czwartek, 3 marca 2016

Zimowa Opowieść: Rozdział 6

Następny rozdział pojawi się dopiero w poniedziałek!
Miłego weekendu, Robaczki!
____________________________________________________________________________
Effie
Po trzecim upadku, Effie wstała z podłogi, nie zwracając uwagi na przeprosiny chłopaka. To naprawdę nie była ich wina, że żaden z nich nie mógł jej utrzymać. Winny był jej trener, który ze wszystkich możliwych łyżwiarzy, wybrał właśnie najsłabszą garstkę. Ci chłopcy - bo nie można ich było nazwać mężczyznami - może i byli dobrzy, ale jako indywidualiści. Żaden z nich, nie jeździł wcześniej w parze. Żaden z nich, nie musiał wcześniej podnosić partnerki, nie wspominając już o utrzymaniu jej w danej pozycji lub o wyrzucie.
Było ich sześciu. I każdy, bez wyjątku, nie potrafił jej złapać, kiedy skakała z pełnego rozbiegu. Całe szczęście, że nie zdecydowali się iść od razu na lód. Upadek na podłogę i obicie kolan - i łokcia - było zdecydowanie lepszym wyjściem, niż upadek na lodzie. To mogłoby się skończyć o wiele gorzej, niż tylko poobijane kończyny.
Drzwi do sali się otworzyły i zobaczyła Haymitcha. Uśmiech od razu pojawił się na jej twarzy. Przez cały tydzień wpadali na siebie w różnych częściach szkoły. Za każdym razem dogryzali sobie i irytowali się wzajemnie. Mimo to, polubiła go. Był zupełnie inny, niż wszyscy mężczyźni których znała. Nie bał się jej powiedzieć, co naprawdę myśli, podczas gdy wszyscy inni, zapychaliby ją słodkimi kłamstwami. Potrafił podchwycić jej żarty i odpowiedzieć w tym samym tonie.
Haymitch zatrzymał się w progu, zaskoczony ilością ludzi w pomieszczeniu. Zazwyczaj widywał ją, kiedy ćwiczyła sama.
- Podobno jest problem z ogrzewaniem. - powiedział, patrząc na nią. - Miałem się tym zająć, ale mogę przyjść jak skończycie.
- Nie, nie! Nie będziesz przeszkadzać. - odpowiedziała z uśmiechem. Odwróciła się do pozostałych. - Ok, Eric. Spróbujmy jeszcze raz.
Chłopak pokiwał głową. Effie widziała w lustrze, że Haymitch rzuca im zaciekawione spojrzenia. Starała się nie zwracać na niego uwagi. Dobrze jej to szło, jednak jej partner wydawał się rozkojarzony. Stanął w lekkim rozkroku i przygotował ręce, żeby móc ją złapać. Już po samej postawie, Effie wiedziała, że nic z tego nie wyjdzie. Mimo to, nic nie powiedziała. Odeszła kilka kroków w tył, po czym puściła się biegiem w jego stronę. Kiedy wyskoczyła, chłopak złapał ją za biodra, podnosząc ją do góry na wyciągniętych ramionach. Przez sekundę było dobrze. A później nogi się pod nim ugięły i oboje wylądowali na podłodze. Znowu. Jej kolano przyjęło najgorszy cios, ale szybko wstała, wyciągając rękę do Erica, żeby pomóc mu się podnieść. Jego przeprosiny robiły się dla niej śmieszne.
- Chyba koniec na dzisiaj. - powiedziała, masując kolano. - Nie jestem pewna czy wytrzymam jeszcze kilka upadków. Dziękuję, że przyszliście.
Kiedy tylko cała szóstka posprzątała swoje rzeczy i wyszła z sali, podszedł do niej jej trener, który do tej pory siedział cicho w kącie. Spojrzała na niego ze złością.
- Żaden z nich się nie nadaje. - rzuciła, zanim zdążył się odezwać. - Nie potrafili mnie nawet podnieść, a to przecież podstawa.
- Musisz kogoś wybrać. - westchnął ciężko. - Wiem, że nie są najlepsi...
- Są okropni. - przerwała mu.
- Ale czy chcesz, czy nie, musisz wybrać któregoś z nich.
- Wiem. - westchnęła. Pan Travers położył jej dłoń na ramieniu w pocieszającym geście.
- Damy radę. - mrugnął do niej. Uśmiechnęła się słabo i pokiwała głową.
Trener wyszedł z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Effie kompletnie zapomniała o obecności Haymitcha, więc kiedy się odezwał, podskoczyła przestraszona.
- Kłopoty w raju? - zapytał.
- Tak jakby. - opowiedziała, odwracając się do niego. Patrzył na nią z dziwnym wyrazem twarzy.
- Mogę to zrobić. - powiedział nagle. Zmarszczyła brwi.
- Co takiego?
- To co oni.
- Podnieść mnie? - wydawało jej się, że jej mózg przestał pracować.
- Ta, właśnie. - wzruszył ramionami.
- Nie. - powiedziała stanowczo. Była zmęczona i obolała. - Mam już za dużo siniaków.
- Jak chcesz.
Patrzył na nią z tym pół-uśmieszkiem, który zawsze doprowadzał ją do szału. Nie cierpiała, kiedy tak się uśmiechał. Miała wtedy wrażenie, że w jego głowie jest jak małe dziecko. Zacisnęła zęby i westchnęła. Zawsze musiał postawić na swoim.
- Jeśli mnie upuścisz, zabiję cię. - wysyczała, zgrzytając zębami. Tym razem jego uśmiech był inny. I sprawił, że poczuła dziwne skurcze w żołądku.
Bez ostrzeżenia puściła się biegiem i kiedy skoczyła Haymitch schwycił ją w idealnym momencie. Uniósł ją nad głowę na wyprostowanych ramionach. Nie upuścił jej. Trzymał ją pewnie, a nawet obrócił się dookoła, ani razu się nie chwiejąc. Kiedy po minucie delikatnie ją opuścił, Effie nie mogła pozbyć się uśmiechu z twarzy.
Z sekundowym opóźnieniem zdała sobie sprawę, że stoją zdecydowanie zbyt blisko siebie i że jej dłonie, spoczywają na jego zaskakująco silnych ramionach. Co więcej, jego ręce wciąż były na jej biodrach. Czuła ich ciepło, przez materiał swoich spodni. Szybko odsunęła się o krok i odchrząknęła. Czuła, jak jej policzki i szyja robią się gorące.
- Umiesz jeździć na łyżwach? - zapytała, żeby przerwać niezręczną ciszę.
- Na łyżwach? - powtórzył, marszcząc brwi.
- Tak. Jestem łyżwiarką i to właśnie takiego partnera potrzebuję. Do jazdy na łyżwach.
- Skoro jesteś łyżwiarką, to dlaczego nie ćwiczysz na lodzie?
- Ćwiczę, w środy, czwartki i piątki od siedemnastej. - wyjaśniła. Odwróciła się do niego i podeszła do swojej torby, która leżała na ziemi w kącie sali. Ukucnęła przy niej i zaczęła szukać swojego notesu. - Więc jak? Umiesz?
- Taa. - powiedział, ale nie brzmiał przekonująco. - Jeździłem kilka razy.
- Będziemy musieli nad tym popracować. - szybko zdała sobie sprawę z tego co powiedziała. Wyprostowała się i spojrzała na niego. - To znaczy... Jeśli chciałbyś... Jeśli mógłbyś mi pomóc. Mógłbyś?
- Jeśli to ma być twoja prośba o pomoc, to musisz poćwiczyć, skarbie. - I tak po prostu, znów uśmiechał się w ten specyficzny sposób.
- Potrzebuję pomocy, a ty nie masz lepszych zajęć.
- Mam pracę. - uniósł brew. Było widać, że wspaniale się bawił doprowadzając ją do szału.
- Haymitch, proszę.
- Lubię jak błagasz. - uśmiechnął się. Zagryzła dolną wargę, starając się uspokoić. Był niemożliwy. I miała ochotę go udusić. Westchnął i wywrócił oczami. - Ok. Tylko nie patrz już tak na mnie, skarbie. Wyglądasz jak zbity szczeniak.
Rozpromieniła się i z trudem powstrzymała się od rzucenia się na jego szyję. Jeszcze nie brała pod uwagę tego, że będzie musiała nauczyć go wszystkiego od podstaw, ale wiedziała, że nie powinno to być trudne. Szybko się nauczy, a kiedy będzie po wszystkim, będzie mogła rzucić łyżwiarstwo.
Podjęła już decyzję, a kiedy Effie Trinket coś sobie postanowi, to nie przyjmuje "nie", jako opcji.
- Przyjdź tutaj jutro o ósmej. - powiedziała.
- Mam pracę. - przypomniał jej.
- No tak. - zagryzła wargę. - Mogłabym... Mogłabym przesunąć trening na szesnastą, ale to najpóźniejsza godzina.
- Ok. - pokiwał głową.
- Przynieś jakieś wygodne ubranie. Coś w czym będziesz ćwiczyć. I nie zapomnij o butelce z wodą, bo kiedy z tobą skończę, będziesz jej potrzebować. - uśmiechnęła się wyzywająco.
- Nie mogę się doczekać. - zakpił.
- Wierz mi, będziesz błagać o litość.
Jeszcze nie wiedział co go czeka. Nie miała zamiaru go oszczędzać. Musieli nadrobić kilka lat treningu, w ciągu kilku tygodni. Nie będzie to łatwe, ale Effie Trinket nie zna słowa "niemożliwe".

