W jednej chwili Haymitch został oślepiony przez zbyt jasne
światło. Jego uszy zostały zaatakowane przez ogłuszający ryk. Wiwaty, aplauz i
gwizdy sprawiały, że czuł się skołowany.
Patrzył na kolorowe twarze, uśmiechające się do niego, setki
par oczu wpatrywały się w jego twarz. Kamery rejestrowały każdy ruch. Wszyscy
ludzie w Panem patrzyli właśnie na niego. A on po prostu siedział i nie mógł
się ocknąć.
Co on tutaj robi? Odpowiedź na to pytanie była prosta.
Zgłosił się na ochotnika. Peeta został wybrany, ale to Haymitch się zgłosił. I
nie było już odwrotu. Weźmie udział w Igrzyskach, jeszcze raz.
Zamrugał, ocknął się z transu. Rozejrzał się po
publiczności. Ich kolorowe, fałszywe twarze wykrzywiały się w uśmiechach.
Przypomniało mu się, że musi działać. Ustalili przecież
plan. A on się zgodził. Musi go wprowadzić w życie, a to najodpowiedniejsza
pora.
W jego głowie rozbrzmiał głos Effie Trinket "Czarujący i pewny siebie, a nie pijany
i barbarzyński. Takiego cię przedstawimy. I na miłość boską, Haymitch, uśmiech
nie boli!"
Więc przywołał na twarz łamiący serca uśmiech. Jego oczy
napotkały spojrzenie Caesara Flickermana.
- Przepraszam, Caesar. Rozkojarzyłem się.
- Tak, mogliśmy to zauważyć, prawda? - zwrócił się do
publiczności z wielkim uśmiechem na ustach. Widzowie znów zaczęli wiwatować.
Kiedy skończyli, Caesar odwrócił się do Haymitcha. - Powiedz mi Haymitch,
jeszcze w zeszłym roku byłeś mentorem. Dziś siedzisz tu, jako trybut. Jakie to
uczucie?
Jakie to uczucie? Jakie? Poczuł wściekłość rosnącą we wnętrzu
jego trzewi. Jakie to może być uczucie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że idziesz
na pewną śmierć? Że z każdym dniem zostało ci coraz mniej czasu. I że być może,
zginiesz z ręki przyjaciela? Jakie to może być uczucie?
Nie okazał po sobie zdenerwowania. Nie może zawieść. Musi
dotrwać do końca tego wywiadu.
- Czuję się jakbym... - zabrakło mu słów. Nie był w stanie
dokończyć tego zdania, bo czuł jak wściekłość zawładnęła jego gardłem. -
Przepraszam. - powiedział po krótkiej przerwie, z przepraszającym uśmiechem.
- Co cię tak rozprasza, Haymitch? Co kryje się w tej głowie?
Teraz. Idealny moment, żeby wprowadzić plan w życie. Uśmiech
Haymitcha lekko przygasł, idealnie odgrywając swoją rolę.
- Myślę o tym co przyniesie jutro. I o tym co zostawiam za
sobą. O tym co mogę stracić.
Błysk w oczach Caesara mówił sam za siebie. Był gotów kupić
każdą historię, a wraz z nim publiczność... i cała reszta Kapitolu.
- Coś lub kogoś, to
chciałeś powiedzieć?
- Właśnie tak. - kiwnął głową, przenosząc wzrok ze swoich
dłoni na Caesara.
Caesar westchnął w zachwycie i klasnął w dłonie. Publiczność
wydała z siebie westchnienie, zupełnie jak jeden organizm.
- Dziewczyna czeka na ciebie w domu?
- Nie. Jest tutaj. - Haymitch nie mógł uwierzyć, że na
prawdę słyszy smutek w swoim własnym głosie. Kolejny okrzyk niedowierzania ze
strony widowni. Caesarowi opadła szczęka.
- Dziewczyna z Kapitolu? Coś podobnego! A czy ta piękność ma
imię?
- Owszem. Effie. Effie Trinket.
Cisza. Ogłuszająca cisza. A później okrzyki niedowierzania.
Caesar po raz pierwszy w swojej karierze, nie wiedział co powiedzieć.
- Effie Trinket? - zapytał po chwili. - Słodka Opiekunka z
Dwunastego Dystryktu?
