Niespodziewanka! Udało mi się dodać to dzisiaj! Może rozdział nie jest tak długi jakbym tego chciała, i może nie jest też najlepszy, ale cierpliwości, Robaczki. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
+ Bardzo się cieszę, że nowe osoby dołączyły do czytania. ;D
__________________________________________________________________
Przez
resztę wieczoru śmiali się i tańczyli. Haymitch wciąż ją całował, a to w usta,
to w policzek, w skroń, w czoło... Także przez cały czas ją obejmował lub po
prostu trzymał za rękę.
I
przez cały ten czas, Effie czuła, że jest najszczęśliwszą osobą w tej sali,
jeśli nie w całym kraju.
Myślała
też o tym, że człowiek, który wymyślił "motylki w brzuchu", nigdy w
życiu nie czuł się tak jak ona. Ponieważ Effie nie czuła motylków. Czuła stado
ptaków, które za wszelką cenę, chciały się wydostać.
Patrzyła
na Haymitcha i zastanawiała się, jak mogło dojść do tego, że patrzy na niego,
tak jak teraz. Nie z odrazą lub nienawiścią, lecz z czułością.
Gdyby
jeszcze miesiąc temu, ktoś powiedział jej, że Haymich będzie wzbudzał w niej
jakiekolwiek miłe uczucia, wyśmiałaby go. Ale teraz?
Dlaczego
teraz? Zadawała sobie również to pytanie. Pracowali ze sobą od lat, więc
dlaczego dopiero teraz zaczęła dostrzegać w nim kogoś więcej, niż tylko pijaka?
Mogli spędzić ze sobą tyle czasu, a teraz zostały im zaledwie dwa dni.
Dwa
dni dzieliły ich od Igrzysk. Być może, nie zobaczy go już nigdy więcej.
Poczuła
ukłucie w sercu, kiedy spojrzała na Haymitcha, który szedł koło niej. Bal się
skończył. Prezydent wygłosił przemówienie, dziękując wszystkim zwycięzcom za
ich odwagę i poświęcenie.
A
teraz szli do wyjścia; do ogromnych, dębowych drzwi. W sali wejściowej
gromadził się już tłumek gości, czekających, aż podjadą po nich samochody i
zabiorą ich do domów. Drzwi były otwarte, więc w sali było chłodno. Zadrżała,
bo nie wzięła płaszcza. Chwilę później, poczuła na ramionach dotyk ciepłego
materiału. Spojrzała za siebie i zobaczyła Haymitcha, który okrył ją swoją
marynarką. Mrugnął do niej, uśmiechając się lekko.
-
Dziękuję. - mruknęła, wsuwając ręce w rękawy marynarki i okrywając się nią
ciaśniej. Mogła rozkoszować się silnym zapachem jego wody kolońskiej.
-
Nie ma za co. - odpowiedział, obejmując ją dodatkowo od tyłu ramionami.
Pocałował ją w policzek, po czym oparł brodę na jej barku - To drobiazg.
Uśmiechnęła
się, choć wiedziała, że jej nie widzi. Momentalnie zrobiło się jej cieplej i to
nie do końca zasługa marynarki.
-
Marzę o łóżku. -wymamrotała Katniss, obserwując jak kolejni goście, wsiadają do
kolejnych samochodów i odjeżdżają.
-
Dokładnie. Mógłbym zasnąć na stojąco. - przytaknął Peeta.
-
Wytrzymajcie jeszcze chwilę. - wtrącił się Haymitch. - Nie chcemy tu widowiska.
-
Bo przecież ty i Effie nie wzbudzacie sensacji. - zakpiła Katniss, uśmiechając
się złośliwie.
Effie
poczuła, że czerwieni się pod warstwą makijażu. Jednak ramiona Haymitcha, tylko
objęły ją mocniej i poczuła jego usta na swojej szyi. Wzdłuż kręgosłupa
przeszedł jej przyjemny dreszcz, a Effie nie mogła się powstrzymać od uśmiechu.
Katniss
wywróciła oczami.
-
Och, proszę. - jęknęła. - Nie przy ludziach.
Poczuła
jak Haymitch drży od cichego chichotu.
Podjechał
samochód, do którego wsiedli. Haymitch usiadł koło niej, a Peeta i Katniss naprzeciwko nich, tak że jechali tyłem. Tylne siedzenia były oddzielone od
kierowcy, szybą dźwiękoszczelną.
Katniss
oparła głowę o szybę i zamknęła oczy.
-
Tylko nie zasypiaj. - powiedział Haymitch. - Nie będę cię wynosić.
-
Obejdzie się. - mruknęła.
Atmosfera
w samochodzie była senna. Effie miała wrażenie, że wszyscy dookoła niej
zasypiają i tylko ona jest całkowicie rozbudzona.
