać, że jest we mnie zakochana?
- To nie będzie konieczne. - odparła. - Zapominasz o kimś, Haymitch.
Jego wzrok momentalnie powędrował do Effie, która czuła że kurczy się w sobie. Jednak spojrzała mu w oczy, niemal wyzywająco. Haymitch pobladł. Twarz mu stężała.
- Nie ma mowy. - powiedział, podnosząc się z fotela.
- Siadaj. - warknęła Katniss. Spojrzał na nią zdziwiony. Coś w jej twarzy sprawiło, że posłusznie znów opadł na siedzenie. - Nie masz wyboru. Będziesz mi potrzebny na arenie, ale jeśli nie będziesz miał sponsorów to możemy się pożegnać z jakąkolwiek nadzieją. Ludzie nie będą chcieli cię sponsorować, jeśli nie pokażesz im, że pod tą fasadą obdartusa i alkoholika, skrywasz kogoś całkiem innego. Dlatego będziesz udawał miłość do Effie, czy ci się to podoba czy nie. I lepiej będzie jeśli na wywiadzie Caesar Flickerman w to uwierzy, bo jeśli tak to uwierzą wszyscy inni mieszkańcy.
Zapadła cisza podczas której Haymitch przejechał dłonią po swoich brudnych włosach. Westchnął ciężko i spojrzał na Effie, która wciąż nie wypowiedziała ani jednego słowa.
- A ty co o tym myślisz? - zapytał.
- Jestem w stanie to zrobić, jeśli w ten sposób zdobędziemy dla ciebie sponsorów. - jej głos był silny, co zupełnie nie pasowało do tego jak naprawdę się czuła. W rzeczywistości miała wrażenie. że za chwilę się rozpadnie. Nie uśmiechało jej się udawanie miłości do Haymitcha, ale jeśli to mogło mu pomóc to zrobi to.
Haymitch pokręcił głową. Wstał z fotela i nie zważając na protesty Katniss, ruszył w stronę drzwi.
- Dokąd idziesz? - zawołał za nim Peeta.
- Będę potrzebował czegoś mocniejszego niż to. - uniósł szklankę ze złotym płynem, nawet się do nich nie odwracając. - Możecie dołączyć, jeśli chcecie.
Później tamtego dnia, znalazła Haymitcha w przedziale barowym, gdzie z butelką trunku w dłoni, rozmawiał przyciszonym głosem z Peetą. Pomyślała wtedy, że to dziwne, bo nigdy nie widziała ich w podobnej sytuacji, ale najwyraźniej to o czym rozmawiali nie było przeznaczone dla jej uszu, więc nawet do nich nie podeszła.
To o czym wtedy rozmawiali, musiało podziałać na Haymitcha, bo wieczorem przy kolacji, zgodził się na plan Katniss.
- Może być, niech ci będzie. - powiedział wtedy z rezygnacją.
Effie już ubrana i umalowana, szła przez korytarz, zmierzając w stronę jadalni. Była pewna, że Haymitch i Katniss są już na treningu, Cinna i Portia w pracowni, a Peeta stara się zdobyć sponsorów.
Dlatego, kiedy przechodziła pod drzwiami do pokoju Haymitcha i usłyszała swoje imię, zatrzymała się momentalnie. Odwróciła się, ale nikt za nią nie stał. Mogła przysiąc, że słyszała jak ktoś wypowiedział jej imię. Słuch musiał jej płatać figle.
- Nie, Haymitch! - podskoczyła na dźwięk głosu Peety, który wydobywał się zza drzwi.
Effie zamrugała zdezorientowana. Nie była w stanie nawet zdenerwować się na Haymitcha za to, że nie jest na treningu. Zbyt była zaintrygowana faktem, że rozmawiają o niej. Bo w końcu słyszała swoje imię.
- Nic nie rozumiesz. - usłyszała Haymitcha.
- Więc mi wyjaśnij. - upierał się Peeta.
Effie rozejrzała się jeszcze raz po korytarzu. Bardzo chciała, żeby ktoś przyszedł i ją przegonił, bo nie chciała podsłuchiwać, jednak na korytarzu nikogo nie było, a ona była zbyt ciekawa, żeby teraz odejść. Czuła, że wrosła w podłogę.
