Obróciła głowę w jego stronę tak szybko, że poczuła ostry ból w szyi. Oczy Haymitcha wciąż były zamknięte. Miał miarowy oddech; wszystko wskazywało na to, że wciąż spał.
Czuła jak w jej klatce piersiowej rozlewa się coś ciepłego. Pierwsze słowo, jakie wypowiedział po miesiącu rozłąki i było to jej imię. Jego palce znów delikatnie ścisnęły jej dłoń. Wpatrywała się w jego twarz, oczekując, że za chwilę otworzy oczy. Nie zrobił tego. Odetchnął głęboko i wciąż spał.
- Muszę wracać do Katniss. - usłyszała za sobą Peetę. Tym razem się nie obejrzała, żeby na niego spojrzeć. - Zostaniesz z nim?
- Nie zamierzam się stąd ruszać. - co za głupie pytanie. Czy z nim zostanie? Tak długo, jak to będzie możliwe. Nie zamierzała go spuszczać z oczu.
- Jeśli coś by się działo... Po prostu zawołaj kogoś, dobrze?
- Dobrze.
Kilka sekund później usłyszała jak zamyka za sobą drzwi. I znów została sama z nieprzytomnym Haymitchem. Patrzyła jak jego powieki drgają, jak żyła na jego szyi pulsuje, dając jej pewność, że wciąż żyje. Bała się, że jeśli zostawi go na sekundę, to znów stanie się coś złego. Nie mogła na to pozwolić. Effie była egoistką i nie przeżyłaby kolejnej rozłąki.
Nie miała pojęcia kiedy zasnęła, ale jedyne co wiedziała to to, że w jednej chwili patrzyła na Haymitcha, a w drugiej poczuła, jak coś dotyka jej włosów. Wciąż była na łóżku Haymitcha, policzek dotykał jego dłoni, którą wciąż trzymała jedną ręką. Czyjeś palce były wplątane w jej włosy. Usiadła szybciej, niż mogłaby pomyśleć. Zignorowała to, że jej ciało było odrętwiałe. Jej oczy napotkały spojrzenie szarych tęczówek. Na jej ustach pojawił się słaby uśmiech. Serce biło jej tak mocno, że zastanawiała się, kiedy wyskoczy z jej piersi.
- Effie - szepnął, pochłaniając jej twarz wzrokiem. Wpatrywał się w nią, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół jej twarzy.
Pokiwała głową, niezdolna do wypowiedzenia jednego słowa. Zagryzła dolną wargę. Tak długo czekała, żeby znów móc zobaczyć jego oczy, żeby móc z nim porozmawiać, a teraz nie mogła wydusić z siebie żadnego dźwięku.
- Czy ja umarłem? - poczuła łzy, które wzbierały w jej oczach. Mówienie sprawiało mu trudności, jego głos był niski, słaby i zachrypnięty.
- Nie - pokręciła głową, starając się powstrzymać od płaczu. Jednak kilka łez spłynęło po jej policzkach.
Wpatrywał się w nią z lekko zmarszczonymi brwiami, jakby coś mu się nie zgadzało. Wyswobodził swoją dłoń z jej uścisku i uniósł, jakby chciał jej dotknąć. Nie miał tyle siły, więc Effie znów ujęła jego dłoń i przycisnęła ją do swojego policzka. Haymitch zamknął oczy, jakby dotyk jej skóry przynosił mu ulgę. Jednak, kiedy znów na nią spojrzał w jego oczach malował się ból.
- Powiedzieli, że nie żyjesz. - wyszeptał. Poczuła jak coś jej się przewraca w żołądku.
- Żyję... I ty także. - Jego kciuk pocierał skórę jej policzka.
- Czy to sen?
- Nie. Haymitch, jestem tutaj. - pocałowała wnętrze jego nadgarstka. - Jesteś bezpieczny.
- Effie...
Wydawał się oderwany od rzeczywistości. Nie potrafił przetrawić tego, że nie jest już w celi w Kapitolu. Po prostu patrzył na nią, a w jego oczach odbijało się coś na kształt tęsknoty. Nie przyjmował do wiadomości, że ona siedzi obok niego. Że jest prawdziwa.
