środa, 30 grudnia 2015

Alternatywne Ćwierćwiecze: Rozdział 14

Wszystko działo się tak szybko. W jednej chwili skoczył do wody, głową do dołu, a już w następnej płynął w stronę Rogu Obfitości. Przez wodę nie widział, co robi reszta uczestników, ale wiedział, że musi się spieszyć. Rzeź przy Rogu, nigdy nie była miłym widowiskiem.
Kiedy tak płynął, poczuł, że zaczyna go kłuć w płucach. Adrenalina buzowała w jego żyłach i po raz pierwszy od bardzo dawna, poczuł, że żyje. Nie egzystuje, ale naprawdę żyje. Starał się stłumić to uczucie. Wiedział, że jeśli mu się podda, zamieni się w maszynę do zabijania.
Dopłynął do Rogu Obfitości, dokładnie w tym samym momencie, w którym Katniss i Finnick. Szybko chwycił za topór i nóż. Katniss już miała łuk, a Finnick trójząb. Dziewczyna wycelowała w Finnicka i właśnie chciała strzelić. Haymitch podbiegł do niej i schwycił jej ramie.
- Sojusznik. - rzucił szybko i zerknął na Finnicka. Nie mógł uwierzyć, ale ten się uśmiechał.
Katniss nie wyglądała na zadowoloną, ale opuściła łuk.
- Padnij! - krzyknął Finnick i zrobili to co kazał. W sekundę później, trójząb przeleciał nad ich głowami i wbił się w pierś zawodnika z Piątki. Ciało spadło do wody, jednak Finnick, szybko wyrwał trójząb.
- Gdzie Mags? - zawołał Haymitch, starając się nie myśleć o tym, że właśnie zginął ktoś, kogo znał. Rozejrzał się dookoła. Wielu zawodników miało problem z wydostaniem się z platform. Większość z nich, nigdy nie miała do czynienia z pływaniem. Jednak na powierzchni wody, mogli dostrzec burzę białych włosów, która kierowała się w ich stronę. Haymitch odetchnął z ulgą. Finnick by się załamał, gdyby coś jej się stało.
- Powinniśmy się zbierać. - zawołała Katniss. Miała rację, coraz więcej zawodowców zaczęło dopływać do wyspy, jeszcze chwila i zacznie się rzeź.
- Mags! - krzyknął Finnick, po czym wskazał na plażę. Staruszka zmieniła kierunek, w którym płynęła.
Cała trójka skoczyła do wody i już po kilku minutach wyszli na plażę, ociekając wodą. Haymitch czuł, że powinni trzymać się z dala od dżungli, ale w miejscu w którym stali, byli łatwym celem. Musieli się ukryć, znaleźć wodę i postarać się przetrwać.
Finnick zarzucił sobie Mags na plecy, niczym plecak i wbiegli szybko pomiędzy drzewa. Jak najdalej od plaży i od krwawej jatki. Starał się nie myśleć o tym, kto zginął. Ilu jego znajomych, z którymi spędzał czas co roku, zdążyło już pożegnać się z życiem?
Kiedy znaleźli się już dostatecznie głęboko wśród drzew, zwolnili kroku. Było gorąco i parno. Już po kilku godzinach marszu, poczuł pragnienie. Musieli być w sektorze znacznie oddalonym od godziny dwunastej, bo minęło sporo czasu, a wciąż nic ich nie zaatakowało.
Postanowili rozbić w tym miejscu mały obóz. Katniss zaoferowała się, że rozejrzy się dookoła za jakimiś jadalnymi roślinami. Kiedy Haymitch zaproponował, że pójdzie razem z nią, wytrzeszczyła na niego oczy, ale nie powiedziała nic więcej. Nie mógł pozwolić, żeby coś ich rozdzieliło. Jeśli Katniss stanie się krzywda, cały plan pójdzie na marne. Odeszli kilka kroków, poza zasięg słuchu Finnicka i Mags.
- Dlaczego ich w to wciągnąłeś? - syknęła cicho Katniss, kucając przy kępce jakichś roślin. Obejrzała je bardzo dokładnie, po czym zmarszczyła nos i zostawiła je w spokoju. - Nie jedz ich. - ostrzegła.