Haymitch kiwnął głową z małym uśmiechem, który uniósł prawy
kącik jego ust.
- Od kiedy się spotykacie?
- Od zeszłego roku.
- I nikt nie wiedział?
- To była tajemnica. Nikt nie miał o tym pojęcia.
Caesar zaśmiał się z podziwem. Nie mógł uwierzyć, zupełnie
jak wszyscy inni na widowni.
- Może poprosimy twoją ukochaną na scenę, co ty na to? -
Widownia odezwała się gromkimi oklaskami. Uśmiech Haymitcha pobladł.
- Nie sądzę, żeby... - ale było już za późno.
Mógł sobie tylko wyobrazić jak wściekła będzie Effie. Jej
udział w tym wywiadzie nie był częścią planu. Jednak, kiedy zobaczył jak
kobieta ubrana na fioletowo, popycha Effie w stronę sceny, jej twarz nie
wyrażała wściekłości. Raczej zaskoczenie.
Widział jak Effie Trinket wchodzi na scenę w swoich
monstrualnych szpilkach, różowej peruce i sukience, która raczej przypominała
dzieło architektoniczne. Wielki uśmiech zdobił jej usta. Idealnie ukrywała
swoje prawdziwe uczucia.
Haymitch wstał instynktownie na jej widok, a ta podbiegła
ostatnie kilka kroków i zarzuciła mu swoje ręce na szyję, przytulając go mocno.
- Uśmiechnij się, na miłość boską. Wyglądasz jakbyś zobaczył
ducha. - wyszeptała tak cicho, że tylko on to słyszał.
Oderwała się od niego, wciąż trzymając jego ramiona, z tym
idealnie prostym uśmiechem na ustach. Patrzyła na niego z uczuciem. Gdyby
Haymitch nie wiedział, mógłby się nabrać.
- Haymitch. - westchnęła, odgrywając swoją rolę.
- Ach, chwileczkę! - zaśmiał się Caesar, ściągając uwagę na
siebie. - Nie przy ludziach! - Umarłby, żeby tylko zobaczyć jak ta scena
potoczyłaby się dalej, ale upływający czas wywiadu mu na to nie pozwalał.
- Przepraszam - powiedziała Effie z uśmiechem, a wraz z nią zaśmiała się i widownia. Uścisnęła dłoń Caesara. Usiedli razem na sofie. Effie schwyciła
dłoń Haymitcha, splatając ich palce razem.
Haymitch czuł, że jej dotyk parzy. Miał ochotę wyrwać swoją
rękę z jej uścisku. Dlaczego to musiała być Effie? Ze wszystkich kobiet,
właśnie ona? Zakłamana, fałszywa, nienaturalna... Produkt Kapitolu, który teraz
razem sprzedają. Nie odsunął jednak ręki. Ten jeden ruch mógłby zniszczyć cały
plan.
Skupił się na tym, żeby nie okazać swojej odrazy. Żeby się
nie zdradzić z tym, że wszystko to tylko kłamstwo.
Zamrugał i uśmiechnął się. Skup się, Haymitch.
- Jak to się stało? - zapytał Caesar. - Mogę się założyć, że
ukrywacie niesamowitą historię miłosną... mam rację? - widownia potwierdziła te
słowa, gromkimi brawami. - Zdradzicie ją nam?
- Cóż... - odezwał się Haymitch. - Wszystko zaczęło się na
balu Bożonarodzeniowym.
- Błagałam go, żeby ze mną poszedł. - dodała Effie.
- Na początku nie chciałem iść, ale Effie przypomniała mi,
że jestem jej dłużny przysługę. Więc chcąc nie chcąc, musiałem. Tańczyliśmy,
śmialiśmy się i piliśmy. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że mogę się tak dobrze
bawić z Effie Trinket. A punktem kulminacyjnym była jemioła, którą odkryliśmy
nad naszymi głowami. Wtedy ją pocałowałem.
- A ja zdałam sobie sprawę, że od zawsze coś do niego
czułam. Tylko nie byłam w stanie przyznać przed sobą, co to za uczucie.
Wymienili spojrzenia i uśmiechy. Haymitch starał się jak
mógł. I był zadowolony, kiedy usłyszał głośne, chóralne "Ooooo" z
widowni.
