Od wywiadu minęły dwa tygodnie. Od tego czasu, ekipa przygotowawcza Katniss pracowała na pełnych obrotach. Co oznaczało, że Effie wciąż nie miała chwili wytchnienia. Nie skarżyła się - Effie Trinket nigdy nie narzeka na swoją pracę. Ale zmęczenie dawało jej się we znaki i Peeta rzucał jej zaniepokojone spojrzenia ponad stołem w Centrum Dowodzenia. Kiedy Plutarch zarządził dziesięciominutową przerwę, chłopak podszedł i usiadł na krześle, tuż obok niej.
- Kiedy ostatni raz spałaś? - zapytał cicho, tak, żeby inni nie usłyszeli.
- Nie bardzo mam na to czas. - mruknęła, wykreślając ze swoich notatek kolejne zdania. Będzie musiała przepisać wszystko na nowo.
Wszyscy zgodzili się co do tego, żeby Katniss poleciała do szpitala w Ósemce. Cressida, razem ze swoją ekipą filmową, miała z nią lecieć, żeby nagrać, jak Kosogłos wspiera rannych rebeliantów. Razem z nimi mieli lecieć żołnierze. - Tak na wszelki wypadek.
Ale, ponieważ Katniss miała lecieć do dystryktu, Effie musiała wszystko przygotować. Cinna zostawił jej swoje projekty. Strój Kosogłosa był już gotowy. Effie musiała zająć się wyglądem Katniss, a to mogło jej zająć trochę czasu.
- Nie chcę żebyś się przemęczała. - powiedział Peeta. - Katniss cię potrzebuje, ale musisz też spać. I jeść.
- Jem. - zaprotestowała. Jedzenie w Trzynastce nie należało do najsmaczniejszych, ale nie była głupia, wiedziała, że musi jeść. Mimo to, straciła kilka kilogramów. Widziała to po tym, jak leżał na niej uniform. Stratę na wadze przypisywała stresowi, a nie niedożywieniu.
- Effie, masz iść w tej chwili do swojej kwatery i się przespać. Nie chcę cię tutaj widzieć, przez następne dwie godziny.
- Słucham? - zapytała z niedowierzaniem. Miała tyle do zrobienia. Jeśli teraz pójdzie spać, będzie musiała wszystko nadrobić później.
- Natychmiast. - głos Peety był stanowczy. Wstał z krzesła i miał zamiar odejść na swoje miejsce.
- Peeta... - powiedziała, a chłopak się odwrócił. W jego oczach była nowa iskra. Coś, czego nie było przed rebelią. Stanowczość. Wojna zmienia chłopców w mężczyzn.
- To rozkaz. - kilka głów się obróciło, żeby zobaczyć co się dzieje. - Żołnierzu Trinket, odmaszerować.
Effie otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko zrezygnowała. Zacisnęła wargi z irytacją i wstała od stołu. Wyszła z Centrum Dowodzenia i choć miała ochotę trzasnąć drzwiami, nie zrobiła tego.
Szła korytarzami, które wyglądały identycznie. Wszystko w Trzynastce było szare. Nawet ludzie wydawali się być szarzy od braku słońca. Było... Depresyjnie. I nie pomagało to jej w "pozytywnym myśleniu", do czego zachęcała ją Cressida. Ich stosunki się zmieniły. Rozmawiały coraz częściej, kiedy natrafiły na siebie w kwaterze. Effie potrzebowała przyjaciółki. Kogoś, z kim mogłaby porozmawiać o czymś, co nie było związane z rebelią. A Cressida potrafiła jej to zaoferować. Jednak kiedy dotarła do pokoju, nie było jej tam. Był czas pracy i prawdopodobnie siedziała teraz w studiu.
Położyła się na łóżku, obiecując sobie, że to tylko na pięć minut, ale gdy tylko jej głowa dotknęła twardej poduszki, poczuła, jak bardzo jest zmęczona. Była wdzięczna Peecie, za to, że odesłał ją do kwatery. Jej oczy zaczęły się zamykać. Nie miała nawet siły, żeby myśleć. I właśnie, kiedy powoli odpływała w niebyt... Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę. - mruknęła sennie. Kiedy drzwi się otworzyły, stanęła w nich Katniss. Wyglądała trochę niepewnie.
