Witajcie!!!
Nareszcie jestem z powrotem, nawet nie macie pojęcia, jak bardzo jestem podekscytowana tym opowiadaniem! Jeszcze nie do końca wiem dokąd poprowadzi, bo wciąż nie jest skończone, ale pracuję nad tym.
Okej, okej, już nie przeszkadzam! Czytajcie sobie! :*
Mam nadzieję, że się Wam spodoba!
Dajcie znać co myślicie. Komentarze dają mi motywację do dalszego pisania! ♥
__________________________________________________________________
Haymitch był zdenerwowany. Odmrażanie sobie tyłka dla jakiegoś kota nie było dla niego idealnym pomysłem na rozpoczęcie dnia.
Wszystko byłoby dobrze gdyby tylko dwie noce wcześniej pamiętał o zamknięciu tego przeklętego okna. Nie musiałby przemierzać całego miasta wzdłuż i wszerz, rozwieszając ogłoszenia o zaginionym kocie. Seam nie było dużym miastem, ale małym też nie było. Jesień zaczęła dawać o sobie znać, więc lodowaty wiatr tylko pogorszył jego humor. Prawda była taka, że gdyby Prim nie umiała robić tej miny zbitego szczeniaka, pewnie nawet nie zaprzątałby sobie głowy tym durnym futrzakiem.
Jaskier. Tak go nazwała. Według niego, powinna go nazwać Pomiotem Szatana, ponieważ kot zdawał się go nienawidzić z pasją, która dorównywała tylko temu co on sam czuł do zwierzaka. Jaskier przez cały czas zdawał się planować jego morderstwo. Jego jedynym pocieszeniem było to, że Katniss zdawała się nienawidzić kota tak bardzo jak on. Co jakiś czas powtarzała, że jeśli jeszcze raz znajdzie go w swoim pokoju, ugotuje z niego zupę. Oczywiście, Prim nie pozwoliłaby, żeby cokolwiek stało się jej kochanemu kotkowi. I to był kolejny powód dla którego Haymitch spędził większość dnia marznąc, rozwieszając plakaty i przeklinając tą wredną kulkę rudego futra. Prim była jego słabością, tak samo jak Katniss. Obie przeszły wystarczająco dużo i nie chciał już widzieć smutku na ich twarzach.
Zamknął za sobą drzwi frontowe i ruszył prosto do kuchni. Rzucił pomięte plakaty na stół. Otworzył szafkę i od razu ją zamknął. Nie było sensu, żeby szukać. W domu i tak nie było ani kropelki alkoholu. A dokładniej, w domu nie było ani kropelki alkoholu już od dwóch miesięcy. Odpędził od siebie myśl o wypiciu czegoś mocniejszego i opadł na najbliższe krzesło.
Od dwóch miesięcy nie wypił nic mocniejszego niż sok pomarańczowy. Nie mógł pozwolić, żeby dziewczyny zabrała opieka społeczna. Kiedy Katniss zapukała, albo raczej, mało nie wyważyła jego frontowych drzwi, z przerażeniem w oczach, nie miał większego wyboru. Zastanawiał się, naprawdę rozważał opcję, żeby nie wziąć ich pod swój dach, ale z chwilą gdy tylko o tym pomyślał, twarz ich ojca pojawiła się przed jego oczami. Ojciec dziewczynek był jak jego brat. Gdyby Haymitch nie był tak zajęty piciem whiskey, zauważyłby, że coś jest nie tak. Powinien sprawdzać, jak sobie radzą. Lecz zamiast tego, on postanowił, że butelka jest ważniejsza. Dlatego kiedy Katniss przyszła do niego, błagając go o pomoc, zgodził się.
Teraz od dwóch miesięcy dziewczynki mieszkały u niego, Lily została zamknięta w ośrodku, a Haymitch zmagał się z objawami odwyku. Najgorsze już przeszło, ale drżące dłonie były ciągłym przypomnieniem, że tak naprawdę jest starym pijakiem.
Telefon w jego kieszeni zaczął piszczeć niemiłosiernie, a Haymitch zaczął cicho przeklinać Prim za to, że ustawiła mu ten głupi dzwonek. Wyciągnął komórkę z kieszeni i odebrał bez patrzenia na ekran.
- Czy ojciec roku odnalazł zaginionego kotka? - odezwał się znajomy, zachrypnięty głos. Na ustach Haymitcha zabłądził uśmieszek.
- Ojciec roku może skopać ci tyłek. - odpowiedział.