- Niesamowita historia. To chyba największa niespodzianka,
tego roku. - powiedział Caesar, wlepiając w nich swoje oczy. - Złota Para.
Muszę was o to zapytać. Nasi widzowie, pewnie też się nad tym zastanawiają...
Skoro spotykacie się już od roku, dlaczego ujawniliście się dopiero teraz?
Znów wymienili ze sobą spojrzenia, po czym Effie przeniosła
wzrok na Caesara i westchnęła.
- Widzisz Caesar, chodzi o to, że nigdy nie chcieliśmy
rozgłosu. Kto wie jak zareagowaliby ludzie, gdyby dowiedzieli się, że Pijany
Mentor spotyka się z Opiekunką swoich trybutów. Nadal tego nie chcemy, ale od
kiedy dowiedzieliśmy się, że... - głos jej zadrżał w idealnym momencie - Że
Haymitch wraca na Igrzyska... Zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy dłużej z tym
zwlekać. Że nie dalibyśmy rady ukrywać się przez ten czas.
- Bardzo ciężko jest nie okazywać sobie uczuć, kiedy wiesz,
że tak mało czasu zostało ci z tą drugą osobą. - rzekł Haymitch. - Tym
bardziej, jeśli nie jesteś pewny czy kiedykolwiek ją jeszcze zobaczysz.
Spojrzał na Effie, starając się wyglądać na zakochanego i
zrozpaczonego. Sądząc po odgłosach dochodzących z widowni, wyszło mu to
znakomicie. Aż trudno mu było uwierzyć, że ci ludzie kupują wszystko co im
wciskają.
Rozległ się dzwonek, sygnał który oznaczał koniec wywiadu.
Caesar wstał i to samo zrobili jego goście.
- Niestety nasz czas dobiegł końca. - westchnął Caesar. -
Jednak, może zanim pójdziecie, pozwolicie naszym widzom zobaczyć pocałunek
Złotej Pary?
Widownia ryknęła w zachwycie. Ludzie klaskali i gwizdali. A
Haymitch stał tam, trzymając Effie za rękę. Uśmiech na jego twarzy przypominał
teraz grymas. Nie miał zamiaru tego zrobić. Wolałby wylać na siebie kwas, niż
ją pocałować. Effie, widząc jego twarz, wiedziała, że musi przejąć inicjatywę.
- Oczywiście, Caesar. - zaświergotała z uśmiechem.
Ich oczy się spotkały. W ułamku sekundy stoczyli bitwę na
spojrzenia. Haymitch zrozumiał wiadomość. Nie było odwrotu. Co nie zmieniało
faktu, że obrzydzenie i odraza wzbierały w nim coraz silniej i wyglądało na to,
że zwymiotuje.
Effie postąpiła krok w jego stronę i przywarła do jego warg
swoimi ustami. Zarzuciła mu ręce na szyję, przyciągając go bliżej. Wszystko w
nim krzyczało, żeby ją odepchnąć, żeby uciec stamtąd jak najdalej. Na szczęście
nie zdążył, ponieważ Effie przerwała pocałunek. Ich oczy się spotkały i
Haymitch poczuł ulgę, że już po wszystkim.
Widownia szalała w zachwycie, Caesar pożegnał ich wylewnie i
sekundę później schodzili już ze sceny trzymając się za ręce.
Kiedy tylko znaleźli się z dala od spojrzeń innych ludzi,
puścili swoje dłonie jak najszybciej. Tuż przed nimi pojawili się Peeta i
Katniss.
Katniss ubrana w suknię ślubną, wyglądała na nieco ponad
skołowaną.
- Świetnie wam poszło. Kupili wszystko. - powiedział Peeta -
A ta historia z Balem Bożonarodzeniowym... Genialne. Wszystko poszło wspaniale.
- Nieźle zagrane. - przytaknęła Katniss.
Haymitch i Effie spojrzeli na siebie. Effie zmierzyła go
zdegustowanym spojrzeniem. Obrzydzenie na ich twarzach było jawnie widoczne.
Haymitch wciąż czuł, że jego ręka płonie, mimo że już nie trzymał dłoni Effie.
W brzuchu mu się coś przewróciło.
- Jeśli się nie mylę to jutro z samego rana telefon będzie
się urywał. - Peeta nie zważał na ich miny. Wyglądał na zadowolonego.
