Tak naprawdę to "My Funny Valentine", nie jest one-shot'em, tylko częścią dłuższego opowiadania, którego nigdy nie skończyłam. Zmieniłam szczegóły, żeby wszystko trzymało się kupy. Mam nadzieję, że się spodoba, no bo czym byłyby Walentynki, bez Hayffie? ^^
"My Funny Valentine" to piosenka, która nie daje mi spokoju... No i Effie kocha Franka Sinatrę. ^^
(MUZYKA)
_______________________________________________________________
"My Funny Valentine" to piosenka, która nie daje mi spokoju... No i Effie kocha Franka Sinatrę. ^^
(MUZYKA)
_______________________________________________________________
- Dobrze, zostawmy na razie ten taniec, mamy poważniejszy problem. Musicie się bardziej starać. Pokazywać, że jesteście zakochani do granic możliwości. - Effie stała przed Katniss i Peetą w przedziale, który służył im za salon. Wszystkie zbędne meble, zostały przesunięte pod ściany, żeby zrobić miejsce na "parkiet". W kącie stał odtwarzacz z którego płynęła wolna muzyka.
Oboje patrzyli na nią, jakby nic nie zrozumieli. Zbliżała się wizyta w Ósmym Dystrykcie. Wieczorem odbędzie się bankiet i wszystkie oczy i kamery, będą zwrócone w stronę dwójki zwycięzców. To oznaczało, że będą musieli tańczyć, a Katniss miała dwie lewe nogi.
Haymitch zaczynał współczuć chłopakowi, ponieważ widział, jak Katniss depcze mu po palcach.
Cinna i Portia siedzieli na jednej z kanap, które zostały podsunięte pod ścianę. On sam siedział na fotelu w drugim kącie, obserwując całe zdarzenie i czasami wtrącając swoje rady.
- Ale jak? - odezwała się Katniss - Nigdy nie byłam "zakochana do granic możliwości". Co mam robić?
- Nie odsuwaj się od niego za każdym razem, kiedy stara się przedłużyć pocałunek. - wtrącił się Haymitch.
Dziewczyna na niego spojrzała jak na wariata. Haymitch nie mógł jej winić - w końcu nic nie czuła do Peety, albo tak twierdziła, bo Haymitch nie był do końca o tym przekonany. Ale wszyscy teraz mieli przez to problemy i jeśli nie przekonają ludzi w dystryktach, że naprawdę się kochają... Cóż, to oznaczało kłopoty.
- Na przykład! - powiedziała Effie, zgadzając się z Haymitchem. - Odskoczyłaś od niego, ostatnim razem w Dziewiątce. I wszyscy to widzieliśmy, a skoro my to widzieliśmy, to znaczy, że całe państwo to widziało.
- To była moja wina. - powiedział Peeta. - Nie powinienem był...
- Włożył mi język do buzi. - przerwała mu dziewczyna. Haymitch miał ochotę zacząć walić głową o ścianę. Miał też ochotę ją udusić.
- Następnym razem, postaraj się cieszyć z pocałunku. - powiedział, starając się brzmieć spokojnie, co było naprawdę trudne.
Katniss westchnęła i usiadła na wolnej kanapie. Peeta usiadł razem z nią, bo jakżeby inaczej. Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi i wpatrywała się w nich spode łba.
- Macie być zakochani. - wtrącił cicho Cinna. - Zakochani korzystają z każdej okazji, żeby być blisko siebie.
- Żywy dowód. - Effie wyciągnęła rękę, wskazując na Cinnę i Portię, którzy momentalnie zamarli.
Siedzieli tak blisko siebie, że Portia prawie siedziała mu na kolanach. Ramię Cinny spoczywało na oparciu kanapy, tuż za głową Portii, a jego palce wędrowały w górę i w dół jej szyi. Haymitch był pewny, że mężczyzna, nie był tego nawet świadomy.
- Musicie być bardziej... Razem. - powiedziała Effie.
- Effie - westchnął Peeta. - Jesteśmy ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jak możemy być bardziej razem?
- Cóż... - zająknęła się, a Haymitch stwierdził, że ma już tego dosyć. Wstał i podszedł do miejsca w którym stała Effie. Stanął tuż obok niej; spojrzała na niego, lekko unosząc pytająco brwi. Katniss i Peeta wyglądali na zbitych z tropu. Postanowił, że trzeba nauczyć te dzieciaki kilku przydatnych rzeczy. A Effie była akurat pod ręką.