- Potrzebujemy sojuszników. - powiedział spokojnie.
- Ach, tak? - prychnęła dziewczyna. - No to, kiedy przyjdzie czas, twoim zadaniem będzie ich zabić.
Haymitch zacisnął zęby. Wiedział doskonale, że do niczego takiego nie dojdzie, jednak wiedział też, że wciąż była masa rzeczy, które mogły się nie udać.
- Chcesz wrócić do Peety? Jeśli tak, to nie narzekaj. - puszczały mu nerwy.
- A co z tobą? - odgryzła się, spoglądając mu prosto w oczy. - Czyżbyś powiedział Effie, żeby na ciebie nie czekała?
Nie odezwał się. Po prostu patrzył na nią, buzując ze złości. Dlaczego ta dziewczyna musiała być taka trudna? Dlaczego nie mogli jej powiedzieć o planie, zanim znaleźli się na arenie? Powód był jasny i sam go podał Plutarchowi, Katniss nie umie grać. Nie umiałaby udawać, chociażby od tego zależało jej życie... Co mogli doskonale zauważyć na Tournee. Musiała wierzyć, że wszystko co się dzieje, jest naprawdę. Jednak w tej chwili, Haymitch przeklinał samego siebie za to, że nie pozwolił jej wtajemniczyć.
- Błagam cię, powiedz, że nie powiedziałeś tego Effie. - jej spojrzenie złagodniało.
- Nie powiedziałem. - odpowiedział cicho. Katniss przyglądała mu się jeszcze przez chwilę, po czym pokiwała głową. Nie sądził, żeby mu uwierzyła.
Ale on obiecał Effie, że do niej wróci i miał zamiar dotrzymać tego słowa.
- Jest jakiś problem? - rozległ się głos za ich plecami. Haymitch odwrócił się i zobaczył Finnicka, który stał kilka kroków od nich. Ich spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy. Haymitch miał wrażenie, że Finnick chce mu coś powiedzieć, jednak to wrażenie szybko minęło.
- Nie mogę znaleźć jadalnych roślin. - powiedziała Katniss, wstając z kucek. - Będziemy musieli sobie jakoś poradzić. Może za jakiś czas pojawią się jakieś zwierzęta. Można by też zaryzykować wyjście na plażę, żeby sprawdzić czy w tym jeziorze nie ma ryb.
- Plaża odpada. - rzucił Haymitch. - Zawodowcy już pewnie tam są. Powinniśmy iść dalej naprzód. Każda arena kiedyś się kończy.
Kiedy tylko wypowiedział te słowa, w jego głowie pojawiło się wspomnienie. Dokładnie dwadzieścia pięć lat temu, wypowiedział to samo zdanie. A kiedy wrócił do domu, okazało się, że jego matka, braciszek i dziewczyna, nie żyją. Oddech mu przyspieszył, miał problem z przełykaniem. Jego duchy wróciły i znów zaczęły go nawiedzać. Potrzebował alkoholu, bardzo.
- I tak nie możemy tutaj siedzieć i czekać, aż zawodowcy nas znajdą. - wtrącił Finnick.
Finnick znów wziął Mags na plecy. Zatarli po sobie wszelkie możliwe ślady i ruszyli w dalszą drogę. Haymitch miał nadzieję, że Plutarch się pospieszy. Nigdy nie dał mu jasno znać, kiedy ich uwolnią, jednak miał nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej. Po Chaffie i Seeder nie było śladu i Haymitch już zaczął tracić nadzieję. Prawdopodobnie jego przyjaciel zginął w rzezi przy Rogu. Spojrzał w górę, starając się przebić wzrokiem korony drzew. Do zachodu słońca, zostało jeszcze kilka godzin. To znaczyło, że jeszcze kilka godzin, a na niebie pojawią się zdjęcia poległych.
Haymitch zamyślił się tak bardzo, że nie zdał sobie sprawy z tego, że wyprzedził swoich towarzyszy i teraz ich prowadził. Nie zdawał sobie również sprawy z tego, że znalazł się niebezpiecznie blisko pola siłowego, a kiedy usłyszał krzyk Katniss, było już za późno.
