poniedziałek, 4 stycznia 2016

Alternatywne Ćwierćwiecze: Rozdział 15

Nie miałam czasu, żeby sprawdzić ten rozdział, więc z góry przepraszam za wszelkie błędy i nieścisłości, jeśli takowe się pojawią.
Miłego czytania!
____________________________________________________________
- Powinniśmy przyszykować się na noc. - powiedział Finnick, spoglądając na korony drzew. Przez liście, można było dostrzec pomarańczowe smugi. - Słońce powoli zachodzi.
- Coś szybko. - zauważyła Katniss.
- Widocznie komuś się spieszy. - Finnick wzruszył ramionami, jednak jego spojrzenie powędrowało do Haymitcha.
Haymitch wciąż był lekko oszołomiony tym, że tak łatwo dał się załatwić przez głupie pole siłowe. Powinien wiedzieć; powinien zauważyć lekkie drgania powietrza metr nad ziemią. Jego własne Igrzyska pozwoliły mu zapoznać się z polami siłowymi. Wiedział jak z nich korzystać, a jednak dał się podejść. A wszystko przez to, że nie był dostatecznie skupiony. Nie powinien się tak rozpraszać. Może i Igrzyska były ustawione, ale nie mógł pozwolić, żeby zginąć w tak głupi sposób.
Katniss znalazła jakieś orzechy, które rzucała na pole siłowe, żeby trochę je przypiec. Musiał przyznać, że pomysł był godny uwagi. Mieli co jeść, a w tej chwili równało się to z przeżyciem. Pozostał jeszcze problem związany z brakiem wody. Mogli mieć jedzenie, ale bez wody i przy tej temperaturze, nie pociągną zbyt długo. Haymitch miał nadzieję, że Peeta coś wymyśli. Czas uciekał.
Przygotowali prowizoryczne posłania, które mogłyby ich ochronić przed zimną nocą, na którą się nie zapowiadało. Organizatorom musiało się spieszyć do szybkiego zakończenia Igrzysk, bo z każdą chwilą robiło się coraz ciemniej.
W końcu, po kilku godzinach, rozbrzmiał hymn Panem. Haymitch poczuł skurcz w żołądku. Kto z jego przyjaciół pożegnał się z życiem? Po sekundzie zaczęły się pojawiać zdjęcia. Wyglądało na to, że zostały wyeliminowane cztery dystrykty. Piątka, mężczyzna z Siódemki, Ósemka, Dziewiątka i... Serce Haymitcha opuściło kilka uderzeń, kiedy na niebie pojawiło się zdjęcie Seeder, ale całkowicie zamarło, kiedy zaraz za nią pojawiła się tak dobrze mu znana twarz. Starał się zachować kamienną twarz, ale wiedział, że Katniss, Finnick i Mags na niego patrzą. W oczach Finnicka również czaiło się cierpienie. Zbyt wiele razy, siedzieli razem na dwunastym piętrze, popijając alkohol i śmiejąc się z różnych rzeczy. Zbyt wiele razy, razem naśmiewali się z kolejnych ekstrawaganckich sukienek Effie. Haymitch opuścił wzrok, starając myśleć o tym, że jego przyjaciel w końcu jest wolny. Miał nadzieję, że właśnie teraz, siedzi w raju, który opływa w whiskey i nie martwi się niczym. Wreszcie wrócił do rodziny. Do swojej żony i synka. Być może, nawet odzyskał rękę. Na tą ostatnią myśl, Haymitch uśmiechnął się pod nosem. W ciągu tych wszystkich lat, zbyt wiele razy żartowali sobie z jego kalectwa.
Niebo na nowo pociemniało i poczuł, jak Finnick siada koło niego na ziemi. Poczuł też, że chłopak położył mu rękę na ramieniu.
- Trzymasz się? - zapytał cicho.
- Ta.
Finnick wiedział, że nie powinien drążyć tematu. Wszyscy wiedzieli, że Haymitch i Chaff to dwaj najlepsi przyjaciele i dla nikogo nie było niespodzianką, że jeśli jeden wplątał się w jakieś kłopoty to w pobliżu był też ten drugi. Finnick sam uczestniczył w kilku z ich wygłupów. Jak na przykład kradzież peruki Effie, kiedy ta była na spotkaniu z innymi opiekunkami. Haymitch znów uśmiechnął się do swojego wspomnienia.
- Myślę, że powinniśmy ustalić warty. - powiedział Finnick, Robiło się coraz ciemniej i potrzebowali odpoczynku.
- Mogę iść pierwsza. - odezwała się Katniss. Haymitch spojrzał na nią z niepokojem. Jeśli coś się stanie...
- Nie ma sprawy. Zmieniamy się co kilka godzin. - Finnick okazywał zbyt duże zaufanie. Katniss nic nie wiedziała o ich planie, ale wierzył, że Haymitch, nie pozwoli jej, żeby zabiła ich we śnie.
