Nie miałam czasu, żeby to sprawdzić, więc przepraszam za wszelkie błędy i nieścisłości. No i miłego czytania! ^^
__________________________________________________________________
Wpadła w szał pracy. Codziennie pojawiała się jako pierwsza w Centrum Dowodzenia i wychodziła jako ostatnia, razem z Plutarchem i Peetą. Przestrzegała rozkładu dnia i nigdy się nie spóźniała. Planowała razem z Fluvią, asystentką Plutarcha, wszystkie wystąpienia Kosogłosa.Właśnie teraz były w środku kłótni o to, co Katniss powinna powiedzieć. Siedziały w stołówce, przy obiedzie, który nie zachęcał ani wyglądem, ani smakiem. Bezsmakowa papka, która miała być gulaszem. Plutarch i Peeta siedzieli jeszcze w Centrum Dowodzenia, rozmawiając z prezydent Coin. Effie nie lubiła pani prezydent, z wzajemnością. Nie zwracały się do siebie bezpośrednio, jeśli mogły temu pomóc. Effie była pewna, że to przez to, że jest z Kapitolu i że była Opiekunką. Bardzo wielu mieszkańców Trzynastego Dystryktu okazywało jej niechęć. Rzucali jej pogardliwe spojrzenia, szeptali za jej plecami. Nie miała im tego za złe. Większość czasu i tak była zbyt zajęta, żeby myśleć o takich sprawach. Właśnie to było jej celem. Wrzucić się w wir zajęć, żeby nie mieć czasu, żeby myśleć. A mimo to i tak nie mogła przestać się zamartwiać. Martwiła się o Haymitcha. To co mogli mu w tej chwili robić, śniło jej się po nocach. Martwiła się także o Katniss.
Effie znała Katniss na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że dziewczyna nie jest dobrą aktorką. Fluvia najwidoczniej jeszcze tego nie zrozumiała, bo starała się wcisnąć w usta Katniss skomplikowane, długie zdania, które nie brzmią naturalnie.
- To powinny być krótkie hasła, które łatwo zapamiętać! - powiedziała Effie, coraz bardziej tracąc nad sobą panowanie. Ostatnimi czasy, zdarzało się to coraz częściej. Starała się, wciąż grać roześmianą Opiekunkę, którą już więcej nie była.
- Nikt jej nie posłucha, jeśli nie będzie miała niczego do powiedzenia. - upierała się Fluvia.
- Jest symbolem rebelii. - Effie zacisnęła dłoń na widelcu, żeby się uspokoić. - Jest Kosogłosem. Ludzie pójdą za nią, jeśli będzie naturalna.
- Nie wydaje mi się. Powinna być przekonywująca.
- Co się dzieje? - powiedział Peeta, który właśnie położył swoją tacę tuż obok jej. Plutarch usiadł koło Fluvii, naprzeciwko nich. Razem z nimi przyszła Katniss. Coraz więcej czasu spędzała z chłopakiem i Effie zaczęła się zastanawiać, czy czasami zaczyna już rozumieć, co do niego czuje.
- Rozmawiamy na temat filmików z Kosogłosem. - odezwała się Fluvia, rzucając Effie dziwne spojrzenie. Czyżby bała się, że Effie zabierze jej stanowisko asystentki Plutarcha?
- I co ustaliłyście? - zapytał Plutarch, patrząc na gulasz na swoim talerzu, jakby ten go obraził.
- Nic. - powiedziała Effie, zgodnie z prawdą. - Nie możemy się zgodzić co do tego, jak powinniśmy zaprezentować Katniss.
- A nie mogę po prostu... No, nie wiem... Być sobą? - wtrąciła Katniss, mieszając widelcem w talerzu.
- Właśnie o tym mówię. - Effie szybko się zgodziła. - Najlepiej wypadasz, kiedy jesteś naturalna. Spontaniczna.
- Raczej nie mamy czasu na bycie spontanicznym. - powiedziała uszczypliwie Fluvia. - Potrzebujemy materiałów już teraz.
- Więc co proponujesz? - Effie była już na skraju wytrzymałości. - Wcisnąć ją do studia i kazać recytować swoje teksty? Nic w ten sposób nie osiągniesz.
- W takim razie, co ty proponujesz?
Nie zauważyły, ale obie zaczęły podnosić głosy. Głowy Katniss, Peety i Plutarcha obracały się raz w jedną, raz w drugą stronę, jakby oglądali mecz tenisa. Effie i Fluvia piorunowały się wzrokiem. Ludzie w stołówce rzucali im zaciekawione spojrzenia. W tym miejscu nie było zbyt wiele rozrywek, więc zamieszanie przy ich stole, zdecydowanie przyciągało uwagę.
- Potrzebujemy czegoś co mogłoby wywołać w niej silne uczucia. Nie mówię, żeby rzucić ją na pole walki, bo to zbyt niebezpieczne, ale...
