niedziela, 12 czerwca 2016

Zimowa Opowieść: Rozdział 13

Pamiętacie, jak dawno temu wspominałam, że kilka szczegółów (takich, jak wiek) może się nie zgadzać? Cóż, to jest to.
Miłego czytania! Nie sprawdzałam tego rozdziału, więc za wszystkie błędy i niedociągnięcia przepraszam! Mam nadzieję, że długi rozdział wynagrodzi Wam moją nieobecność.
PS. Ktoś jeszcze cierpi na bezsenność? ^^
______________________________________________________________________
Haymitch
Haymitch obudził się z uczuciem buzowania w głowie. Nie otwierał oczu, wiedział, że skończy się to nieprzyjemnym bólem głowy. Pod jego zamkniętymi powiekami przelatywały obrazy. Zbyt realistyczne, żeby nie były prawdziwe. Wspomnienia ostatnich zdarzeń. Widział na nowo wszystko to co wcześniej przysłonił mu alkohol; jak Lissie całowała się z tamtym chłopakiem o piaskowych włosach. I jak z nią rozmawiał. Jak tamten chłopak, aż rwał się do bójki, ale kiedy po kilku minutach zrozumiał, że Haymitch wcale nie chciał się z nim bić, uspokoił się. I co Lissie mu powiedziała. Później zaczęły mu wracać wspomnienia z dalszej części tamtego dnia i tego poranka. Przypomniał sobie, jak kupił kilka butelek najlepszego alkoholu Ripper i jak poszedł do lasu; nad jeziorem był mały, zapomniany budynek, to tam się schował i to tam pił przez całą noc. Bożonarodzeniowy poranek wciąż był spowity mgłą. Nie miał pojęcia w jaki sposób znalazł się w domu, ani w jaki sposób znalazł drogę do łóżka. Leżał na łóżku, tego był pewien, ale rzecz tuż pod jego policzkiem nie była poduszką. Ta rzecz była zbyt ciepła. Miękka i delikatna pod jego skórą. Delikatnie się unosiła, jakby... Oddychała.
Dopiero po dłuższym czasie zorientował się, że czyjaś ręka gładzi go po włosach. Jego serce zabiło mocniej. Pierwsza myśl powędrowała do Lissie, ale to przecież niemożliwe. Lissie była teraz z chłopakiem od Mellarków.
Otworzył oczy i ku jego zdumieniu światło nie zaatakowało jego oczu. Zasłony były zaciągnięte na okna, w pokoju panował miły półmrok. Palce, które przeczesywały mu włosy były delikatne, chłodne i za każdym razem, kiedy muskały jego głowę, przechodziły go przyjemne dreszcze.
Przesunął głowę, żeby spojrzeć za siebie i jego oczom ukazały się przenikliwie niebieskie oczy. Patrzyły na niego, jakby był najbardziej interesującą rzeczą na świecie. Effie odgarnęła mu włosy z czoła; na jej ustach błąkał się uśmiech.
- Jak się czujesz? - zapytała cicho
Rzecz na której spoczywała jego głowa okazała się być brzuchem Effie; ona sama była na wpół oparta o wezgłowie łóżka. Nie mogła być do dla niej najwygodniejsza pozycja, ale nie wyglądała jakby jej to przeszkadzało.
- Jakby ktoś przywalił mi patelnią w głowę.
Prawy kącik jej ust zadrgał lekko, jakby powstrzymywała się od śmiechu. Jej oczy były przenikliwie i Haymitch czuł w głębokim zakamarku jego - wciąż zaćmionego alkoholem - umysłu, że chce go o coś zapytać. Nie powiedział nic na ten temat.
- Właśnie miałam cię budzić. - powiedziała, wciąż przeczesując jego włosy palcami. Zdał sobie sprawę, że jego ramię oplata ją zupełnie jak przytulankę, mimo tego nie zmienił pozycji. Wszystko to było tak... Naturalne. Jakby budzenie się przy niej, było codziennością. - Powinieneś wziąć porządny prysznic i się przebrać. Niedługo przyjdą goście.
Poczuł skurcz w żołądku na myśl o tym, kto przyjdzie. Odwrócił od niej twarz z niezadowolonym jękiem i wtulił ją w jej brzuch. Materiał jej swetra pachniał niczym wanilia; Ona pachniała jak wanilia. Czuł ciepło jej ciała przebijający przez cienki kaszmir.