Położyli się na posłaniach, a Katniss usiadła, opierając się o pień drzewa. Trzymała przy sobie łuk i Haymitch był pewny, że gdyby ktoś zakradł się do nich w nocy, nie zadawałaby pytań. Po kilku minutach, było dla niego jasne to, że nie zaśnie. Był zbyt trzeźwy, a wspomnienia już zaczęły napływać do jego głowy. Odepchnął od siebie wspomnienie swojej rodziny i westchnął ciężko. Musiał się czymś zająć. Gdyby zasnął, mógłby zacząć krzyczeć, a wtedy nie byłoby mowy o tym, żeby się ukryli. Brutus, Enobaria, Cashmere i Gloss, znaleźliby ich w ciągu dziesięciu minut, a wtedy wszystko by się skomplikowało.
Dlatego westchnął ciężko i wstał, tylko po to, żeby usiąść koło Katniss. Trzymał w ręce nóż, żeby zająć czymś dłonie.
- Powinieneś spać. - powiedziała, nawet na niego nie patrząc. Wzrok miała utkwiony w gąszcz dżungli. Ich "obóz" znajdował się na wzgórzu, tuż przy polu siłowym. Mieli stąd całkiem dobry widok na to co działo się poniżej nich.
- Chyba nie muszę ci tłumaczyć, że nie piłem dla przyjemności, prawda?
Podniósł patyk, który leżał koło jego stopy i zaczął go strugać przy użyciu noża. Nie bardzo zdawał sobie sprawę z tego co robi.
Siedzieli w ciszy, która robiła się coraz bardziej nieprzyjemna. Wiedział, że Katniss umiera, żeby go o coś zapytać. Mógł wyczuć jej ciekawość z miejsca w którym siedział, zupełnie jakby mógł jej dotknąć.
- No dalej. - mruknął, wciąż na nią nie patrząc. - Po prostu zapytaj.
- Dlaczego Effie? - wyrzuciła z siebie, a Haymitch w końcu na nią spojrzał. Nie spodziewał się, że Katniss może ciekawić właśnie to. Spodziewał się ponownego pytania o sojusz z Czwórką, ale nie tego. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, dlaczego zadała akurat to pytanie. Patrzyła na niego, starając się go przejrzeć.
Nie mógł opowiedzieć jej prawdziwej wersji tej historii. Nawet gdyby mógł, to by tego nie zrobił. To nie był jej interes. Ale teraz, kiedy każdy w Panem, nadstawia uszu, żeby tylko dowiedzieć się czegoś więcej o ich związku, musiał coś powiedzieć. Być może w ten sposób, Peeta znajdzie kolejnych sponsorów.
- Jest... - nagle poczuł się głupio. Jak mógł mówić o czymś takim, kiedy miał świadomość, że nie jest to rozmowa prywatna? Wiedział, że już nie ma odwrotu. - Jest wspaniałą osobą. Potrafi być zabawna i sarkastyczna...
- To wszystko wyjaśnia. - Katniss wyszczerzyła się w uśmiechu, jednak szybko spoważniała. - Skąd wiesz, że coś do niej czujesz?
Naprawdę nie był w nastroju na rozmowy w stylu "ojciec-córka". Jednak nie miał nic innego do roboty, a Katniss wyglądała jakby odpowiedź mogła jej w jakiś sposób pomóc.
- Masz wątpliwości? - zapytał, przyglądając jej się uważnie. Czyżby w końcu zdała sobie sprawę z tego co naprawdę czuje do Peety? Najwyższy czas, pomyślał.
- Nie. - powiedziała szybko, jednak Haymitch wiedział jaka była prawda. - Po prostu... Zastanawiam się, czy we wszystkich przypadkach jest tak samo.
- Posłuchaj - patrzył na nią z poważnym wyrazem twarzy, żeby wiedziała, że nie czas na żarty. - jeśli patrząc na Peetę, myślisz o tym, że przebywanie z nim jest twoją ulubioną rzeczą... Lub jeśli nie możesz nawet myśleć o tym, że mogłabyś go stracić... To właśnie miłość. I jestem pewny, że tak właśnie się czujesz. Prawda?
- Prawda. - powiedziała bez mrugnięcia powieką. Haymitch odetchnął z ulgą. Wiedział, że nie jest to prawda, ale bał się, że Katniss zapomni o tym, że są obserwowani.
Coś przykuło uwagę dziewczyny i Haymitch się rozluźnił, tylko po to, żeby chwilę później zobaczyć coś, co powiedziało mu wszystko czego potrzebował.. Rozległ się huk, a po chwili piorun uderzył w drzewo, które znajdowało się dwa sektory od nich. Kiedy tylko zobaczył piorun, wiedział już wszystko. Więc to była dwunasta. Wiedział już, że mają jeszcze dwie godziny, zanim coś ich zaatakuje. Plutarch wytłumaczył mu działanie areny, powiedział mu o piorunie, ale nie powiedział, co jeszcze na nich czeka. Prawdopodobnie sam jeszcze wtedy nie wiedział.
Haymitch zdawał sobie sprawę, że powinni się zbierać do dalszej wędrówki, ale widział, że Katniss jest zbyt zmęczona, żeby teraz ruszyć. Obserwowali więc, jak raz po raz piorun uderza w drzewo. Kiedy minęła godzina, Haymitch zaczął się niepokoić. Byli coraz bliżej niebezpieczeństwa, ale on nie mógł nic na to poradzić. Gdyby coś powiedział, zdradziłby się, że wie za dużo na temat areny. Czuł się bezużyteczny.