- Auć, taki brutalny. - zakpił jego przyjaciel.
- Czego chcesz Chaff?
- Nie jesteś zbyt przyjacielski, wiesz? - mężczyzna po drugiej stronie westchnął, jakby Haymitch sprawiał mu psychiczny ból. - Zastanawiałem się, jak sobie radzisz?
Haymitch doskonale wiedział, jaki był powód tego telefonu. Od czasu do czasu jego znajomi twierdzili, że trzeba sprawdzić co się u niego dzieje. Wszyscy martwili się sytuacją w jakiej znalazły się Katniss i Prim, wszyscy starali się pomóc jak tylko mogli. Nawet Johanna.
- Powiedz reszcie, żeby się nie martwili. - parsknął. - Kto kazał ci zadzwonić? - ponieważ choć Chaff był jego najlepszym przyjacielem, nie sądził, żeby ten telefon był z jego inicjatywy. - Stawiam na Johannę, zawsze była taką przejmującą się duszyczką.
- Prawda, ale to nie ona. - zaśmiał się Chaff po drugiej stronie. - Annie i Finnick zapraszają ciebie i dziewczyny na obiad. Powiedzmy, że to taka mała impreza. Będzie też reszta...
- Co to za okazja?
- Bez okazji. - powiedział i Haymitch prawie mógł zobaczyć, jak Chaff wzrusza ramionami. - Annie mówi, że dawno się wszyscy nie widzieliśmy. Chyba Finnick za nami tęskni. - dodał rechocząc ze śmiechu.
- Bez wątpienia. - zaśmiał się. - Kiedy by to miało być?
- W przyszłym miesiącu? Annie nalega, żeby byli wszyscy i pierwszy termin, który pasuje wszystkim jest dopiero w październiku. Dwunastego.
- Okej, sprawdzę w kalendarzu czy mam wolną chwilę i dam ci znać. - zażartował. Oboje wiedzieli, że Haymitch nie ma żadnych planów. Jego życie było nudne. Oprócz koszmarów w nocy, dziewczynek w dzień i nieustannego pragnienia wypicia czegoś mocniejszego w jego życiu nie było nic wartego uwagi.
- Taki wspaniałomyślny. - zakpił Chaff, jednak po chwili jego głos stał się bardziej poważny. - A teraz tak na serio. Jak się trzymasz?
- Jakoś. - wzruszył ramionami. Jego przyjaciel wiedział, że nie było sensu naciskać, bo Haymitch i tak nic nie powie.
- Co z kotem?
- Jeśli go znajdę, to zrobię z niego czapkę.
- A dziewczyny?
- W szkole. - spojrzał na zegar na ścianie. - Powinny niedługo wrócić.
- Jak sobie radzą? - Chaff miał słabość do Katniss i Prim. Trudno się było dziwić; wszyscy jego znajomi uwielbiali dziewczyny od pierwszego momentu, jak tylko je poznali.
- Jakoś. - znów wzruszył ramionami. - W tym tygodniu Katniss była wezwana do gabinetu dyrektora tylko raz. Robi postępy.
Naprawdę, Haymitch był pewny, że przez nią osiwieje jeszcze przez końcem roku. Pierwszy miesiąc roku szkolnego jeszcze się nie skończył, a dyrektor już nie raz groził, że jeśli Katniss będzie sprawiała problemy, wezwie opiekę społeczną. Starał się o tym porozmawiać z Katniss, ale jej odpowiedź była zawsze taka sama: "Nie musisz się przejmować!" i dźwięk zatrzaskujących się drzwi do jej pokoju. Nastolatki. Na szczęście Prim była spokojna.
- A Prim? - zapytał Chaff.
- Zaczyna być bardziej śmiała. - ponieważ za pierwszym razem, kiedy Prim pokazała się w jego domu, nie mówiła zbyt wiele. Była przestraszona i nieśmiała.
- To dobrze. Już myślałem, że... - ale w tym momencie rozległ się dźwięk zatrzaskiwanych drzwi frontowych i śmiech dwóch nastolatek.
- Dziewczyny przyszły ze szkoły. - powiedział Haymitch, przerywając Chaffowi.
- Ojciec roku musi kończyć? - po drugiej stronie połączenia rozbrzmiał donośny śmiech.
- Naprawdę oberwiesz. - zanim się rozłączył, usłyszał jeszcze głośniejszy rechot.