3 komentarze:

  1. 1. "- Mogę to zrobić. - powiedział nagle. Zmarszczyła brwi.
    - Co takiego?
    - To co oni.
    - Podnieść mnie? " -> to jest zabawne. po prostu.

    2. "Lubię jak błagasz" -> Uuuuuu ^^

    3. "Nie będzie to łatwe, ale Effie Trinket nie zna słowa "niemożliwe"." -> niech go tam wymęczy porządnie!

    Ogólnie to tak 7/10 - szkoda że tak szybko jest etap "przyjaciele" bo tak opisałabym tę relację. Jak dla mnie trochę za szybko się polubili biorąc pod uwagę ich charaktery, co nie zmienia faktu że to tylko moja opinia i rzecz jasna zamierzam czytać dalej, bo jest ciekawie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Eee fajneee :D rzeczywiście "lubię jak blagasz" powaliło na łopatki:) mega fajny rozdzial no i tradycyjnie na kojeny czekam :) -bang my hands

    OdpowiedzUsuń
  3. "- Przynieś jakieś wygodne ubranie. Coś w czym będziesz ćwiczyć. I nie zapomnij o butelce z wodą, bo kiedy z tobą skończę, będziesz jej potrzebować. - uśmiechnęła się wyzywająco."

    Mam wrażenie, że to jakiś podtekst. :D

    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału *u*

    OdpowiedzUsuń