czwartek, 3 grudnia 2015

Alternatywne Ćwierćwiecze: Rozdział 7

Dziękuję za komentarze, i maile, i w ogóle wszystko! ♥ Przerwa reklamowa się skończyła, więc wracamy do naszych ulubieńców. ^^ Przygotujcie się na cukrzycę, bo będzie słodko.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba! Miłego czytania! ♥
_________________________________________________________________
Nie mógł uwierzyć, że to powiedział.
Chciał znów zobaczyć ten wspaniały uśmiech na jej twarzy. Chciał sprawić, żeby się zaśmiała. Dlaczego musiał wszystko zepsuć? Było przecież tak dobrze. Tańczyli, całowali się, a teraz Effie siedzi samotnie przy stoliku, a on stoi przy bufecie.
Kretyn. Usłyszał głos w swojej głowie. Dlaczego nie powiesz jej, że ją lubisz? Bo ona mnie nie lubi. Głupi! Nie widzisz, jak na ciebie patrzy?
Niemożliwe! Rozmawiał sam ze sobą! Potrzebował alkoholu. Musiał się napić, bo czuł, że zaczyna wariować.
Zupełnie jakby ta myśl wyfrunęła z jego głowy, obok pojawił się avoks z tacą pełną kieliszków szampana. Nie przepadał za szampanem, ale alkohol to alkohol. Nie ma co kręcić nosem.
Chwycił dwa kieliszki i ruszył w stronę stolika przy którym siedziała Effie. Z każdym krokiem, gula w jego gardle rosła, a serce przyspieszało.
Stanął przy niej, z mocno bijącym sercem; obróciła się do niego. Kiedy go dostrzegła, Haymitch mógł zauważyć, że zaciska szczękę na sekundę przed sztucznym uśmiechem. Poczuł jakby dostał w twarz.
Wyciągnął w jej stronę rękę z jednym z kieliszków.
- Masz ochotę na szampana? - zapytał. Obrzuciła go podejrzliwym spojrzeniem, po czym wzięła od niego kieliszek.
- Dziękuję. - powiedziała.
Wolałby, żeby na niego krzyczała. Żeby zaczęła okładać go drobnymi piąstkami. Żeby powiedziała mu jak wielkim jest idiotą. Ale ona była dla niego miła. To było o wiele gorsze, bo zdawał sobie sprawę z tego, że zepsuł jej humor, a mimo tego wciąż się do niego uśmiechała.
Haymitch zajął miejsce koło niej i nie odrywał od niej wzroku. Za to ona, uparcie na niego nie patrzyła. Wpatrywała się w tłum ludzi na parkiecie. Trzymała w dłoniach kieliszek, ale nie piła. A jemu przeszła całkowicie ochota na zaspokojenie swojego pragnienia. Więc odstawił kieliszek na stół, wciąż wpatrując się w jej profil.
- Przepraszam. - powiedział nagle. To słowo samo wyrwało się z jego ust, bez jego pomocy.
- Za co? - zapytała, wciąż na niego nie patrząc.
- Za to, że popsułem ci humor. - odparł.
- Nic nie szkodzi.
Jednak nadal na niego nie spojrzała. Unikała jego oczu, niczym ognia. Musiał coś zrobić, żeby chociaż na niego zerknęła. Chciał znów zobaczyć te zielone plamki, które znaczyły jej niebieskie tęczówki.
- Miałabyś ochotę na jeszcze jeden taniec? - zapytał cicho. Podziałało. Odwróciła głowę w jego stronę i niechętnie spojrzała mu w oczy. Jej tęczówki pociemniały. Wydawało mu się, że patrzy na dwa lodowe odłamki.
- Dziękuję, ale nie. - kąciki jej ust wygięły się lekko w czymś na kształt uśmiechu. Poczuł ukłucie w piersi.
Myślał nad tym, co jeszcze mógłby powiedzieć, ale zanim cokolwiek wydostało się z jego ust, na krzesła obok nich opadli Katniss i Peeta.
- Dobrze się bawicie? - zapytał chłopak z nutą sarkazmu.
- Jak zawsze. - powiedział Haymitch. Peeta zmarszczył brwi. Spojrzał na mężczyznę, a później na Effie.
- Coś się stało?
- Nie, dlaczego? - odparła Effie. Była dobrą aktorką, ale nie dość dobrą. I choć Peeta wiedział, że coś jest nie tak, powiedział tylko
- Tak jakoś pomyślałem.
Korzystając z tego, że Effie znów odwróciła wzrok, chłopak rzucił pytające spojrzenie Haymitchowi. Ten jednak tylko pokręcił nieznacznie głową.