Effie podniosła się do pozycji siedzącej i przetarła oczy. Podkurczyła nogi i objęła je ramionami, opierając plecy o ścianę. To by było na tyle, jeśli chodzi o sen.
- Obudziłam cię? - zapytała dziewczyna, wciąż stojąc w progu.
- Nie. - westchnęła. - Wejdź.
Dziewczyna weszła, zamykając za sobą drzwi. Usiadła koło niej na łóżku, w podobny sposób co Effie. Wcześniej ściągnęła buty. Wpatrywała się w ścianę na przeciwko nich. Wyglądała, jakby coś ją gryzło.
- Co się stało? - zapytała Effie, przyglądając się Katniss.
- Chciałam cię o coś zapytać. - mówiła tak cicho, że Effie miała trudności ze zrozumieniem poszczególnych słów, a przecież siedziały koło siebie.
- Możesz mnie pytać o wszystko.
- Tylko... - zawahała się. - Nie smuć się, dobrze?
Wiedziała już, dokąd to zmierza. Widziała na własne oczy, jak Katniss pytała o to Haymitcha, kiedy byli na arenie. Całe państwo widziało. Wzięła głęboki oddech. Nie zamierzała płakać przy Katniss. Nie chciała jej pokazywać, jak słaba jest.
- Pytaj.
Teraz to Katniss odetchnęła głęboko, starając się ubrać swój problem w słowa. Trwało to kilka długich sekund i w końcu
- Kochasz go, prawda?
Zapadła cisza. Nie musiała pytać o kogo jej chodzi. Czy go kocha?
- Tak. - nie podlegało to dyskusji. Nie musiała się nad tym zastanawiać. Doskonale zna swoje uczucia.
- Skąd wiesz? - Katniss spojrzała na nią, jakby starała się zobaczyć odpowiedź na jej twarzy. Jej oczy były tak podobne do oczu Haymitcha. Bolało, kiedy na nie patrzyła.
- Ja... - objęła mocniej swoje nogi, przyciskając je do piersi. - Nie potrafię bez niego żyć.
Może brzmiało to, jak tekst z filmu, ale taka była prawda. I życie w Trzynastce jej to udowodniło. Nie potrafi normalnie funkcjonować, kiedy nie ma go przy niej. Nie umie sobie poradzić w świecie, w którym nie ma jego silnych ramion.
- Ale skąd wiesz. że go kochasz? - naciskała dziewczyna.
- To się czuje. - odpowiedziała. - Kochasz Peetę?
- Nie wiem. - mruknęła po dłuższym milczeniu. - Potrzebuję go.
- Pomyśl o jednej rzeczy. - powiedziała Effie, przyglądając się Katniss. Wyglądała jak zagubione dziecko. - O czymś, czego nie jesteś w stanie stracić. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia.
- Myślę o Prim. - powiedziała po chwili. - Ale to chyba nie to samo.
- Nie. - odpowiedziała.
- Czuję się bezpiecznie, kiedy jestem z Peetą. Wiem, że to głupie, ale...
- W takim razie, masz swoją odpowiedź. - Effie położyła swoją dłoń na dłoni Katniss.
Dziewczyna patrzyła na nią przez chwilę, po czym wbiła wzrok w ich ręce. Pokiwała powoli głową.
- Dziękuję. - powiedziała cicho. Katniss ścisnęła jej dłoń w geście pocieszenia. - Znajdziemy go, Effie. Obiecuję.
- Kiedy ostatni raz spałaś? - zapytał cicho, tak, żeby inni nie usłyszeli.
- Nie bardzo mam na to czas. - mruknęła, wykreślając ze swoich notatek kolejne zdania. Będzie musiała przepisać wszystko na nowo.
Wszyscy zgodzili się co do tego, żeby Katniss poleciała do szpitala w Ósemce. Cressida, razem ze swoją ekipą filmową, miała z nią lecieć, żeby nagrać, jak Kosogłos wspiera rannych rebeliantów. Razem z nimi mieli lecieć żołnierze. - Tak na wszelki wypadek.