- Czemu nie? - wtrąciła się Katniss. Effie obróciła się w jej stronę. W oczach dziewczyny, można było zobaczyć dziwną iskrę.
- Czemu nie? - powtórzył Peeta. - Bo to niebezpieczne. Nikt nie może ci zagwarantować, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- No tak, bo przecież jak dotąd wszystko szło zgodnie z planem, prawda? - sarkazm w głosie dziewczyny, był aż za bardzo słyszalny. - Haymitch by się zgodził. Wiedziałby, tak samo jak Effie, że w studiu nic nie wyjdzie.
Effie poczuła, jak jej serce pęka, na samo wspomnienie jego imienia. Nie może płakać. Nie tutaj, przy tych wszystkich ludziach. Przełknęła wielką gulę w krtani, czując, że nie może normalnie oddychać. Wiedziała, że jej reakcja była widoczna, bo czuła na sobie spojrzenia osób siedzących przy stole. Peeta położył rękę na jej dłoni, która leżała na stole i drżała. Ścisnął ją lekko, w geście pocieszenia.
- Znajdziemy go, Effie. - powiedział cicho. - Osobiście pilnuję grup poszukiwawczych. Szukamy ich wszystkich, ale Kapitol ma kilka miejsc, w których mogą się znajdować i wszystkie są pilnie strzeżone. Ale uda nam się.
- Dopilnuję tego. - dodała Katniss. Uśmiechnęła się pod nosem. - Jakby nie było, jestem Kosogłosem. Mogę ich zmusić, żeby się pospieszyli.
Nie miała siły, żeby im odpowiedzieć. Po prostu wpatrywała się w swój pełny talerz, jakby to była najciekawsza rzecz na świecie. Prawda była taka, że myślami była daleko. Gdyby tylko mogła, zrobiłaby wszystko, żeby go uratować. Gdyby tylko miała taką okazję, to zajęłaby jego miejsce. Tylko po to, żeby Haymitch był bezpieczny. Nie widziała sensu w życiu w świecie, w którym go nie było przy niej. Żeby mógł ją objąć, pocałować. Zupełnie, jakby ta myśl wyskoczyła z jej głowy, usłyszała jego głos. Podniosła wzrok, ale nie było go w pomieszczeniu. Dopiero po chwili zrozumiała, co się dzieje.
Telewizor, który wisiał na ścianie, pokazywał Caesara Flickermana. Ubrany w soczysty fiolet, siedział naprzeciwko...
Z jej piersi wyrwał się cichy okrzyk, kiedy zobaczyła na ekranie Haymitcha. Całego i zdrowego. Ubranego w czarny garnitur z białą różą w butonierce. Nie był to dobry znak. Biała koszula, którą miał założoną, była zapięta pod samą szyję. Nie było to w jego stylu. Choćby prosiła go milion razy, zawsze zostawiał odpięty jeden guzik. I nigdy nie nosił krawata, chyba, że sama mu go założyła. Effie chłonęła wzrokiem jego twarz. Nie widziała żadnych zadrapań, siniaków, ani innych znaków, które mówiłyby, że ktoś go skrzywdził. A jednak ta koszula, zapięta na ostatni guzik... Możliwe, że ktoś wydał rozkaz. Żadnych śladów, tam, gdzie można je zobaczyć. Możliwe, że był to make-up. Effie znała się na tym jak nikt inny. Makijaż potrafił zdziałać cuda.
- Witam wszystkich mieszkańców Panem. Nazywam się Caesar Flickerman, a wraz ze mną siedzi Haymitch Abernathy, zwycięzca Pięćdziesiątych Głodowych Igrzysk, uczestnik w ostatnich Siedemdziesiątych Piątych Głodowych Igrzyskach. Dobry wieczór, Haymitch.
Skinął głową. Jego twarz miała nieprzenikniony wyraz. Effie mogła się założyć, że wszyscy w pomieszczeniu, słyszeli jak szybko i głośno bije jej serce. Patrzyła na niego i w jej głowie powtarzało się jedno słowo: Żyje.
- Haymitch, bardzo się cieszę, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać.
- Raczej nie miałem zbyt dużego wyboru, prawda? - jego głos był zachrypnięty i... Twardy. Effie nie mogła znaleźć innego określenia. Był to ten sam ton, którego używał przy niej, na początku ich znajomości. Wyrażał pogardę. Wzrok Caesara był ostrzegający. Nie mógł pozwolić na to, żeby temperament Haymitcha zniszczył ten wywiad. Effie była święcie przekonana, że w pokoju w którym siedzą, jest nie jeden Strażnik Pokoju i że w głowę Haymitcha jest wycelowany nie jeden pistolet.
- Zaprosiłem cię tutaj, bo nasi widzowie są ciekawi, co się stało podczas ostatnich Igrzysk. Możesz nam to przybliżyć?