Teraz, kiedy Haymitch się za niego zgłosił, to Peeta został
mentorem. To na nim spoczywał obowiązek mówienia im co mają robić. I tak też
zrobił.
- Gdzie jest mój drink? - zapytał Haymitch. Minęła cała
godzina odkąd ostatni raz wypił i czuł jak jego gardło zaczyna piec, domagając
się alkoholu.
- Naprawdę musisz pić teraz? - zapytała Effie z
niedowierzaniem. - Nie możesz poczekać, aż wrócimy do Centrum?
- Przypuszczam, że wątpię. - odparł.
- Jesteś żałosny. - stwierdziła, marszcząc przy tym brwi. - Nie możesz wytrzymać
przez godzinę bez drinka?
- A ty nie możesz wytrzymać kilku minut bez wnerwiania
wszystkich wokół?
Wzrok Effie sprawił, że Haymitch zaczął się zastanawiać nad
nową definicją dla stwierdzenia "zabijać wzrokiem". Przed kolejnym
komentarzem powstrzymała ją kobieta ubrana na fioletowo, która pojawiła się
przy nich.
- Katniss Everdeen, za chwilę twoja kolej. Masz minutę. -
odezwała się rzeczowym tonem, po czym odeszła w stronę sceny.
- Katniss, wiesz co robić. - odezwał się Peeta.
- Och, Katniss. - westchnęła Effie. - Byłabyś przepiękną
panną młodą.
- Dzięki, Effie. - odrzekła dziewczyna. Haymitch zauważył,
że oczy Peety pociemniały, kiedy znów spojrzał na Katniss.
Dziewczyna odeszła. A ich trójka wciąż stała za sceną.
Spojrzenie Effie wróciło do Haymitcha, jakby coś chciała jeszcze dodać, ale ten
ją ubiegł.
- O! A następnym razem, uprzedź mnie, zanim się na mnie
rzucisz. Wolałbym się przygotować psychicznie na taką mękę.
Mina jej zrzedła. Patrzyła na niego jak na zdechłego
karalucha. To dało mu pewność, że się na niego obraziła.
- Haymitch! - odezwał się Peeta. - Effie ci pomaga. Okaż jej
wdzięczność, bo bez niej cały plan nigdy nie miałby sensu.
- Nie prosiłem o pomoc. - warknął Haymitch.
- Nigdy nie musiałeś. - cichy głos wydobył się z ust Effie.
Jej oczy zaczęły się wypełniać łzami. Wyszła zanim ktokolwiek mógł zareagować.
Peeta zmierzył go spojrzeniem pełnym wyrzutu.
- Może okazał byś jej szacunek i wdzięczność. - rzucił
chłopak. - Ona ci pomaga, Haymitch, chociaż wcale o to nie prosiłeś. I wcale
nie zasłużyłeś sobie na pomoc z jej strony. Naprawdę tego nie widzisz?
- Czego?
- Ona nie chce, żebyś zginął na tej arenie. Mimo wszystko,
obchodzi ją to. Choć wcale nie powinno.
Zapadła cisza. W telewizji właśnie pokazali jak piękna panna
młoda zamieniła się w Kosogłosa.
- Jesteś jej winien przeprosiny.
Peeta odszedł, zostawiając Haymitcha z własnymi myślami. Jak
ten dzieciak może w jednej sekundzie wzbudzić w człowieku wyrzuty sumienia?
Ale miał rację. To nie było fair w stosunku do Effie. W
końcu chciała mu tylko pomóc, niszcząc tym samym swój wizerunek. Choć ciężko mu
było to przyznać, naprawdę powinien ją przeprosić.

Ejj..to jest świetne! Oby tak dalej! ♡ Weny kochana! ;*
OdpowiedzUsuńDziękuję! ♥ Prawie kończę drugi rozdział, prawdopodobnie będzie gotowy już jutro!
Usuń^.^ To. Jest. Piękne.
OdpowiedzUsuńpurrrfectme
57 years old Software Consultant Valery D'Adamo, hailing from Manitou enjoys watching movies like Downhill and Backpacking. Took a trip to Rock Art of the Mediterranean Basin on the Iberian Peninsula and drives a Ferrari 250 MM Berlinetta. sprawdz tutaj
OdpowiedzUsuń