Jak wiele razy siedział w swojej celi i wyobrażał sobie, że Effie jest koło niego? Jak wiele razy mu się to śniło? Jak wiele razy przychodziły do niego halucynacje?
Nie ważne jak wiele razy mu powtarzała, że jest prawdziwa, że żyje, że oboje są bezpieczni, on wydawał się pogrążony w swoich własnych myślach.
Nie płakał. Nie krzyczał. Po prostu leżał na łóżku, wyglądając jakby był jedną nogą w grobie i wpatrywał się w nią.
Ile czasu upłynie, zanim zrozumie, że naprawdę nie jest już w Kapitolu?
Nie wiedziała ile czasu minęło odkąd się obudziła, ale Haymitch wyglądał na zmęczonego. Coraz trudniej było mu otworzyć oczy po każdym mrugnięciu. Effie odgarnęła mu włosy z czoła. Potrzebował wizyty u fryzjera.
- Śpij. - powiedziała, wciąż bawiąc się jego włosami.
- Jeśli zasnę, to znikniesz. - jego słowa zlewały się w jedno i trudno było go zrozumieć. - Nie chcę cię znów stracić.
- Nie stracisz. - głos jej się załamał. Ile jeszcze razy będzie płakać? - Będę tu, kiedy się obudzisz. Obiecuję.
Pochyliła się powoli i złożyła delikatny pocałunek w kąciku jego ust. Zamknął oczy i tym razem już ich nie otworzył. Nie minęła sekunda i znów spał.
Effie czuła ciepło w okolicach serca, kiedy patrzyła, jak spokojnie spał, a jednocześnie czuła nienawiść do ludzi, którzy mu to zrobili. Snow za to zapłaci.
Drzwi za nią się otworzyły. Kiedy spojrzała przez ramię, zobaczyła tego samego lekarza, który jej powiedział, że może wejść.
- Pani wciąż tutaj? - zapytał lekarz, niezbyt zdziwiony jej widokiem. - Coś się działo?
- Obudził się. - powiedziała cicho. - Kilka minut temu, znowu zasnął.
- Mówił coś? - lekarz zaczął sprawdzać odczyty z maszyn.
- Myślał, że nie żyje. A później chyba myślał, że wciąż jest w Kapitolu.
Lekarz pokiwał głową, jakby dokładnie tego się spodziewał.
- Jest w szoku. Nie potrafi wpasować się w rzeczywistość. Przez miesiąc trzymali go w okropnych warunkach, torturowali go... Nic dziwnego, że bierze to wszystko za sen lub halucynacje.
- Czy można mu jakoś pomóc... Dostosować się? Przekonać go, że to jest rzeczywistość? Że jest bezpieczny?
- Po pierwsze, powinny tu zaglądać osoby, które zna. Ktoś, z kim miał kontakt przed tym wszystkim. Obecność znajomych powinna go przekonać, że nie jest już w więzieniu.
- I to starczy?
- Powinno. - pokiwał głową. - Dużo przeszedł w bardzo krótkim czasie. Byłbym zdziwiony, gdyby nie zrobiło to na nim... Że tak powiem... Wrażenia.
Skończył sprawdzać maszyny i kroplówki do których Haymitch był podłączony. Spojrzał na nią i Effie miała wrażenie, że za chwilę ją wygoni. Powie, że pacjent potrzebuje odpoczynku. Ale zaskoczył ją. Uśmiechnął się słabo.
- Wrócę za kilka godzin. Gdyby coś się działo, proszę kogoś zawołać.
Pokiwała głową.
Kiedy lekarz wyszedł, Effie zaczęła myśleć o tym co jej powiedział. Haymitch potrzebował otoczenia znajomych twarzy. A skoro o niej myślał, jak o śnie, to potrzebował kogoś innego. Pomyślała o Peecie, Katniss... Może nawet udałoby się sprowadzić Finnicka, oczywiście z Annie. Być może Plutarch też mógłby go odwiedzić. Effie obiecała sobie, że nie ważne czego będzie musiała użyć, sprawi, że Haymitch zrozumie, że nic więcej mu nie grozi.
