czwartek, 14 stycznia 2016

Say You Love Me.


No i mamy kolejny, króciutki Bonusik! Dziś jest Dzień Ukrytej Miłości!
Więc mam nadzieję, że to co napisałam się Wam spodoba. Dajcie znać, czy chcecie jeszcze kilka Bonusów, bo mam parę w zanadrzu. ^^ ;) (MUZYKA)
_______________________________________________________________
Kłócili się non stop, ale raz do roku przychodziła jedna, wielka kłótnia, która ciągnęła się tygodniami. Potrafili wtedy krzyczeć na siebie godzinami, nie dając sobie na wzajem spokoju. I właśnie byli w środku jednej z tych kłótni. Haymitch dziękował losowi, że Effie musiała wyjść na spotkanie z kolejnymi sponsorami, wiedząc, że on sam się nie ruszy. Głowa mu pękała od ciągłych wrzasków. Jedyne co mógł zrobić w tej chwili, to się napić. To zawsze pomagało. A przy okazji, mógł liczyć na to, że odpłynie, zanim Effie wróci.
Siedział na kanapie, pijąc whiskey z butelki. 
Szukanie sponsorów było bezsensowne, jak zdążył jej to wykrzyczeć w twarz. Tegoroczni trybuci byli tak samo przegrani, jak cała reszta. Nie było żadnego sensu w tym, żeby szukać sponsorów. Pomijając fakt, że żaden sponsor, przy zdrowych zmysłach, nie będzie ich dofinansowywał.
Haymitch przystawił butelkę do ust, pochłaniając prawie połowę trunku za jednym razem. Nie zawracał sobie głowy szklankami. Kiedy zabierał się do jeszcze jednego łyku, usłyszał ciche "ding" windy i zachłysnął się alkoholem. Whiskey popłynęła po jego brodzie, ale nie miał czasu, żeby się tym zająć. Odłożył szybko butelkę na podłogę.
Przeklinał ją w myślach za to, że wróciła wcześniej. Nie był w nastroju, żeby znów kłócić się z tą kobietą. Pierwsza rzecz, która przyszła mu to udawać, że śpi. Więc, tak właśnie zrobił. Kładąc się akurat w porę na kanapie, żeby usłyszeć, jak wchodzi na korytarz. Stukanie jej szpilek, niosło się po całym apartamencie. Nie miał czasu na to, żeby ułożyć się jakoś wygodnie. Jedna ręka zwisała z kanapy i dotykała podłogi.
- Haymitch! - usłyszał jej głos, który wskazywał na to, że czegoś od niego chciała. - Haym...
Usłyszał westchnienie, kiedy tylko zobaczyła, że leży "nieprzytomny" na kanapie. Słyszał stukot jej szpilek, kiedy podeszła bliżej do miejsca w którym leżał. Starał się nawet nie oddychać.
- I co ja mam z tobą zrobić, co? - westchnęła cicho. Poczuł jej delikatną dłoń, kiedy podniosła jego rękę i ułożyła ją na jego brzuchu. Chwilę później okryła go kocem, który zawsze leżał na oparciu kanapy. Była taka troskliwa, że Haymitch o mało nie poczuł wyrzutów sumienia, za udawanie pijanego.
Jednak najbardziej zdziwiło go to, że zamiast odejść, Effie usiadła na brzegu kanapy. Czuł ciepło jej ciała, tuż obok swojego. Zimna dłoń odgarnęła włosy z jego twarzy, po czym ujęła jego własną dłoń. Haymitch poczuł się skołowany. Nigdy nie okazywali sobie żadnych czułości.
Jasne, były incydenty. Jak na przykład, pojedyncze pocałunku w policzek, przytulenie drugiej osoby, kiedy zginął kolejny trybut. Oboje w tych momentach potrzebowali ciepła drugiej osoby. Ale między nimi nic, nigdy nie było romantyczne. A jednak sposób, w jaki trzymała jego dłoń, był zbyt... Czuły. W jego brzuchu obudziło się coś, o czym nie chciał nawet myśleć. I wszystko tylko przez jeden, delikatny gest.
Ale na trzymaniu za rękę się nie skończyło. Chwilę później poczuł jej usta na swoich wargach i miał wrażenie, jakby w jego głowie coś eksplodowało. To nie był nawet pocałunek, raczej coś w rodzaju cmoknięcia, a jednak nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Co się dzieje z tą kobietą? W jednej chwili się na niego wydziera, a teraz go całuje?
- Kocham cię, głupku. - wyszeptała, tuż przy jego ustach, tak że ich wargi się o siebie ocierały.
Zabawne, jak osoba, która się nie rusza, może "zamrzeć bez ruchu". Haymitch miał wrażenie, że coś mu się przesłyszało. Przecież Effie nie mogła go kochać. Co to miało znaczyć? Musiał się powstrzymywać, żeby nie otworzyć oczu.
Effie westchnęła jeszcze raz, po czym wstała, puszczając jego dłoń. Stukot jej szpilek, pozwolił Haymitchowi zaryzykować i uchylić powieki. Zdążył zobaczyć, jak Effie wychodzi z salonu. Co to miało znaczyć?
***
Przy obiedzie, Haymitch nie mógł oderwać od niej wzroku. Nie mógł wyrzucić z myśli tego co się stało. Jakim cudem Effie mogła go kochać? Nigdy jej niczego nie obiecywał, nie okazywał jej czułości, a wręcz przeciwnie - wyśmiewał ją na każdym kroku, kłócił się z nią o wszystko. Od pierwszej chwili, kiedy tylko się spotkali, jego życiowym celem było, nie zgadzać się z nią we wszystkim. Mówić "czarny", kiedy ona mówiła "biały" i "góra", kiedy ona mówiła "dół".