Zdążył odłożyć telefon na stół, kiedy do kuchni weszły dwie, śmiejące się dziewczyny. Prim uśmiechnęła się do niego na powitanie. Jej niebieskie oczy błyszczały, co było dla niego dobrym znakiem, bo od początku lata, kiedy tylko obie siostry u niego zamieszkały, w ich oczach nie było nic więcej, jak pustka. Blond włosy Prim były zaplecione w warkocz, co mówiło mu, że Katniss zabawiła się w fryzjerkę przed wyjściem do szkoły. Jej własne, ciemne włosy były związane w tym samym stylu.
- Znalazłeś sierściucha? - zapytała Katniss, podchodząc do lodówki, żeby wyciągnąć z niej karton z sokiem pomarańczowym. Pociągnęła zdrowy łyk prosto z kartony, nie przejmując się żadnymi szklankami.
- Ciebie też miło widzieć, skarbie. - odpowiedział uśmiechając się półgębkiem. Szybko jego uśmiech zniknął z twarzy. - Nie. Porozwieszałem plakaty. Na pewno ktoś go znajdzie.
Uśmiech Prim nieco przygasł.
- Pewnie ktoś niedługo zadzwoni, żeby powiedzieć, że go znalazł. - powiedziała niepewnie, patrząc na zmianę na Katniss i na niego.
- Na pewno! - powiedziała Katniss, starając się brzmieć optymistycznie.
- Jak było w szkole? - Haymitch szybko zmienił temat.
- Dobrze! - na twarzy młodszej siostry znów zawitał szeroki uśmiech. - Poznałam różnicę między komórką zwierzęcą i roślinną!
Zaczęła mu tłumaczyć czego dokładnie się nauczyła i Haymitch był więcej niż szczęśliwy, żeby przestać słuchać. Wciąż kiwał głową i potakiwał, ale jego myśli były daleko. Dzieciak był zafascynowany biologią; w przyszłości chciała zostać lekarzem.
Haymitch rozmyślał nad tym, jak w ciągu dwóch miesięcy zdążył się przyzwyczaić do obecności nastolatek w domu. Choć początki ich wspólnego życia nie zaczęły się wspaniale, zaczynali powoli wychodzić na prostą. Zaczął nawet mieć nadzieję, że któregoś dnia, Prim stanie się jeszcze bardziej śmiała, Katniss zacznie z nim normalnie rozmawiać i nie będzie uciekać ze szkoły i wdawać się w bójki, oraz, że może, tylko może, któregoś dnia nawet on nie będzie myślał o alkoholu w każdej chwili swojego dnia. Nadzieja była niebezpieczną rzeczą. Lecz może cała ich trójka będzie mogła zacząć życie od nowa. Razem.
Wszystko byłoby dobrze gdyby tylko dwie noce wcześniej pamiętał o zamknięciu tego przeklętego okna. Nie musiałby przemierzać całego miasta wzdłuż i wszerz, rozwieszając ogłoszenia o zaginionym kocie. Seam nie było dużym miastem, ale małym też nie było. Jesień zaczęła dawać o sobie znać, więc lodowaty wiatr tylko pogorszył jego humor. Prawda była taka, że gdyby Prim nie umiała robić tej miny zbitego szczeniaka, pewnie nawet nie zaprzątałby sobie głowy tym durnym futrzakiem.
Jaskier. Tak go nazwała. Według niego, powinna go nazwać Pomiotem Szatana, ponieważ kot zdawał się go nienawidzić z pasją, która dorównywała tylko temu co on sam czuł do zwierzaka. Jaskier przez cały czas zdawał się planować jego morderstwo. Jego jedynym pocieszeniem było to, że Katniss zdawała się nienawidzić kota tak bardzo jak on. Co jakiś czas powtarzała, że jeśli jeszcze raz znajdzie go w swoim pokoju, ugotuje z niego zupę. Oczywiście, Prim nie pozwoliłaby, żeby cokolwiek stało się jej kochanemu kotkowi. I to był kolejny powód dla którego Haymitch spędził większość dnia marznąc, rozwieszając plakaty i przeklinając tą wredną kulkę rudego futra. Prim była jego słabością, tak samo jak Katniss. Obie przeszły wystarczająco dużo i nie chciał już widzieć smutku na ich twarzach.
Zamknął za sobą drzwi frontowe i ruszył prosto do kuchni. Rzucił pomięte plakaty na stół. Otworzył szafkę i od razu ją zamknął. Nie było sensu, żeby szukać. W domu i tak nie było ani kropelki alkoholu. A dokładniej, w domu nie było ani kropelki alkoholu już od dwóch miesięcy. Odpędził od siebie myśl o wypiciu czegoś mocniejszego i opadł na najbliższe krzesło.