- A jak wam się podoba przyjęcie? - zapytał Haymitch, żeby przerwać krępującą ciszę, która między nimi zapadła.
- Jest całkiem miło, prawda Katniss?
- O tak. - odpowiedziała sarkastycznie. - Miałam okazję zatańczyć z kilkoma, całkowicie nieobleśnymi mężczyznami. W tym z twoim znajomym, Haymitch.
- Naprawdę?
- Tak. Bo przecież znasz Chaffa, prawda?
Starali się jak mogli, ale nic nie działało. Atmosfera przy stoliku, wciąż była napięta.
Nagle Effie wstała.
- Przepraszam, muszę zaczerpnąć świeżego powietrza.
I ruszyła szybkim krokiem w stronę dużych, dębowych drzwi, które prowadziły na korytarz.
- Nie mam pojęcia co zrobiłeś - powiedział Peeta, nachylając się w jego stronę. - ale musisz to naprawić.
- Niby w jaki sposób? Już próbowałem.
- Idź za nią. - wtrąciła Katniss. - Błagaj o wybaczenie.
- I co jeszcze? - zakpił.
- To nie jest śmieszne. - skarcił go Peeta. - Idź za nią teraz, zanim będzie za późno.
- No już. - popędziła go Katniss, kiedy ten się nie ruszał.
Wstał od stolika, rzucając im nienawistne spojrzenie. Zanim odszedł, zdążył jeszcze wypić duszkiem szampana ze swojego kieliszka.
Zaczął przeciskać się między ludźmi w stronę wyjścia. Miał wrażenie, że nagle każda obecna tu osoba, uparła się, żeby nigdy nie dotarł do tych drzwi. Przecież, kiedy Effie wychodziła, prawie nikogo nie było w tym miejscu.
Po kilku minutach przepychania się na siłę, dostał się na miejsce. Gdy tylko znalazł się na opustoszałym korytarzu, puścił się biegiem. Przecież nie mogła odejść daleko.
I rzeczywiście, kiedy korytarz skręcił w prawo i Haymitch wypadł zza rogu, w połowie drogi ujrzał Effie. Biegł ile sił w nogach, żeby tylko ją dogonić.
Usłyszała jego kroki i odwróciła się; w tym samym momencie Haymitch wpadł na nią z impetem, przytrzymując jej ramię, żeby się nie przewróciła.
- Co ty robisz? - zapytała, kiedy tylko odzyskała równowagę.
- Przepraszam. - wydyszał. Effie zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- Co?
- Przepraszam, że zepsułem ci humor. - powtórzył.
- Przecież, powiedziałam ci, że nic nie szkodzi.
- Nie prawda.
- Tak, prawda. - powiedziała, coraz bardziej zirytowana. - Powiedziałam ci to, kiedy siedzieliśmy na sali... Zapomniałeś?
- Pamiętam, ale nie o to mi chodzi. - pokręcił głową.
- No to, o co?
- Ja... - zawahał się. Dlaczego z tą kobietą się tak ciężko rozmawia?
- Haymitch, nie mam tyle czasu, żeby czekać, aż... - nie dane jej było skończyć to zdanie.
Ponieważ Haymitch nie mógł już dłużej się powstrzymywać. Po pierwsze miał dość jej gadania, a po drugie chciał znów ją pocałować. Tylko w ten sposób mógł ją prawdziwie przeprosić. Dlatego schwycił jej twarz w swoje dłonie, ucinając jej słowa w połowie zdania. Pocałował ją i kiedy już mu się wydawało, że Effie poddała się uczuciom, ona odepchnęła go od siebie.
Cofnął się o krok, spoglądając na nią ze zdziwieniem.
- Przestań! - powiedziała gniewnie. - Nikogo tu nie ma, nie musisz mnie całować.
Poczuł się, jakby go spoliczkowała. Patrzył na nią, jakby zobaczył ją po raz pierwszy w życiu. Zagryzła wargę, ale nie odwróciła wzroku. Nie odeszła. Po prostu stała tam, wyglądając jak zraniony szczeniak. Zdał sobie sprawę, że patrzy na nią z rozdziawioną buzią. Szybko zamknął usta.
- Nie całuję cię "bo muszę". - powiedział cicho, a na jej twarzy pojawiło się niedowierzanie. - Całuję cię, bo chcę.
