wtorek, 26 kwietnia 2016

Zimowa Opowieść: Rozdział 12

Effie
W bożonarodzeniowy poranek, Effie leżała z szeroko otwartymi oczami, wpatrując się w sufit. Haymitch nie wrócił do wschodu słońca. Nie wrócił na śniadanie. Sądząc po twarzach Holdena i Alice, oni również nie zmrużyli w nocy oka. Kiedy siedzieli przy stole, jedząc naleśniki i popijając herbatę, mało kto się odzywał. Tak naprawdę, cała trójka czekała, aż otworzą się frontowe drzwi i do domu wejdzie Haymitch. Jednak on tego nie robi.
Holden i Effie wymieniali kilka znaczących spojrzeń ponad stołem. Alice wciąż wyglądała przez okno. Atmosfera była nieco napięta; jak nigdy w domu Abernathy.
Kiedy po śniadaniu, razem z Holdenem zaczęli ubierać choinkę, Effie zapytała go, czy nie powinni zacząć go szukać. Chłopak tylko pokręcił głową i nie odezwał się ani słowem. Miał zaciśnięte usta i ściągnięte brwi. Jego barki były napięte. Nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć, że Holden się denerwował. Skończyli ubierać drzewko i do salonu weszła Alice. Powiedziała, że zapomniała kupić kilka rzeczy, więc pójdzie na Ćwiek - miejscowy targ. Poprosiła Holdena, żeby poszedł razem z nią, a Effie, żeby przypilnowała ciasteczka, które piekły się w kuchni.
Jednak w momencie w którym Holden i Alice wyszli z domu, a Effie weszła do kuchni, zobaczyła, że piekarnik jest wyłączony. Blacha z jeszcze ciepłymi ciasteczkami, leżała na blacie. Zorientowała się, że Alice po prostu chciała iść poszukać Haymitcha i nie martwić przy tym Effie.
Ledwo usiadła przy stole, kiedy usłyszała, że frontowe drzwi się otwierają i ktoś wchodzi do środka. Poderwała się z miejsca i wybiegła na korytarz, tylko po to, żeby zobaczyć, jak Haymitch zamyka za sobą drzwi.
- Haymitch! - wykrzyknęła z ulgą, jednak zanim zdążyła do niego podbiec, coś przykuło jej uwagę.
Nawet z miejsca w którym stała, mogła wyczuć smród alkoholu. Kiedy podniósł głowę, jego wzrok nie był skupiony, oczy miał przekrwione, jego ubrania wyglądały, jakby wytarzał się w śniegu. Podtrzymywał się ściany, żeby się nie przewrócić.
- Co się stało? - zapytała, postępując jeden krok naprzód. Skrzywił się i Effie zamarła w miejscu.
- Nie wrzeszcz, kobieto. - wymamrotał, ruszając w stronę schodów. Chciał ją wyminąć, ale ona zastąpiła mu drogę. Zmierzył ją gniewnym wzrokiem. - Rusz się.
- Nie, dopóki mi nie powiesz co się stało. - skrzyżowała ramiona na piersi. Nie tylko on potrafił robić gniewną minę.
- Dobrze wiesz co się stało. - syknął, starając się przejść koło niej, ale mu nie pozwoliła, kładąc mu dłoń na piersi. Jego ubrania były przemoczone. Prawdopodobnie przewrócił się kilka razy, kiedy szedł do domu.
- Nie, nie wiem. Wiem, że wróciłeś wczoraj na chwilę do domu, a później wyszedłeś. Co się stało?
- Nie jestem teraz w nastroju, żeby się z tobą użerać, Trinket. - warknął; jego szare oczy ciskały w nią gromy. - Rusz się, albo sam cię przestawię.
Effie stała oszołomiona i tym razem nie zareagowała, kiedy starał się ją wyminąć. Nigdy nie zwracał się do niej w taki sposób. Oczywiście, kłócili się przez cały czas, ale zawsze wiedzieli, gdzie leży granica. Zazwyczaj ich kłótnie polegały w większości na przekomarzaniu się i w głównej mierze flirtowaniu. Ale teraz Effie czuła się inaczej.
Stała tak, jak sparaliżowana, aż usłyszała głośne uderzenie i jeszcze głośniejsze przekleństwo. Odwróciła się na pięcie, w samą porę, żeby zobaczyć, jak Haymitch traci równowagę i spada ze schodów. Był dopiero na trzecim stopniu, jednak uderzenie wyglądało naprawdę groźnie. Krzyknęła przerażona i podbiegła do niego czym prędzej.
