Samochód zatrzymał się i Haymitch wysiadł z samochodu, po czym otworzył drzwi przed Effie. Wysiadła i rozejrzała się dookoła. Pomiędzy dwoma ogromnymi wieżowcami, wciśnięty był mały budynek - cel ich podróży. Budynek nie wyglądał imponująco w porównaniu do drapaczy chmur. Jego ściany były pomalowane na kolor łososiowy, gdzieniegdzie odpadała farba. Do wejścia prowadziły trzy schodki, które wyglądały, jakby mogły się w każdej chwili zarwać.
Jednak nie należy oceniać po pozorach. To właśnie tutaj przyjeżdżał Haymitch, za każdym razem gdy nie miał ochoty przebywać w barze, w trakcie Igrzysk. A teraz przy jego boku stała Effie, która wyglądała, jakby nie wiedziała jak zareagować.
Haymitch objął Effie ramieniem w talii i poprowadził ją do budynku. Weszli po schodkach, które zatrzeszczały pod ich ciężarem i wkroczyli do środka.
Wnętrze prezentowało się lepiej. Było w iście Kapitolińskim, bogatym stylu. Na ścianach, pomalowanych na beżowo, wisiały obrazy w pozłacanych ramach. Gdzie nie spojrzeć, tam można było dostrzec różnego rodzaju kwiaty. Z sufitu zwieszał się kryształowy żyrandol.
Na prawo od wejścia stał kontuar z czarnego hebanu, a za nim stała recepcjonistka, ubrana w równie czarny uniform. Kiedy podeszli, podniosła głowę znad dokumentów i uśmiechnęła się szeroko.
- Pan Abernathy. - powiedziała wysokim, piszczącym głosem. - Jak miło pana znowu widzieć.
- Saro. - przywitał się.
- Pani to zapewne Effie Trinket. - powiedziała Sara, patrząc na Effie. - To zaszczyt panią poznać.
- Miło mi. - Effie wyglądała na zdezorientowaną.
- Co to zawsze, panie Abernathy?
- Nie tym razem. Nie jestem tu, żeby się napić. - odparł Haymitch. - Chciałem zabrać Effie na zewnątrz.
W oczach Sary pojawił się błysk zrozumienia. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Kapitolińczycy kochają historie miłosne.
- Rozumiem. Jednak będą musieli państwo, chwileczkę zaczekać.
- Nie ma problemu.
Sara wyszła zza kontuaru i ruszyła korytarzem w głąb budynku. Haymitch spojrzał na Effie. Jej mina była bezcenna.
- Powiesz mi, co to za miejsce? - zapytała szeptem. Wyglądała na zniecierpliwioną.
- Niewiedza bywa irytująca, prawda?
Nachylił się, żeby ją pocałować, jednak Effie zakryła jego usta dłonią, trzymając go na dystans. Uniosła jedną brew, domagając się odpowiedzi. Haymitch odsunął się i westchnął ciężko.
- Nie da się nazwać tego miejsca jednym słowem. - wyjaśnił. - Jest tutaj restauracja, bar i hotel, ale najlepsze jest na zewnątrz. Sama zobaczysz.
- Skąd znasz to miejsce? Wygląda jakbyś był stałym bywalcem.
- Kiedy wychodziłem z apartamentu podczas igrzysk, nie zawsze znalazłabyś mnie w barze. Tutaj się ukrywałem, kiedy chciałem być sam. Mało kto zna to miejsce. Mieszkańcy Kapitolu, raczej rzadko tu przychodzą.
- To twój azyl? - w jej oczach pojawiła się ciekawość i coś na kształt troski.
- Można tak powiedzieć. - przyznał.
- Ale wciąż nie wiem, jak to miejsce się nazywa.
- Oficjalna nazwa to "Paradise".
- Oryginalnie. - powiedziała z lekkim sarkazmem.
- Prawda? - uśmiechnął się.
Znów nachylił się, żeby ją pocałować i tym razem Effie się nie odsunęła. Oddała jego pocałunek i Haymitch poczuł, że się uśmiecha. Usłyszeli westchnienie i odsunęli się od siebie. Sara stała w korytarzu, patrząc na nich z rozmarzonym wzrokiem.
- Wszystko gotowe, panie Abernathy. - ocknęła się dziewczyna.
- Dziękuję, Saro.
Chwycił dłoń Effie i poprowadził ją przez korytarz. Minęli Sarę, która odprowadziła ich wzrokiem. Na samym końcu, korytarz skręcał w prawo, a kilka kroków dalej, mieściły się hebanowe drzwi z pozłacaną gałką. Zatrzymali się przed nimi.
- Zamknij oczy. - polecił.