Może
to wina Haymitcha? Jego bliskości i tego, że wciąż trzyma ją za rękę i pociera
kciukiem jej dłoń. Spojrzała na niego i okazało się, że ją obserwuje. W jego
oczach było coś takiego, co sprawiło, że zrobiło się jej cieplej.
Czuła
się dziwnie. Jeszcze nie tak dawno temu, kiedy na niego patrzyła, nie mogła się
powstrzymać od ściągnięcia ust z dezaprobatą. Teraz, kiedy na niego patrzyła,
nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. I wciąż, i wciąż zadawała sobie pytanie jak to się stało?
Jechali
jeszcze przez dziesięć minut. Katniss i Peeta drzemali na siedząco. Wyglądali
tak spokojnie, pogrążeni we śnie. Effie spostrzegła, że dłoń Peety leżała na
siedzeniu pomiędzy nimi. Zupełnie jakby chciał dotknąć dziewczyny.
Effie
myślała o tym, jak Peeta musi się czuć. Dziewczyna którą kocha, nic do niego
nie czuje. Musi czuć się wykorzystany. A mimo to, wciąż jest przy niej. I nie
tylko dlatego, że nie ma już odwrotu. On wciąż chce się nią opiekować. Chce ją
chronić.
Samochód
zatrzymał się pod ośrodkiem szkoleniowym. W końcu zdała sobie sprawę, jak bardzo
potrzebuje relaksującego prysznica. To był wieczór pełen wrażeń.
-
No dobra, wstajemy. - powiedział Haymitch, szturchając Peetę w ramię.
Kiedy
już Katniss i Peeta przebudzili się na tyle, żeby samemu wyjść z samochodu,
weszli do ośrodka. Stanęli przed windą; Effie nacisnęła guzik, żeby ją
przywołać i w momencie, kiedy drzwi windy się otworzyły, rozległ się głos
-
Peeta. Mogę cię na chwilę prosić?
Odwrócili
się i ujrzeli Plutarcha, który szedł w ich kierunku. Peeta kiwnął głową i
zerknął na Haymitcha.
W
głowie Effie pojawiła się myśl o podsłuchanej rozmowie. O rebelii i spisku. I
na bardzo krótką chwilę, jej dobry humor został zachwiany. Jednak widząc
uśmiechającego się Peetę, zdała sobie sprawę, że jeszcze nie czas na
zmartwienia. Będzie się martwić, kiedy będzie o co.
Peeta
odszedł z Plutarchem, a reszta weszła do windy. Wjechali na dwunaste piętro
pogrążeni w ciszy.
Znaleźli
się w apartamencie i Katniss od razu ruszyła w stronę swojego pokoju, ledwo
powłócząc nogami.
-
Dobranoc. - wymamrotała sennie, nawet się do nich nie odwracając. Usłyszeli
tylko jak zamyka za sobą drzwi.
Spojrzenia
Effie i Haymitcha się spotkały i zauważyła, że Haymitch marszczy brwi.
-
Jesteś śpiąca, skarbie? - zapytał.
-
Trochę, ale nie aż tak, jak ona. - wskazała głową na drzwi za którymi zniknęła
Katniss. Pokiwał głową.
-
Chciałem ci coś pokazać, ale jeśli jesteś śpiąca, to nie będę cię męczyć.
-
Dam radę.
-
Nie - powiedział stanowczo. - To może poczekać do rana.
-
Więc... - nie wiedziała co chce powiedzieć. Nie chciała też, żeby ta noc się
kończyła. Bała się, że gdy obudzi się rano, wszystko okaże się tylko snem.
-
Więc... - powtórzył za nią. Dotknął dłonią jej policzek, wodząc kciukiem po jej
wardze.
-
Nie chcę, żebyś już szedł do swojego pokoju. - wyszeptała. Poczuła się jak
idiotka.
Do
głowy Effie wpadła myśl, że ludzie zazwyczaj szepcą o swoich najskrytszych
lękach i pragnieniach. W obawie przed zranieniem. Tak samo było z nią. Choć w życiu
by się do tego nie przyznała.
-
Daj mi pół godziny. - powiedział. - Muszę pozbyć się tego czegoś. - wskazał na
swój smoking.
-Jasne.
- uśmiechnęła się i zanim zdążyła się odwrócić, żeby pójść do swojego pokoju,
Haymitch ją pocałował. Krótko. Jednak starczyło, żeby zakręciło się jej w
głowie. Żeby stado niespokojnych ptaków w jej brzuchu, ożyło.
-
Do zobaczenia, wkrótce. - mrugnął do niej i odszedł do swojego pokoju.
