Powinnam zacząć chodzić spać o normalnych godzinach. Jest dokładnie 1:36! ^^ Życzę wszystkim miłego pierwszego dnia marca! ;D
Effie i Haymitch znów się spotykają! ♥ Dajcie znać co myślicie. ^^
_______________________________________________________________________
Haymitch
Effie i Haymitch znów się spotykają! ♥ Dajcie znać co myślicie. ^^
_______________________________________________________________________
Haymitch
Pierwszy dzień pracy. Mogło być gorzej. Jak na razie poznał większość pracowników, obszedł cały budynek, żeby zorientować się, gdzie co jest. Dostał również ohydny, szary uniform, który strasznie drapał.
Większość czasu siedział na parterze, razem z kilkoma starszymi paniami, których zadaniem było sprzątanie szkoły. One również nosiły szare uniformy, które były bardzo podobne do jego. Rozmawiając z nimi, dowiedział się, że woźny nie ma za dużej roli w tym budynku. Jedyne co musi robić, to pilnować, żeby wszystko sprawnie działało.
Jednak w tym momencie był na drugim piętrze, w sali w której kilka dni temu widział tańczącą kobietę. Mężczyzna w średnim wieku, jakiś czas temu zgłosił mu, że w tej sali wysiadło światło. Dlatego stał na drabinie z jedną z sześciu świetlówek, które musiał wymienić. Właśnie ją zamontował, kiedy drzwi do sali się otworzyły. Spojrzał przez ramię i ujrzał ową blondynkę, którą widział kilka dni temu. Stała w drzwiach, wpatrując się w niego z szeroko otwartymi oczami.
- Za chwilę kończę. - powiedział, schodząc z drabiny. Przesunął drabinę pod kolejną lampę.
- Znowu się spotykamy. - uśmiechnęła się, wchodząc do środka i kładąc swoją torbę w kącie. - Pracujesz tutaj?
- Jak widać, skarbie.
- Effie. - powiedziała, siadając na podłodze. Znowu była ubrana w czarne, obcisłe spodnie dresowe i czarną koszulkę z długim rękawem. Widocznie był to jej strój do ćwiczeń.
- Na zdrowie.
- Mam na imię Effie. - powiedziała. Był odwrócony do niej plecami, ale spotkał jej spojrzenie w lustrze. Patrzyła na niego, jakby był niedorozwinięty.
- Dobrze wiedzieć. - uśmiechnął się drwiąco pod nosem. Zostały mu jeszcze dwie świetlówki do wymienienia.
- Grzeczność nakazuje, żebyś teraz się przedstawił. - w jej głosie brzmiała irytacja. Spojrzał na nią w lustrze i dostrzegł, że marszczy brwi.
- Doprawdy, skarbie?
- Effie. - poprawiła go z naciskiem; była zirytowana. Haymitch wzruszył ramionami, ale nie odpowiedział.
Wymienił ostatnie dwie świetlówki. Podszedł do włącznika, który niefortunnie znajdował się tuż koło kobiety - Effie - i włączył światło, żeby sprawdzić, czy wszystko działa. Momentalnie w pomieszczeniu zrobiło się jasno. Wszystkie lampy działały.
- Więc się nie doczekam? - zapytała, zadzierając głowę do góry, żeby mogła zobaczyć jego twarz.
- Czego? - udał, że nie rozumie.
- Twojego imienia. Poprzednim razem nie miałam głowy, żeby zapytać.
- Byłaś zbyt zajęta bieganiem za swoim chłopakiem. - wzruszył ramionami, wciąż nie odpowiadając na jej pytanie. Przejechał dłonią po swoich włosach, żeby odgarnąć je z oczu.
- Byłym chłopakiem. - poprawiła go. Jej głos brzmiał, jakby chciała się obronić.
- Nie moja sprawa. - powiedział, składając drabinę i zbierając zepsute świetlówki. - Posłuchaj, skarbie, jestem trochę zajęty.
