Okej, więc razem z Aleksandrą wpadłyśmy na pomysł, żeby napisać dwie wersje jednego pomysłu i zobaczyć, jak różnią się nasze wyobrażenia. Pomysł jest jasny: Haymitch znajduje pamiętnik Effie.
Niestety, Ola nie opublikuje swojej wersji.
Chyba najdłuższy one-shot jaki tutaj wstawiłam.
(MUZYKA) <- Ok, wiem! Nie lubię Britney Spears, ale słowa tej piosenki pasują do Effie. ^^
_________________________________________________________
- To był zły pomysł. - usłyszał szept Finnicka. - Co jak nas nakryje?- Siedź cicho i stój na czatach. - syknął Chaff.
- Nie chcę, żeby Effie nas nakryła.
- Za bardzo się przejmujesz, przecież...
- Możecie oboje się zamknąć? - warknął Haymitch.
Wiedział, że to zły pomysł i nie potrzebował Finnicka, żeby mu o tym przypominał, ale brak alkoholu wcale mu nie pomagał w trzeźwym myśleniu.
Effie stwierdziła, że w tym roku, Haymitch nie będzie pił. Od tak, po prostu. I skonfiskowała cały zapas alkoholu, po czym schowała wszystkie butelki. Zamknęła je w kredensie, który można było zamknąć na klucz. (Nie żeby powiedziała mu gdzie je schowała. Po prostu o tym wiedział.) Po czym, klucz schowała gdzieś w swoim pokoju.
To dlatego Haymitch, Chaff i Finnick stali teraz przed drzwiami do jej pokoju. Effie była na spotkaniu z innymi opiekunkami dystryktów. Haymitch był przygotowany na to, że kiedy wróci, będzie wściekła. Effie nienawidzi Opiekunki Dwójki - Thalii. Obie co roku prowadziły otwartą wojnę. Caesar nawet zapraszał je osobno na wywiady, co tylko dolewało oliwy do ognia. A Haymitch musiał co roku wysłuchiwać o tym, co też znowu Thalia zrobiła.
Dlatego wiedział, że wycieczka do jej pokoju nie była najmądrzejszym pomysłem. Wściekła Effie Trinket jest niczym tornado. Nie patrzy na to, co stoi jej na drodze.
Jednak, nawet wiedząc, jak bardzo będzie wściekła i że będzie krzyczała tak, że będzie ją słyszał nawet Finnick, na swoim czwartym piętrze, to wiedział też, że nie wytrzyma kolejnych godzin bez alkoholu. Ich trybuci zginęli w rzezi przy Rogu Obfitości, zupełnie tak samo, jak trybuci Chaffa. Co do Finnicka, to jak na razie był za młody, żeby być mentorem. Jego obowiązki przejęła Mags.
Haymitch nacisnął klamkę w drzwiach do pokoju Effie, błagając, żeby było otwarte. Miał szczęście.
Wszedł, skradając się niczym złodziej. To zabawne, bo po części nim był. W końcu chciał wykraść klucz, prawda? Chaff był tuż za nim, a Finnick stanął na progu.
- Wciąż twierdzę, że to zły pomysł. - powiedział Finnick, patrząc jak Haymitch i Chaff rozchodzą się po pokoju.
- Cicho, chłopcze. - odezwał się Chaff. - Byliśmy w tym pokoju więcej razy, niżbym chciał przyznać.
Co prawda, to prawda. To nie był pierwszy raz, kiedy razem z Chaffem wkradali się do tego pokoju. Haymitch pamiętał ten pamiętny raz, kiedy byli tak pijani, że ukradli jej peruki i paradowali w nich w głównym holu Centrum Treningowego. Tańcowali dookoła wielkiej fontanny, udając Kapitolińczyków. Zanim Strażnicy Pokoju się pojawili, zjawiła się Effie. Była wściekła i nawet pijany umysł Haymitcha, mógł zarejestrować to, że gdyby wzrok mógł zabijać, to padłby martwy już w pierwszej sekundzie, kiedy tylko go zobaczyła. Nie krzyczała na niego tamtego wieczora, on nie. Poczekała do następnego poranka, kiedy obudził się na kacu. Wtedy zaczęła krzyczeć, a kac tylko podwoił jego ból głowy.