Spojrzenie Effie złagodniało, ale nie przestała zagryzać wargi. Przysunął się do niej, sprawiając, że plecami przywarła do ściany. Dotknął palcami jej policzka, co sprawiło, że zamknęła oczy i wtuliła twarz w jego dłoń. Przejechał kciukiem po jej pełnych ustach, zmuszając ją, żeby przestała przygryzać wargę. Kiedy znów na niego spojrzała, w jej oczach było coś takiego, co sprawiło, że serce Haymitcha przyspieszyło.
- Naprawdę, lubię cię całować, Effie. - wymruczał. Kiedy tylko kąciki jej ust zaczęły się unosić w uśmiechu, złożył na nich pojedynczy pocałunek. - Nie chciałem cię dzisiaj zdenerwować...
- Już dobrze. - powiedziała, uśmiechając się szeroko. - Przeprosiny przyjęte.
Czuł jakby w jego brzuchu wybuchły fajerwerki. Nie mógł się powstrzymać przed szerokim uśmiechem. Nachylił się, żeby znów ją pocałować, ale Effie go ubiegła. Stanęła na palcach, oplatając jego szyję ramionami i pocałowała go słodko. Objął ją w talii. Chciał, żeby była jeszcze bliżej niego. Ich usta spotykały się ze sobą co chwilę, jakby brały udział w jakimś dziwacznym tańcu.
Oderwali się od siebie dopiero po kilku minutach, kiedy to usłyszeli, że ktoś nadchodzi z drugiego końca korytarza.
Odsunęli się od siebie, wciąż się uśmiechając. Mimo, że miała na twarzy makijaż, Haymitch mógł zauważyć, że pod warstwą pudru, pojawił się rumieniec.
- Chyba powinniśmy wracać do Katniss i Peety. - powiedziała cicho Effie. Kiwnął głową i idąc korytarzem z powrotem do sali, wziął ją za rękę.
Czuł jakby świat nabrał zupełnie nowych barw. Wiedział, że przecież nic się nie zmieniło, jednak wszystko wyglądało zupełnie inaczej, kiedy trzymał jej dłoń w swojej. Jakby przez cały czas świat był źle zorganizowany, ale kiedy był przy niej, wszystko było na swoim miejscu.
Weszli do sali i Haymitch zdziwił się, że ludzie nadal tańczą, nadal uczestniczą w balu, jakby nigdy nic, choć dla niego wszystko wyglądało zupełnie inaczej, niż kiedy ostatni raz był na tej sali. Podeszli do stolika, przy którym wciąż siedzieli Katniss i Peeta. Rozmawiali o czymś z ożywieniem, a kiedy podnieśli wzrok na Haymitcha i Effie, nie wydawali się zdziwieni faktem, że para trzyma się za ręce i uśmiecha od ucha do ucha.
Katniss odchrząknęła i rzuciła ze złośliwym uśmieszkiem
- Haymitch, masz szminkę na ustach.
- Podkreśla mój kolor oczu, prawda? - odpowiedział, a chwilę później cała czwórka parsknęła śmiechem.
_________________________________________________________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Chciałabym napisać coś dłuższego, ale wzywają mnie inne obowiązki. Grrr! Postaram się dodać coś dłuższego w najbliższym czasie.
Mam nadzieję, że się nie zasłodziliście! ;D

5 komentarzy:

  1. No i proszę! Haytmich w końcu się przemógł i pokazał prawdziwe emocje! Normalnie to jest tak żywo opisane (i w dodatku ja sama się tak w to wczuwam), że czuję cierpienie Effie, i złość Haytmicha na samego siebie, i czekam z zapartym tchem jak się to skończy. Super.♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Aa!! Udało się! Haymitch w końcu to powiedział! Świetnie kochana! Naprawdę! Weny życzę i czekam na nexta! ♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne...Aż brak mi epitetów! Mam dziwne wrażenie, że chcesz już zakończyć to opowiadanie, ale mam nadzieję, że pociągniesz je dalej�� Dobra, dobra! Czekam na następną notkę i weny życzę��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! ♥
      Zakończyć? O nie, nie, nie, nie! Do końca jeszcze daleko! ;D

      Usuń
  4. Nie moge xD jezu, szczeże sie jak głupi do sera xdd
    W końcu komentuje, bo nie mogłam nie skomentować, jeszcze po tym zakończeniu 😂 Haymitch wygryw życia 😹

    OdpowiedzUsuń