Od dwóch miesięcy nie wypił nic mocniejszego niż sok pomarańczowy. Nie mógł pozwolić, żeby dziewczyny zabrała opieka społeczna. Kiedy Katniss zapukała, albo raczej, mało nie wyważyła jego frontowych drzwi, z przerażeniem w oczach, nie miał większego wyboru. Zastanawiał się, naprawdę rozważał opcję, żeby nie wziąć ich pod swój dach, ale z chwilą gdy tylko o tym pomyślał, twarz ich ojca pojawiła się przed jego oczami. Ojciec dziewczynek był jak jego brat. Gdyby Haymitch nie był tak zajęty piciem whiskey, zauważyłby, że coś jest nie tak. Powinien sprawdzać, jak sobie radzą. Lecz zamiast tego, on postanowił, że butelka jest ważniejsza. Dlatego kiedy Katniss przyszła do niego, błagając go o pomoc, zgodził się.
Teraz od dwóch miesięcy dziewczynki mieszkały u niego, Lily została zamknięta w ośrodku, a Haymitch zmagał się z objawami odwyku. Najgorsze już przeszło, ale drżące dłonie były ciągłym przypomnieniem, że tak naprawdę jest starym pijakiem.
Telefon w jego kieszeni zaczął piszczeć niemiłosiernie, a Haymitch zaczął cicho przeklinać Prim za to, że ustawiła mu ten głupi dzwonek. Wyciągnął komórkę z kieszeni i odebrał bez patrzenia na ekran.
- Czy ojciec roku odnalazł zaginionego kotka? - odezwał się znajomy, zachrypnięty głos. Na ustach Haymitcha zabłądził uśmieszek.
- Ojciec roku może skopać ci tyłek. - odpowiedział.
- Auć, taki brutalny. - zakpił jego przyjaciel.
- Czego chcesz Chaff?
- Nie jesteś zbyt przyjacielski, wiesz? - mężczyzna po drugiej stronie westchnął, jakby Haymitch sprawiał mu psychiczny ból. - Zastanawiałem się, jak sobie radzisz?
Haymitch doskonale wiedział, jaki był powód tego telefonu. Od czasu do czasu jego znajomi twierdzili, że trzeba sprawdzić co się u niego dzieje. Wszyscy martwili się sytuacją w jakiej znalazły się Katniss i Prim, wszyscy starali się pomóc jak tylko mogli. Nawet Johanna.
- Powiedz reszcie, żeby się nie martwili. - parsknął. - Kto kazał ci zadzwonić? - ponieważ choć Chaff był jego najlepszym przyjacielem, nie sądził, żeby ten telefon był z jego inicjatywy. - Stawiam na Johannę, zawsze była taką przejmującą się duszyczką.
- Prawda, ale to nie ona. - zaśmiał się Chaff po drugiej stronie. - Annie i Finnick zapraszają ciebie i dziewczyny na obiad. Powiedzmy, że to taka mała impreza. Będzie też reszta...
- Co to za okazja?
- Bez okazji. - powiedział i Haymitch prawie mógł zobaczyć, jak Chaff wzrusza ramionami. - Annie mówi, że dawno się wszyscy nie widzieliśmy. Chyba Finnick za nami tęskni. - dodał rechocząc ze śmiechu.
- Bez wątpienia. - zaśmiał się. - Kiedy by to miało być?
- W przyszłym miesiącu? Annie nalega, żeby byli wszyscy i pierwszy termin, który pasuje wszystkim jest dopiero w październiku. Dwunastego.
- Okej, sprawdzę w kalendarzu czy mam wolną chwilę i dam ci znać. - zażartował. Oboje wiedzieli, że Haymitch nie ma żadnych planów. Jego życie było nudne. Oprócz koszmarów w nocy, dziewczynek w dzień i nieustannego pragnienia wypicia czegoś mocniejszego w jego życiu nie było nic wartego uwagi.
- Taki wspaniałomyślny. - zakpił Chaff, jednak po chwili jego głos stał się bardziej poważny. - A teraz tak na serio. Jak się trzymasz?
- Jakoś. - wzruszył ramionami. Jego przyjaciel wiedział, że nie było sensu naciskać, bo Haymitch i tak nic nie powie.
- Co z kotem?
- Jeśli go znajdę, to zrobię z niego czapkę.
- A dziewczyny?