- Musisz ją obejmować. - odezwał się Haymitch, obejmując Effie jedną ręką w talii i przyciągając ją do siebie. - Kiedy mówisz, patrz na nią, jakbyś nie widział świata poza nią. - spojrzał na Effie, a ona na niego. Widział, że pod warstwą pudru się zaczerwieniła. Uśmiechnął się kącikiem ust. To było wyzwanie, a Effie Trinket nigdy nie przepuszczała rzuconego jej wyzwania.
Kątem oka zobaczył, że Portia i Cinna wymieniają złośliwe uśmieszki. Dwójka stylistów od początku rzucała komentarze na temat Effie i Haymitcha. Działało mu to na nerwy, bo byli trochę za bardzo spostrzegawczy. On i Effie nie byli parą, ale nie byli też tylko przyjaciółmi. Nigdy jednak o tym nie rozmawiali. Zawsze wychodzili ze swoich pokojów, tak szybko jak skończyli i udawali, że nic się nie stało. Jednak od jakiegoś czasu, cała sytuacja stała się bardziej skomplikowana. Haymitch nie wychodził już z jej pokoju w takim pośpiechu. Zdarzało mu się, że nawet z nią zasypiał. Przerażało go to. Wiedział, że nie może pozwolić, żeby to zaszło za daleko, ponieważ rebelia miała wybuchnąć już niedługo. Jeśli ktoś by się dowiedział, że Effie i on... To było niebezpieczne. Ale i tak miał tą głupią świadomość, że już za późno. Nigdy nie rozmawiali o uczuciach, ale oczywiste było to, że Effie coś do niego czuła. I przez bardzo długi czas, Haymitch myślał, że on nie czuje nic a nic. Teraz nie był już tego taki pewny.
Poczuł jak ręka Effie delikatnie go obejmuje w pasie. Zupełnie jakby była niepewna, jak zareaguje na takie "okazywanie uczuć". Kiedy zobaczyła, że nic z tym nie robi, a nawet się uśmiecha, rozluźniła się i zrobiła się bardziej pewna siebie. Objęła go mocniej.
- Połóż głowę na jego ramieniu. - Wtuliła swoją głowę w jego ramię. Poczuł zapach lakieru do włosów, który unosił się z jej złotej peruki. - Nie tak jakbyś była śpiąca. Bardziej, żeby pokazać, że jego bliskość sprawia ci przyjemność.
- Wróćmy jeszcze na chwilę do całowania. - wtrąciła się Portia i Haymitch słyszał po samym głosie, że uśmiecha się szeroko. Dobrze wiedział do czego zmierzała. - To nie takie trudne udawać, że podoba ci się pocałunek, prawda Effie?
- Prawda. - odpowiedziała. W jej głosie była ostrzegawcza nuta. Portia uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Może moglibyście zaprezentować? - powiedział Cinna, szybko łapiąc o co chodzi jego partnerce. - Jestem pewien, że Katniss będzie łatwiej, jeśli zobaczy na własne oczy o co ci chodzi. - Spojrzał na Katniss, a ta się uśmiechnęła.
- Tak. - powiedziała szybko, kiwając głową - Potrzebuję prezentacji. - Świetnie, pomyślał Haymitch. Czyli teraz nawet dzieciaki nie dadzą im spokoju.
- W takim razie, czemu wy tego nie zaprezentujecie? - zapytał Haymitch, odwracając się do Cinny i Portii.
- Ponieważ my nie musimy udawać. - powiedziała Portia. - A skoro wy nie jesteście w związku, ani nigdy wcześniej się nie całowaliście, to będzie naprawdę udawane. Effie, nigdy nie całowałaś Haymitcha, prawda?
- Oczywiście, że nie. - skłamała nawet nie mrugając powieką.
- W takim razie załatwione. - powiedział Peeta.
Wymienili spojrzenia z Effie. W jej niebieskich oczach było pytanie, a jego jedyną odpowiedzią było uniesienie jednej brwi i drwiący uśmiech. Westchnęła, rozumiejąc go lepiej, niż ktokolwiek inny.
- Dobrze. - powiedziała, odwracając się do Katniss i grożąc jej palcem. - Ale jeśli ci udowodnię, że to nic trudnego, to nie będziesz więcej narzekać i wrócimy do tańca. I będziesz się starać.
- Przekonaj mnie. - powiedziała dziewczyna, uśmiechając się wyzywająco.
Effie odwróciła się do Haymitcha, który wciąż ją obejmował z drwiącym uśmieszkiem na ustach. Z jej ust nie znikał przyjazny uśmiech, ale jej oczy ciskały pioruny, jakby chciała mu przypomnieć, żeby nie próbował robić niczego niewłaściwego, bo źle to się dla niego skończy. Stali tak blisko siebie, że wystarczyło tylko, żeby lekko przybliżyła swoją twarz do jego. Jej dłoń dotknęła jego policzka, kciukiem przejechała po jego dolnej wardze. Haymitch nie spuszczał wzroku z jej niebieskich tęczówek.