***
Stała
pod prysznicem, starając się zrelaksować. Jednak każda, nawet najdrobniejsza
myśl o minionym wieczorze, lub o Haymitchu, wywoływała u niej sensację żołądka.
Rozpamiętywała
ten moment, kiedy pocałował ją na korytarzu w Pałacu Prezydenta. "Naprawdę, lubię cię całować,
Effie" Uśmiechała się sama do siebie. Przypomniała sobie wszystkie te
drobne pocałunki, którymi ją obdarzał przez cały wieczór. I że nie wypuszczał
jej z ramion, chociaż na chwilę. I sposób w jaki na nią patrzył.
Poczuła
ucisk w brzuchu i drżenie własnych dłoni. Uspokój
się. Skarciła samą siebie. To tylko
Haymitch!
Problem
polegał na tym, że to był AŻ Haymitch. I wiedziała, że wpadła po uszy. Tylko
prawda była taka, że nie zdarzyło się to dopiero tego wieczora. Wszystko
zaczęło się na tamtej sesji zdjęciowej. Już wtedy, gdzieś głęboko, głęboko
czuła, że już po niej.
Woda
spływała po jej ciele, zmywając waniliowy balsam pod prysznic. Jej skóra była
zaróżowiona od wody, ale nawet kiedy woda była ciepła, ona czuła zimne dreszcze
podniecenia.
Uspokój się! Powtórzyła jeszcze raz w
myślach. Niewątpliwie powtórzy to zdanie jeszcze nie raz.
Skończyła
kąpiel, wytarła się do sucha ręcznikiem, zostawiając mokre tylko włosy. Ubrała
się w zwyczajną bluzkę i krótkie spodenki. Kiedy spojrzała na siebie w lustrze,
zobaczyła zwyczajną kobietę. Zobaczyła siebie. A nie wymalowaną Effie Trinket,
- jak z obrazka.
Weszła
do pokoju, zapaliła lampkę i położyła się na łóżku. Wpatrując się w sufit,
starała się o niczym nie myśleć, co było wyjątkowo trudne.
Ktoś zapukał do drzwi, a
serce Effie omal nie wyskoczyło z jej piersi. Nie czekając na zaproszenie, gość
wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.
Jego
twarz rozpromieniła się na jej widok. Też zdążył się przebrać. W szarą bluzkę
z długim rękawem i zwykłe spodnie. Podszedł bliżej i bez żadnych skrupułów,
położył się koło niej na łóżku, zagarniając ją ramieniem w swoje objęcia.
Pocałował ją w czoło.
-
Pięknie wyglądasz. - powiedział.
- Komplement od Haymitcha Abernathy. - uśmiechnęła się szeroko. - To ci dopiero.
- Staram się. - mruknął.
- I dobrze ci to idzie.
Przesunęła się w jego stronę, żeby go pocałować. Jednak kiedy tylko ich usta się spotkały, Haymitch objął ją mocniej w talii, nie pozwalając się jej odsunąć. Usta Haymicha, były zachłanne. Napierały na jej wargi, zupełnie jakby chciały stopić się w jedno. Zaczęła tracić panowanie nad oddechem. Miała wrażenie, jakby po jej ciele wędrowały iskry. Poczuła wypieki na policzkach. Zrobiło się jej gorąco. Ręce Haymicha błądziły po jej plecach, a jej własne palce wczepiły się w jego włosy.
Odsunęli się od siebie, żeby złapać oddech. Po ustach Haymicha błądził uśmiech. W jego szarych oczach mogła dostrzec wesołe iskierki.
Ułożył się tak, że pod głową, niczym poduszkę, miała jego ramię. Drugą ręką wodził po jej ramieniu w górę i w dół. Czuła we włosach jego, wciąż niewyrównany oddech. Trzymała dłoń na jego piersi. Pod palcami czuła bicie jego serca. Mocne i silne. Zupełnie jak on sam.
- Nie kłamałem, kiedy mówiłem, że lubię cię całować. - powiedział i mogła usłyszeć po jego głosie, że się uśmiecha.
- Zauważyłam. - odpowiedziała wesoło. - Też lubię, kiedy mnie całujesz... Dlatego się zezłościłam, kiedy powiedziałeś dzisiaj, że to było na pokaz. - dodała po chwili, nieco poważniej.
- Kłamałem. - przyznał. - Nikt na nas wtedy nie patrzył.
- Więc dlaczego tak powiedziałeś? - zaciekawiła się. Złość już dawno jej przeszła. Była po prostu ciekawa.
- Nie pomyślałem o tym, jak się możesz poczuć. Nie wiedziałem, że dla ciebie to nie jest bez znaczenia.