Usłyszeli krzyk, dochodzący na prawo od nich. Poderwali się ze swoich miejsc, ale nikt nie śmiał się dalej ruszyć. Spojrzeli po sobie. Jeśli to zawodowcy, to musieli się zbierać i to szybko. Niesamowite, że Finnick i Mags się nie obudzili. Haymitch spojrzał w ich kierunku, ale wciąż spali. Krzyk ustał tak szybko, jak się pojawił, jednak to go nie uspokoiło. Stał jak sparaliżowany.
- Powinniśmy... - zaczęła Katniss, ale chwilę później znów rozległ się krzyk. Tym razem trochę dalej. Ktokolwiek to był, oddalał się od nich. Nie powinni tego brać za dobry znak.
Haymitch słyszał też szum, coś w rodzaju deszczu. Spojrzał w niebo, ale nie spadła ani kropelka. Dziwne. Katniss wyglądała na uspokojoną. Znów usiadła, jednak Haymitch pozostawał czujny. Jeśli ktokolwiek był blisko nich, powinni ruszać. I to teraz.
- Co to? - usłyszał po jakimś czasie szept Katniss. Nie zdawał sobie sprawy, że odpłynął myślami. Miał być czujny!
Spojrzał w kierunku, który wskazywała dziewczyna. Kawałek za nimi, z miejsca w którym, jak już dobrze wiedział, było pole siłowe, zaczęło się unosić coś, co przypominało mgłę.
Zbyt wiele razy oglądał Igrzyska, żeby nie wiedzieć, że cokolwiek pojawia się na arenie, nie pojawia się przypadkiem. Tym bardziej, gdy miał świadomość, że na tej arenie, co godzinę pojawiają się kolejne rzeczy, które potrafią zabić lub zniszczyć psychicznie.
- Finnick, Mags! - krzyknął, nie mając zamiaru czekać, aż mgła ich dosięgnie. Finnick poderwał się z miejsca, zaalarmowany, a Haymitch chcąc nie chcąc, nie mógł się nadziwić, że poprzednie krzyki go nie obudziły, podczas gdy jego krzyk wystarczył, żeby postawić go na nogi.
Jedno spojrzenie Finnicka starczyło, żeby poderwać Mags i zarzucić ją sobie na plecy. Haymitch wiedział, że w tej chwili się zgadzają. Czas uciekać.
Haymitch zaczął biec, ciągnąc przy okazji za sobą Katniss, która wciąż wpatrywała się w mgłę, jak zaczarowana. Biegli w dół zbocza, ale mgła zdawała się przyspieszać. Z każdym ich krokiem, była coraz bliżej. Usłyszał krzyk i odwrócił się w samą porę, żeby zobaczyć, jak Finnick się potyka i przewraca. Mags upadła na ziemię, a mgła dosięgnęła jej nogi. Wydała z siebie krzyk, który zmroził krew w jego żyłach. Finnick podniósł się czym prędzej i chciał znów wziąć ją na plecy, jednak Mags tylko pokręciła głową. Pocałowała go w czoło i pokuśtykała w stronę mgły. Po kilku sekundach rozmazana postać Mags zaczęła drgać i znów upadła na ziemię.
Zanim mógł cokolwiek zrobić, Haymitch podbiegł do Finnicka i chwycił go za ramię, ciągnąc go za sobą. Chłopak wydał z siebie pełen bólu i rozpaczy krzyk. Sekundę później rozległ się dźwięk wystrzału z armaty. Znów uciekali, aż w końcu, po czymś co wydawało się być wiecznością, dobiegli do plaży. Była pusta. Zero śladu po Zawodowcach. Haymitch odetchnął z ulgą, kiedy dostrzegł, że mgła nie dosięga piasku na którym stali. Jak na razie, byli bezpieczni.
Finnick oddalił się od nich, kierując się w stronę wody. Haymitch obserwował go z niepokojem, wiedział co Mags dla niego znaczyła. Zajęła się nim, tak samo jak Chaff zaopiekował się Haymitchem. On sam, czuł się jakby zawiódł. Miał wydostać z areny tylu trybutów ilu zdoła. Jak najwięcej z nich. Czuł się z tym paskudnie.
Nikt z ich trójki nie został ranny, podczas ucieczki przed mgłą. Nie było żadnych rozcięć, oparzeń, skaleczeń. Uciekli w samą porę.
Kiedy zdali sobie sprawę, że niebezpieczeństwo minęło na jakiś czas, postanowili chwilę odpocząć. Byli zbyt widoczni na tej plaży.
Na prawo od nich, coś zaszeleściło. Haymitch był w pełnej gotowości. Nóż i topór, które wciąż miał przy sobie, zacisnął w obu dłoniach. Katniss naciągnęła strzałę na cięciwę, a Finnick, mimo swojego roztrzęsienia uniósł trójząb.