- Obudź mnie, jak sobie pójdą. - wymamrotał.
Kiedy westchnęła ciężko, jego głowa uniosła się o kilka centymetrów razem z jej brzuchem. Pociągnęła go lekko za włosy, żeby zwrócić na siebie jego uwagę.
- Są święta. Musisz je spędzić z rodziną.
- Nie chcę.
Zapadła cisza. Haymitch miał świadomość tego, że zachowuje się dziecinnie, ale nie miał zamiaru się do tego przyznawać. W tym ciemnym pokoju, z Effie, mógł pokazać odrobinę strachu.
- Więc spędź je ze mną. - usłyszał jej głos po dłuższym czasie. Podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć. Patrzyła na niego zagryzając dolną wargę. W jej oczach czaiło się coś co sprawiło, że wnętrzności Haymitch zaczęły się skręcać. - Spędź święta ze mną. Zrób to dla mnie.
Patrzyli się na siebie przez kilka bardzo długich sekund, po czym westchnął i przewrócił oczami. Ta dziewczyna naprawdę była mistrzynią w robieniu miny zbitego szczeniaka.
- Nienawidzę cię. - mruknął, podnosząc się do pozycji siedzącej. Jednak zanim zdążył wstać z łóżka, palce Effie zacisnęły się na jego dłoni. Na jej twarzy widniała troska i... Smutek?
- Nie chcesz o niczym porozmawiać? - zapytała przyglądając mu się uważnie.
- O czym?
- O Lissie?... Albo... O czymś innym? - wydawała się niepewna. Patrzył jej w oczy przez chwilę, a kiedy nie mógł dłużej znieść ich przeszywającego błękitu, odwrócił wzrok; wbił go w ich splecione dłonie.
- Jakiej Lissie?
Czuł na sobie jej spojrzenie, ale kiedy znów na nią zerknął tylko pokiwała krótko głową i puściła jego rękę. Haymitch miał wrażenie, że coś mu umknęło, bo w następnej chwili jej twarz stała się pusta.
***
Wyszedł z łazienki w samych bokserkach, wpuszczając do pokoju kłęby pary. Jego skóra wciąż była zaczerwieniona od ciepłej wody. Z jego włosów wciąż kapały kropelki. Na łóżku leżał garnitur o którego istnieniu Haymitch dawno zapomniał. Podejrzewał, że jego matka wygrzebała ten strój z jego szafy i położyła w widocznym dla niego miejscu, żeby dać mu do zrozumienia w co ma się ubrać.
Stał odwrócony plecami do drzwi, kiedy usłyszał, że ktoś wchodzi do jego pokoju.
- Nie wiesz, że to niegrzecznie wchodzić bez pukania, skarbie? - powiedział, nie odwracając się. - Nie powinnaś też się przebrać... - spojrzał przez ramię i ujrzał, że to nie Effie, której się spodziewał, ale Holden. - Och... Co ty tutaj robisz?
Jego brat zamknął za sobą drzwi i wpatrywał się w niego z dziwnym wyrazem twarzy.
- Chciałem się upewnić, że wszystko w porządku.
- W jak najlepszym. - odpowiedział od razu.
- Jesteś pewien?
- Ta... - mruknął, a po chwili zastanowienia powiedział - Holden?
- Hmm?
- Jak ja się dostałem do domu? - ponieważ jego wspomnienia z tego poranka wciąż były zamazane.
- Nie jestem pewny. - odpowiedział jego brat. - Szukaliśmy cię z mamą, kiedy się pojawiłeś. Nie jestem pewny, ale chyba Effie ci pomogła dostać się do łóżka.
Jego umysł zaczął pracować na najwyższych obrotach. Po minucie intensywnej walki z własną pamięcią, przypomniał sobie, jak wracał przez śnieg do domu. Jak kilka razy się przewrócił, ale nie dbał o to, ponieważ alkohol rozgrzewał go od środka. Przypomniał sobie, jak wszedł do domu i jak Effie pojawiła się u jego boku. Jak pomogła mu wejść po schodach i jak pomogła mu w łazience. A potem... Przypomniała mu się ich rozmowa. Co jej wyznał o swojej przeszłości. Co jej powiedział. I co ona powiedziała. Kiedy z nią byłem, nic nie czułem. Okłamywałem sam siebie, że ją kocham. Ale to nie była prawda. A później pojawiłaś się ty... Przestań. Uwierz mi. Podziękujesz mi, kiedy wytrzeźwiejesz. Czy był jej wdzięczny? Tak. Czy to co powiedział było prawdą? Zdecydowanie. Kiedy w jego życiu pojawiła się Effie, między nimi od razu była ta mała iskierka, która sprawiała, że wciąż się przekomarzali. Że nieustannie ze sobą flirtowali. A kiedy krzyczała na niego na lodowisku, Haymitch czuł, że żyje.
