Wesołych świąt! ♥
Postanowiłam Wam "sprezentować" króciutki, świąteczny one-shot, o Haymitchu i Effie, w czasach po rebelii. Może nie jest najlepsze, ale bardzo mi się podoba. Mam nadzieję, że Wam również!
To opowiadanie, nie ma żadnego związku z moim Ff.
Życzę Wam wszystkim duuużo książków pod choinką! ♥
(MUZYKA)
(MUZYKA)
_______________________________________________________________________
Zima w Dwunastym Dystrykcie, zawsze była mroźna. Ten rok nie był wyjątkiem. Za oknem sypał śnieg i z trudem można było dostrzec światła w domu naprzeciwko. Państwo Mellark, postanowili, że w tym roku, chcą spędzić święta sami, ze swoją nowo narodzoną córeczką. Haymitch nie miał nic przeciwko, bo obiecali, że wpadną na następny dzień. Tym bardziej, że w tym roku, on również nie był sam.
Kilka dni temu, w progu jego drzwi, stanęła kobieta, ubrana w ciepły, brązowy płaszcz, czapkę, szalik i rękawiczki. Spod czapki spływały na jej ramiona, blond włosy. Nie poznałby jej, gdyby nie jej intensywnie niebieskie oczy. Szafirowe tęczówki, wyzwoliły w nim wspomnienia, które od dawna nie dawały mu spokoju. Mimo, że rozmawiał z nią codziennie przez telefon, nie wyobrażał sobie, że aż tak się zmieniła. Zniknął makijaż, monstrualne szpilki, peruki i ekstrawaganckie sukienki.
Effie Trinket, nie wyglądała już jak opiekunka trybutów. Nie wyglądała jak nieczuły robot. Wyglądała jak człowiek. Oczywiście niektóre rzeczy się nie zmieniają. Gdy tylko zrozumiał, kto przed nim stoi, wpuścił ją do środka, a ona zaczęła go przepraszać; mówić, że okazała brak manier, zjawiając się tak bez zapowiedzi. Jednak, jedyne co zrobił, to zamknął ją w silnym uścisku, bo chcąc tego czy nie, bardzo za nią tęsknił.
Przez te kilka dni, Effie zdążyła przewrócić jego życie do góry nogami. W całym domu pojawiły się świąteczne dekoracje. W salonie stała duża choinka, którą sam ściął w lesie. Effie powiedziała, że zajmie się jej ubieraniem. Pozwolił jej na to, bo wiedział jak bardzo lubi zajmować się takimi rzeczami.
Haymitchowi właśnie udało się rozpalić ogień w kominku. Wesoły ogień trzaskał beztrosko, bijąc ciepłem. Wiedział, że Effie nie jest przyzwyczajona do takich mrozów, więc starał się jak mógł. Miała na sobie jego gruby, czerwony sweter. Był na nią o wiele za duży, ale nie wydawała się tym zmartwiona. Musiał przyznać, że wyglądała uroczo.
Z radia płynęła cicha muzyka, która wypełniała dom w wprowadzała świąteczny nastrój. Święta w Dwunastym Dystrykcie, nigdy nie były duże. Ludzie nigdy nie mieli wystarczająco dużo pieniędzy, żeby świętować. Teraz wszystko się powoli zmieniało.
- Możesz mi pomóc? - jej głos dobiegł go, z drugiego końca pokoju.
Odwrócił się od kominka i zobaczył, jak stoi przed kompletnie ubraną choinką. Spoglądała na czubek drzewka, w jej ręce dostrzegł złotą gwiazdę. Wstał i podszedł do niej, jego ramiona oplotły ją w talii. Oparł swoją brodę o jej ramię. Nie było to nic nadzwyczajnego. A może raczej było, bo wcześniej musieli się z tym ukrywać. Teraz, po rebelii, nie musieli się już bać, że ktoś wykorzysta ich uczucia, do skrzywdzenia drugiej osoby.
Pocałował ją w szyję, w to szczególne miejsce, tuż za jej uchem. Nie musiał widzieć jej twarzy, żeby wiedzieć, że się uśmiecha.
- W czym ci pomóc, skarbie? - zapytał, pocierając swoim nosem o jej szyję. Przy każdym jego słowie, jego usta ocierały się o jej skórę. Usłyszał westchnięcie, co sprawiło, że momentalnie się uśmiechnął.
- Rozpraszasz mnie, Haymitch. - wyrzuciła, jednak przechyliła lekko głowę, dając mu lepszy dostęp do jej szyi.
- Ach, tak? - mruknął, po czym znów pocałował ją, za uchem. Poczuł jak zadrżała w jego ramionach. - W czym mam ci pomóc? - zapytał jeszcze raz, wypuszczając ją z ramion i stając koło niej.
- Chciałam, żebyś umieścił gwiazdę na czubku choinki. - powiedziała po chwili, dochodząc do siebie.