- Mam na imię Effie. - powtórzyła z irytacją, przewracając oczami. Nie mógł się powstrzymać od uśmieszku. - Postaraj się zapamiętać.
- Do wszystkich tak mówię. - znów wzruszył ramionami.
- Łamiesz mi serce. - powiedziała z udawanym smutkiem, przyciskając rękę do serca. - Myślałam, że jestem wyjątkowa.
- Wybacz, ale muszę rozwiać twoje marzenia. - mrugnął do niej.
Ruszył w stronę drzwi, w jednej ręce trzymając drabinę, a w drugiej, starając się utrzymać zużyte świetliki. Jednak szybko zauważył mały problem w postaci drzwi.
- Pomożesz? - wskazał głową na drzwi.
- Tylko jeśli zdradzisz mi swoje imię. - wyszczerzyła się w idealnym uśmiechu.
- Co ci tak zależy, co? - westchnął.
- Bo to nie fair, że ty znasz moje, a ja twojego nie.
- Sama mi się przedstawiłaś. - przypomniał jej.
- I nieuprzejmie jest nie odpowiedzieć.
- A czy przypadkiem nie jest nieuprzejmie, odmawiać komuś pomocy?
Gdyby spojrzenia mogły zabijać. Ale sama tego chciała, sama zaczęła tą zabawę. Zacisnęła usta i Haymitch wiedział, że powstrzymywała się od uśmiechu. Nie mógł zdecydować czy ją polubił czy nie. Zdecydowanie lubił ją denerwować.
Westchnęła ciężko, wstała z podłogi i podeszła, żeby otworzyć mu drzwi. Kiedy był już na korytarzu, odwrócił się przez ramię i mrugnął do niej.
- Dzięki, skarbie.
- Effie! - syknęła zirytowana.
Większość czasu siedział na parterze, razem z kilkoma starszymi paniami, których zadaniem było sprzątanie szkoły. One również nosiły szare uniformy, które były bardzo podobne do jego. Rozmawiając z nimi, dowiedział się, że woźny nie ma za dużej roli w tym budynku. Jedyne co musi robić, to pilnować, żeby wszystko sprawnie działało.
Jednak w tym momencie był na drugim piętrze, w sali w której kilka dni temu widział tańczącą kobietę. Mężczyzna w średnim wieku, jakiś czas temu zgłosił mu, że w tej sali wysiadło światło. Dlatego stał na drabinie z jedną z sześciu świetlówek, które musiał wymienić. Właśnie ją zamontował, kiedy drzwi do sali się otworzyły. Spojrzał przez ramię i ujrzał ową blondynkę, którą widział kilka dni temu. Stała w drzwiach, wpatrując się w niego z szeroko otwartymi oczami.
- Za chwilę kończę. - powiedział, schodząc z drabiny. Przesunął drabinę pod kolejną lampę.
- Znowu się spotykamy. - uśmiechnęła się, wchodząc do środka i kładąc swoją torbę w kącie. - Pracujesz tutaj?
- Jak widać, skarbie.
- Effie. - powiedziała, siadając na podłodze. Znowu była ubrana w czarne, obcisłe spodnie dresowe i czarną koszulkę z długim rękawem. Widocznie był to jej strój do ćwiczeń.
- Na zdrowie.
- Mam na imię Effie. - powiedziała. Był odwrócony do niej plecami, ale spotkał jej spojrzenie w lustrze. Patrzyła na niego, jakby był niedorozwinięty.
- Dobrze wiedzieć. - uśmiechnął się drwiąco pod nosem. Zostały mu jeszcze dwie świetlówki do wymienienia.
- Grzeczność nakazuje, żebyś teraz się przedstawił. - w jej głosie brzmiała irytacja. Spojrzał na nią w lustrze i dostrzegł, że marszczy brwi.
- Doprawdy, skarbie?
- Effie. - poprawiła go z naciskiem; była zirytowana. Haymitch wzruszył ramionami, ale nie odpowiedział.