- Jak się czujesz? - z rozmyśleń wyrwał go głos Holdena.
- Dobrze. - odpowiedział natychmiast, ale jego brat nie wyglądał na przekonanego. - Naprawdę!
- Chciałem ci powiedzieć, Haymitch, naprawdę, - zaczął chłopak. - ale byłeś w nią tak zapatrzony, że byś mi nie uwierzył.
- Nic się nie stało.  - wzruszył ramionami. - Nie byłem w nią zapatrzony od kilku miesięcy. Oszukiwałem sam siebie, rozumiesz?
- Czyli... Nie jesteś na nią wściekły?
- Nie jestem wściekły. Jestem zły, bo zmarnowałem kilka miesięcy, kiedy mogłem... Nie jestem wściekły.
- Więc dlaczego się upiłeś? - Holden zmarszczył brwi.
- Wydaje mi się, że to przez szok. Nie spodziewałem się ich spotkać. To wszystko. Do tego jeszcze dzisiaj. Pani Everdeen...
- Nie przejmuj się nią.
- Ale... - jednak Holden znów mu przerwał.
- Haymitch, nie przejmuj się. - powiedział zdecydowanie. - To nie była twoja wina. Nie prosiłeś Everdeen'a, żeby po ciebie wracał. To nie ty go zabiłeś.
Po tym ich rozmowa nie trwała zbyt długo. Holden poszedł się przebrać do kolacji, a Haymitch założył swój garnitur. Męczył się właśnie z krawatem, kiedy do jego drzwi ktoś zapukał. Nie czekając na jego zaproszenie, drzwi się otworzyły i do środka weszła Effie. Kiedy Haymitch na nią zerknął, oniemiał. Stał oszołomiony, wpatrując się w nią z niedowierzaniem. Widząc jego reakcję uśmiechnęła się niewinnie i obróciła się powoli dookoła własnej osi, żeby zaprezentować mu się w pełnej okazałości.
Wyglądała pięknie. Czerwona sukienka, sięgająca jej do połowy uda z długimi rękawami, przylegała do niej, jak druga skóra i zdecydowanie podkreślała jej figurę. Tył sukienki odkrywał jej plecy. Jej miodowo-złote włosy związała w wymyślny kok, w którym niektóre pasemka włosów opadały jej na twarz. Dzięki czarnym szpilkom jej nogi wydawały się niesamowicie długie. Haymitch czuł się, jakby ktoś nagle odebrał mu wszystkie słowa poza jednym: piękna. Czerwony był zdecydowanie jej kolorem.
Musiał się wpatrywać zbyt długo, ponieważ Effie odchrząknęła i zapytała
- No i? Podoba ci się?
Nie był w stanie jej odpowiedzieć. Miał wrażenie, że robi z siebie kompletnego idiotę. Z jego ust wydobył się niezrozumiały bełkot, na którego dźwięk na twarzy Effie pojawił się drwiący uśmieszek.
- Uznam to za "tak". - podeszła do niego i zaczęła wiązać mu krawat. Haymitch nie mógł oderwać od niej wzroku. Kiedy skończyła z krawatem, wygładziła jego białą koszulę, jej dłonie zostały na jego piersi. Odchrząknął i odwrócił wzrok od jej ust.
- Wyglądasz... Ładnie. - wymamrotał. Czuł, że jego uszy płoną.
- Ładnie? - zapytała z prowokującym uśmieszkiem. - Komplement od Haymitcha, proszę, proszę. Cuda jednak się zdarzają w święta.
- Nie przyzwyczajaj się, skarbie.
Jej przekomarzanie, pozwoliło mu odzyskać rozum.