Ale, ponieważ Katniss miała lecieć do dystryktu, Effie musiała wszystko przygotować. Cinna zostawił jej swoje projekty. Strój Kosogłosa był już gotowy. Effie musiała zająć się wyglądem Katniss, a to mogło jej zająć trochę czasu.
- Nie chcę żebyś się przemęczała. - powiedział Peeta. - Katniss cię potrzebuje, ale musisz też spać. I jeść.
- Jem. - zaprotestowała. Jedzenie w Trzynastce nie należało do najsmaczniejszych, ale nie była głupia, wiedziała, że musi jeść. Mimo to, straciła kilka kilogramów. Widziała to po tym, jak leżał na niej uniform. Stratę na wadze przypisywała stresowi, a nie niedożywieniu.
- Effie, masz iść w tej chwili do swojej kwatery i się przespać. Nie chcę cię tutaj widzieć, przez następne dwie godziny.
- Słucham? - zapytała z niedowierzaniem. Miała tyle do zrobienia. Jeśli teraz pójdzie spać, będzie musiała wszystko nadrobić później.
- Natychmiast. - głos Peety był stanowczy. Wstał z krzesła i miał zamiar odejść na swoje miejsce.
- Peeta... - powiedziała, a chłopak się odwrócił. W jego oczach była nowa iskra. Coś, czego nie było przed rebelią. Stanowczość. Wojna zmienia chłopców w mężczyzn.
- To rozkaz. - kilka głów się obróciło, żeby zobaczyć co się dzieje. - Żołnierzu Trinket, odmaszerować.
Effie otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko zrezygnowała. Zacisnęła wargi z irytacją i wstała od stołu. Wyszła z Centrum Dowodzenia i choć miała ochotę trzasnąć drzwiami, nie zrobiła tego.
Szła korytarzami, które wyglądały identycznie. Wszystko w Trzynastce było szare. Nawet ludzie wydawali się być szarzy od braku słońca. Było... Depresyjnie. I nie pomagało to jej w "pozytywnym myśleniu", do czego zachęcała ją Cressida. Ich stosunki się zmieniły. Rozmawiały coraz częściej, kiedy natrafiły na siebie w kwaterze. Effie potrzebowała przyjaciółki. Kogoś, z kim mogłaby porozmawiać o czymś, co nie było związane z rebelią. A Cressida potrafiła jej to zaoferować. Jednak kiedy dotarła do pokoju, nie było jej tam. Był czas pracy i prawdopodobnie siedziała teraz w studiu.
Położyła się na łóżku, obiecując sobie, że to tylko na pięć minut, ale gdy tylko jej głowa dotknęła twardej poduszki, poczuła, jak bardzo jest zmęczona. Była wdzięczna Peecie, za to, że odesłał ją do kwatery. Jej oczy zaczęły się zamykać. Nie miała nawet siły, żeby myśleć. I właśnie, kiedy powoli odpływała w niebyt... Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę. - mruknęła sennie. Kiedy drzwi się otworzyły, stanęła w nich Katniss. Wyglądała trochę niepewnie.
Effie podniosła się do pozycji siedzącej i przetarła oczy. Podkurczyła nogi i objęła je ramionami, opierając plecy o ścianę. To by było na tyle, jeśli chodzi o sen.
- Obudziłam cię? - zapytała dziewczyna, wciąż stojąc w progu.
- Nie. - westchnęła. - Wejdź.
Dziewczyna weszła, zamykając za sobą drzwi. Usiadła koło niej na łóżku, w podobny sposób co Effie. Wcześniej ściągnęła buty. Wpatrywała się w ścianę na przeciwko nich. Wyglądała, jakby coś ją gryzło.
- Co się stało? - zapytała Effie, przyglądając się Katniss.
- Chciałam cię o coś zapytać. - mówiła tak cicho, że Effie miała trudności ze zrozumieniem poszczególnych słów, a przecież siedziały koło siebie.
- Możesz mnie pytać o wszystko.
- Tylko... - zawahała się. - Nie smuć się, dobrze?