Przybliżyła swoją twarz do jego i ich wargi się o siebie otarły kilka razy. A chwilę później pogłębiła pocałunek otwierając usta. Objęła jego szyję. Haymitch przyciągnął ją jeszcze bliżej do siebie. Czuł dziwną sensację w żołądku, której nie chciał analizować w tym momencie. Kiedy jego dłoń zsunęła się trochę za nisko po jej plecach, trzepnęła go w ramię.
- Nie przeginaj. - wymamrotała w jego usta. Jeszcze raz go pocałowała, po czym odsunęła się i spojrzała na Katniss. Poczuł chłód, kiedy nie czuł jej ciała blisko swojego.
Chcąc nie chcąc, też odwrócił wzrok i starał się nie wyglądać jak ktoś, kto właśnie przeżył jeden z lepszych pocałunków w życiu. Choć byli kochankami - całowali się tylko kilka razy i za każdym, pod wpływem emocji.
Peeta i Katniss wyglądali na obrzydzonych i pod wrażeniem jednocześnie.
- No i? - zapytała Effie zakładając ręce na piersi.
- Trochę straszne. - powiedział Peeta. - Nie róbcie tak więcej.
- Katniss?
Dziewczyna patrzyła na nią, a Haymitch był pewien, że nie znalazła żadnego dobrego argumentu, bo po chwili westchnęła ciężko i spuściła wzrok.
- Będę się starać. - mruknęła.
Effie uśmiechnęła się szeroko. Kątem oka widział, jak Cinna i Portia wymieniają wymieniają znaczące spojrzenia. Zaczynało go to irytować.
- W takim razie, wracamy do tańca. - powiedziała Effie, klaszcząc w dłonie.
- A może mały konkurs? - zapytała Portia. - Też mam ochotę potańczyć. Haymitch, co ty na to? Ja i Cinna, kontra ty i Effie. Katniss i Peeta mogą popatrzeć i ocenić, komu poszło lepiej.
- Nie tańczę. - powiedział Haymitch, a Portia tylko się wyszczerzyła.
- Marny z ciebie kłamca. Sama widziałam, jak tańczyliście na przyjęciu na zakończenie igrzysk.
Haymitch wpatrywał się w nią, zgrzytając zębami. Kobieta mrugnęła do niego z ogromnym, złośliwym uśmiechem na ustach. Nie wiedział co go podkusiło, ale koniec końców westchnął i spojrzał na Effie. Wyglądała na zaskoczoną.
Cinna puścił muzykę trochę głośniej i wyciągnął rękę do Portii. Chwilę później już kręcili się po pokoju, śmiejąc się jak para nastolatków. Haymitch i Effie byli wolniejsi. Ujął jej dłoń i przyciągnął do siebie, tak że stykali się klatkami piersiowymi. Drugą rękę położył nisko na jej plecach. Dłoń Effie wylądowała na jego karku. Jej palce zaczęły bawić się jego włosami.
Nie spuszczali z siebie wzroku i Haymitch przez chwilę pożałował, że trzymał ją tak blisko. Było mu zdecydowanie zbyt gorąco. W kąciku jej ust czaił się uśmiech.
- Pamiętasz, że mieliśmy tańczyć, prawda? - wyszeptała tak cicho, że tylko on mógł ją usłyszeć. Zdał sobie sprawę, że wciąż stali w miejscu. Uśmiechnął się i chwilę później kołysali się dookoła pokoju w rytm muzyki. Przez te kilka minut, podczas których kręcili się po pokoju, Haymitch zapomniał o obecności pozostałych. Liczyła się tylko Effie i to jak jej ciało pasowało idealnie do jego ramion. Musiała myśleć o czymś podobnym, bo uśmiechnęła się do niego czule, a Haymitch poczuł, jak coś ciepłego formuje się w jego żołądku.
Nagle ktoś odsunął krzesło obok niego. Kiedy oderwał wzrok od Effie, zobaczył, że była to Cecelia. Zwyciężczyni z Ósemki. Uśmiechnął się na jej widok.
- Nikt ci nie mówił, że to nieładnie się tak gapić, Haymitch? - zapytała z przyjaznym uśmiechem.
Cecelia nie miała więcej niż trzydzieści parę lat. Była łagodną osobą i Haymitch darzył ją sympatią.
- Ktoś, coś wspominał. - mruknął, mrugając do niej. Upił łyk whiskey ze swojej szklanki.