- Twoja mama kazała mi sprawdzić czy jesteś już gotowy. - powiedziała Effie. - Za chwilę przyjdą goście. - widząc, że z twarzy Haymitcha zniknął uśmiech, ujęła go pod brodę i zmusiła, żeby na nią spojrzał. - Pamiętaj, że spędzasz święta ze mną, dobrze?
- To nie zmieni tego, że oni nagle znikną.
- Nie, ale jeśli będziesz się źle czuł, to pomogę ci przetrwać ten wieczór.
Szukał w jej oczach kłamstwa, ale niczego takiego się nie doszukał. Widział jedynie szczerą chęć pomocy. Przypomniało mu się, co jej powiedział rano, pod wpływem alkoholu.
- Jeśli chodzi o wcześniej... - zaczął. Po jej twarzy przemknęło jakieś uczucie, ale zniknęło tak szybko, że nawet nie umiałby go nazwać. - Dzięki, że mi pomogłaś.
- Spadłeś ze schodów. - spuściła wzrok. - Miałam cię tak zostawić?
- Co do tego, co powiedziałem... Dziękuję, że mnie powstrzymałaś. - Teraz nie było mowy o pomyłce, na jej twarzy pojawił się ból. Chciała opuścić ręce, które wciąż spoczywały na jego piersi, ale przytrzymał je. - Ale to nie znaczy, że tego nie miałem na myśli.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Starała się wyszukać jakiegoś znaku, który powiedziałby jej, że kłamie. Jednak nic takiego nie znalazła. To co mówią ludzie pod wpływem alkoholu, jest tym co myślą ludzie trzeźwi.
Nachylił się, żeby ją pocałować. Zastanawiał się, jak to będzie. Wyobrażał sobie, że jej usta są słodkie.
- Haymitch... - wyszeptała, kiedy ich usta dzieliły tylko milimetry.
- Haymitch, Effie! - na dźwięk głosu matki Haymitcha, odskoczyli od siebie, jak oparzeni. - Na dół i to w tej chwili!
Effie przygryzła wargę, żeby nie parsknąć śmiechem, a Haymitch poczuł, że jego szyja i uszy płoną czerwienią. Poczuł jej palce, które ścisnęły lekko jego dłoń, żeby zdobyć jego uwagę.
- Załóż marynarkę. - powiedziała Effie, uśmiechając się od ucha do ucha.
***
Zadzwonił dzwonek do drzwi i Haymitch poczuł, że całe jego ciało się napina. Effie musiała to poczuć, bo wcięła go za rękę i ścisnęła lekko jego palce.
- Rozluźnij się. - szepnęła. - Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze.
Łatwo jej mówić, pomyślał. To nie ona musiała się zmierzyć z kobietą, której mąż nie żyje, ponieważ wrócił, żeby go uratować.
Z korytarza dobiegły ich głosy. Jego wnętrzności skręciły się w ciasny supeł. Razem z Effie wstał z kanapy, żeby przywitać gości. Holden wciąż siedział na jednym z foteli, które stały przy kominku; wcześniej Haymitch rozpalił ogień, na prośbę swojej matki.
Do salonu weszły dwie dziewczynki. Były swoimi kompletnymi przeciwieństwami. Starsza z nich, o ciemnych włosach splecionych w warkocz i szarych, bystrych oczach, wyglądała na czternaście lat. Młodsza, z jasnymi, rozpuszczonymi włosami i niebieskimi oczami, nie mogła mieć więcej niż dziesięć lat. Obie były ubrane w ładne sukienki.
Katniss obrzuciła go spojrzeniem i choć jej wzrok był lodowaty, skinęła mu głową na powitanie. Prim była bardziej przyjacielska. Haymitch miał wrażenie, że Effie polubiła ją od pierwszego wejrzenia, bo nie minęło kilka minut, jak już rozmawiały, niczym najlepsze przyjaciółki. Holden przywitał się z dziewczynkami, poczęstował je ciastkami. Zachowywał się, jak dobry wujek.
A później, po kilku minutach, do salonu weszła ich matka. Wyglądała na lekko rozkojarzoną. Jakby nie do końca wiedziała, co się dookoła niej dzieje. Jej wzrok padł na niego i Haymich poczuł, że do żołądka spada mu bryła lodu. Przezwyciężając chęć do ucieczki, podszedł do niej.
- Pani Everdeen... - zaczął, ale kobieta mu przerwała. 