- Ja tylko mówię, że Effie jest naprawdę miła, a to co robimy, nie jest w porządku. - Finnick wydawał się lekko zakłopotany.
- Jesteś nią zauroczony, to jasne, ale zrozum, że robiliśmy to setki razy. - Chaff nawet na niego nie spojrzał, kiedy otworzył szafę i zaczął przedzierać się przez wszystkie sukienki.
- Nie jestem zauroczony. - zaprzeczył chłopak.
- Jasne, - zarechotał Chaff. - Lepiej trzymaj się od niej z daleka, bo Haymitch cię zabije.
- Zamknij się. - warknął Haymitch. Stał przy jej łóżku i przeszukiwał szafkę nocną. Chaff zarechotał jeszcze głośniej.
- Co? Chyba lepiej, żeby młody wiedział już teraz, że planujesz morderstwo za każdym razem, kiedy ktoś dotknie Trinket, co nie?
- Coś ci się pomyliło. - mruknął Haymitch, klękając i zaglądając pod łóżko. - Nie słuchaj go, chłopcze, alkohol wyżarł mu mózg.
- Czyli mówisz, że mogę podrywać Effie? - nie musiał się odwracać, żeby wiedzieć, że Finnick szczerzy się w ten swój chłopięcy sposób. Więc Chaff zyskał sojusznika.
- Możesz próbować, ale Trinket woli starszych, nie młodszych.
- Starszych, czyli takich jak ty?
Chaff o mało się nie przewrócił ze śmiechu.
- Młody szybko się uczy. - wydusił między dwoma atakami śmiechu.
- Zamknijcie się oboje. - warknął Haymitch.
Haymitch podniósł poduszkę z łóżka i znalazł tam notes. Gruby, oprawiony w brązową skórę notes. W prawym dolnym rogu znajdowały się wytłaczane złote litery E.T. Haymitch wziął notes do ręki i otworzył. Już na pierwszej stronie znajdowało się jej schludne, pochyłe pismo. Znajdowała się także data. Jeśli wzrok Haymitcha nie mylił, to pierwszy wpis pochodził z czasów, kiedy Effie nie mogła mieć więcej niż dwanaście lat. Czyli z roku, kiedy Haymitch wygrał w Głodowych Igrzyskach.
Kiedy tylko przeczytał kilka zdań, zrozumiał co trzyma w rękach. - Pamiętnik. Jej myśli, przemyślenia i uczucia, wszystko w jego dłoniach. Wiedział, że powinien odłożyć notes na miejsce, ale ciekawość zwyciężyła. Przerzucił kilka kartek i znalazł swoje imię.
Kochany pamiętniku,
Haymitch Abernathy został wylosowany w Dożynkach, jako trybut Dwunastki. Jest taki przystojny! Ma niesamowite, szare oczy. I jest strasznie słodki! Matka mówi, że nie ma żadnych szans, bo w tym roku liczba zawodników jest podwojona, ale ja jej nie słucham. Gdybym mogła stawiać, stawiałabym na niego.
Haymitch poczuł, że coś mu się przewraca w żołądku. Nigdy nie myślał o Effie Trinket w kategorii dziecka. Nie zastanawiał się nad tym, że kiedyś przecież musiała być dzieckiem, a teraz miał przed sobą myśli jej dwunastoletniej osoby. Przewrócił kartki w poszukiwaniu kolejnych wpisów z nim w roli głównej. Nie musiał długo szukać.
Kochany pamiętniku,
Dzisiaj Haymitch przyjechał do Kapitolu. Byłam na stacji, razem z innymi mieszkańcami. Stałam w pierwszym rzędzie. Na żywo jest jeszcze przystojniejszy. Chociaż nie wiem czemu, wydawał się smutny i zamknięty w sobie. Powinien się cieszyć, w końcu ma okazję, żeby wziąć udział w Igrzyskach! Nie codziennie ludzie dostają takie szanse.
