niedziela, 7 lutego 2016

Alternatywne Ćwierćwiecze: Rozdział 24

Nie jestem do końca zadowolona z tego ostatniego rozdziału, ale lepiej już go nie napiszę. Zmieniałam go chyba trzy razy, więc mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z końcowego efektu. ^^
______________________________________________________________________
Szybko się okazało, że Effie Trinket, rzeczywiście zawsze ma rację.
Katniss i jej drużyna przeżyli. Kiedy zobaczyli, jak Katniss pojawia się na jednym z nagrań, ktoś mógłby pomyśleć, że prezydent Coin była zawiedziona. Haymitch nie ufał tej kobiecie, miał złe przeczucie. Wyglądało na to, że wymienili Snowa na Coin. Teraz w jego głowie zrodziło się pytanie: które z nich, to mniejsze zło?
Wcześniejsze przemówienie Coin do Panem i rzeczona "śmierć Kosogłosa", spowodowały, że Dystrykty straciły cierpliwość. Żołnierze z Trzynastki zaatakowali Kapitol. Straty w ludziach były ogromne, ale z nadejściem zmierzchu, miasto zostało odbite. Snow został uwięziony i czekał na egzekucję, która miała się odbyć już następnego dnia.
Prezydent Coin zwołała zebranie ze wszystkimi żyjącymi Zwycięzcami. Katniss, Peeta, Haymitch, Finnick, Annie, Johanna, Beetee i Wiress siedzieli dookoła stołu w jednym z pomieszczeń w Pałacu Prezydenckim w Kapitolu. Coin, wraz z Plutarchem stała u szczytu stołu. Panowała ogłuszająca cisza, wszyscy wydawali się lekko zszokowani tym, co ogłosiła pani prezydent. Kolejne Igrzyska, losowanie kapitolińskich dzieci...
Jego mózg zaczął pracować na pełnych obrotach. Co zrobić, żeby temu zapobiec? Nie mogli pozwolić, na stratę kolejnych ludzi. Już wystarczająco dużo osób zginęło. Spojrzał na Katniss i w jego głowie pojawiło się rozwiązanie. Najprostsze i jednocześnie najtrudniejsze. Jego wzrok powędrował do Beetee'ego i ich oczy się spotkały. Wydawało mu się, że myślą o tym samym. Jedyne co mógł teraz zrobić, to mieć nadzieję, że Katniss zrozumie aluzję. Kiedy przyszło do głosowania, Peeta, Annie i Finnick powiedzieli nie. Johanna jako pierwsza się zgodziła. Zaraz za nią Beetee i Wiress. Wszyscy spojrzeli na niego i Katniss.
Przełknął ślinę i spojrzał na dziewczynę, starając się jej wszystko powiedzieć samym spojrzeniem. Kiedy mówił "tak", patrzył jej prosto w oczy. Sądząc po błysku w jej oczach, zrozumiała. Zgodziła się, a Haymitch odetchnął z ulgą, nieświadomy, że wstrzymywał oddech.
***
Siedzieli w jednej z wielu sypialni w Pałacu Prezydenckim. Noc już dawno zapadła, ale oboje nie mogli zasnąć. Prawdą było to, że w ogóle nie próbowali zasnąć. Mieli zbyt dużo do zrobienia. Za kilka godzin miała się odbyć egzekucja, Razem z Effie przygotowywali przemówienie dla Katniss. Haymitch miał wrażenie, że dziewczyna nawet na nie nie spojrzy.
Siedzieli nad notatkami godzinami. Kiedy w końcu skończyli, słońce właśnie budziło się do życia. Haymitch oparł głowę o oparcie kanapy na której siedzieli. Zamknął oczy z nadzieją, że może uda mu się odpłynąć na chwilę. Poczuł jak Effie się do niego przysuwa i kładzie głowę na jego ramieniu. Odruchowo ją objął. Było to teraz tak samo naturalne, jak oddychanie.
Wiedział, że jest wykończona, sam ledwo mógł utrzymać otwarte oczy, ale musiał z nią porozmawiać.
- Effie - powiedział cicho, nie chcąc zakłócać ciszy poranka. Spojrzała na niego, ale się nie odezwała, zbyt zmęczona. - Jutro, kiedy będzie po wszystkim, zabieram dzieciaki do domu.
Zmęczenie momentalnie opuściło jej ciało. Czuł jak napięła wszystkie mięśnie, trawiąc tą informację.
- Do Dwunastki. - wyszeptała, szukając odpowiedzi w jego oczach. W jej tęczówkach malowała się panika.
- Rozmawiałem dzisiaj z Plutarchem. Powiedział, że po wszystkim będziemy musieli zniknąć na jakiś czas. Z dala od mediów, rozgłosu...
- Wyjeżdżasz. - wyrzuciła wraz z oddechem. Przytuliła się do niego mocno, ukrywając swoją twarz w jego szyi. Poczuł jej gorące łzy na swojej skórze.
- Nie płacz.
- Wyjeżdżasz! - powiedziała, odsuwając się od niego na tyle, żeby móc na niego spojrzeć. Jej policzki były mokre od łez. Złość mieszała się z paniką. - Jak mam nie płakać, kiedy mówisz, że wyjeżdżasz z Kapitolu? Oboje dobrze wiemy, że już tutaj nie wrócisz.
Miała rację. Nie miał zamiaru wracać do tego miasta. Zbyt dużo złych wspomnień, Ale nie to było głównym problemem.
- Naprawdę myślisz, że bym cię tutaj zostawił? - patrzył, jak na jej twarzy pojawia się osłupienie. - Chcę, żebyś jechała z nami.
- Co?
- Jedź z nami... Ze mną.
Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Czuł, że coś mu ściska wnętrzności. Co jeśli powie "nie"? Wiedział, co do niego czuła, ale miłość nie ma nic wspólnego z taką decyzją. W końcu prosił ją, żeby dla niego rzuciła wszystko to co znała i zamieszkała z nim w Dwunastce. Jednak Haymitch był samolubny. I wiedział, że nawet jeśli się nie zgodzi to i tak znajdzie sposób, żeby ją ze sobą zabrać. Nie przeżyłby gdyby znów miał ją stracić.
Czekał w milczeniu, z mocno bijącym sercem. Wydawało mu się, że minęła wieczność, zanim jej spojrzenie złagodniało, a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.
Ujęła jego twarz w dłonie i rozpoczęła swój atak. Obdarowywała go pocałunkami, które sprawiały, że brakowało mu oddechu.
- Czy to znaczy, że się zgadzasz? - wymamrotał pomiędzy dwoma pocałunkami.
- Tak.
Nie mógł się powstrzymać od uśmiechu. W jego życiu rzadko pojawiało się szczęście, ale odkąd pojawiła się w nim Effie... Czuł, że żyje, a nie egzystuje.
Później tego ranka, kiedy od egzekucji Snowa dzieliła ich tylko godzina i powinni już się szykować, a zamiast tego leżeli na kanapie, przytuleni do swoich nagich ciał, Haymitch czuł, że odnalazł swoje miejsce. I było ono przy niej.
Pocałował ja w czoło, czując spokój. Coś czego nie czuł od miesiąca.
- Kocham cię. - wymruczał, z ustami tuż przy jej skórze. Zasługiwała na to, żeby o tym wiedzieć.
Miał wrażenie, że na chwilę wstrzymała oddech. Widział, jak się uśmiecha, a w jej oczach szklą się łzy. Wtuliła się w jego ciało, jakby chciała się w niego wtopić. Poczuł jak jej usta składają pocałunek na jego piersi, tuż nad jego sercem.
- Kocham cię.
***
Nie jechali pociągiem. Lecieli poduszkowcem. Tak było bezpieczniej, ze względu na to, co się stało. Katniss zrozumiała aluzję. Tego ranka zginęły dwie osoby i obie zginęły ze słusznych powodów. Plutarch był zadowolony, ale sam musiał się teraz uporać z bałaganem, który został w Kapitolu. Zdążył załatwić im poduszkowiec, który miał zabrać ich do domu. Obiecał też, że wkrótce się odezwie.
Matka Katniss i Prim zostały w Kapitolu, pomagając lekarzom w opiece nad rannymi. Plutarch obiecał, że odeśle je do domu, jak tylko wszystko się już uspokoi.
Siedzieli w głównym pomieszczeniu, na dwóch kanapach. Katniss i Peeta siedzieli razem na jednej. Chłopak nieśmiało chwycił ją za rękę, a ona tylko się lekko uśmiechnęła. Haymitch poczuł coś w rodzaju dumy. Dziewczyna zaczęła powoli dostrzegać, co tak naprawdę czuje do Peety.
- I co teraz? - zapytał Peeta, przerywając ciszę, która panowała w pomieszczeniu. Wszyscy spojrzeli na Haymitcha, jakby to do niego było skierowane to pytanie. Natomiast on sam, spojrzał na Effie. Siedziała tuż koło niego, z jego ręką, obejmującą jej ramiona. Jej uśmiech był zaraźliwy i czuł, że jego własne usta wyginają się w uśmiechu.
- Teraz... - powiedział, przenosząc spojrzenie na Peetę. - Postaramy się przeżyć.