- Nie możemy jej tutaj zostawić. - odezwał się głos Haymitcha.
- Dlaczego?
- Co będzie jeśli po wszystkim będą myśleli, że nam pomagała?
- Haymitch - westchnął Peeta. Brzmiał jakby był zmęczony. - Sam mówiłeś, że Effie będzie bezpieczniejsza jeśli zostanie. Więc dlaczego teraz zmieniłeś zdanie?
- Po prostu zastanowiłem się nad tym dokładniej.
- Plutarch mówi...
- Do diabła z nim!
- Pomyśl tylko, Effie jest bezpieczniejsza tutaj. Nic jej nie zrobią. Gdybyśmy ją zabrali ze sobą, narazilibyśmy resztę ekipy. A nie możemy zabrać ich wszystkich... Effie jest jedną z nich...
- Nic o niej nie wiesz! - głos Haymitcha wydawał się bardziej agresywny niż zazwyczaj, ale może to tylko jej wyobraźnia.
- A ty wiesz? - odgryzł się Peeta. - Skąd masz pewność, że nie zagrozi rebelii?
Effie zakryła usta dłonią, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Rebelia? O czym oni mówią? Czuła jak krew odpływa jej z twarzy. Dłonie miała lodowate. Po całym ciele przechodziły jej ciarki.
- ... znam ją. - mówił Haymitch. - Porozmawiaj z Plutarch'em. Proszę.
Cisza. A później westchnienie.
- Dobra, ale niczego ci nie obiecuję.
Musiała iść. Nie mogła zostać przyłapana na podsłuchiwaniu. To o czym rozmawiali, zdecydowanie nie powinno do niej dotrzeć. Nie powinna usłyszeć ani słowa z tej rozmowy, nawet jeśli mało z tego rozumiała.
Rebelia. Wolała nie zastanawiać się co to wszystko znaczy.
Odeszła czym prędzej, zostawiając za sobą zamknięte drzwi do pokoju Haymitcha. Nie chciała, żeby ją przyłapali. Nie mogła się przed nimi zdradzić, że cokolwiek słyszała.
Na jej szczęście, umiała dobrze grać.
Piętnaście minut później do jadalni wszedł Haymitch. Do tego czasu Effie zdążyła się opanować. Uspokoiła drżące dłonie i zachowywała się normalnie.
- Myślałam, że jesteś na treningu? - powiedziała Effie, kiedy tylko Haymitch wszedł.
- Nie. - wymamrotał. - Dzisiaj sobie odpuściłem.
Starała się nie myśleć o tym co usłyszała wcześniej. Kiedy na niego spojrzała z łatwością udało jej się przywołać na twarz łagodny uśmiech.
- Dlaczego? - zapytała.
- Musiałem załatwić jedną sprawę. - mrugnął do niej.
Effie tylko pokiwała głową. Mimo wszystko w jej myślach w kółko i w kółko powracało jedno słowo. Rebelia. Jeśli rzeczywiście istnieje ruch oporu, który planuje rebelię, to jedyny powód dla którego Haymitch rozmawiał o tym z Peetą był taki, że oboje do tego ruchu należeli. Tak samo jak tegoroczny główny organizator Igrzysk.
Pięknie, i co teraz? Pomyślała.

Jak dobrze, że znowu piszesz! Czytałam już Twojego bloga ("Kim jesteś?" i "Chora na serce") zanim sama zaczęłam pisać, i uwielbiam Twoje ficki, dlatego też czuję się zaszczycona, że odwiedziłaś mojego bloga! :D Dzisiaj na spokojnie poczytam sobie Twoje "Ćwierćwiecze". A tak w ogóle to bardzo się cieszę, że Hayfflie znowu żyje. :D
OdpowiedzUsuńCudne! Jezu, zakochałam się w tym <3 Brawo, masz talent ^^ Czytałam ,,Kim jesteś?'' i ,,Chora na serce'' są równie piękne jak to! Niech żyje Hayffie <3
OdpowiedzUsuń