Zapadła cisza, podczas której tylko leżeli, przytuleni do siebie. Było jej tak tak przyjemnie i ciepło w jego objęciach. Poczuła jak bardzo jest zmęczona. Wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy, ale ten dzień był naprawdę długi.
Chciała rozmawiać z Haymitchem. Zapytać, co chciał jej pokazać. Zwyczajnie, rozmawiać o wszystkim i o niczym. Jednak nawet nie zauważyła kiedy, oczy jej się zamknęły, a umysł wpadł w objęcia morfeusza.
Mogło jej się tylko zdawać, ale miała wrażenie, że na sekundę przed jej zaśnięciem, usłyszała cicho otwierane drzwi.
- Komplement od Haymitcha Abernathy. - uśmiechnęła się szeroko. - To ci dopiero.
- Staram się. - mruknął.
- I dobrze ci to idzie.
Przesunęła się w jego stronę, żeby go pocałować. Jednak kiedy tylko ich usta się spotkały, Haymitch objął ją mocniej w talii, nie pozwalając się jej odsunąć. Usta Haymicha, były zachłanne. Napierały na jej wargi, zupełnie jakby chciały stopić się w jedno. Zaczęła tracić panowanie nad oddechem. Miała wrażenie, jakby po jej ciele wędrowały iskry. Poczuła wypieki na policzkach. Zrobiło się jej gorąco. Ręce Haymicha błądziły po jej plecach, a jej własne palce wczepiły się w jego włosy.
Odsunęli się od siebie, żeby złapać oddech. Po ustach Haymicha błądził uśmiech. W jego szarych oczach mogła dostrzec wesołe iskierki.
Ułożył się tak, że pod głową, niczym poduszkę, miała jego ramię. Drugą ręką wodził po jej ramieniu w górę i w dół. Czuła we włosach jego, wciąż niewyrównany oddech. Trzymała dłoń na jego piersi. Pod palcami czuła bicie jego serca. Mocne i silne. Zupełnie jak on sam.
- Nie kłamałem, kiedy mówiłem, że lubię cię całować. - powiedział i mogła usłyszeć po jego głosie, że się uśmiecha.
- Zauważyłam. - odpowiedziała wesoło. - Też lubię, kiedy mnie całujesz... Dlatego się zezłościłam, kiedy powiedziałeś dzisiaj, że to było na pokaz. - dodała po chwili, nieco poważniej.
- Kłamałem. - przyznał. - Nikt na nas wtedy nie patrzył.
- Więc dlaczego tak powiedziałeś? - zaciekawiła się. Złość już dawno jej przeszła. Była po prostu ciekawa.
- Nie pomyślałem o tym, jak się możesz poczuć. Nie wiedziałem, że dla ciebie to nie jest bez znaczenia.
Zapadła cisza, podczas której tylko leżeli, przytuleni do siebie. Było jej tak tak przyjemnie i ciepło w jego objęciach. Poczuła jak bardzo jest zmęczona. Wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy, ale ten dzień był naprawdę długi.
Chciała rozmawiać z Haymitchem. Zapytać, co chciał jej pokazać. Zwyczajnie, rozmawiać o wszystkim i o niczym. Jednak nawet nie zauważyła kiedy, oczy jej się zamknęły, a umysł wpadł w objęcia morfeusza.
Mogło jej się tylko zdawać, ale miała wrażenie, że na sekundę przed jej zaśnięciem, usłyszała cicho otwierane drzwi.

Kurczę, lubię, jak się między nimi układa.
OdpowiedzUsuńAle jak to, igrzyska za dwa dni? Co to będzie? I CO JEJ CHCIAŁ POKAZAĆ? Zostawiłaś mnie w zawieszeniu. :D
Jeju...niewiem czy tylko ja tak miałam, że kiedy czytałam ten rozdział to od początku do końca miałam uśmiechniętą buzię;) Pewnie dlatego, że tak się jarałam Twoim nowym wpisem:D Ale pewnie miało w tym swój udział również słodkość i romantyczność tego rozdziału<3
OdpowiedzUsuńSłodko. Uroczo. I w ogóle świetnie! <3 weny kochana! ;*
OdpowiedzUsuńJanusz Krystus. Piszże szybciej!
OdpowiedzUsuńJeszcze 2 miesiące temu, codziennie wchodziłam żeby sprawdzić czy czegoś nie dodałaś, a kiedy sobie odpuściłam, ty nagle wracasz do żywych!
I teraz masz mnie. Cholera jasna twoje opowiadania to perfekcja!
Dziękuję!
UsuńNawet nie wiesz jak się cieszę, czytając takie komentarze. ♥ Postaram się dodać coś jutro/ewentualnie pojutrze. ;) Mam nadzieję, że zostaniesz, żeby czytać dalej. ^^