- Haymitch! - krzyknęła przerażona. - Nic ci nie jest? Odezwij się, głupku!
- Przestań krzyczeć! - mruknął, starając się podnieść z podłogi.
- Przysięgam ci, że kiedy będziemy na lodzie, dam ci porządny wycisk. - powiedziała gniewnie, ale mimo wszystko schyliła się, żeby pomóc mu wstać. - Pożałujesz tego wszystkiego.
Zarzuciła sobie jego jedno ramię na barki i pomogła mu się podnieść, biorąc na siebie większość jego ciężaru. Mało brakowało, a jej nogi by się pod nią ugięły.
- Zostaw mnie. - warknął, jednak w żaden sposób nie próbował się jej wyrwać. - Sam sobie dam radę.
- Oczywiście. - prychnęła drwiąco, ledwo łapiąc oddech. Kto by pomyślał, że Haymitch był taki ciężki.
Jakimś cudem udało im się pokonać schody, ale Effie jeszcze nie odetchnęła z ulgą. Zabrała go do łazienki i posadziła go na zamkniętej klapie od toalety. Oparł głowę o ścianę i zamknął oczy, nie robiąc żadnego ruchu, żeby jej pomóc, kiedy zaczęła ściągać z niego przemoczony płaszcz. Kiedy mokry płaszcz wylądował w wannie, żeby obciekł z wody, Effie zabrała się za ściąganie z niego swetra i koszulki, którą miał pod spodem. Odpinając guziki swetra, zorientowała się, że Haymitch ją obserwuje. Na jego ustach błądził leniwy uśmieszek.
- Jeśli chciałaś mnie nago, skarbie, wystarczyło powiedzieć. - zakpił, ale zabrzmiało to bez przekonania. Jej policzki zaczęły płonąć.
- Nie bądź śmieszny. - prychnęła, starając się ukryć swoje zakłopotanie. - Jeśli zostawię cię w tych mokrych rzeczach, przeziębisz się.
Sweter i bluzka również wylądowały w wannie, a wzrok Effie padł na ciało Haymitcha. Był umięśniony; był umięśniony, jeszcze zanim zaczęli trenować, a te wszystkie treningi tylko mu pomogły w budowaniu rzeźby. Ale to co przykuło jej uwagę, to duża blizna, niemal biała na opalonej skórze. Zaczynała się centymetr od pępka i ginęła na lewym biodrze, pod gumką od jego bokserek.
Czuła na sobie jego wzrok, kiedy drżącym palcem przesunęła wzdłuż blizny. Sekundę za późno, zdała sobie sprawę co robi i odchrząknęła, cofając dłoń. Spojrzała na niego i odsunęła się o krok. Jego wzrok wciąż nie był skupiony, a jego oczy były zamglone. Effie była niemal pewna, że w połowie nie zdawał sobie sprawy z tego, co właśnie się wokół niego działo.
- Powinieneś się wykąpać. - powiedziała, czując się niezręcznie. - Przyniosę ci suche rzeczy.
Była już przy drzwiach, kiedy usłyszała jego głos.
- Nie dołączysz? Wanna jest duża, skarbie.
Odwróciła się i zobaczyła, że na jego twarzy widnieje ten denerwujący uśmieszek. Znów się z nią przekomarzał. Pijany czy nie i tak działał jej na nerwach. Nie mogła się jednak powstrzymać od delikatnego uśmiechu.
- Dziękuję, ale nie skorzystam.
Wychodząc zamknęła za sobą drzwi. W pokoju Haymitcha wciąż panował taki sam bałagan, jak dzień wcześniej, więc znalezienie czystych ubrań sprawiło jej trochę problemu, ale po kilku minutach znalazła w szafie czyste spodnie i czarny sweter. Podała mu jego ubrania i zaczekała pod drzwiami od łazienki, żeby mieć pewność, że nie przewróci się w wannie i nie złamie karku.
Przez cały czas zastanawiała się nad tym co stało się po tym, jak zostawiła go samego w mieście. I o tym, że naprawdę się cieszyła, że Haymitch wrócił - choć pijany - bez śladów pobicia.