Nic się nie stało. Nikt się na nich nie rzucił. Jednak po kilku minutach napiętej ciszy, coś się poruszyło. Nagle zza krzaków wybiegła Johanna, ciągnąc za sobą Beetee'ego i Wiress, zawodników z Trójki. Cała trójka była od stóp do głów pokryta krwią. Zrobiło mu się niedobrze, jednak szybko pozbył się tego uczucia. Więc jesteśmy komplecie, pomyślał Haymitch, a jakaś część jego mózgu odnotowała, że "komplet", miał obejmować również Chaffa i Seeder.
Katniss już podniosła łuk, ale Johanna tylko się zaśmiała.
- Schowaj to, dziecino, bo się pokaleczysz. - jej głos brzmiał tak jak zawsze. Czyli nic jej nie było. Jednak skąd ta krew?
- Jesteście ranni? - zapytał Finnick.
- Nie. - odpowiedział Beetee, swoim basem.
- To sprawka areny. W jednej chwili zaczął padać deszcz, a w drugiej się okazało, że to cholerna krew. - Johanna jak zwykle była swoją czarującą osobą.
- Tik-tak... Tik-tak... - powtarzała Wiress. Haymitch miał ochotę nią potrząsnąć. Wiedział, że jest genialna, ale mówienie o zegarze, w tej właśnie chwili, nie było zbyt mądre.
- A z wami wszystko w porządku? - rzuciła Johanna, kompletnie ignorując Wiress. - Gdzie Mags?
Finnick zbladł, a Haymitch spojrzał na dziewczynę, żeby ją ostrzec. Cisza była dla niej wystarczającą odpowiedzią. Nie poruszyła już więcej tego tematu.
Razem z Beetee'm, postanowili pozbyć się tej krwi, która wciąż pokrywała ich od stóp do głów. Weszli do wody, ale Wiress nie była w stanie sama o siebie zadbać, więc Katniss, która wyglądała, jakby potrzebowała jakiegokolwiek zajęcia, pospieszyła jej z pomocą.
Haymitch podszedł do Finnicka, który wyglądał już lepiej, niż jeszcze kilkanaście minut temu. Chciał coś powiedzieć, ale wiedział, że nie musi. Finnick był typem, który wolał nie mówić o swoich uczuciach. Z nich wszystkich to w końcu on ukrywał swoje emocje na tyle dobrze, że żadna z jego kapitolińskich towarzyszek nie zorientowała się, że w każdej sekundzie ich spotkania, chciał krzyczeć.
- Jak myślisz, co jeszcze nas czeka? - zapytał cicho Finnick. Wpatrywał się w wodę, a Haymitch był niemal pewny, że myśli o domu i o Annie. Mało kto wiedział, że to właśnie ona jest jego miłością. Tylko nieliczni Zwycięzcy znali jego sekret.
- Cokolwiek to będzie, nie będzie to przyjemne.
***
- Effie? - głos Peety przebił się do jej świadomości. Była zbyt zajęta wpatrywaniem się w ekran telewizora. Odwróciła się do niego, tylko po to, żeby zobaczyć, że na jego twarzy maluje się niepokój. - Czy ty w ogóle stąd wychodzisz?
Straciła poczucie czasu. Nie chciała stracić żadnego momentu, choć przecież wiedziała, że może obejrzeć wszystko jeszcze raz, rano. Mimo wszystko, wolała być na bieżąco.
- Oczywiście, że wychodzę. - powiedziała, a jej spojrzenie wróciło do ekranu. Po mgle i pojawieniu się Johanny, Beetee'ego i Wiress, nic się nie działo. Nie interesowały ją ujęcia z innych kamer, więc ustawiła odbiór tylko i wyłącznie z jednej, na której pokazywali drużynę Haymitcha.
- Przyniosłem ci kanapki. - usłyszała Peetę. - Jadłaś coś dzisiaj?
- Chyba tak, nie pamiętam.
- Haymitch kazał mi się tobą opiekować. Jeśli się dowie, że nic nie jadłaś, będę miał kłopoty.
- Jesteś słodki, ale nie musisz się mną opiekować. - mimo wszystko, wzięła kanapkę z talerza, który Peeta postawił przed nią na stoliku. Nagle poczuła, jak bardzo jest głodna.
- Effie... - głos Peety zrobił się bardziej poważny i Effie znów na niego spojrzała. Jego mina ją zmartwiła.
- Coś nie tak?
- Czy Haymitch mówił ci... żebyś ze mną poszła? - był niepewny. Zupełnie jakby nie wiedział czy może jej zaufać. Trochę to ją zabolało.
- Wspominał o tym. - powiedziała. Wiedziała, że nie mogą rozmawiać swobodnie. Istniało prawdopodobieństwo, że ktoś ich podsłuchiwał.
- I zgodziłaś się, tak?
- Tak.
Peeta pokiwał głową. Wyglądał na uspokojonego. Effie wiedziała, że wszystko miało związek z rebelią i choć nie chciała być w to wmieszana, wiedziała też, że nie chce stracić Haymitcha. A gdyby nie zgodziła się na pójście z Peetą i Plutarchem, z pewnością by go straciła.
- Dwa dni. - mruknął Peeta, a ona nie musiała pytać o co mu chodzi. Haymitch powiedział, że coś może się wydarzyć. I to było to. - Przygotuj się.