- Naprawdę, powinieneś tam iść i poprosić ją do tańca.
- Ktoś tutaj rozmawiał z Chaffem, co? - zapytał parkając śmiechem.
- Może. - również się zaśmiała. - Idź. Zanim ktoś inny cię uprzedzi.
Nie dając mu czasu na odpowiedź, wstała i odeszła. Śledził ją wzrokiem i zobaczył, jak podchodzi to trójki dzieci w różnym wieku. Cecelia była jedyną Zwyciężczynią, która założyła rodzinę po swoich igrzyskach. Nikt inny, nigdy tego nie zrobił.
Chcąc nie chcąc, wziął sobie jej radę do serca. Wstał, odkładając szklankę na stolik. Przeszedł przez parkiet i dotarł do Effie, akurat w momencie, kiedy skończyła się jedna piosenka i zaczęła się inna, wolniejsza, bardziej romantyczna. Klepną mężczyznę w ramię, starając się zrobić to delikatnie.
- Można? - zapytał, chociaż tak naprawdę nie czekał na odpowiedź. Od razu zajął miejsce faceta.
Co dziwniejsze, Effie nawet mu nie powiedziała, że było to nieuprzejme. Kiedy objął ją w talii i przyciągnął do siebie, ona tylko objęła ramionami jego szyję. Znów byli za blisko i znów poczuł, że jest mu gorąco, ale nie odsunął się od niej. Czuł jak przeskakuje jakaś iskra, tak jak za każdym razem, kiedy tańczyli. Miał wrażenie, że świat zwalnia. Że dookoła nich nie ma nikogo innego.
- Masz wyczucie. - powiedziała z uśmiechem. - Uwielbiam tą piosenkę.
- W takim razie, może powinienem pozwolić ci zatańczyć z kimś innym? - zapytał i nie mógł przestać myśleć o asystencie Paylor z którym tańczyła wcześniej.
- Nie wygłupiaj się. - trzepnęła go w ramię. - Jest idealnie.
W jej oczach tańczyły iskierki i Haymitch nie mógł się powstrzymać od uśmiechu. Miał świadomość tego, że to co robili było niebezpieczne. Byli w miejscu publicznym. Nagrywani przez ekipy filmowe. Każdy mógł ich zobaczyć. A skoro tyle osób z ich otoczenia widziało, że coś między nimi jest... Skoro nawet Cecelia z którą nie miał za dużo kontaktu mogła to zobaczyć, to oznaczało, że równie dobrze wszyscy mogli to zobaczyć.
A jednak... Nie potrafił się zmusić, żeby od niej odejść. Żeby zakończyć to coś między nimi. Był samolubny.
Effie oparła głowę na jego ramieniu.
- Chciałeś kiedyś, żeby jakaś chwila trwała wiecznie? - wyszeptała tuż przy jego uchu, tak że tylko on mógł ją usłyszeć.
Każdy jego nerw krzyczał, żeby odejść jak najszybciej, a jednak jedyne co zrobił, to przytulił ją mocniej do siebie.
- Dzisiaj nawet dwa razy. - odpowiedział, uśmiechając się drwiąco. Jednak ten uśmieszek był tylko grą. Podniosła głowę z jego ramienia, żeby na niego spojrzeć. Patrzyła mu prosto w oczy, jakby czegoś w nich szukała. Chyba znalazła to czego szukała, bo uśmiechnęła się czule. Miał ochotę ją pocałować, żeby znów poczuć jej usta na swoich.
- To jest nas dwoje. - powiedziała, całując go krótko w policzek. Nie było to nic więcej, jak tylko cmoknięcie, a jednak poczuł gorąco w miejscu w którym jej usta, zetknęły się z jego skórą.
Poczuł, że tonie. Że jest bezsilny. A wszystko za sprawą osoby, której powinien nienawidzić. Uczucia mają niezłe poczucie humoru, pomyślał.
Oboje patrzyli na nią, jakby nic nie zrozumieli. Zbliżała się wizyta w Ósmym Dystrykcie. Wieczorem odbędzie się bankiet i wszystkie oczy i kamery, będą zwrócone w stronę dwójki zwycięzców. To oznaczało, że będą musieli tańczyć, a Katniss miała dwie lewe nogi.
Haymitch zaczynał współczuć chłopakowi, ponieważ widział, jak Katniss depcze mu po palcach.
Cinna i Portia siedzieli na jednej z kanap, które zostały podsunięte pod ścianę. On sam siedział na fotelu w drugim kącie, obserwując całe zdarzenie i czasami wtrącając swoje rady.
- Ale jak? - odezwała się Katniss - Nigdy nie byłam "zakochana do granic możliwości". Co mam robić?