Kilkanaście minut później, wyszedł z łazienki, podtrzymując się ściany. Effie dobrze zrobiła, że na niego zaczekała, bo sądząc po tym, jak niepewnie trzymał się na nogach, nie była pewna czy doszedłby te kilka kroków do swojej sypialni. Jego włosy ociekały wodą. Jego spojrzenie było trochę bardziej przytomne, ale to nie znaczyło, że był mniej pijany.
- Co tu robisz? - zapytał niewyraźnie, starając się nie przewrócić idąc do swojego pokoju.
- Bałam się, że możesz się utopić. - odpowiedziała, zarzucając sobie jego rękę na swoje ramiona i obejmując go w pasie. Prychnął, ale nic już nie powiedział, tylko pozwolił jej, zaprowadzić się do pokoju. Kiedy w końcu tam dotarli, Effie miała wrażenie, że jej nogi były zrobione z galarety.
Pomogła mu położyć się na łóżku i Haymitch momentalnie zwinął się w kłębek. Coś w jej piersi ją zabolało na sam widok.
- Odeśpij kilka godzin. - powiedziała, wciąż stojąc przy jego łóżku. - Alice mówiła, że wieczorem przyjdą goście.
Miała zamiar wyjść i pozwolić mu spać, kiedy jego palce zacisnęły się na jej nadgarstku. Spojrzała na niego. Patrzył na nią, niemal błagalnie.
- Nie idź. - wymamrotał. Mówił cicho i Effie myślała, że się przesłyszała.
- Słucham?
- Nie idź. - powtórzył, ciągnąć ją lekko za rękę. Nie miała innego wyboru, tylko usiąść koło niego, oparta o wezgłowie jego łóżka. Momentalnie położył głowę na jej nogach, używając ich jak poduszki. Wtulił głowę w jej nogę, niczym przestraszone dziecko, które szukało schronienia. Effie nie zwracała uwagi na to, w jaki sposób jej wnętrzności się skręciły w jej brzuchu, a serce zaczęło galopować, bo w następnej chwili Haymitch wymamrotał - Koszmary.
- Nie pójdę... - powiedziała cicho, na co się nieco rozluźnił. Jej ręka bezwiednie powędrowała do jego mokrych włosów, które już zostawiały mokre ślady na jej spodniach. Nie przejmowała się tym. Po prostu zaczęła się bawić kosmykami jego włosów. Westchnęła i przymknęła oczy. - Ale powiedz mi.
- Nie chcę. - znów się napiął.
- Więc powiedz mi o czymś innym. - powiedziała, głaszcząc go po włosach. - Czymkolwiek.
Zapadła cisza. Był cicho przez tak długi czas, że Effie zaczęła myśleć, że zasnął. Zaczęła się zastanawiać, czy powinna go zostawić i wrócić na dół do kuchni, czy zostać, kiedy w końcu się odezwał. Jego głos był niski i zachrypnięty, jakby z trudem wydobywał z siebie słowa.
- Kilka lat temu... - zaczął bardzo cicho, z trudem przełykając ślinę. - Był wypadek. W kopalni. - Nie śmiała mu przerwać. Jej serce zamarło na sekundę. Właśnie miała usłyszeć o tym, jak Haymitch ledwo przeżył w kopalni. Wpatrywała się w jego głowę, jednak nie widziała jego twarzy. Nie była pewna, czy chciała widzieć wyraz jego twarzy. - Pracowałem tam. Dół się zawalił. Belka przebiła mi brzuch. Nie mogłem oddychać. Wszędzie krzyczeli ludzie. Zginęła masa ludzi. Everdeen po mnie wrócił. - Effie poczuła na swojej nodze mokre kropelki, które przesiąkały przez materiał jej spodni. Nic nie powiedziała. Wiedziała, że Haymitch płacze i sama myśl, sprawiła, że nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. - Byliśmy prawie przy wyjściu, kiedy coś wybuchło. Everdeen mnie popchnął i przez to zginął. Tamtego dnia w kopalni było nas czterdziestu ośmiu. Wyszedłem tylko ja...
- Haymitch... - wyszeptała, ale chyba jej nie usłyszał. A jeśli ją usłyszał, to nie zwrócił na nią uwagi.
