niedziela, 24 kwietnia 2016

Zimowa Opowieść: Rozdział 11

Haymitch
Stał jak sparaliżowany, wpatrując się w Lissie, która wciąż go nie zauważyła. Patrzył, jak chłopak o piaskowych włosach obejmował jego dziewczynę i jak całował ją, tak jak on miał w zwyczaju ją całować. Czuł, jak wściekłość w nim buzuje. Jak dłonie, które nieświadomie zacisnął w pięści, zaczynają mu drżeć. Jego mózg zaślepiła kotara, która nie pozwalała mu racjonalnie myśleć. Jedyne co się dla niego liczyło, to to, że jego dziewczyna - ta sama, z którą kłócił się na porządku dziennym, z którą przeżył tyle niesamowitych dni - obściskiwała się z Patrickiem Mellarkiem, najstarszym synem piekarza.
Poczuł, że ktoś kładzie mu rękę na ramieniu i podskoczył jak oparzony. Odwrócił się i ujrzał Effie. Kompletnie zapomniał o tym, że wciąż stała koło niego. Na jej twarzy malowało się współczucie, smutek i złość. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale Haymitch odezwał się pierwszy; mimo wściekłości, która nim targała, jego głos zabrzmiał spokojnie.
- Idź prosto tą drogą. - powiedział, wskazując na drogę przed nimi. - Dojdziesz do Wioski, za jakieś piętnaście minut. Czwarty dom na prawo. Dogonię cię.
- Ale... - zaczęła, ale jej przerwał.
- Idź. - popchnął ją delikatnie w kierunku Wioski.
- Nie zrób niczego głupiego. - wyglądała na naprawdę zmartwioną. Nie odpowiedział jej, tylko jeszcze raz popchnął ją lekko, żeby ponaglić ją do ruszenia się z miejsca. Nie chciał, żeby była świadkiem tej sceny. Odwróciła się kilka razy, żeby sprawdzić, czy wszystko wporządku, ale Haymitch ani razu na nią nie spojrzał. Wpatrywał się w Lissie.
Cała ta scena nie trwała więcej niż kilka sekund, chociaż Haymitch miał wrażenie, że minęły długie minuty. Lissie i Patrick wciąż się całowali. Gdzieś w głębi duszy, wiedział, że odkryje coś podobnego prędzej czy później. Nie pomogło mu to jednak; wciąż buzował z wściekłości.
Kiedy miał pewność, że Effie już nie zawróci, ruszył w kierunku całującej się pary. Z każdym kolejnym krokiem, coraz wyraźniej słyszał szum buzującej krwi w swoich uszach. Był o kilka kroków od nich, kiedy Lissie odsunęła się od Patricka i spojrzała w jego kierunku.
Zaskoczenie. Właśnie to widział na jej twarzy w tamtym momencie. Zupełnie, jakby nie zdawała sobie sprawy, że w każdej chwili mógł przejść tą drogą i ją zobaczyć, obściskującą się z innym. Natomiast na twarzy Patricka odbijała się chęć do podjęcia ewentualnej bójki. Haymitch nie był w nastroju do walki. Owszem, był wściekły, ale nie na tego chłopaka. Był wściekły na Lissie.
- Haymitch - było to pierwsze słowo, które wypowiedziała. Jej ton brzmiał przepraszająco. ale również trochę, jakby była zmęczona. On również był już zmęczony.
Zmęczony udawaniem, że wszystko było dobrze.
*****
Effie
Nie mogła usiedzieć w miejscu. Nie wiedziała ile czasu minęło, odkąd wróciła z miasta, ale wiedziała, że minęło dostatecznie dużo, żeby zacząć się martwić.
Effie siedziała w pokoju - a raczej krążyła po swoim pokoju - gotując się z wściekłości; nie znała Lissie, nigdy nawet z nią nie rozmawiała, a jednak była na nią wściekła. Jak ona mogła potraktować Haymitcha w taki sposób? Effie miała ochotę coś uderzyć, lub w tym przypadku, kogoś. Haymitch był jej przyjacielem i możliwe, że czuła do niego coś więcej, chociaż nie zamierzała się do tego przyznawać lub nad tym zastanawiać. Był także jej partnerem. Nie mogła pozwolić na to, żeby ktoś go skrzywdził. To właśnie powinni robić prawdziwi partnerzy - móc na sobie polegać i pomagać sobie wzajemnie. Nie powinna go zostawiać w mieście. Powinna z nim zostać. Powinna podejść do Lissie i uderzyć ją w twarz.
Gdyby matka Effie wiedziała, o czym właśnie myślała jej córka, dostałaby ataku serca. Damy nie zachowują się w taki sposób.
Ktoś zapukał do drzwi i Effie podskoczyła, jak oparzona. Niemal podbiegła, żeby je otworzyć, spodziewając się zobaczyć pobitego Haymitcha - trzeba przyznać, że chłopak z którym całowała się Lissie, był mocno umięśniony - jednak, kiedy otworzyła drzwi, przed sobą ujrzała Holdena. Odsunęła się na bok, żeby go wpuścić do środka. Usiadł na łóżku i spojrzał na nią.
- Haymitch kazał przekazać, żebyś się nie martwiła. - powiedział jej z przyjacielskim uśmiechem.
- Wrócił? - była lekko zła, że nie przyszedł do niej osobiście, żeby ją zapewnić, że wszystko w porządku.