Wiedziała już, dokąd to zmierza. Widziała na własne oczy, jak Katniss pytała o to Haymitcha, kiedy byli na arenie. Całe państwo widziało. Wzięła głęboki oddech. Nie zamierzała płakać przy Katniss. Nie chciała jej pokazywać, jak słaba jest.
- Pytaj.
Teraz to Katniss odetchnęła głęboko, starając się ubrać swój problem w słowa. Trwało to kilka długich sekund i w końcu
- Kochasz go, prawda?
Zapadła cisza. Nie musiała pytać o kogo jej chodzi. Czy go kocha?
- Tak. - nie podlegało to dyskusji. Nie musiała się nad tym zastanawiać. Doskonale zna swoje uczucia.
- Skąd wiesz? - Katniss spojrzała na nią, jakby starała się zobaczyć odpowiedź na jej twarzy. Jej oczy były tak podobne do oczu Haymitcha. Bolało, kiedy na nie patrzyła.
- Ja... - objęła mocniej swoje nogi, przyciskając je do piersi. - Nie potrafię bez niego żyć.
Może brzmiało to, jak tekst z filmu, ale taka była prawda. I życie w Trzynastce jej to udowodniło. Nie potrafi normalnie funkcjonować, kiedy nie ma go przy niej. Nie umie sobie poradzić w świecie, w którym nie ma jego silnych ramion.
- Ale skąd wiesz. że go kochasz? - naciskała dziewczyna.
- To się czuje. - odpowiedziała. - Kochasz Peetę?
- Nie wiem. - mruknęła po dłuższym milczeniu. - Potrzebuję go.
- Pomyśl o jednej rzeczy. - powiedziała Effie, przyglądając się Katniss. Wyglądała jak zagubione dziecko. - O czymś, czego nie jesteś w stanie stracić. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia.
- Myślę o Prim. - powiedziała po chwili. - Ale to chyba nie to samo.
- Nie. - odpowiedziała.
- Czuję się bezpiecznie, kiedy jestem z Peetą. Wiem, że to głupie, ale...
- W takim razie, masz swoją odpowiedź. - Effie położyła swoją dłoń na dłoni Katniss.
Dziewczyna patrzyła na nią przez chwilę, po czym wbiła wzrok w ich ręce. Pokiwała powoli głową.
- Dziękuję. - powiedziała cicho. Katniss ścisnęła jej dłoń w geście pocieszenia. - Znajdziemy go, Effie. Obiecuję.
***
Mimo wszystko, Effie zaznała kilka godzin snu. Zaraz po tym, jak Katniss wyszła z jej pokoju, przyszła Cressida. Wyglądała na równie wykończoną, ale nie miała czasu, żeby się położyć. Musiała iść do Centrum Dowodzenia, żeby złożyć raport. Obiecała Effie, że przekaże Peecie, że zobaczą się na obiedzie.
Kiedy stawiła się w stołówce, z tacą w ręce, od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Trwało jakieś poruszenie i ludzie dookoła szeptali. Effie rozejrzała się dookoła i zobaczyła znajome twarze. Podeszła do stolika, przy którym siedzieli Peeta, Plutarch, Katniss i Cressida. Wszyscy wpatrywali się w ekran telewizora na ścianie. Jej serce zabiło mocniej, zanim usłyszała jego głos. Zanim zdała sobie sprawę, że znów emitują wywiad.
Jej wzrok padł na ekran i odebrało jej dech w piersi. Minęły dwa tygodnie od poprzedniego wywiadu, a Haymitch zmienił się diametralnie. Był wychudzony, jego oczy się szkliły, a dłonie, które zaciskał na poręczach fotela, okropnie drżały. Miał spierzchnięte i popękane usta, zupełnie jak przy odwodnieniu. I nawet makijaż na jego twarzy, nie mógł ukryć dużego siniaka, który wystawał spod jego kołnierzyka.
Łzy napłynęły jej do oczu. Co oni mu zrobili?
- Witajcie mieszkańcy Panem. - kamera pokazała Caesara w zielonym garniturze i peruce. - Nazywam się Caesar Flickerman, a wraz ze mną jest Haymitch Abernathy... Haymitch, miło znów cię widzieć.