Dwunastoletnia Effie była zaślepiona Kapitolem, to było dla niego jasne. Mógł się założyć, że zorientowała się o co chodzi, dopiero, kiedy po raz pierwszy musiała patrzeć na śmierć dzieci, którymi się opiekowała. Haymitch był wtedy w tym samym pokoju. Widział, jak ze wszystkich sił, starała się nie płakać. A później słyszał, jak szlocha w swoim pokoju.
Kochany pamiętniku,
Haymitch wygrał! Mówiłam Matce, że wygra, a ona mi nie wierzyła. Alexander powiedział, że też trzymał za niego kciuki. Ma dopiero dziesięć lat i Ojciec mówi, że nie powinien tak bardzo angażować się w Igrzyska. Nie rozumiem, dlaczego. Przecież to świetna rozrywka.
Nie mogę się doczekać Tournée Zwycięzców. Może Matka pozwoli mi pójść na spotkanie z Haymitchem, które będzie organizowane pod koniec Tournée. Mam taką nadzieję.
Nie miał pojęcia, kim jest ten cały Alexander, ale podejrzewał, że jest to jej młodszy brat. Nawet nie wiedział, że ma brata. Szczerze mówiąc, nic o niej nie wiedział. Nie chciał czytać więcej o przemyśleniach Effie-dziecka. Dlatego przekartkował notes do ostatniej zapisanej strony. Data wskazywała na wczorajszy dzień. Były na niej tylko dwa zdania.
Jak można kogoś nienawidzić i kochać jednocześnie? Dlaczego Haymitch?
Poczuł, jakby ktoś wylał na niego wiadro zimnej wody. Serce zaczęło mu szybciej bić. Co miała na myśli? Co to znaczyło? Czyżby... Nie. To przecież śmieszne. Czuł, ze zaczyna panikować.
Spojrzał kilka wpisów do tyłu i znów znalazł swoje imię.
Znów się kłóciliśmy. Dlaczego nie możemy po prostu ze sobą pracować? Dlaczego zawsze, każda nasza rozmowa, musi prowadzić do kłótni?
Haymitch jest okropny. Niewychowany, nieokrzesany, brakuje mu manier. Alkoholik. Dlaczego musiałam się zakochać właśnie w nim?...
Haymitch zamknął notes. Nie chciał czytać już ani jednego słowa. Było mu niedobrze. Jak to możliwe, że Effie Trinket była w nim zakochana? Od kiedy dokładnie? Przecież nie mogła się w nim kochać, odkąd miała dwanaście lat, prawda?
- Mogę wiedzieć, co robicie w moim pokoju?
Wszyscy podskoczyli. Haymitch odwrócił się w stronę drzwi, żeby zobaczyć, jak Effie Trinket stoi u progu drzwi i patrzy na nich z wściekłością. Haymitch spojrzał na Finnicka, który miał stać na straży, ale chłopak stał przy toaletce w kącie, wyglądając, jak małe dziecko złapane na gorącym uczynku. Nie ufa się szesnastolatkom. Miał pilnować czy nie idzie Effie, a tym czasem sam zajął się poszukiwaniami, co on sobie myślał?
- No? Słucham. - Effie spojrzała na Haymitcha, przeszywając go na wskroś, swoimi niebieskimi oczami. Jej wzrok padł na brązowy notes, który wciąż trzymał w ręku i w jej oczach pojawiła się zgroza. Spojrzała mu w oczy, jakby czegoś szukała, ale nie odezwała się ani jednym słowem.
- Effie, ja... - odezwał się Finnick, ale kiedy tylko Effie na niego spojrzała, zamilkł i spuścił wzrok, jak zbity szczeniak.
- Zawiodłam się na tobie, Finnick. - powiedziała. - Po tej dwójce, mogłam się tego spodziewać, ale miałam nadzieję, że jesteś na tyle inteligentny, żeby trzymać się od nich z daleka.
- Przepraszam. - powiedział na tyle głośno, żeby go usłyszała. Haymitch przewrócił oczami. Urokiem osobistym to on by mógł oczarować każdego, jednak Effie widocznie już na to nie reagowała.
- Marsz na dól, albo powiem o wszystkim Mags. I nie myśl sobie, że nie wiem, że chodzisz razem z nimi do barów.
