niedziela, 27 grudnia 2015

Alternatywne Ćwierćwiecze: Rozdział 13

Effie obudziła się nad ranem. Z początku, nie wiedziała co ją obudziło, jednak po chwili zdała sobie sprawę. Było jej zimno. Mimo iż była przykryta kołdrą, czuła chłód. A wszystko dlatego, że nie obejmowało jej, jego silne ramie. Usiadła na łóżku, podciągając kołdrę pod samą szyję, żeby okryć swoje nagie ciało. Rozejrzała się po pokoju, ale go tam nie było.
- Haymitch? - rzuciła w pustkę. Odpowiedziała jej cisza.
Poczuła ucisk w klatce piersiowej. Miała problem z oddychaniem. Jej serce obijało się o jej żebra i miała wrażenie, że jeszcze chwilę i wyskoczy z jej piersi. Tak naprawdę czuła, jakby czegoś jej w tym sercu brakowało. Zupełnie jakby zabrał ze sobą jego połowę.
Czuła palące łzy pod powiekami. Spojrzała na drugą stronę łóżka, gdzie jeszcze kilka godzin temu, leżał, pogrążony we śnie. Na jego poduszce, coś leżało. Otarła łzy, żeby odzyskać ostrość widzenia. Wzięła ową rzecz do ręki i okazało się, że jest to kwiat. Tulipan. Uśmiechnęła się słabo przez łzy.
Na poduszce leżało coś jeszcze. Złożony kawałek papieru. Kiedy go rozwinęła, poczuła, że łzy tylko przybierają na sile. Na papierze, koślawym pismem, zostało zapisane pięć słów.
"Zawsze do ciebie wrócę, skarbie."
***
Bolała go głowa. Potrzebował drinka, ale wiedział, że nie ma na to teraz czasu. Jeśli teraz się napije, nie będzie mógł się skupić, a potrzebował trzeźwego umysłu, żeby utrzymać Katniss przy życiu.
Poduszkowiec zabrał go rano do tuneli, które prowadziły na arenę. Kiedy wychodził z pokoju, nie mógł przestać spoglądać na Effie, która była pogrążona we śnie. Wyglądała tak spokojnie. Zamykając za sobą drzwi, miał wrażenie, że właśnie coś stracił. Szybko jednak przestał o tym myśleć. Nie mógł tak myśleć. Obiecał jej, że wróci i dotrzyma tego słowa.
Siedział w pomieszczeniu, w którym trybut miał czekać na swojego mentora, żeby ten dał mu ostatnie wskazówki. Ubrany w srebrny kostium, który ciasno przylegał do jego ciała, zupełnie jak druga skóra. Wiedział wszystko na temat areny. Plutarch zdradził mu wszystkie szczegóły, żeby łatwiej mu było trzymać się planu. Wiedział o zegarze i o piorunowym drzewie. Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał zabić nikogo ze swoich przyjaciół. Zdawał sobie sprawę, że byłby do tego zdolny i właśnie to go martwiło. Że z łatwością mógłby znów zamienić się w bezwzględnego zabójcę.
Drzwi do pomieszczenia się otworzyły i do środka wszedł Peeta. Wyglądał na rozdartego. Prawdopodobnie właśnie pożegnał się z Katniss. Haymitch mógł zobaczyć w jego oczach, że chłopak jest zmęczony nową rolą. Wiedział, jak to jest, kiedy posyła się kogoś na arenę, ze świadomością, że może się już tej osoby nie zobaczyć.
- Jak się czujesz? - zapytał chłopak, podchodząc i siadając obok niego na czymś co przypominało kanapę.
- Paskudnie.
- Jesteś trzeźwy? - zmrużył oczy, jakby chciał wykryć jego kłamstwo.
- Niestety. Bardziej trzeźwy, byłem chyba tylko przy narodzinach.
Żart pozostał bez odpowiedzi. Brzmiał bardziej, jak westchnienie.
- Pamiętasz o wszystkim, prawda? - upewnił się Haymitch. - Musimy mieć pewność, że...
- Wiem. - przerwał mu Peeta. - Rozmawiałem wczorajszej nocy z Plutarchem. Powtarzałem wszystko już setki razy. Znam każdy szczegół na pamięć.
- Dobrze. - pokiwał głową.
Czuł jakby w jego brzuchu nadymał się balon, który tylko czeka na to, żeby wybuchnąć w odpowiednim momencie. Był na skraju przepaści. Chciał wybiec z tego pomieszczenia i uciec, jak najdalej się da. Zamiast tego położył dłoń na ramieniu chłopaka i odetchnął głęboko. Spojrzał mu w oczy i powiedział
- Spokojnie, dzieciaku. Katniss nic nie będzie. Wszystko się uda i zobaczysz ją, zanim się obejrzysz.
- A co z tobą? - zapytał, przyglądając mu się uważnie. Jednak Haymitch miał w głowie gotową odpowiedź.
- Już o tym rozmawialiśmy. Zrobię wszystko, żeby nic się jej nie stało.
Zapadła cisza. Doskonale wiedział, co Peeta chciał powiedzieć. Już mieli za sobą tą rozmowę. Nie miał zamiaru znów jej powtarzać.
- Zajmij się Effie, dobrze? - powiedział po chwili. Musiał to z siebie wyrzucić. Mieć absolutną pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Bo przecież było tyle rzeczy, które mogły pójść nie tak. Mogli polec, już na samym starcie. A wtedy, musiał mieć pewność, że Effie nic się nie stanie. Że będzie bezpieczna.
- Będzie w dobrych rękach. - przysiągł chłopak, poważnym głosem. - Postaraj się wrócić. Nie chcę, żeby miała złamane serce.
No to jest nas dwóch, pomyślał.
- Trybucie, proszę zająć miejsce na platformie. Masz minutę. - rozległ się głos, dochodzący z głośnika w kącie.
Wstali z kanapy i podeszli do platformy. Haymitch spojrzał na nią z rezygnacją. Miał okropne deja vu. I nie podobało mu się, że to uczucie przywodziło mu na myśl tyle wspomnień. Odwrócił się, żeby jeszcze raz spojrzeć na Peetę. Chłopak uścisnął go krótko, po czym odsunął się o krok.
- Niedługo się zobaczymy. - powiedział pewnie.
- Ostatnia rada? - zapytał Haymitch.
- Nie daj się zabić. - odpowiedział chłopak po chwili. Haymitch nie mógł nic poradzić na słaby uśmiech, który pojawił się na jego ustach.
Wszedł na platformę i patrzył jak szklana tuba osuwa się dookoła niego. Czuł się jak w pułapce. Ostatnie spojrzenie na Peetę, który kiwnął krótko głową i platforma już podnosiła się do góry. Chwilę później został oślepiony jasnym, ostrym światłem. Kiedy jego oczy, przyzwyczaiły się do rażącego słońca, zobaczył, że stoi na maleńkiej wysepce, a dookoła niego znajdowała się woda. Po jego prawej stronie stała Katniss, która wyglądała, jakby walczyła ze łzami. Coś było nie tak. Po lewej stronie dostrzegł Chaffa. Ich oczy się spotkały i przyjaciel kiwnął do niego nieznacznie głową. Na przeciwko niego, na wyspie podobnej do tej, na której właśnie stał, znajdował się Róg Obfitości. Wśród wszystkich broni, dostrzegł topór i nóż. To mogła być jego szansa. Jednak nie mógł się ruszyć, dopóki Katniss nie zrobi tego pierwsza. Nie mógł pozwolić, żeby ich rozdzielono. Musieli działać razem. Dookoła nich, poza wodą, znajdowała się plaża, a później dżungla. Haymitch doskonale wiedział, co tam na nich czeka. Jednak teraz nie było już odwrotu. Właściwie, to nigdy go nie było.
- Witajcie, trybuci! - rozległ się donośny, tubalny głos Claudiusa Templesmitha, komentatora igrzysk. - Siedemdziesiąte piąte Głodowe Igrzyska, uważam za otwarte! Niech los, zawsze wam sprzyja.
Rozległ się drugi głos, który zaczął odliczać od dziesięciu w dół. Haymitch zerknął w stronę Katniss. Dziewczyna wyglądała, jakby miała zamiar skoczyć do wody, w stronę Rogu Obfitości. Spojrzał w tamtą stronę i przyjrzał się broni, jeszcze raz. Już po chwili dostrzegł łuk i kołczan. Oczywiście, pomyślał. Przeklęta dziewczyna, wpędzi nas wszystkich do grobu.
Nie było czasu, na zastanowienie się dwa razy. Spojrzał w dół na wodę. Była głęboka, ale wiedział, że nie utonie. Kombinezony miały wbudowane coś na kształt poduszek, które miały utrzymać wszystkich na powierzchni. Inaczej igrzyska byłyby nudne, a zwycięstwo Czwórki, byłoby oczywiste.
- Trzy... Dwa... - wziął głęboki oddech. - Jeden.
Usłyszał wystrzał z armaty i w tym samym momencie, wskoczył do wody.
___________________________________________________________________
Dziś krótko, jednak mam nadzieję, że jutro też uda mi się coś dodać.
Miłego wieczoru, Robaczki!