Wymienił ostatnie dwie świetlówki. Podszedł do włącznika, który niefortunnie znajdował się tuż koło kobiety - Effie - i włączył światło, żeby sprawdzić, czy wszystko działa. Momentalnie w pomieszczeniu zrobiło się jasno. Wszystkie lampy działały.
- Więc się nie doczekam? - zapytała, zadzierając głowę do góry, żeby mogła zobaczyć jego twarz.
- Czego? - udał, że nie rozumie.
- Twojego imienia. Poprzednim razem nie miałam głowy, żeby zapytać.
- Byłaś zbyt zajęta bieganiem za swoim chłopakiem. - wzruszył ramionami, wciąż nie odpowiadając na jej pytanie. Przejechał dłonią po swoich włosach, żeby odgarnąć je z oczu.
- Byłym chłopakiem. - poprawiła go. Jej głos brzmiał, jakby chciała się obronić.
- Nie moja sprawa. - powiedział, składając drabinę i zbierając zepsute świetlówki. - Posłuchaj, skarbie, jestem trochę zajęty.
- Mam na imię Effie. - powtórzyła z irytacją, przewracając oczami. Nie mógł się powstrzymać od uśmieszku. - Postaraj się zapamiętać.
- Do wszystkich tak mówię. - znów wzruszył ramionami.
- Łamiesz mi serce. - powiedziała z udawanym smutkiem, przyciskając rękę do serca. - Myślałam, że jestem wyjątkowa.
- Wybacz, ale muszę rozwiać twoje marzenia. - mrugnął do niej.
Ruszył w stronę drzwi, w jednej ręce trzymając drabinę, a w drugiej, starając się utrzymać zużyte świetliki. Jednak szybko zauważył mały problem w postaci drzwi.
- Pomożesz? - wskazał głową na drzwi.
- Tylko jeśli zdradzisz mi swoje imię. - wyszczerzyła się w idealnym uśmiechu.
- Co ci tak zależy, co? - westchnął.
- Bo to nie fair, że ty znasz moje, a ja twojego nie.
- Sama mi się przedstawiłaś. - przypomniał jej.
- I nieuprzejmie jest nie odpowiedzieć.
- A czy przypadkiem nie jest nieuprzejmie, odmawiać komuś pomocy?
Gdyby spojrzenia mogły zabijać. Ale sama tego chciała, sama zaczęła tą zabawę. Zacisnęła usta i Haymitch wiedział, że powstrzymywała się od uśmiechu. Nie mógł zdecydować czy ją polubił czy nie. Zdecydowanie lubił ją denerwować.
Westchnęła ciężko, wstała z podłogi i podeszła, żeby otworzyć mu drzwi. Kiedy był już na korytarzu, odwrócił się przez ramię i mrugnął do niej.
- Dzięki, skarbie.
- Effie! - syknęła zirytowana.
***
Następnego dnia, nie miał za dużo zajęć. Nic się nie zepsuło, niczego nie trzeba było wymieniać, wszystko było w najlepszym porządku, więc szukając jakiegoś zajęcia, postanowił pomóc w sprzątaniu. Mags wydawała się zachwycona tym pomysłem. Była sprzątaczką w tej szkole, już od kilkunastu lat. Haymitch ją lubił. Była miłą, starszą panią, która znała się na żartach.
Haymitch musiał mieć jakieś zajęcie. Bez żadnego zajęcia zaczynał myśleć, a jego myśli zaczynały wędrować w zakazanych kierunkach. Nie chciał sobie przypominać o tym co się stało dwa lata wcześniej. Wspomnienia były zbyt świeże, żeby do nich wracać. Dlatego musiał się czymś zająć, a kiedy Mags powiedziała, że musi wracać do pracy, od razu zgłosił się do pomocy.