- Był na chwilę. - pokiwał głową. - Powiedział, że wychodzi, że wróci późno i żeby za nim nie czekać. No i kazał mi przekazać, żebyś się nie zamartwiała, bo wyjdą ci zmarszczki.
- Powiedział dokąd idzie? - zapytała, siadając koło Holdena.
- Nie, ale pewnie poszedł zobaczyć się z Lissie. - wzruszył ramionami.
Coś ją ukłuło w serce. Effie spojrzała na Holdena, wzięła głęboki oddech i spuściła wzrok, wbijając go w swoje dłonie.
- Holden... Lissie, ona... - nie mogła tego powiedzieć. Wiedziała, że to nie jej sprawa i że nie powinna mówić o czymś, o czym Haymitch najwidoczniej nie chciał mówić.
- Ahh - westchnął chłopak. Effie podniosła wzrok i zobaczyła, że Holden patrzy na nią ze zrozumieniem. Zmarszczyła brwi, ale chłopak tylko się do niej lekko uśmiechnął. - Jak się dowiedziałaś?
- Słucham?
- Lissie zdradza Haymitcha.
Zaniemówiła. Patrzyła na Holdena i nie wiedziała co powiedzieć. Jak długo wiedział? Dlaczego nie powiedział o tym Haymitchowi? Dlaczego nie powiedział nic Lissie? Jak się dowiedział? Holden obserwował ją, jakby się zastanawiał czy dobrze zrobił, mówiąc jej o tym. Effie odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić.
- My... - zająknęła się - Widzieliśmy ją przed piekarnią. I Haymitch powiedział mi, żebym wracała bez niego. - westchnęła spoglądając na chłopaka i marszcząc brwi. - Skąd ty o tym wiesz?
- Widziałem ich kiedyś w piekarni. - powiedział. Wydawało jej się, że mu ulżyło, kiedy jej o tym powiedział. - Ten chłopak to najstarszy z synów piekarza. Pracują razem.
- Dlaczego mu o tym nie powiedziałeś?
Holden wzruszył ramionami. Wyglądał na smutnego, lekko zrezygnowanego. Effie miała wrażenie, że w ciągu kilku sekund postarzał się o kilkanaście lat.
- To nie moja sprawa. - powiedział - Próbowałem go do niej zniechęcić, ale on nigdy nie słucha. Mama też próbowała przemówić mu do rozsądku, ale nic nie działało.
- Czy Alice wie? - myśl o tym, że wszyscy oprócz Haymitcha wiedzieli, sprawiła, że zrobiło jej się niedobrze. Była jeszcze bardziej zła, niż była przed przyjściem Holdena.
- Nie jestem pewny, ale podejrzewam, że w jakiś sposób się dowiedziała. Dwunastka nie jest specjalnie duża, plotki szybko się rozchodzą.
- Od jak dawna wiesz?
- Kilka miesięcy. - westchnął - Wiedziałem na długo przed tym, jak pojechaliśmy do Kapitolu.
Nie wiedziała co powiedzieć. Cała ta sytuacja nie powinna ją obchodzić, a jednak ledwo się powstrzymywała przed pójściem do piekarni i powiedzeniem Lissie, co o tym wszystkim myśli. Myśl, że ktoś krzywdzi Haymitcha sprawiała, że czuła niewypowiedzialną wściekłość. Był jej przyjacielem i partnerem; powinna mu pomagać w takich momentach. Być dla niego, kiedy nie ma nikogo innego. Powinien móc na niej polegać.
Chciała go przytulić, ukryć w swoich ramionach i powiedzieć mu, że wszystko będzie dobrze. Że nikt go już nie skrzywdzi. Nie wiedziała skąd wzięły się u niej takie myśli. A może raczej, wiedziała, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Nie w chwili, kiedy Haymitch cierpiał z powodu odkrycia, że jego dziewczyna go zdradza.
Siedzieli i rozmawiali, nie zdając sobie sprawy, że robi się coraz później, dopóki Alice nie zawołała ich na kolację. Holden i Effie udawali, że nie stało się nic ważnego, żeby nie martwić Alice, ale sądząc po podejrzliwych spojrzeniach, jakie im rzucała, nie robili tego zbyt dobrze.
Effie nie spała przez całą noc. Leżała na łóżku, ubrana w ciepłą bluzę Haymitcha, którą jej wcześniej pożyczył, wmawiając sobie, że to dlatego, że było jej zimno. Przykryta kołdrą pod samą szyję, wdychała jego zapach.
Nie wiedziała dlaczego nie może zasnąć, dopóki gdzieś o czwartej nad ranem zdała sobie sprawę, że czeka na jakiś dźwięk. Jakiś znak, który zapewni ją, że Haymitch wrócił do domu.
Przeleżała tak całą noc. Nic nie usłyszała; dom był pogrążony w martwej ciszy. Zupełnie, jakby wszyscy jego mieszkańcy czekali, aż coś się wydarzy.
__________________________________________________________________
*Dam-dam-daaaaam!*
Czy Haymitch leży gdzieś w śniegu; pobity i okaleczony? Nie powiem! Musicie poczekać na następny rozdział!
Ten rozdział jest wyjątkowo krótki - wybaczcie -, ale następny będzie dłuższy. W następnym rozdziale będzie przełomowy moment. (hehehe, spoiler! [w pewnym sensie xd])