- Mógłbym. Gdybym pamiętał. - Haymitch zacisnął dłonie na poręczach fotela, na którym siedział. -Wszystko działo się bardzo szybko. W jednej chwili biegaliśmy po arenie, a w drugiej świat eksplodował.
- Tak, wszyscy pamiętamy, jak biegłeś za głosem Effie Trinket. - Serce Effie zatrzymało się na sekundę. Czuła na sobie spojrzenia ludzi, którzy znajdowali się w stołówce. Miała problemy z oddychaniem. Oczy Haymitcha zrobiły się zamglone, a jego dłonie zacisnęły się jeszcze mocniej na poręczach fotela. Zacisnął szczękę, tylko po to, żeby za chwilę się rozluźnić.
- Musisz zrozumieć, Caesar, że będąc na arenie, myślisz tylko o tym, żeby przeżyć. Masz świadomość, że dwudziestu trzech ludzi, stara się ciebie zabić. I że sam musisz ich zabić, tylko po to, żeby wrócić do najbliższych. - Caesar kiwał głową, spijając każde słowo z jego ust. Wzrok Haymitcha wciąż był zamglony i Effie wiedziała, że jest daleko od pokoju w którym teraz siedział. - Już raz przez to przechodziłem. Tylko po to, żeby dowiedzieć się, że nikt na mnie nie czeka.
- Doskonale znamy twoją historię, Haymitch. Wybuchł pożar. Twoja rodzina zginęła.
Haymitch znów się napiął. Tym razem się nie rozluźnił, a kiedy znów się odezwał, jego głos był jeszcze bardziej zachrypnięty.
- Dwa pożary, trzy ulice od siebie. Nie wygląda to przekonująco. Tym bardziej, że w Dwunastce nie zdarzają się pożary. Ludzie są zbyt ostrożni...
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Caesar dawał mu szansę, żeby odwołał swoje słowa. Haymitch to wiedział.
- Nic. Głośno myślę. - wziął głęboki oddech, żeby się uspokoić.
- Powiedz nam, Haymitch, co tak naprawdę łączy cię z Effie Trinket?
Effie wlepiała wzrok w ekran, na którym Haymitch przełknął ślinę i wziął jeszcze jeden głęboki oddech. Na bardzo krótką chwilę, w jego oczach pojawiło się jakieś uczucie, ale zniknęło równie szybko jak się pojawiło.
- Nic. - Czy można usłyszeć, jak komuś pęka serce? Bo w tej sekundzie Effie została ogłuszona tym jednym słowem, jak wybuchem z armaty. - To wszystko było tylko grą. Musiałem ją w sobie rozkochać, żeby dobrze odegrała swoją rolę.
- Rolę? - Caesar wydawał się zdziwiony. - O czym mówisz?
- Cała ta historyjka była tylko po to, żeby znaleźć dla mnie sponsorów. Było to konieczne, sponsorzy są maszyną napędową Igrzysk. To oni tak naprawdę decydują, który trybut wygra.
- Więc mówisz, że te zdjęcia, które zostały zrobione na sesji zdjęciowej, są tak naprawdę udawane? Bo można na nich zobaczyć... Namiętność. A takie uczucia trudno udać.
Na ekranie pokazało się zdjęcie, do którego pozowali przed Igrzyskami. Wydawało się, jakby to było lata temu. Effie widziała siebie i Haymitcha, który całował ją namiętnie i z pasją, przyciskając ją do sztucznego drzewa. Duch tego pocałunku, jego dotyku na jej skórze i ust na jej ustach. To wszystko było dla niej, jak cios w brzuch.
- Kompletnie udawane. - mruknął Haymitch i coś w jego głosie ją zaalarmowało. Wydawało jej się, że stara się coś powiedzieć, właściwie tego nie mówiąc. I Effie wiedziała już co to było. Starał się ją ochronić. W razie, gdyby coś poszło nie tak, chciał ją ochronić przed Snowem. Powiedzieć wszystkim, że tak naprawdę ją wykorzystał i że Effie nie ma nic wspólnego z rebelią. Tylko, że to już nie było do końca prawdą. - Trinket o tym nie wiedziała. Żeby to było przekonujące, musiała uwierzyć, że to prawda.
- Rozumiem. - powiedział Caesar i Effie była pewna, że rzeczywiście rozumiał. - A co z rebelią? To rebelianci przejęli resztę zawodników, wiesz o tym, prawda?
- Widziałem nagrania. - Haymitch pokiwał głową.
- Wiedziałeś o tym, że będą się starali odbić trybutów?
- Nie. - Effie wiedziała, że to kłamstwo. On starał się ich wszystkich ochronić. Nawet jeśli było to dla niego niebezpieczne. - Nikt nie wiedział. Kiedy byliśmy na tej arenie, jakoś nikt nie miał czasu, żeby myśleć o rebelii. Wszyscy staraliśmy się przeżyć.