- W szkole. - spojrzał na zegar na ścianie. - Powinny niedługo wrócić.
- Jak sobie radzą? - Chaff miał słabość do Katniss i Prim. Trudno się było dziwić; wszyscy jego znajomi uwielbiali dziewczyny od pierwszego momentu, jak tylko je poznali.
- Jakoś. - znów wzruszył ramionami. - W tym tygodniu Katniss była wezwana do gabinetu dyrektora tylko raz. Robi postępy.
Naprawdę, Haymitch był pewny, że przez nią osiwieje jeszcze przez końcem roku. Pierwszy miesiąc roku szkolnego jeszcze się nie skończył, a dyrektor już nie raz groził, że jeśli Katniss będzie sprawiała problemy, wezwie opiekę społeczną. Starał się o tym porozmawiać z Katniss, ale jej odpowiedź była zawsze taka sama: "Nie musisz się przejmować!" i dźwięk zatrzaskujących się drzwi do jej pokoju. Nastolatki. Na szczęście Prim była spokojna.
- A Prim? - zapytał Chaff.
- Zaczyna być bardziej śmiała. - ponieważ za pierwszym razem, kiedy Prim pokazała się w jego domu, nie mówiła zbyt wiele. Była przestraszona i nieśmiała.
- To dobrze. Już myślałem, że... - ale w tym momencie rozległ się dźwięk zatrzaskiwanych drzwi frontowych i śmiech dwóch nastolatek.
- Dziewczyny przyszły ze szkoły. - powiedział Haymitch, przerywając Chaffowi.
- Ojciec roku musi kończyć? - po drugiej stronie połączenia rozbrzmiał donośny śmiech.
- Naprawdę oberwiesz. - zanim się rozłączył, usłyszał jeszcze głośniejszy rechot.
Zdążył odłożyć telefon na stół, kiedy do kuchni weszły dwie, śmiejące się dziewczyny. Prim uśmiechnęła się do niego na powitanie. Jej niebieskie oczy błyszczały, co było dla niego dobrym znakiem, bo od początku lata, kiedy tylko obie siostry u niego zamieszkały, w ich oczach nie było nic więcej, jak pustka. Blond włosy Prim były zaplecione w warkocz, co mówiło mu, że Katniss zabawiła się w fryzjerkę przed wyjściem do szkoły. Jej własne, ciemne włosy były związane w tym samym stylu.
- Znalazłeś sierściucha? - zapytała Katniss, podchodząc do lodówki, żeby wyciągnąć z niej karton z sokiem pomarańczowym. Pociągnęła zdrowy łyk prosto z kartony, nie przejmując się żadnymi szklankami.
- Ciebie też miło widzieć, skarbie. - odpowiedział uśmiechając się półgębkiem. Szybko jego uśmiech zniknął z twarzy. - Nie. Porozwieszałem plakaty. Na pewno ktoś go znajdzie.
Uśmiech Prim nieco przygasł.
- Pewnie ktoś niedługo zadzwoni, żeby powiedzieć, że go znalazł. - powiedziała niepewnie, patrząc na zmianę na Katniss i na niego.
- Na pewno! - powiedziała Katniss, starając się brzmieć optymistycznie.
- Jak było w szkole? - Haymitch szybko zmienił temat.
- Dobrze! - na twarzy młodszej siostry znów zawitał szeroki uśmiech. - Poznałam różnicę między komórką zwierzęcą i roślinną!
Zaczęła mu tłumaczyć czego dokładnie się nauczyła i Haymitch był więcej niż szczęśliwy, żeby przestać słuchać. Wciąż kiwał głową i potakiwał, ale jego myśli były daleko. Dzieciak był zafascynowany biologią; w przyszłości chciała zostać lekarzem.
Haymitch rozmyślał nad tym, jak w ciągu dwóch miesięcy zdążył się przyzwyczaić do obecności nastolatek w domu. Choć początki ich wspólnego życia nie zaczęły się wspaniale, zaczynali powoli wychodzić na prostą. Zaczął nawet mieć nadzieję, że któregoś dnia, Prim stanie się jeszcze bardziej śmiała, Katniss zacznie z nim normalnie rozmawiać i nie będzie uciekać ze szkoły i wdawać się w bójki, oraz, że może, tylko może, któregoś dnia nawet on nie będzie myślał o alkoholu w każdej chwili swojego dnia. Nadzieja była niebezpieczną rzeczą. Lecz może cała ich trójka będzie mogła zacząć życie od nowa. Razem.