Finnick powlókł się do wyjścia. Mijając Effie, pocałował ją w policzek i jeszcze raz przeprosił. Effie nie wydawała się poruszona. Haymitch czuł na sobie spojrzenie Chaffa, ale jego przyjaciel się nie odezwał. A Haymitch wcale nie był zazdrosny. Nie miał o co. Finnick to jeszcze nastolatek, a notes, który wciąż trzymał w ręku, był doskonałym dowodem na to, że nie miał o co być zazdrosny.
Haymitch nie chciał analizować swoich uczuć do Effie. Wiedział, że na przestrzeni lat, zdążyły się zmienić. Zaczęło się od nienawiści. Teraz sam nie miał pojęcia. Nie był jednak w stanie, zignorować tej iskry między nimi. Za każdym razem, kiedy się kłócili miał ochotę przygwoździć ją do ściany swoim ciałem i pocałować, tak, żeby obojgu zabrakło tchu w piersi. Nigdy jednak się nie poddał temu uczuciu. Wiedział, że byłoby to zbyt niebezpieczne.
- Tobie też radzę wyjść, zanim wezwę Gladys, Chaff.
Gladys była Opiekunką Jedenastki. Nie były najlepszymi przyjaciółkami, ale zawsze łączyły siły, kiedy Chaff i Haymitch robili coś głupiego. Gladys była tak samo sroga w swoich karach, jak Effie. I była też pierwszą Opiekunką, której Chaff nie mógł zmusić do rezygnacji. Zazwyczaj ich opiekunki rezygnowały po roku. To była jedna z ich wielu rozrywek. Doprowadzanie ich do szału, żeby odeszły jak najszybciej. Gladys i Effie były nieugięte.
Chaff nawet się nie odezwał. Po prostu wyszedł, rzucając Haymitchowi ostatnie, na wpół rozbawione, na wpół współczujące spojrzenie.
Oczy Effie wbijały się w Haymitcha i ten miał wrażenie, że jeszcze chwila, a naprawdę padnie trupem. Mijały sekundy, a cisza narastała i stawała się coraz bardziej nieprzyjemna.
- Więc? - zapytała, przerywając ciszę. Wiedział, że jeśli się nie odezwie, to jeszcze bardziej ją rozwścieczy.
- Szukaliśmy alkoholu. - powiedział, chociaż tak naprawdę doskonale wiedzieli, gdzie ten alkohol jest. Effie nie musiała o tym wiedzieć.
- Pod moją poduszką? - Skrzyżowała ręce na piersi i w tej chwili wyglądała, jak typowa matka, która oczekiwała wyjaśnień od swojego dziecka.
- Można tak powiedzieć. - wzruszył ramionami.
- Wyjdź. - rzuciła dobitnie. - Nie chcę cię tu więcej widzieć.
- Effie... - ale ona mu przerwała.
- Wiem, że czytałeś. Nie chcę z tobą o tym rozmawiać. Po prostu wyjdź.
Nie ruszył się z miejsca, zupełnie jak ona. Wciąż stali i na siebie patrzyli. Haymitch widział, że pod warstwą wściekłości i pudru, ukrywa smutek. Prawdopodobnie miała ochotę się rozpłakać. Nie lubił, kiedy płakała. Nie lubił patrzeć na jej łzy. Sprawiały, że miał ochotę zabić każdego, kto doprowadził ją do takiego stanu. Effie Trinket była twarda. Nie płakała z byle powodu.
- Czytałem. - przyznał. Nie widział powodu, żeby kłamać, skoro dowody były oczywiste. - I nie mogę zrozumieć, dlaczego? Przecież...
- Oszczędź sobie. - powiedziała tak cicho, że ledwie ją słyszał. Jej oczy się zaszkliły. - Nie musisz mi mówić, jak głupia jestem, bo się w tobie zakochałam. Doskonale o tym wiem. Wyjdź, proszę.