- Haymitch. - powiedziała, uśmiechając się lekko. Uśmiech nie dosięgnął jej niebieskich oczu. - Miło cię widzieć. - nie wydawało mu się, że kłamie. Ale nie wyglądała na najszczęśliwszą osobą. Trudno się dziwić, pomyślał, w końcu niecały rok temu straciła męża.
- Ja... - jednak znów nie dane mu było dokończyć.
- Wiem co chcesz powiedzieć. - mówiła cicho, żeby nikt poza nimi w salonie ich nie usłyszał. - Nie rób tego. To nie była twoja wina, Haymitch. - po tych słowach poczuł, że trochę łatwiej mu się oddycha. - Mój mąż... To była wina firmy.
- Gdyby nie ja... - nalegał.
Do salonu zajrzała jego matka. Omiotła spojrzeniem całe pomieszczenie, a jej wzrok zatrzymał się chwilę dłużej na nim i na Isabelle. Przywołała na twarz dobroduszny uśmiech.
- Kolacja będzie za chwilę, ktoś musi mi pomóc. - powiedziała, po czym zniknęła w korytarzu.
Effie, Prim, i Holden od razu ruszyli do pomocy. Kiedy Effie przechodziła koło niego schwyciła go za rękę i pociągnęła go za sobą. Nigdy nie przepuści okazji, żeby mu mówić co ma robić. A może - odezwał się cichy głosik w jego głowie - może po prostu ratuje cię od reszty tej rozmowy? Prawdopodobnie.
***
Kolacja przebiegła bardzo dobrze. Wszyscy, nawet Katniss i Haymitch, poczuli klimat świąt, kiedy spróbowali potraw, jakie przygotowała Alice. A kiedy przyszła pora na prezenty, wszyscy byli już najedzeni do granic możliwości, a w salonie panowała leniwa atmosfera.
Każdy odpakował swoje prezenty. Alice i Holden obdarowali go nożem z ręcznie zdobioną rękojeścią. Haymitch lubił rzeźbić w drewnie, kiedy nie miał nic innego do roboty, więc taki nóż był wspaniałym prezentem. Effie kupiła mu szachy. Zdziwił się, kiedy je zobaczył, bo nie wiedział z skąd się dowiedziała, że Haymitch je lubił.
Kiedy jego matka dowiedziała się, że sam nic nie kupił dla Effie, trzepnęła go po głowie. Jednak Effie powiedziała, że nic nie szkodzi i że samo to, że może z nimi spędzić święta, było wystarczającym prezentem samo w sobie. Od Holdena dostała małą, ręcznie rzeźbioną figurkę w kształcie łyżwiarki figurowej; od Alice dostała gruby, wełniany sweter. Jego matka powiedziała jej, że potrzebuje naprawdę ciepłych ubrań.
Everdeen'owie również dostali prezenty. Isabelle dostała książkę o ziołach. Prim - zestaw małego chemika, a Katniss prawdziwy łuk i strzały. To był jego pomysł. Wiele razy słyszał, jak Everdeen opowiadał o swoich córkach i żonie. Wiedział, że Katniss lubiła chodzić z ojcem do lasu. I wiedział, że Everdeen sam miał łuk i uczył córkę strzelać. Dziewczyna miała łzy w oczach, kiedy im dziękowała.
Holden dostał sweter od matki, książkę od Haymitcha i kolejną od Effie. Chłopak był zadowolony; kochał czytać.
Haymitch kupił naszyjnik dla matki, Holden dał jej pierścionek, a Effie obdarowała ją książką z przepisami najróżniejszej maści. Alice wydawała się szczerze wzruszona.
Przyszedł czas na herbatę. Wszyscy wzięli się za pomaganie w znoszeniu talerzy ze stołu. Haymitch trochę się ociągał. W salonie został tylko Holden, który patrzył na niego z dziwnym uśmiechem.
- Co? - zapytał Haymitch marszcząc brwi.
- Wpadłeś po uszy, braciszku. - powiedział chłopak. Haymitch nie zrozumiał na początku o co mu chodzi, ale później zdał sobie sprawę, że jego brat mówi o Effie. Oboje przez cały wieczór wymieniali spojrzenia i uśmiechy częściej niż zwykle. I nie raz złapał Holdena, jak im się przyglądał. Pokręcił głową i ruszył w stronę drzwi, zostawiając brata za sobą.