4 komentarze:

  1. O jejku, lubię takie szczęśliwe zakończenia, chociaż czekam jeszcze na epilog. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Och...Świetne zakończenie! Tak się cieszę, że Finnick i Prim żyją. Ja byłam pewna, że mi ich uśmiercisz, już się szykowałam na ochrzan, a tu proszę, taka miła niespodzianka^^ W sumie, to jest równoległa rzeczywistość, więc można było się spodziewać :D A zakończenie było boskie - "Postaramy się przeżyć". Haymitch skwitował tymi słowami całe ff. Jednym słowem CUDOWNE!
    Ale szkoda, że już się kończy...;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa Epilpgu. Tak bardzo spodobał mi się twój FF, że potrafię czytać wszystko od początku do końca trawiąc powoli tekst. Przed chwilą po raz szósty przeczytałam całe alternatywne ćwierćwiecze.
    + Ostatnio zajrzałam w kalendarz i zauważyłam, że urodziny Elizabeth Banks będą za trzy dni. I zastanawiało mnie czy coś pojawi się z tej okazji na twoim blogu. Wiem, że Elizabeth mało ma się do książkowej Effie, ale może jednak. xD
    Weny życzę. Phu. Tobie weny nie brakuje. Życzę Ci czasu na pisanie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie będę się silić na długi komentarz, aczkolwiek wiedz, że moim zdaniem to dobry ostatni rozdział (w końcu epilog to troszkę inna historia), taki "uspokajający" i wyjaśniający wszystko co jeszcze tego wymagało :D

    OdpowiedzUsuń