- A jednak, Finnick, Katniss i Beetee... Oni wszyscy zdawali się mniej spanikowani, kiedy arena wybuchła.
- Może dlatego, że nie do końca zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje? - Effie nie mogła się powstrzymać przed słabym uśmiechem. Jego sarkazm, pozwolił jej twierdzić, że wciąż jest tym samym Haymitchem. - Kiedy ludzie są w szoku, nie reagują tak jak należy
- Czy chciałbyś coś powiedzieć rebeliantom?
- Chciałbym powiedzieć wiele rzeczy, ale nie sądzę, żeby panowie z pistoletami mi na to pozwolili.
- A co z innymi? Gdybyś miał pewność, że twoi przyjaciele cię oglądają, co chciałbyś im powiedzieć?
Haymitch spojrzał prosto w obiektyw kamery i Effie miała wrażenie, że patrzy prosto na nią. W jego szarych oczach znów pojawiło się uczucie. Kiedy się odezwał, w jego głosie brzmiało echo bólu.
- Nie dajcie się zabić.

Hejka!
OdpowiedzUsuńZacznę od błędów:
- "Właśnie teraz były w środku kłótni o to, co Katniss powinna powiedzieć. Siedziały w stołówce, przy obiedzie, który nie zachęcał ani wyglądem, ani smakiem. Bezsmakowa papka, która miała być gulaszem. " - i powtórzenie
- "Nie zwracały się do siebie bezpośrednio, jeśli mogły temu pomóc" - nwm czy to błąd ale przynajmniej dla mnie to zdanie brzmi dziwnie
- "Wrzucić się w wir zajęć, żeby nie mieć czasu, żeby myśleć." - same here
- "Effie była święcie przekonana, że w pokoju w którym siedzą, jest nie jeden Strażnik Pokoju i że w głowę Haymitcha jest wycelowany nie jeden pistolet." - chyba ale nie jestem pewna :P
- "Oczy Haymitcha zrobiły się zamglone, a jego dłonie zacisnęły się jeszcze mocniej na poręczach fotela. Zacisnął szczękę, tylko po to, żeby za chwilę się rozluźnić." - powtórzenie
Chyba tyle, cośtam było interpunkcyjnie ale już nie odnotuję bo nie jestem pewna :P
Dziękuję! ^^ Nie mam teraz czasu, żeby wszystko poprawić, ale zabiorę się do tego jutro. ;)
UsuńJezu...Nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak, czy co, bo za każdym jak czytam Twoje opowiadania, to mam łzy w oczach i prawie zawsze...Po prostu płaczę. Jak Haymitch mówił, że to była tylko gra, to już nie mogłam;( Ratuj go!
OdpowiedzUsuńNie płacz! ^^ Haymitch nie podda się bez walki! ;D
UsuńA teraz:
OdpowiedzUsuńOczywiście wybacz nieskomentowania, ale jak chyba wspominałam czytam na telefonie który nie lubi komentować :/
Co do rozdziału to... cieszę się że Effie nie uwierzyła w to "udawanie" (znaczy chyba nie uwierzyła... nieważne, śpię XD) bo często się w różnych opo taki motyw pojawia a tu zrobiłaś to inaczej - bardzo się z tego cieszę. Dobrze że nie dał z siebie zrobić maszyny :D I co jeszcze... No super rozdział no. Czekam na następy ale nwm kiedy będę miała okazję komentować (aczkolwiek wiedz, że zaglądam prawie codziennie :D)
Nie, Effie nie uwierzyła w udawanie. Pracowała z Haymitchem zbyt długo, żeby nie wiedzieć, kiedy kłamie a kiedy nie.
UsuńPostaram się dodawać rozdziały co dwa dni, ale niczego nie obiecuję.
No i cieszę się, że ktoś to czyta. ^^
Przez praktycznie całość płakałam ;* I jeszcze do tego taka genialna piosenka "Wait" by M83. Piękne ;) A jak jeszcze Effie pękało serce to było po prostu tak mi jej szkoda... Czekam na kolejny rozdział *.*
OdpowiedzUsuńZnam "Wait"! To było w soundtracku do "Gwiazd Naszych Wina", co nie? Świetna piosenka! *_*
UsuńŚwietna, choć ja ją poznałam oglądając "Perfect sisters"*genialny film, z cudownym zakończeniem, bo chociaż wiesz, że to, że żal ci głównych bohaterek oznacza, iż prawdopodobnie coś z tobą jest nie tak, to i tak jest ci ich żal Za każdym razem, gdy jej słucham to płaczę, bo przypomina mi się ostatnia scena z filmu ;*
UsuńNie oglądałam "Gwiazd naszych wina" xD