Haymitch stanął w drzwiach akurat w tym samym momencie w którym Effie chciała wejść do pokoju. Spojrzała na niego uśmiechając się. Nie mógł się powstrzymać, żeby nie odwzajemnić tego uśmiechu. Kiedy usłyszał, że za jego plecami Holden próbuje powstrzymać śmiech, spojrzał w jego kierunku. Jego brat nic nie powiedział, jedynie wskazał na coś nad głową Haymitcha. Zerknął do góry i ujrzał
- Jemioła... - powiedział i znów spojrzał na Effie. Ona też podniosła głowę, żeby spojrzeć na jemiołę, a kiedy przeniosła wzrok z powrotem na niego, przygryzała wargę, żeby powstrzymać śmiech.
- I co z tym zrobisz? - zapytała. Jego oczy powędrowały do jej ust.
- Chyba mam pomysł.
Przysunął się bliżej niej, tak, że niemal stykali się klatkami piersiowymi. Czuł jej gorący oddech i ciepło jej ciała. Jej oczy wędrowały od jego oczu do jego ust i Haymitch po raz któryś tego wieczoru pomyślał, że wygląda pięknie. Jego serce przyspieszyło. Czuł się jak nastolatek tuż przed jego pierwszym pocałunkiem. Nachylił się w jej stronę, żeby ją pocałować. Miał wrażenie, że chciał to zrobić od dłuższego czasu. I sądząc po tym, jak na niego patrzyła, Effie też o tym myślała. Ich usta dzieliły już tylko milimetry i
- Blokujecie przejście!
Odskoczyli od siebie, jak oparzeni. Katniss patrzyła na nią z mieszaniną odrazy i rozbawienia. W dłoniach trzymała tacę na której stał dzbanek z herbatą i filiżanki. Haymitch wyminął ją i ruszył w stronę kuchni, wiedząc, że musi w końcu pomóc matce. Odwrócił się jednak przez ramię, żeby zerknąć na Effie. Obserwowała go i kiedy napotkała jego spojrzenie, wyszczerzyła się w uśmiechu. Odwzajemnił uśmiech i mrugnął do niej. W następnej chwili otworzył drzwi do kuchni.
***
Reszta wieczoru minęła w przyjemnej atmosferze. Haymitch i Effie wymieniali spojrzenia i uśmiechy częściej niż zwykle, co oczywiście nie umknęło uwadze Alice. Wciąż posyłała mu znaczące spojrzenia; Holden również.
Minuty zamieniały się w godziny i zanim wszyscy się obejrzeli, Prim zasnęła na fotelu przy kominku. Pani Everdeen stwierdziła, że czas wracać do domu. Na zewnątrz śnieg zaczął leniwie padać, ale do burzy śnieżnej było jeszcze daleko. Kiedy Isabelle zabrała córki i opuściły ich dom, Holden powiedział, że jest wykończony i że idzie spać. Alice również poszła do swojej sypialni, życząc im dobrej nocy.
Kiedy Haymitch i Effie zostali sami, ich oczy się spotkały i Haymitch wstał z fotela na którym siedział, żeby usiąść razem z nią na kanapie. Pomimo dużej ilości wolnego miejsca, usiadł tak blisko niej, że ich uda się o siebie ocierały. Wziął ją za rękę, tak że jej dłoń była wierzchem do góry.
- Mam coś dla ciebie. - powiedział, wyciągając wolną ręką z kieszeni małe pudełeczko zawinięte w ozdobny papier. Położył zawiniątko na jej wyciągniętej dłoni. - Nie chciałem ci tego dawać przy wszystkich.
Effie patrzyła na niego ze szczerym zdumieniem.
- Nie musiałeś... - wyszeptała.
- Są święta. - wzruszył ramionami - Musiałem.
Przysunęła pudełko do ucha i delikatnie nim potrząsnęła. Haymitch wywrócił oczami, na co się uśmiechnęła. Ostrożnie rozwinęła ozdobny papier, starając się nie porwać ani jednego kawałka, zupełnie jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Kiedy podniosła wieczko pudełka, jej oczom ukazała się srebrna bransoletka z przywieszką w kształcie małej gwiazdki. Wpatrywała się w nią tak długo, że Haymitch zaczął się czuć niekomfortowo. Odchrząknął i odwrócił wzrok.