4 komentarze:

  1. Jeju *,* Rozdział cudowny, jak zawsze! Przeczuwałam już kilka rozdziałów wcześniej, źe ta zdzi- ekhem, zrobi jakieś świństwo. I jakie słodkie było to zamartwianie się Effie, no ale, co z Haymitch'em?! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!

    PS: Kiedy go dodasz? Bo jestem strasznie ciekawa co będzie dalej :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny rozdział będzie dodany pojutrze (wtorek). Sama nie mogę się doczekać, żeby go dodać. ^^
      + Co z Haymitchem? Cóż... Dowiemy się w następnym rozdziale. ;D

      Usuń
  2. Moja lista fikcyjnych wrogów powiększa się o jedną osobę... Nie chcę się zbytnio nakręcać, więc tylko to powiem na TEN temat. A co do rozdziału, to świetny! Już nie mogę się doczekać nexta, bo trochę podejrzewam, co się dzieje teraz z Haymitchem... Ale nie mówię! Poczekam i zobaczę, czy się potwierdzi. Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja tam myślę, ze sie upil... W końcu to Haymitch nie? :D jak naoisalas o tym, ze to nie Peeta ale blisko to od razu pomyslalam o jakims bracie (nie wiem czemu xD) rozdzial cudny :) a moze tak Effie go pocieszy? :D nie no zart.. Jeszcze by mu przeszlo.. Czekam na jutro niecierpliwie :) bang my hands

    OdpowiedzUsuń