- Dlaczego? - zdziwiła się Effie.
- Bo na tym polegają niespodzianki. - powiedział. - No, zamknij.
Zamknęła oczy, a Haymitch przekręcił gałkę i otworzył drzwi. Owiał ich ciepły wietrzyk, kiedy tylko wyszli na zewnątrz. Haymitch prowadził Effie za rękę, pilnując, żeby się nie wywróciła.
Poprowadził ją jeszcze kilka kroków naprzód, puścił jej dłoń i odsunął się o krok.
- Otwórz oczy. - powiedział cicho.
Kiedy zrobiła co kazał, jej oczom ukazał się cudowny widok.
Stała na środku brukowanej ścieżki, która wiodła w głąb małego parku. Na samym początku stało kilka stoliczków i krzeseł, które pewnie stanowiły część restauracji. Ale dalej, była tylko alejka, która ginęła wśród drzew, krzewów i kwiatów. Wyglądało to, jak scena z bajki. Jakby na tyłach tego małego budynku, znajdowało się wejście do innego świata.
Pomiędzy krzewami dostrzegła dwa, przepiękne pawie. W koronach drzew, mogła dosłyszeć trel innych ptaków. Wszystko to było niesamowite.
Haymitch obserwował jak na jej twarzy, z zachwytu wykwitają rumieńce. Oczy zaczęły jej błyszczeć. To były dwa najważniejsze znaki, które dawały mu do zrozumienia, że jej się spodobało.
- Przepięknie. - westchnęła, odwracając się do niego z szerokim uśmiechem. - Rzeczywiście, Raj.
- A jednak, trafna nazwa. - powiedział.
- Zdecydowanie. - przyznała.
- Masz ochotę na spacer? - zapytał. - Tam dalej są ławki... Chyba widziałem też hamak.
- A która ławka, jest twoją ulubioną?
Tak więc, Haymitch przeprowadził Effie spacerkiem, przez ten mały raj, po drodze mijali zielone krzewy, grządki z kolorowymi kwiatami, ławki na których można było usiąść. Raz tuż przed nimi przemaszerował biały paw, zupełnie się nimi nie interesując.
Aż w końcu doszli do oczka wodnego. Na tafli wody unosiły się lilie wodne. Słychać było cichutki rechot żab. A pod wierzbą płaczącą, która rosła tuż na skraju oczka, stała drewniana ławka.
Usiedli na niej. Haymitch objął Effie ramieniem, a ta wtuliła głowę w jego szyję.
- Jak mogłam nigdy tu nie trafić? - zastanawiała się na głos.
- Biorąc pod uwagę to, że nigdy nie byłaś w tej części miasta... - zaczął, ale szybko urwał, bo Effie szturchnęła go zaczepnie w bok. - Przecież pytałaś!
- A "pytanie retoryczne", coś ci mówi, skarbie? - zapytała, uśmiechając się drwiąco.
- Chyba coś mi się obiło o uszy. - przyznał, kiwając głową.
Obdarzyła go jednym z tych pięknych, łamiących serca uśmiechów. Wpatrywał się w jej oczy. W te urocze, zielone plamki, które znaczyły błękit oceanu. Zastanawiał się, kto umieścił cały wszechświat w jej oczach.
Nie miał pojęcia, w którym momencie, Effie nachyliła się żeby go pocałować. Poczuł jej miękkie usta na swoich i świat zwolnił. To tak, jakby w tej jednej chwili, na całym świecie byli tylko oni i ławka, na której siedzieli.
Odsunął się i zaczął całować ją po linii żuchwy. Effie odchyliła lekko głowę, żeby dać mu lepszy dostęp, więc jego usta powędrowały niżej, na szyję. Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust. Uśmiechnął się pod nosem.
- Ekhm. - odwrócił się i na ścieżce zobaczył Sarę, która przed sobą pchała wózek z jedzeniem. - Pomyślałam, że może mieliby państwo ochotę, na coś słodkiego.
- Dziękujemy, Saro. - powiedział Haymitch z uśmiechem.
- To miło z twojej strony. - odezwała się Effie.
Sara dygnęła i odeszła w stronę budynku, zostawiając wózek na ścieżce. Haymitch wstał i podszedł do wózka. Były tam ciasta, ciasteczka, lody, owoce i wiele innych słodkości. Jednak wybrał coś, co od razu skojarzyło mu się z Effie - truskawki w czekoladzie.
- Skąd wiedziałeś? - zapytała zaskoczona, kiedy znów koło niej usiadł z miseczką truskawek oblanych czekoladą.
- Twoje usta smakują jak truskawki.