Wszystko pociemniało.
***
- Nie! - usłyszała swój własny krzyk, który zmieszał się z krzykiem Katniss. Nie zarejestrowała tego, że się przemieszcza, ale w następnej chwili znajdowała się już przy dużym ekranie telewizora. Wpatrywała się w jego nieruchome ciało, które sekundę temu wyleciało w powietrze, odrzucone przez pole siłowe, a które teraz leżało kilka metrów dalej.
- Rusz się. - powtarzała szeptem. Bała się chociażby mrugnąć, żeby nie przegapić jakiejś oznaki życia. - Rusz się.
Jej głos się załamywał. Ręce zaczęły jej się trząść. Czuła, że w jej gardle wzbiera szloch, który stara się wydostać. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy, rujnując jej makijaż, ale nie dbała o to. W tej chwili najbardziej się dla niej liczyło to, co działo się na arenie.
Finnick zaczął uciskać klatkę piersiową Haymitcha i Effie zagryzła dolną wargę. Wiedziała co starał się zrobić, jednak wiedziała też, że serce przestało już bić. Wiedziała to, ponieważ czuła okropną pustkę, w miejscu, gdzie powinno być jej własne serce.
- Niewiarygodne. - odezwał się głos Claudiusa Templesmitha. - Wygląda na to, że Finnick Odair stara się uratować Haymitcha Abernathy. Niewiarygodne.
Kiedy Finnick pochylił się nad Haymitchem przykładając swoje usta do jego, pompując powietrze w jego płuca, Effie wstrzymała oddech. Finnick oderwał się od Haymitcha i już miał zamiar znów zacząć uciskać jego klatkę piersiową, kiedy Haymitch zachłysnął się powietrzem, odkaszlnął i otworzył oczy.
- Zabieraj tą paszczę. - mruknął Haymitch, odsuwając się od Finnicka.
Ulga jaka oblała ciało Effie, była niewypowiedzialna. Poczuła, że może normalnie oddychać. Zdała sobie też sprawę, że ktoś trzyma rękę na jej ramieniu. Nie odwróciła głowy od ekranu, chcąc mieć absolutną pewność, że wszystko jest dobrze.
- Miłe powitania, nigdy nie były twoją mocną stroną. - powiedział Finnick, oddychając z ulgą.
- Dlaczego mnie całowałeś? - Haymitch podniósł się do pozycji siedzącej. Wciąż wyglądał na lekko skołowanego, ale żył.
- Nie śmiał bym. - wyszczerzył się Finnick. - Ale Effie by mnie zabiła, gdybym pozwolił ci umrzeć.
Effie cicho się zaśmiała przez łzy. Miał rację.
- Już dobrze. - usłyszała pełen ulgi szept Peety. - Żyje.

4 komentarze:

  1. Kocham Finnicka jeszcze bardziej za to, co zrobił.
    Mam również cichą nadzieję, że go nie zabijesz w tym opowiadaniu, ale w sumie rób co chcesz, byle tylko Haymitch i Effie mieli swój happy end. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo że wiem (raczej: mam taką nadzieję), że nie zrobisz H. krzywdy, to nie czułam się pewnie, jak wpadł na pole siłowe. Ale H. wyszedł z tego z właściwym sobie urokiem i tekstem: "Zabieraj tą paszczę". Tego się po nim spodziewałam! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. "zabieraj te paszcze" <3 xD
    Kocham to jak piszesz. Jestes świetna *_*

    OdpowiedzUsuń
  4. 56 years old Administrative Assistant IV Nikolas Cater, hailing from Maple enjoys watching movies like Cold Turkey and Book restoration. Took a trip to Historic City of Ayutthaya and drives a Ferrari 330 TRI/LM Spider. odniesienia w wikipedii

    OdpowiedzUsuń