- Nie odsuwaj się od niego za każdym razem, kiedy stara się przedłużyć pocałunek. - wtrącił się Haymitch.
Dziewczyna na niego spojrzała jak na wariata. Haymitch nie mógł jej winić - w końcu nic nie czuła do Peety, albo tak twierdziła, bo Haymitch nie był do końca o tym przekonany. Ale wszyscy teraz mieli przez to problemy i jeśli nie przekonają ludzi w dystryktach, że naprawdę się kochają... Cóż, to oznaczało kłopoty.
- Na przykład! - powiedziała Effie, zgadzając się z Haymitchem. - Odskoczyłaś od niego, ostatnim razem w Dziewiątce. I wszyscy to widzieliśmy, a skoro my to widzieliśmy, to znaczy, że całe państwo to widziało.
- To była moja wina. - powiedział Peeta. - Nie powinienem był...
- Włożył mi język do buzi. - przerwała mu dziewczyna. Haymitch miał ochotę zacząć walić głową o ścianę. Miał też ochotę ją udusić.
- Następnym razem, postaraj się cieszyć z pocałunku. - powiedział, starając się brzmieć spokojnie, co było naprawdę trudne.
Katniss westchnęła i usiadła na wolnej kanapie. Peeta usiadł razem z nią, bo jakżeby inaczej. Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi i wpatrywała się w nich spode łba.
- Macie być zakochani. - wtrącił cicho Cinna. - Zakochani korzystają z każdej okazji, żeby być blisko siebie.
- Żywy dowód. - Effie wyciągnęła rękę, wskazując na Cinnę i Portię, którzy momentalnie zamarli.
Siedzieli tak blisko siebie, że Portia prawie siedziała mu na kolanach. Ramię Cinny spoczywało na oparciu kanapy, tuż za głową Portii, a jego palce wędrowały w górę i w dół jej szyi. Haymitch był pewny, że mężczyzna, nie był tego nawet świadomy.
- Musicie być bardziej... Razem. - powiedziała Effie.
- Effie - westchnął Peeta. - Jesteśmy ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jak możemy być bardziej razem?
- Cóż... - zająknęła się, a Haymitch stwierdził, że ma już tego dosyć. Wstał i podszedł do miejsca w którym stała Effie. Stanął tuż obok niej; spojrzała na niego, lekko unosząc pytająco brwi. Katniss i Peeta wyglądali na zbitych z tropu. Postanowił, że trzeba nauczyć te dzieciaki kilku przydatnych rzeczy. A Effie była akurat pod ręką.
- Musisz ją obejmować. - odezwał się Haymitch, obejmując Effie jedną ręką w talii i przyciągając ją do siebie. - Kiedy mówisz, patrz na nią, jakbyś nie widział świata poza nią. - spojrzał na Effie, a ona na niego. Widział, że pod warstwą pudru się zaczerwieniła. Uśmiechnął się kącikiem ust. To było wyzwanie, a Effie Trinket nigdy nie przepuszczała rzuconego jej wyzwania.
Kątem oka zobaczył, że Portia i Cinna wymieniają złośliwe uśmieszki. Dwójka stylistów od początku rzucała komentarze na temat Effie i Haymitcha. Działało mu to na nerwy, bo byli trochę za bardzo spostrzegawczy. On i Effie nie byli parą, ale nie byli też tylko przyjaciółmi. Nigdy jednak o tym nie rozmawiali. Zawsze wychodzili ze swoich pokojów, tak szybko jak skończyli i udawali, że nic się nie stało. Jednak od jakiegoś czasu, cała sytuacja stała się bardziej skomplikowana. Haymitch nie wychodził już z jej pokoju w takim pośpiechu. Zdarzało mu się, że nawet z nią zasypiał. Przerażało go to. Wiedział, że nie może pozwolić, żeby to zaszło za daleko, ponieważ rebelia miała wybuchnąć już niedługo. Jeśli ktoś by się dowiedział, że Effie i on... To było niebezpieczne. Ale i tak miał tą głupią świadomość, że już za późno. Nigdy nie rozmawiali o uczuciach, ale oczywiste było to, że Effie coś do niego czuła. I przez bardzo długi czas, Haymitch myślał, że on nie czuje nic a nic. Teraz nie był już tego taki pewny.
Poczuł jak ręka Effie delikatnie go obejmuje w pasie. Zupełnie jakby była niepewna, jak zareaguje na takie "okazywanie uczuć". Kiedy zobaczyła, że nic z tym nie robi, a nawet się uśmiecha, rozluźniła się i zrobiła się bardziej pewna siebie. Objęła go mocniej.