6 komentarzy:

  1. O jejku, że też musiał pójść bez pożegnania... Ale otuchy dodaje mi to "Zawsze do ciebie wrócę, skarbie."
    P.S. Właśnie sobie zdałam sprawę, że obie będziemy teraz opisywać igrzyska, ja u siebie i Ty u siebie. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ugh...nwm co pisać! Ten rozdział był tak dramatycznie piękny, ale igrzyska zaczęły się! Dlaczego skończyłaś w takim momencie?! Pomimo rażącego smutku, spowodowanego ich rozstaniem, jestem bardzo ciekawa! Nie każ nam długo czekać. Życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej jestem tu nowa czytelnicza i powiem szczerze ze czytam Twojego bloga rano, wieczorem i w każdej wolnej chwili chociaz opowiadania juz i tak znam na pamięć :) rozdzial jak zwykle swietny mam jednak nadzieje ze Glodowe Igrzyska nie potrwają zbyt dlugo a Ty napiszesz tak slodziutki rozdzial ze wszyscy będziemy rzygać cukrem ;* pozdrawiam i licze na szybkiego nexta :) -The Black Winner of Olympic Death

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie tu trafiłam, super opowiadanie ;)
    Nie wiem czy będę w stanie wszystko komentować, bo mimo przerwy świątecznej ciągle jestem w biegu aczkolwiek wiedz, że jestem :D

    PS: co się stało z drugim opowiadaniem? ("Kim jesteś?")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam na myśli to że linki nie bardzo działają w spisie treści

      Usuń
    2. Już sprawdzam o co chodzi i postaram się to naprawić. ;)
      Bardzo się cieszę, że Ci się tutaj podoba i cieszę się, że masz zamiar zostać na dłużej. ^^

      Usuń