- Firma wiedziała, że to była ich wina. - ciągnął dalej; w jego głosie pobrzmiewał gniew. - Sprzęt nie był sprawdzony. Wysłali nas głębiej, niż powinni. Kiedy leżałem w szpitalu, przyszli do mnie i powiedzieli, że dadzą mi pieniądze w zamian za milczenie. Nie zgodziłem się. Tego samego dnia, przyszła do mnie mama z Holdenem i powiedziała, że ktoś się włamał do domu. Nic nie ukradli, ale wiadomość była jasna. Zażądałem, żeby wypłacili też odszkodowanie pozostałym czterdziestu siedmiu rodzinom. Zgodzili się bez mrugnięcia okiem. A teraz co miesiąc przychodzi czek na moje nazwisko, z sumą większą niż kiedykolwiek mogłem wymyślić. Brzydzę się sobą...
- Przestań. - powiedziała. Nie mogła już więcej znieść. Czuła, jak pod powiekami palą ją łzy. - To nie twoja wina.
- Mama też tak mówi. - prychnął, pociągając nosem.
- Bo to prawda. - pociągnęła go lekko za włosy, żeby zrozumiał. - Haymitch, gdyby ten mężczyzna po ciebie nie wrócił, nie żył byś. A gdybyś nie wziął tych pieniędzy, kto wie co mogłoby się stać.
- Nie powinien po mnie wracać.
- Nie mów tak. - syknęła - Gdyby tego nie zrobił, nie byłoby się teraz tutaj.
Znów zapadła cisza, podczas której Effie nie mogła się pozbyć z głowy okropnych obrazów. Widziała to wszystko. Widziała, jak zapada się kopalnia, jak Haymitch zostaje przygnieciony spadającą belką i jak ta sama belka przebija jego brzuch w miejscu, w którym teraz miał bliznę. Widziała, jak inny mężczyzna mu pomaga i jak zabiera go do wyjścia z kopalni. I wtedy cały świat eksploduje.
Effie miała problemy z przełykaniem. Była wdzięczna mężczyźnie, którego nawet nie znała, za to, że go uratował. Za to, że teraz mogła z nim siedzieć i czuć jego ciepłe ciało przy swoim.
- Lissie powiedziała, że chciała mi powiedzieć wiele razy. - odezwał się po pewnym czasie, wyrywając ją z ponurych myśli. - Powiedziała, że ona i Patrick spotykają się od dłuższego czasu. Powiedziałem jej, że wystarczyło powiedzieć. - odwrócił się do niej, żeby móc na nią spojrzeć. Jego szare oczy były zaczerwienione i wilgotne. - Bo nie jestem na nią zły. Nie za to, że mnie zdradziła. Tylko za to, że nic mi nie powiedziała. Kiedy z nią byłem, nic nie czułem. Okłamywałem sam siebie, że ją kocham. Ale to nie była prawda. - Wyciągnął dłoń i przesunął palcami po jej policzku. Nie spuszczał wzroku z jej niebieskich oczu. - A później pojawiłaś się ty...
- Przestań. - wykrztusiła przez zaciśnięte gardło, przykrywając jego dłoń swoją własną i odciągając ją, od swojego policzka. Ze wszystkich sił starała się powstrzymać łzy, które cisnęły się do jej oczu.- Uwierz mi. Podziękujesz mi, kiedy wytrzeźwiejesz.
Nic nie powiedział. Po prostu znów się odwrócił tak, że nie mogła widzieć jego twarzy, ale chwycił jej dłoń i przyciągnął ją do swojej twarzy. Czuła na wierzchu dłoni jego gorący oddech, tuż przed tym, jak jego usta zetknęły się z jej skórą. Całe szczęście, że na nią nie patrzył, bo Effie nie była już w stanie powstrzymywać łez. Gorące krople spływały po jej twarzy, rujnując jej makijaż.
Dlaczego płakała? Ponieważ, gdyby Haymitch nie był pijany, nigdy by jej nie powiedział tego, co właśnie jej powiedział. Nigdy nawet by nie wspomniał o wypadku w kopalni. A później jeszcze to o Lissie i o niej. Nie pozwoliła mu dokończyć, bo wiedziała, że kiedy wytrzeźwieje, najprawdopodobniej nie będzie tego pamiętał, a ona nie była gotowa na to, żeby złamał jej serce w taki sposób.
______________________________________________________________________
Dajcie znać co myślicie!
+ Jeśli wyłapiecie błędy, dajcie mi znać.