- Połóż głowę na jego ramieniu. - Wtuliła swoją głowę w jego ramię. Poczuł zapach lakieru do włosów, który unosił się z jej złotej peruki. - Nie tak jakbyś była śpiąca. Bardziej, żeby pokazać, że jego bliskość sprawia ci przyjemność.
- Wróćmy jeszcze na chwilę do całowania. - wtrąciła się Portia i Haymitch słyszał po samym głosie, że uśmiecha się szeroko. Dobrze wiedział do czego zmierzała. - To nie takie trudne udawać, że podoba ci się pocałunek, prawda Effie?
- Prawda. - odpowiedziała. W jej głosie była ostrzegawcza nuta. Portia uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Może moglibyście zaprezentować? - powiedział Cinna, szybko łapiąc o co chodzi jego partnerce. - Jestem pewien, że Katniss będzie łatwiej, jeśli zobaczy na własne oczy o co ci chodzi. - Spojrzał na Katniss, a ta się uśmiechnęła.
- Tak. - powiedziała szybko, kiwając głową - Potrzebuję prezentacji. - Świetnie, pomyślał Haymitch. Czyli teraz nawet dzieciaki nie dadzą im spokoju.
- W takim razie, czemu wy tego nie zaprezentujecie? - zapytał Haymitch, odwracając się do Cinny i Portii.
- Ponieważ my nie musimy udawać. - powiedziała Portia. - A skoro wy nie jesteście w związku, ani nigdy wcześniej się nie całowaliście, to będzie naprawdę udawane. Effie, nigdy nie całowałaś Haymitcha, prawda?
- Oczywiście, że nie. - skłamała nawet nie mrugając powieką.
- W takim razie załatwione. - powiedział Peeta.
Wymienili spojrzenia z Effie. W jej niebieskich oczach było pytanie, a jego jedyną odpowiedzią było uniesienie jednej brwi i drwiący uśmiech. Westchnęła, rozumiejąc go lepiej, niż ktokolwiek inny.
- Dobrze. - powiedziała, odwracając się do Katniss i grożąc jej palcem. - Ale jeśli ci udowodnię, że to nic trudnego, to nie będziesz więcej narzekać i wrócimy do tańca. I będziesz się starać.
- Przekonaj mnie. - powiedziała dziewczyna, uśmiechając się wyzywająco.
Effie odwróciła się do Haymitcha, który wciąż ją obejmował z drwiącym uśmieszkiem na ustach. Z jej ust nie znikał przyjazny uśmiech, ale jej oczy ciskały pioruny, jakby chciała mu przypomnieć, żeby nie próbował robić niczego niewłaściwego, bo źle to się dla niego skończy. Stali tak blisko siebie, że wystarczyło tylko, żeby lekko przybliżyła swoją twarz do jego. Jej dłoń dotknęła jego policzka, kciukiem przejechała po jego dolnej wardze. Haymitch nie spuszczał wzroku z jej niebieskich tęczówek.
Przybliżyła swoją twarz do jego i ich wargi się o siebie otarły kilka razy. A chwilę później pogłębiła pocałunek otwierając usta. Objęła jego szyję. Haymitch przyciągnął ją jeszcze bliżej do siebie. Czuł dziwną sensację w żołądku, której nie chciał analizować w tym momencie. Kiedy jego dłoń zsunęła się trochę za nisko po jej plecach, trzepnęła go w ramię.
- Nie przeginaj. - wymamrotała w jego usta. Jeszcze raz go pocałowała, po czym odsunęła się i spojrzała na Katniss. Poczuł chłód, kiedy nie czuł jej ciała blisko swojego.
Chcąc nie chcąc, też odwrócił wzrok i starał się nie wyglądać jak ktoś, kto właśnie przeżył jeden z lepszych pocałunków w życiu. Choć byli kochankami - całowali się tylko kilka razy i za każdym, pod wpływem emocji.
Peeta i Katniss wyglądali na obrzydzonych i pod wrażeniem jednocześnie.
- No i? - zapytała Effie zakładając ręce na piersi.
- Trochę straszne. - powiedział Peeta. - Nie róbcie tak więcej.
- Katniss?
Dziewczyna patrzyła na nią, a Haymitch był pewien, że nie znalazła żadnego dobrego argumentu, bo po chwili westchnęła ciężko i spuściła wzrok.
- Będę się starać. - mruknęła.
Effie uśmiechnęła się szeroko. Kątem oka widział, jak Cinna i Portia wymieniają wymieniają znaczące spojrzenia. Zaczynało go to irytować.