Haymitch rzucił spojrzenie na choinkę. Bombki i łańcuchy idealnie umieszczone dookoła drzewka. Lampki świeciły, dodając uroku. Choinka była naprawdę duża; może i był wyższy od Effie, ale chyba przeceniała jego możliwości.
- Mam pomysł. - powiedział. - Zaufaj mi.
- Ufam... - jednak nie zdążyła dokończyć zdania, a Haymitch już jednym zwinnym ruchem, posadził ją sobie na plecach, niczym plecak.
Mimo zaskoczenia, tą nagłą sytuacją, Effie wyciągnęła rękę z gwiazdą i umieściła ją idealnie na czubku choinki. Chciał ją postawić, jednak poczuł, że jej ramiona, oplatają jego szyję. Czuł jej oddech na swojej skórze, kiedy wtuliła swoją twarz w jego włosy.
- Dziękuję. - usłyszał szept w swoim uchu, tuż przed tym, jak jej usta złożyły delikatny pocałunek na jego karku.
Effie ześlizgnęła się z jego pleców, a Haymitch obrócił się do niej, żeby spojrzeć jej w oczy. Nigdy nie mówili o swoich uczuciach, jednak kiedy spojrzał w te uderzająco niebieskie oczy, wiedział, że nie musi nic mówić. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, jakby doskonale wiedziała o czym myśli.
- Drodzy słuchacze, teraz mamy coś bardziej nastrojowego. - odezwał się głos spikera z radia. - Idealna piosenka na ten świąteczny czas. "Have Yourself A Merry Little Christmas".
Głęboki, męski głos zaczął śpiewać wolną piosenkę i patrząc na Effie, Haymitch mógł powiedzieć, że bardzo jej się spodobała.
- Zatańczysz? - zapytał, wyciągając dłoń. Uśmiech na jej twarzy, tylko się poszerzył. Ujęła jego dłoń, a on przysunął się bliżej, nie pozostawiając między nimi, nawet centymetra odstępu. Jej drugą dłoń umieścił sobie na szyi, po czym sam położył rękę na jej talii.
Zaczęli się delikatnie kołysać, nie odstępując od siebie na krok. Czuł jej policzek na swoim ramieniu. Zanurzył twarz w jej miękkich włosach. Pachniały jak wanilia. Wciąż mu powtarzała, że ma obsesję na punkcie jej włosów. Ale co mógł na to poradzić? Przez tyle lat, widywał ją w peruce, że teraz, kiedy jej nie nosiła, mógł się w końcu nacieszyć. Ich bliskość wciąż sprawiała, że czuł w brzuchu skurcze. Było to miłe uczucie.
Mężczyzna wciąż śpiewał, a jego głos zdawał się owijać wokół nich. Niesamowity, świąteczny nastrój, stworzony tylko przez tą jedną piosenkę.
Czuł spokojne bicie swojego serca i jej równy oddech. Byli spokojni, zrelaksowani w swoich objęciach. Nareszcie, mogli cieszyć się sobą.
Piosenka się skończyła i zaczęła się inna, jednak była szybsza, więc nie można było do niej zatańczyć. Nie odsunęli się od siebie, ani na milimetr. Zatrzymali się i Effie podniosła głowę z jego ramienia, żeby na niego spojrzeć. Jednak sekundę później, jej spojrzenie powędrowało wyżej, na coś pod sufitem. Podążył za jej wzrokiem i zobaczył, że z żyrandola, tuż nad nimi, zwisa...
- Jemioła. - powiedziała cicho Effie. Spojrzał na nią i uśmiechnął się pod nosem.
- Nieźle to sobie zaplanowałaś, skarbie. - odpowiedziała mu uśmiechem, a w jej oczach zabłyszczały iskierki.
- Znasz mnie. Zawsze mam plan. - mrugnęła do niego.
Pochylił się i ich usta się spotkały w powolnym, słodkim i przepełnionym uczuciem pocałunku. W tym jednym geście było zawarte wszystko, co nigdy nie zostało wypowiedziane. Nie musieli mówić tego na głos. Oboje wiedzieli, co czuje ta druga osoba. Odsunęli się od siebie, żeby móc na siebie spojrzeć.
- Wesołych świąt, Effie. - mruknął cicho.
- Wesołych świąt, Haymtich.
Niewątpliwie, były to najlepsze święta w Dwunastym Dystrykcie.

O jejku, to jest takie słodkie. <3 I taniec, i jemioła, i zdjęcie- nie możnaby pragnąć niczego więcej. :D
OdpowiedzUsuńObiecałam Ci jemiołę! Więc jest. ^^
UsuńTakie słodkie i takie piękne, że aż powinno być realne ;* A to zdjęcie jest cudowne *.* Nie można chcieć nic więcej na święta ~.*
OdpowiedzUsuń