Nie mógł nawet sobie wyobrazić, co takiego mogła kochać we wraku człowieka, jakim był. Jego gburowatość, chamstwo, brak manier czy może to, że więcej był pijany niż trzeźwy? Ta kobieta była zagadką. A jednak... Jednak Haymitch nie mógł przestać myśleć o tym, jak się czuł, kiedy poczuł jej usta na swoich. Nie mógł przestać się w nią wpatrywać. Była piękna i nie można było temu zaprzeczyć. Nawet kiedy wyglądała jak klaun, Haymitch mógł zauważyć, że była piękna. Była też dobra. Nie znał żadnej innej opiekunki, która tak bardzo przejmowałaby się losem jej trybutów. Effie płakała za każdym razem, kiedy któreś z nich zginęło.
- Nikt ci nie powiedział, że to nieładnie się gapić? - zapytała, nawet nie podnosząc na niego wzroku, znad swoich dokumentów. Sprawdzała foldery potencjalnych sponsorów. Haymitch był tak w nią zapatrzony, że słowa same uciekły z jego ust.
- Pocałowałaś mnie.
To przykuło jej uwagę. W pierwszej chwili, na jej twarzy pojawiło się coś w rodzaju strachu, ale w ułamku sekundy, strach zastąpiła jej zwyczajna, radosna maska. Zawsze to robiła. Chowała się za maską Opiekunki, żeby ukryć swoje prawdziwe uczucia.
Uśmiechnęła się do niego uprzejmie.
- Słucham? Chyba się przesłyszałam.
- Wcześniej, kiedy leżałem na kanapie. - powiedział. Przyglądał się jej uważnie. Szukał rys w jej masce, czegoś co zdradzałoby uczucia.
- Nie wydaje mi się. - powiedziała uprzejmie, po czym wróciła do przeglądania swoich folderów, a jednocześnie jadła swój obiad.
- A mi się bardzo wydaje, skarbie. - dlaczego ciągnął tą rozmowę? Przecież wiedział, że będzie tego żałował. Mimo to, uparcie starał się wydobyć z niej prawdę.
- Nawet jeśli to prawda, choć tak nie jest, to skąd mógłbyś to wiedzieć?
Znów podniosła na niego wzrok, unosząc pytająco brew. To pytanie zbiło go z tropu. Skąd mógłby wiedzieć, że go pocałowała, skoro spał?
- Szminka. - skłamał. Jej usta były pomalowane na krwisty odcień czerwieni.
Maska opadła i pojawiło się niedowierzanie. Jej niebieskie oczy wpatrywały się w niego ze strachem. Starał się wyglądać jak najniewinniej.
- To nic nie znaczyło. - powiedziała, odwracając wzrok. - Zwykły, przyjacielski gest.
Westchnął i postanowił, że trzeba zakończyć te kłamstwa... Cóż, w pewnym sensie. Wstał ze swojego krzesła i podszedł do miejsca w którym siedziała. Zamarła, kiedy położył jej dłonie na ramionach i nachylił się nad nią, tak, że kiedy się odezwał, jego usta ocierały się o jej ucho.
- Do przyjaciół nie mówi się "głupku". Nikt ci nie powiedział? -wyszeptał, a Effie zadrżała. Odwróciła się do niego z przerażeniem w oczach. Nawet przez warstwę pudru, mógł zobaczyć, że jest czerwona jak burak. Ich usta dzielił teraz tylko centymetr.
- Haymitch... - słowa zamarły jej w gardle, kiedy zobaczyła sposób w jaki na nią patrzył.
- Następnym razem, kiedy będziesz chciała mnie pocałować, po prostu poproś, skarbie.
Szok minął po sekundzie. Zamiast niego pojawił się prowokujący uśmieszek. Właśnie to w niej lubił. Potrafiła podjąć jego wyzwanie.
- Ja nie proszę o nic, Haymitch. - powiedziała z tym uśmiechem. - Kiedy chcę, to biorę.
- Więc, weź.
I tak po prostu, wystarczyło, że przysunęła się o centymetr w jego stronę, a już w następnej sekundzie się całowali. Haymitch powinien czuć się nieswojo, ale zamiast tego, czuł niesamowitą sensację w żołądku. Pocałunek bardziej przypominał walkę o dominację. Napierali na swoje wargi, chcąc przejąć kontrolę nad drugą osobą. Zupełnie, jakby się kłócili.
Haymitch miał nadzieję, że od tej pory, każda kłótnia będzie się kończyła w ten sposób.

4 komentarze:

  1. Opłacało się czekać! To jest takie słodkie! I to wyznawanie miłości na śpiąco wyszło tak naturalnie (co do tego to miałam pewne wątpliwości, a Tobie udało się to ładnie zrobić). Czekam na kolejne shoty! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O matkoo...Ale słodkie! Bardzo lubię jak ktoś opisuje ich losy sprzed igrzysk<3 Jestem skłonna uwierzyć, że tak było naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale uroczo to napisałaś. <3
    Końcówka szczególnie cudowna. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju, ja tu zaraz umrę. To było takie piękne, że ja po prostu nie wiem co powiedzieć ;* Kocham ich <3 A ty jesteś po prostu genialna ;) To było takie cudowne, że nie wiem co mam teraz z sobą zrobić. Pisz i wstawiaj tu coś zaraz, bo ja to jest tak piękne, że ja muszę przeczytać coś dalej, bo nie wiem... Nie wiem po prostu co mam napisać... <3 <3

    OdpowiedzUsuń