- W takim razie, wracamy do tańca. - powiedziała Effie, klaszcząc w dłonie.
- A może mały konkurs? - zapytała Portia. - Też mam ochotę potańczyć. Haymitch, co ty na to? Ja i Cinna, kontra ty i Effie. Katniss i Peeta mogą popatrzeć i ocenić, komu poszło lepiej.
- Nie tańczę. - powiedział Haymitch, a Portia tylko się wyszczerzyła.
- Marny z ciebie kłamca. Sama widziałam, jak tańczyliście na przyjęciu na zakończenie igrzysk.
Haymitch wpatrywał się w nią, zgrzytając zębami. Kobieta mrugnęła do niego z ogromnym, złośliwym uśmiechem na ustach. Nie wiedział co go podkusiło, ale koniec końców westchnął i spojrzał na Effie. Wyglądała na zaskoczoną.
Cinna puścił muzykę trochę głośniej i wyciągnął rękę do Portii. Chwilę później już kręcili się po pokoju, śmiejąc się jak para nastolatków. Haymitch i Effie byli wolniejsi. Ujął jej dłoń i przyciągnął do siebie, tak że stykali się klatkami piersiowymi. Drugą rękę położył nisko na jej plecach. Dłoń Effie wylądowała na jego karku. Jej palce zaczęły bawić się jego włosami.
Nie spuszczali z siebie wzroku i Haymitch przez chwilę pożałował, że trzymał ją tak blisko. Było mu zdecydowanie zbyt gorąco. W kąciku jej ust czaił się uśmiech.
- Pamiętasz, że mieliśmy tańczyć, prawda? - wyszeptała tak cicho, że tylko on mógł ją usłyszeć. Zdał sobie sprawę, że wciąż stali w miejscu. Uśmiechnął się i chwilę później kołysali się dookoła pokoju w rytm muzyki. Przez te kilka minut, podczas których kręcili się po pokoju, Haymitch zapomniał o obecności pozostałych. Liczyła się tylko Effie i to jak jej ciało pasowało idealnie do jego ramion. Musiała myśleć o czymś podobnym, bo uśmiechnęła się do niego czule, a Haymitch poczuł, jak coś ciepłego formuje się w jego żołądku.
***
Ubrany w czarny garnitur, siedział przy jednym ze stolików, które były porozstawiane dookoła parkietu w Pałacu Sprawiedliwości w Ósemce. W dłoni trzymał szklankę z whiskey, ale nie pił. Za bardzo był zajęty obserwowaniem Effie, która tańczyła z jednym z asystentów Paylor. Na widok dłoni mężczyzny, które spoczywały na jej ciele, poczuł coś co dziwnym sposobem przypominało zazdrość. Miał wielką ochotę pójść tam i pokazać temu palantowi, gdzie jest jego miejsce.Nagle ktoś odsunął krzesło obok niego. Kiedy oderwał wzrok od Effie, zobaczył, że była to Cecelia. Zwyciężczyni z Ósemki. Uśmiechnął się na jej widok.
- Nikt ci nie mówił, że to nieładnie się tak gapić, Haymitch? - zapytała z przyjaznym uśmiechem.
Cecelia nie miała więcej niż trzydzieści parę lat. Była łagodną osobą i Haymitch darzył ją sympatią.
- Ktoś, coś wspominał. - mruknął, mrugając do niej. Upił łyk whiskey ze swojej szklanki.
- Naprawdę, powinieneś tam iść i poprosić ją do tańca.
- Ktoś tutaj rozmawiał z Chaffem, co? - zapytał parkając śmiechem.
- Może. - również się zaśmiała. - Idź. Zanim ktoś inny cię uprzedzi.
Nie dając mu czasu na odpowiedź, wstała i odeszła. Śledził ją wzrokiem i zobaczył, jak podchodzi to trójki dzieci w różnym wieku. Cecelia była jedyną Zwyciężczynią, która założyła rodzinę po swoich igrzyskach. Nikt inny, nigdy tego nie zrobił.
Chcąc nie chcąc, wziął sobie jej radę do serca. Wstał, odkładając szklankę na stolik. Przeszedł przez parkiet i dotarł do Effie, akurat w momencie, kiedy skończyła się jedna piosenka i zaczęła się inna, wolniejsza, bardziej romantyczna. Klepną mężczyznę w ramię, starając się zrobić to delikatnie.
- Można? - zapytał, chociaż tak naprawdę nie czekał na odpowiedź. Od razu zajął miejsce faceta.