Zadaniem Haymitcha było umycie podłóg na korytarzu, więc wziął od Mags mop i wiadro z wodą. Był w połowie korytarza, kiedy usłyszał kroki. Nie podnosił głowy, skupiony na swojej pracy.
- Pracowita z ciebie pszczółka. - usłyszał znajomy głos. Nie musiał patrzeć, żeby wiedzieć, że Effie się uśmiecha.
- Ktoś musi to robić. - podniósł głowę i uśmiechnął się na jej widok. - Proszę, proszę. Kto by pomyślał, że masz inne ubrania, niż ten czarny strój.
Najwidoczniej jeszcze nie miała czasu, żeby się przebrać. Była ubrana w żółtą sukienkę i czarne szpilki, a na ramiona miała zarzucony, różowy płaszcz. Oczywiście, musiał być różowy, pomyślał Haymitch.
- Oczywiście, że mam inne ubrania. - powiedziała, oburzona. - Co ty...
- Haymitch! - przerwał jej surowy głos. - Miałeś sprzątać, a nie rozmawiać.
- To nie ja ją zagaduję, tylko ona mnie, Mags. - westchnął Haymitch, odwracając się, żeby zobaczyć, jak Mags stoi na szczycie schodów i patrzy na niego z dezaprobatą.
- Wracaj do pracy. - powiedziała i zniknęła w korytarzu na piętrze. Haymitch spojrzał na Effie, która szczerzyła się od ucha do ucha.
- Haymitch. - powiedziała powoli, jakby sprawdzała jak to imię brzmi w jej ustach.
- Nie dawało ci to spokoju w nocy, co? - uśmiechnął się drwiąco.
- Właściwie, to tak. - mrugnęła do niego. - Przez ciebie jestem niewyspana.
- Nie moja wina. - wzruszył ramionami.
- Niestety. obawiam się, że nie mogę cię więcej odciągać od pracy.
- Nikt cię nie zatrzymuje, skarbie.
- Jesteś okropny. - westchnęła, kręcąc głową, ale z jej ust nie znikał uśmiech.
- A ty upierdliwa, skarbie.
I znów, cieszył się, że spojrzenia nie mogą zabijać, bo już byłby martwy.
- Po raz kolejny, jestem Effie. Postaraj się o tym pamiętać, Haymitch. - uśmiechnęła się, kiedy wypowiedziała jego imię. Odeszła machając mu dłonią na pożegnanie.
- Nie moja wina. - wzruszył ramionami.
- Niestety. obawiam się, że nie mogę cię więcej odciągać od pracy.
- Nikt cię nie zatrzymuje, skarbie.
- Jesteś okropny. - westchnęła, kręcąc głową, ale z jej ust nie znikał uśmiech.
- A ty upierdliwa, skarbie.
I znów, cieszył się, że spojrzenia nie mogą zabijać, bo już byłby martwy.
- Po raz kolejny, jestem Effie. Postaraj się o tym pamiętać, Haymitch. - uśmiechnęła się, kiedy wypowiedziała jego imię. Odeszła machając mu dłonią na pożegnanie.

Cudowne<3 Kiedy przeczytałam o Mags, ta alternatywa zaczęła mi się coraz bardziej podobać. Jeśli napiszesz o Katniss i Peecie jako małych dzieciach, biegających po placu zabaw, to chyba się rozpłynę _* *_ A Hayffie jest wspaniałe^^ Genialne odzwierciedlenie ich relacji z książki (albo filmu XD)!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny :D
Ło! Kocham czytać jak Haymitch denerwuje Effie. To takie słodkie!
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej *.*
Weny życzę!
No manio jakie ciudo :D przez cale opowiadanie mialam zacieszawice na ryju niczym Effie :) serio, megasnie Ci to wyszlo :) ps. Masz cos ode mnie na mailu..... Skarbie :D wybacz musialam nie uznaj mnie za chora ale tak mi sie to spodobalo ze teraz będę w kolko tak mówić :) pozdrawiam :) bang my hands
OdpowiedzUsuń