7 komentarzy:

  1. Wiedziałam, że Haymitch pojawi się pijany ale wiesz ja tu na jakieś dzikie segzy liczyłam xDD
    No dobra może nie, ale nie wiem czemu, wydawało mi się, że w końcu Haymitch pocałuje Effs ale tak aww kawaii.
    A co do tego, że pijany jej to powiedział, to przypomniał mi się jakiś cytat. Pijane usta mówią to, co myśli trzeźwe serce <3
    Może nie dokładnie ale to tak idealnie pasuje :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że pojawił się pijany! To w końcu Haymitch! xD
    Też słyszałam, że pijani ludzie mówią to co myślą. I niestety, nie zawsze mówią miłe rzeczy... Ale choć Effie nie miałaby nic przeciwko Haymitchowi, który powiedziałby jej, że coś do niej czuje, to wolałaby, żeby pamiętał o tym po przebudzeniu. Dlatego nie pozwoliła mu nic powiedzieć, bo chciała, żeby pamiętał o tym co jej powiedział. (Jeśli to w ogóle ma jakiś sens xd)
    Ale to wszystko będzie w następnych rozdziałach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedzialam, ze będzie pijany! :D a teraz apel do wszystkich tych, którzy czytają a nie komentują: LUDZIE WEZCIE SIE OGARNIJCIE I KOMENTYJCIE, BO AUTORKA STARA SIE I PISZE A WY MACIE PROBLEM ZEBY ZOSTAWIC JEDEN GLUPI KOMENTARZ! DZIEKUJE ZA UWAGĘ MAM NADZIEJE ZE COS DOTARŁO W CO W SUMIE WATPIE NO ALE..

    A teraz kilka slów o opku :)
    Bylo cudne i wybacz, ze wczoraj nie napisalam komenta, ale chcialam napisać cos wiecej niż: "fajne, kiedy next?" dlatego komentuje dzisiaj. Naprawdę mi sie podobalo (wszystko) ale najbardziej to, ze opowiadanie czyta sie lekko i przyjemnie - oby tak dalej :) hah! Nie no, najlepsza akcja Haymitcha z tą wanną:) mam tylko nadzieje, ze jak wytrzeźwieje nie będzie zalowal swoich slów.. Cóż, zycze weny i do napisania! :) bang my hands

    OdpowiedzUsuń
  4. Żyjesz? ;( - bang my hands

    OdpowiedzUsuń
  5. "Podziękujesz mi, kiedy wytrzeźwiejesz."
    Bainel, no my czekamy na te podziękowania ;) :*

    PS: coś nie tak u cb czy po prostu brak czasu?

    OdpowiedzUsuń