Co dziwniejsze, Effie nawet mu nie powiedziała, że było to nieuprzejme. Kiedy objął ją w talii i przyciągnął do siebie, ona tylko objęła ramionami jego szyję. Znów byli za blisko i znów poczuł, że jest mu gorąco, ale nie odsunął się od niej. Czuł jak przeskakuje jakaś iskra, tak jak za każdym razem, kiedy tańczyli. Miał wrażenie, że świat zwalnia. Że dookoła nich nie ma nikogo innego.
- Masz wyczucie. - powiedziała z uśmiechem. - Uwielbiam tą piosenkę.
- W takim razie, może powinienem pozwolić ci zatańczyć z kimś innym? - zapytał i nie mógł przestać myśleć o asystencie Paylor z którym tańczyła wcześniej.
- Nie wygłupiaj się. - trzepnęła go w ramię. - Jest idealnie.
W jej oczach tańczyły iskierki i Haymitch nie mógł się powstrzymać od uśmiechu. Miał świadomość tego, że to co robili było niebezpieczne. Byli w miejscu publicznym. Nagrywani przez ekipy filmowe. Każdy mógł ich zobaczyć. A skoro tyle osób z ich otoczenia widziało, że coś między nimi jest... Skoro nawet Cecelia z którą nie miał za dużo kontaktu mogła to zobaczyć, to oznaczało, że równie dobrze wszyscy mogli to zobaczyć.
A jednak... Nie potrafił się zmusić, żeby od niej odejść. Żeby zakończyć to coś między nimi. Był samolubny.
Effie oparła głowę na jego ramieniu.
- Chciałeś kiedyś, żeby jakaś chwila trwała wiecznie? - wyszeptała tuż przy jego uchu, tak że tylko on mógł ją usłyszeć.
Każdy jego nerw krzyczał, żeby odejść jak najszybciej, a jednak jedyne co zrobił, to przytulił ją mocniej do siebie.
- Dzisiaj nawet dwa razy. - odpowiedział, uśmiechając się drwiąco. Jednak ten uśmieszek był tylko grą. Podniosła głowę z jego ramienia, żeby na niego spojrzeć. Patrzyła mu prosto w oczy, jakby czegoś w nich szukała. Chyba znalazła to czego szukała, bo uśmiechnęła się czule. Miał ochotę ją pocałować, żeby znów poczuć jej usta na swoich.
- To jest nas dwoje. - powiedziała, całując go krótko w policzek. Nie było to nic więcej, jak tylko cmoknięcie, a jednak poczuł gorąco w miejscu w którym jej usta, zetknęły się z jego skórą.
Poczuł, że tonie. Że jest bezsilny. A wszystko za sprawą osoby, której powinien nienawidzić. Uczucia mają niezłe poczucie humoru, pomyślał.

I love you ;* Pomimo tego, że to było cudowne, to tą piosenką odkryłaś dla mnie zupełnie nowy świat :) Jest cudowna <3 Oczywiście tak jak Hayffie ;) Pozwolę sobie napisać, że to był chyba jeden z twoich najlepszych postów, jeżeli chodzi o wywołanie baaardzo pozytywnych uczuć u odbiorcy... Szczerze mówiąc, to nie obraziłabym się gdybyś postanowiła napisać dalszy ciąg tej historii, bo ma naprawdę wielki potencjał... Byłoby cudownie <3 Jeszcze raz dzięki za piosenkę ;*
OdpowiedzUsuńŚwietne! Jedyna pozytywna rzecz w te Walentynki<3 Nie dość, że to wszystko było takie Hayffie i w ogóle, to jeszcze ten wątek Cinny i Portii ;D A Katniss i Peeta jak zwykle rozwalają system. Jak Katniss powiedziała "Włożył mi język do buzi", to ja już leżałam bez zamiaru wstawania, a jak Peeta powiedział "Trochę straszne", to nie mogłam przestać się uśmiechać! Dodali charakter temu opowiadaniu. Szkoda, że w oryginalnej książce Effie i Haymitch nie uczyli ich...no ;D
OdpowiedzUsuńi teraz: jak mogłaś nigdy-nie-skończyć opowiadania z takim wątkiem?! jakbyś miała wenę to myślę że nikt się nie pogniewa na jakąś kontynuację tego opo tak do... 3 części? :P
OdpowiedzUsuń"Haymitch miał ochotę zacząć walić głową o ścianę. Miał też ochotę ją udusić." Hahaha xD za każdym razem gdy widze Katniss xDD
OdpowiedzUsuńNie no, nienawidze cie... TWOJE OPOWIADANIA SPRAWIAJĄ, ŻE JESTEM JESZCZE BARDZIEJ ROZCHWIANA EMOCJONALNIE NIŻ OSOBA Z CHOROBĄ DWUBIEGUNOWĄ.xD