7 komentarzy:

  1. Ch. nie zasługiwał na taki koniec. W ogóle nie zasługiwał na koniec i byłam pewna, że go oszczędzisz. Czuję taką samą pustkę i smutek, jakie pewnie czuje teraz H.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem :D nie będę powtarzać słów koleżanki Aleksandry, ale od siebie dodam tak: po pierwsze nie widziałam błędów (a jak nie sprawdzałaś to szacun! ;D), drugie: z H super, E za mało ale to mam nadzieję nadrobisz w następnym, trzecie: Katniss... mmm, czyli jednak? ^^

    Pozdrowionka ;*

    jakby się nudziło: http://completely-different-redplanet.blogspot.com nie o igrzyskach, ale może zainteresuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się rozwinąć wątek Effie; co do Katniss - może, może. ^^
      Jak tylko będę miała czas, to zajrzę. (Przeczytałam kawałek "I: Know your demons" i już Cię kocham! Możesz być pewna, że będę stałą czytelniczką. ^^)

      Usuń
    2. to fajnie, ale ostrzegam, że ja nie jestem w stanie pisać tak szybko jak ty :P więc mam nadzieję że się nie zawiedziesz jakoś bardzo z powodu mojego tempa XD

      Usuń
  3. Ajj swietny rozdzialik ♥ mam jednak nadzieje ze będzie dużo uczucia między E i H :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! Weny życzę<3

    OdpowiedzUsuń
  5. 41 yr old Research Nurse Leeland Bottinelli, hailing from Manitouwadge enjoys watching movies like "Corrina, Corrina" and Vacation. Took a trip to City of Potosí and drives a De Dion, Bouton et Trépardoux Dos-à-Dos Steam Runabout "La Marquise". znajdz to

    OdpowiedzUsuń