Że Effie jest przy nim.
Czuła jak w jej klatce piersiowej rozlewa się coś ciepłego. Pierwsze słowo, jakie wypowiedział po miesiącu rozłąki i było to jej imię. Jego palce znów delikatnie ścisnęły jej dłoń. Wpatrywała się w jego twarz, oczekując, że za chwilę otworzy oczy. Nie zrobił tego. Odetchnął głęboko i wciąż spał.
- Muszę wracać do Katniss. - usłyszała za sobą Peetę. Tym razem się nie obejrzała, żeby na niego spojrzeć. - Zostaniesz z nim?
- Nie zamierzam się stąd ruszać. - co za głupie pytanie. Czy z nim zostanie? Tak długo, jak to będzie możliwe. Nie zamierzała go spuszczać z oczu.
- Jeśli coś by się działo... Po prostu zawołaj kogoś, dobrze?
- Dobrze.
Kilka sekund później usłyszała jak zamyka za sobą drzwi. I znów została sama z nieprzytomnym Haymitchem. Patrzyła jak jego powieki drgają, jak żyła na jego szyi pulsuje, dając jej pewność, że wciąż żyje. Bała się, że jeśli zostawi go na sekundę, to znów stanie się coś złego. Nie mogła na to pozwolić. Effie była egoistką i nie przeżyłaby kolejnej rozłąki.
Nie miała pojęcia kiedy zasnęła, ale jedyne co wiedziała to to, że w jednej chwili patrzyła na Haymitcha, a w drugiej poczuła, jak coś dotyka jej włosów. Wciąż była na łóżku Haymitcha, policzek dotykał jego dłoni, którą wciąż trzymała jedną ręką. Czyjeś palce były wplątane w jej włosy. Usiadła szybciej, niż mogłaby pomyśleć. Zignorowała to, że jej ciało było odrętwiałe. Jej oczy napotkały spojrzenie szarych tęczówek. Na jej ustach pojawił się słaby uśmiech. Serce biło jej tak mocno, że zastanawiała się, kiedy wyskoczy z jej piersi.
- Effie - szepnął, pochłaniając jej twarz wzrokiem. Wpatrywał się w nią, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół jej twarzy.
Pokiwała głową, niezdolna do wypowiedzenia jednego słowa. Zagryzła dolną wargę. Tak długo czekała, żeby znów móc zobaczyć jego oczy, żeby móc z nim porozmawiać, a teraz nie mogła wydusić z siebie żadnego dźwięku.
- Czy ja umarłem? - poczuła łzy, które wzbierały w jej oczach. Mówienie sprawiało mu trudności, jego głos był niski, słaby i zachrypnięty.
- Nie - pokręciła głową, starając się powstrzymać od płaczu. Jednak kilka łez spłynęło po jej policzkach.
Wpatrywał się w nią z lekko zmarszczonymi brwiami, jakby coś mu się nie zgadzało. Wyswobodził swoją dłoń z jej uścisku i uniósł, jakby chciał jej dotknąć. Nie miał tyle siły, więc Effie znów ujęła jego dłoń i przycisnęła ją do swojego policzka. Haymitch zamknął oczy, jakby dotyk jej skóry przynosił mu ulgę. Jednak, kiedy znów na nią spojrzał w jego oczach malował się ból.
- Powiedzieli, że nie żyjesz. - wyszeptał. Poczuła jak coś jej się przewraca w żołądku.
- Żyję... I ty także. - Jego kciuk pocierał skórę jej policzka.
- Czy to sen?
- Nie. Haymitch, jestem tutaj. - pocałowała wnętrze jego nadgarstka. - Jesteś bezpieczny.
- Effie...
Wydawał się oderwany od rzeczywistości. Nie potrafił przetrawić tego, że nie jest już w celi w Kapitolu. Po prostu patrzył na nią, a w jego oczach odbijało się coś na kształt tęsknoty. Nie przyjmował do wiadomości, że ona siedzi obok niego. Że jest prawdziwa.
Jak wiele razy siedział w swojej celi i wyobrażał sobie, że Effie jest koło niego? Jak wiele razy mu się to śniło? Jak wiele razy przychodziły do niego halucynacje?