Uśmiechnęła się, rumieniąc się delikatnie. Wybrał jedną z truskawek i miał zamiar ją nakarmić, jednak kiedy Effie otworzyła usta, przejechał truskawką po jej policzku, zostawiając na nim czekoladę. Zaskoczona Effie zaczęła się śmiać.
- Jak śmiesz? - zapytała ze śmiechem.
- Wyglądasz przepysznie. - mruknął.
Przysunął się bliżej i kciukiem starł czekoladę z jej policzka, po czym oblizał palec.
- No i miałem rację. - powiedział, po czym złożył pocałunek na jej policzku.
Przez cały czas się śmiali. Rozmawiali o wszystkim, tylko nie o Igrzyskach. Ten temat omijali szerokim łukiem. Haymitch pytał ją o różne rzeczy, dotyczące jej życia prywatnego. Mimo faktu, że pracowali ze sobą wiele lat, bardzo mało o niej wiedział. Dzięki temu, że rozmawiali, mógł się dowiedzieć kilku rzeczy.
- A co z twoją rodziną? - zapytał, podczas gdy zajadali się truskawkami.
- A co ma być? - Haymitch zmarszczył brwi. Unikała tematu.
- Nie pamiętam, żebyś kiedyś o niej wspominała.
- Ojciec jest właścicielem banku, a matka rozkoszuje się dobrobytem, który jej zapewnił. - wzruszyła ramionami i wzięła kolejną truskawkę.
Haymitch miał wrażenie, że coś jest nie tak, ale nie chciał naciskać. Najwyraźniej był to dla niej drażliwy temat.
Przez resztę czasu, po prostu siedzieli i rozmawiali. Po chwili rozmowa zeszła na Katniss i Peetę. Effie była zdania, że mogłoby im się kiedyś udać.
- Niee. - powiedział Haymitch. - Katniss za bardzo go odpycha.
- Ale z drugiej strony, stara się go chronić. - upierała się Effie.
Każde z nich miało odmienne zdanie. Kiedy tak rozmawiali, śmiali się i zajadali się słodkościami, czas mijał. I to mijał w zawrotnym tempie. Haymitch mógłby przysiąc, że dopiero co usiedli na tej ławce, lecz w rzeczywistości, powinni już wracać.
- Powiedziałem Peecie, że wrócimy na obiad. - powiedział.
- Nie jestem głodna. - mruknęła Effie.
- Przydałoby się zjeść coś innego, niż tylko słodycze. - pocałował ją w policzek. - Jesteś wystarczająco słodka, sama w sobie.
- To rzeczywiście, za dużo słodkości. - wyglądała na autentycznie zmartwioną, jednak sekundę później się roześmiała.
Chcąc nie chcąc, musieli wracać. Jednak dzień się jeszcze nie skończył. A Haymitch miał w zanadrzu, jeszcze kilka niespodzianek.

Matko bosko, janusz krystus i borze zielony.
OdpowiedzUsuńTo było takie słodkie, matulu. *--*
Cudowne *-*
Uśmiecham się teraz jak głupia a siedze u babci, więc patrzy się na mnie tak trochę dziwnie xD
Nie no, poprostu GE-NIAL-NIE *-*
Ojeeeej! Jakie to urocze<3 Czasem wprawaisz mnie w taki nastrój, że zaczynam ryczeć, śmiać się i dziękować Bogu za to, że są jeszcze ludzie z taką wyobraznią i w pewnym sensie, tak dobrze mnie rozumieją:* Wiem, że to nie miejsce i czas na takie wyznania (XD), ale gdyby nie Twoje ff, nwm jakbym sobie radziła w te stresujące dni, w których każdy ma do mnie jakąś pretensję;) Twoja historia powala na kolana...powinnaś wziąć się poważnie za pisanie.
OdpowiedzUsuń+Kiedy następny rozdział? I sorry za takie wywody, poprostu chciałam, żebyś wiedziała co dla mnie znaczy Twoja twórczość:*
Matulu, kocham takie komentarze. *_* Sprawiają, że moje serducho rośnie i mam ochotę pisać do końca życia. <3
UsuńJeśli miałabyś ochotę porozmawiać, pisz na mojego maila, którego znajdziesz w zakładce "o mnie".
+ Jeszcze nie wiem, kiedy będzie rozdział, ale postaram się, żeby był jak najszybciej. ^^
Cieszę się, że mogłam Ci tym sprawić przyjemność i jak będę miała chwilę wolnego czasu to postaram się z Tobą skontaktować:)
UsuńNie podejrzewałam Haymitcha o takie pokłady romantyczności, ale pewnie nie raz mnie jeszcze zaskoczy. :D
OdpowiedzUsuńJak dla mnie trochę za słodko....
OdpowiedzUsuńpurrrfectme