- Nie musisz jej nosić, ani nic takiego. - wymamrotał, czując się jak kompletny idiota. - Możesz ją oddać i wybrać coś innego.
- Nie chcę nic innego! - powiedziała to, jakby myślała, że Haymitch stracił rozum. - Jest piękna. Dziękuję.
Zarzuciła mu ramiona na szyję i przytuliła go mocno wtulając swoją twarz w jego szyję. Niezręcznie odwzajemnił uścisk, nie wiedząc jak się zachować.
- To tylko bransoletka. - burknął.
Effie odsunęła się od niego. Wyciągnęła bransoletkę z pudełka i podała mu ją, wyciągając swój prawy nadgarstek. Wziął od niej bransoletkę i zapiął na jej ręce. Podniosła ją na wysokość oczu, żeby móc jeszcze raz przyjrzeć się małej gwiazdce. Na jej twarzy rozpromieniał ogromny uśmiech. Opuściła rękę i ujęła jego dłoń. 
- Mam dla ciebie jeszcze jeden prezent prezent.
I zanim zdążył chociażby mrugnąć, Effie się pochyliła i ich usta się spotkały. Całowanie jej, było właśnie takie, jak sobie wyobrażał. Jej usta były miękkie i słodkie. Jej dłonie ujęły jego policzki, jakby chciała go przyciągnąć jeszcze bliżej siebie. Kiedy przygryzła jego dolną wargę, poczuł jak się uśmiecha. Całowali się tak samo, jak się kłócili. Była to zacięta walka ust, zębów i języków. Oderwali się od siebie dopiero, kiedy zaczęło im brakować tchu.
- Wesołych świąt, skarbie. - wymamrotał, nie mogąc się powstrzymać od uśmiechu. Wyszczerzyła się do niego, niczym dziecko, które właśnie dostało wymarzony prezent.
- Wesołych świąt.

16 komentarzy:

  1. Przepraszam, ze dopiero teraz komentuje ale mialam bierzmowanie i sama rozumiesz jak to jest echhh załamka.. Rozdzial byl cudny i świetny byl tez ich Kiss. Rozdzial dlugi co mega mnie cieszy :) dziwi mnie tylko to, ze rak Malo osób komentuje.. Ludzie weźcie sie ogarnijcie (krytyka dla tych którzy czytają a nie komentują. Nawet nie chce mi sie poświęcać na was klawiatury i o was pisać. Amen) mam nadzieje, ze nie zalamiesz sie tym ze niewielu komentuje, bo piszesz serio swietnie i mam nadzieje, ze nigdy nie przestaniesz ;) pozdrawiam Bang My Hands

    OdpowiedzUsuń
  2. Tam tam ta dam... No i w końcu znowu żyję. Dobrze, że nie opuściłaś nas, tylko wróciłaś z cudownym rozdziałem i no...Hayffie <3 FINALLY!!!! Umarłam... A muszę się jeszcze uczyć... I jak ja mam to teraz zrobić ja się pytam?! Aj... Czekam na dalszy ciąg i... Weny życzę ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Yay! Dawno nie wchodziłam, a teraz patrzę i nowy rozdział <3 Cudowny, rzecz jasna. Myślę, że jest takim przełomowym rozdziałem, a później będzie tylko coraz bardziej uroczo <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy cos dasz?

    OdpowiedzUsuń
  5. Zyjesz? Odezwij sie chociaz w komentarzu czy żyjesz ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyję, żyję! W przyszłym tygodniu będzie nowy rozdział. ^^

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. heeeeej! ja się chciałam przypomnieć że ja tu cały czas jestem i czytam, tylko tak jak wcześniej mój telefon nie współpracuje i nie chce dodawać komentarzy, a do kompa mi teraz ciężko się dostać, więc tylko piszę że jestem czytam i opo jest super, żeby nie było że mnie nie ma, bo jestem i zaglądam praktycznie codziennie :*
    pozdrawiam :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również czekam i jak Natix Guzik cały czas wchodzę na twojego bloga. ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. I co z rozdziałem?? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Halo ty na pewno żyjesz? Nie mogę wytrzymać juz tego czekania :-( ❤

    OdpowiedzUsuń
  10. halo? :( Bang My Hands

    OdpowiedzUsuń
  11. Planujesz jeszcze wrócić z nowym rozdziałem...?

    OdpowiedzUsuń