Nie ważne jak wiele razy mu powtarzała, że jest prawdziwa, że żyje, że oboje są bezpieczni, on wydawał się pogrążony w swoich własnych myślach.
Nie płakał. Nie krzyczał. Po prostu leżał na łóżku, wyglądając jakby był jedną nogą w grobie i wpatrywał się w nią.
Ile czasu upłynie, zanim zrozumie, że naprawdę nie jest już w Kapitolu?
Nie wiedziała ile czasu minęło odkąd się obudziła, ale Haymitch wyglądał na zmęczonego. Coraz trudniej było mu otworzyć oczy po każdym mrugnięciu. Effie odgarnęła mu włosy z czoła. Potrzebował wizyty u fryzjera.
- Śpij. - powiedziała, wciąż bawiąc się jego włosami.
- Jeśli zasnę, to znikniesz. - jego słowa zlewały się w jedno i trudno było go zrozumieć. - Nie chcę cię znów stracić.
- Nie stracisz. - głos jej się załamał. Ile jeszcze razy będzie płakać? - Będę tu, kiedy się obudzisz. Obiecuję.
Pochyliła się powoli i złożyła delikatny pocałunek w kąciku jego ust. Zamknął oczy i tym razem już ich nie otworzył. Nie minęła sekunda i znów spał.
Effie czuła ciepło w okolicach serca, kiedy patrzyła, jak spokojnie spał, a jednocześnie czuła nienawiść do ludzi, którzy mu to zrobili. Snow za to zapłaci.
Drzwi za nią się otworzyły. Kiedy spojrzała przez ramię, zobaczyła tego samego lekarza, który jej powiedział, że może wejść.
- Pani wciąż tutaj? - zapytał lekarz, niezbyt zdziwiony jej widokiem. - Coś się działo?
- Obudził się. - powiedziała cicho. - Kilka minut temu, znowu zasnął.
- Mówił coś? - lekarz zaczął sprawdzać odczyty z maszyn.
- Myślał, że nie żyje. A później chyba myślał, że wciąż jest w Kapitolu.
Lekarz pokiwał głową, jakby dokładnie tego się spodziewał.
- Jest w szoku. Nie potrafi wpasować się w rzeczywistość. Przez miesiąc trzymali go w okropnych warunkach, torturowali go... Nic dziwnego, że bierze to wszystko za sen lub halucynacje.
- Czy można mu jakoś pomóc... Dostosować się? Przekonać go, że to jest rzeczywistość? Że jest bezpieczny?
- Po pierwsze, powinny tu zaglądać osoby, które zna. Ktoś, z kim miał kontakt przed tym wszystkim. Obecność znajomych powinna go przekonać, że nie jest już w więzieniu.
- I to starczy?
- Powinno. - pokiwał głową. - Dużo przeszedł w bardzo krótkim czasie. Byłbym zdziwiony, gdyby nie zrobiło to na nim... Że tak powiem... Wrażenia.
Skończył sprawdzać maszyny i kroplówki do których Haymitch był podłączony. Spojrzał na nią i Effie miała wrażenie, że za chwilę ją wygoni. Powie, że pacjent potrzebuje odpoczynku. Ale zaskoczył ją. Uśmiechnął się słabo.
- Wrócę za kilka godzin. Gdyby coś się działo, proszę kogoś zawołać.
Pokiwała głową.
Kiedy lekarz wyszedł, Effie zaczęła myśleć o tym co jej powiedział. Haymitch potrzebował otoczenia znajomych twarzy. A skoro o niej myślał, jak o śnie, to potrzebował kogoś innego. Pomyślała o Peecie, Katniss... Może nawet udałoby się sprowadzić Finnicka, oczywiście z Annie. Być może Plutarch też mógłby go odwiedzić. Effie obiecała sobie, że nie ważne czego będzie musiała użyć, sprawi, że Haymitch zrozumie, że nic więcej mu nie grozi.
Że Effie jest przy nim.
___________________________________________________________________
Okej, dzisiaj krótko, ale następny rozdział będzie dłuższy - obiecuję! ♥