Wiedział, że jeśli teraz wyjdzie, straci tą dziwną relację, która ich łączyła. Effie była jego przyjaciółką. - Chaff by go wyśmiał. "Przyjaciel z Kapitolu? Chyba kpisz!" Ale prawda była taka, że Effie była przyjaciółką. Jedną z bardzo niewielu. I wiedziała o nim większość rzeczy, które wolałby zachować dla siebie. Widziała go w najgorszych momentach. Pomagała mu, kiedy był zbyt pijany, żeby samemu położyć się do łóżka. Kilka razy nawet pomagała mu pod prysznicem, kiedy zwymiotował na siebie. Nikt wcześniej tego dla niego nie robił. I prawda była taka, że nie chciał jej stracić. Dlatego zamiast wyjść, podszedł do niej i ujął jej twarz w obie dłonie, zmuszając ją, żeby na niego spojrzała.
Kiedy ich oczy się spotkały, Haymitch zrozumiał, jak niewiele brakowało, żeby wybuchnęła płaczem. Musiał naprawdę ją zranić, skoro nie była nawet w stanie dobrze tego zamaskować. I nienawidził siebie za to.
Stali tak blisko siebie, że Haymitch znów poczuł ową iskrę, która towarzyszyła im od zawsze. Naturalna potrzeba, żeby rzucić się w ramiona drugiej osoby.
- Nie powiem, że jest to mądre. - powiedział, starając się, żeby zabrzmiało to jak najdelikatniej. - To nie jest dobra pora na historie miłosne, skarbie...
- A czy w ogóle istnieje idealna pora? - zapytała smutno.
- Nie przerywaj mi. - uśmiechnął się pod nosem, na co Effie zmarszczyła brwi. - Nie jest to zbyt mądre, ale zawsze mi powtarzałaś, że jestem głupkiem. Więc mogę podejmować złe decyzje.
Nie czekając na jej reakcję, pochylił się i zmiażdżył jej usta swoimi wargami. Nie był to słodki pocałunek. Nie było w nim żadnej delikatności. Po prostu poddał się tej potrzebie, która towarzyszyła im od samego początku ich znajomości. Potrzebie, która nakazywała mu trzymać ją mocno w ramionach i nie puszczać. I uśmiechnął się pod nosem, kiedy poczuł, że Effie również się poddała, odpowiadając na jego pocałunek z równą zawziętością. Oplotła ramionami jego szyję, i wplotła palce w jego włosy, przyciągając go jeszcze bliżej.
Może i nie był to najsłodszy pocałunek, ale na pewno był niezapomniany.
- Więc... - powiedział Haymitch, kiedy oboje przypomnieli sobie o oddychaniu. - Uważasz, że jestem "strasznie słodki"?
- Miałam dwanaście lat. - wywróciła oczami z uśmiechem. - Zdążyłam zmienić zadnie.
- Ach, tak? To może powinienem wyjść? - Chciał ją puścić, ale Effie go pocałowała. Tym razem krótko.
- Ani mi się waż.

Ale słodkie! Podoba mi się ta wizja "Trzech Muszkieterów":- Chaffa, Haymitcha i Finnicka- fajnie wyglądają razem jako Złoczyńcy Na Tropie Alkoholu. :D
OdpowiedzUsuńI fajna jest też ta wizja Effie-tornada, której lepiej nie stawać na drodze. :D E.T. rządzi! :D
Cudowne! Zgadzam się z Aleksandrą, co do "Trzech Muszkieterów"! Świetnie dobrana ekipa, muszę przyznać, że rozbawili mnie do łez. Wpisy dwunastoletniej Effie również były delikatnie mówiąc komiczne...Taka typowa nastolatka XD Ogólnie, całe opowiadanie, naprawdę wspaniałe!
OdpowiedzUsuńHA! Wróciłam do tego one-shota z nudów i co?
OdpowiedzUsuńAlexander! Odkryłam go XD
Hahaha! Tak! Już od dłuższego czasu miałam wizję na rodzinę Effie. ^^
UsuńAlexander to moja ulubiona postać. ;D
59 yr old Assistant Media Planner Arri Doppler, hailing from Fort Saskatchewan enjoys watching movies like Planet Terror and Urban exploration. Took a trip to Birthplace of Jesus: Church of the Nativity and the Pilgrimage Route and drives a Ferrari 250 SWB Berlinetta Competizione. tutaj
OdpowiedzUsuń