- Wzajemnie. - jego głos był jeszcze bardziej zachrypnięty, niż dwa tygodnie temu.
- Ostatnim razem, gdy rozmawialiśmy, powiedziałeś, że nie wiedziałeś nic o rebelii. Pomyślałem, że może coś ci się przypomniało na ten temat. Chciałbyś się z nami tym podzielić?
Oczy Haymitcha były skierowane na coś za kamerą. Effie słyszała jak Peeta rozmawia z Plutarchem.
- Manipulują nim. - powiedział Peeta. - Albo do niego celują, albo...
- Albo wykorzystują Johannę lub Wiress. - dodał Plutarch. - Mogą mu grozić, że jeśli nie będzie współpracował, skrzywdzą jedną z nich.
Effie zrobiło się niedobrze. Jak można być tak okrutnym? Krzywdzić ludzi, tylko po to, żeby zmotywować innych do rozmowy? Nie chciała nawet myśleć o tym, że to jej ludzie. Ludzie z którymi mieszkała przez całe życie. Nie chciała myśleć o tym, że kiedyś była taka jak oni.
- Wiedziałem o rebelii. - usłyszała, jak mówi z trudem. - Nie wiedziałem, co chcieli zrobić. Ale ludzie gadali. Na prawo i lewo były rzucane pogłoski, plotki...
- Ale co wiedziałeś?
- Że coś się szykuje. Ludzie w dystryktach też to czuli. Widziałem co się działo podczas Tournee.
- A powiedz mi... Nasi widzowie pewnie też są tego ciekawi... Jaki udział w tym miała Effie Trinket? Nie powiesz mi, że chodziło tylko o zdobycie sponsorów, prawda? Po naszej ostatniej rozmowie, otrzymałem masę telefonów i nasi widzowie nie wierzą, że Złota Para, była tylko na pokaz.
- Effie nie ma nic wspólnego z rebelią. - jego oczy były rozbiegane. Wyglądał jak zwierze złapane w pułapkę.
- A jednak mamy informacje, że panna Trinket przebywa teraz z rebeliantami. - naciskał Caesar.
- Nie ma z tym nic wspólnego. - powtórzył, znów wpatrując się w coś za kamerą.
- Więc, Złota Para naprawdę była udawana?
Haymitch zamilkł na chwilę, starając się przełknąć ślinę. Ta mała czynność wyraźnie sprawiała mu ból. Wzrok Effie powędrował do siniaka na jego szyi. Co jeśli to był tylko kawałek tego, co mogło się ukrywać pod jego koszulą?
- Nie. - powiedział w końcu. - Nie było udawane.
- Więc jednak czujesz coś do Effie Trinket?
Mówienie o uczuciach nigdy nie było jego mocną stroną. Zmuszanie go do tego, przed kamerami, było jeszcze gorsze, niż miałby to powiedzieć sam. Effie nie chciała tego słuchać. Nie chciała, żeby powiedział to w taki sposób.
- Tak. - zabrzmiało to słabo i cicho. Jak przyznanie się do słabości.
- A co z Peetą Mellarkiem i Katniss Everdeen? - Caesar zmienił temat i Effie odetchnęła z ulgą. Nie chciała być powodem dla którego miałby cierpieć. - Co oni mają wspólnego z rebelią?
- Katniss jest Kosogłosem.
- Co masz na myśli?
- Jest symbolem rebelii.
- Myślisz, że ludzie za nią podążą?
- Właściwie już to zrobili, prawda? - nie takiej odpowiedzi oczekiwali. Effie widziała to jak na dłoni, kiedy jego oczy się rozszerzyły, ale nie ośmielił się powiedzieć nic więcej.
- Niedobrze. - powiedział Peeta. - Powinien odpowiadać na pytania. Dlaczego to robi?
- Żeby nas wszystkich chronić. - wyszeptała Effie. Do tej pory nikt nie zauważył, że wciąż stała tuż za nimi. Peeta obrócił się do niej i jego twarz złagodniała.
- Powinien chronić siebie. - powiedziała Katniss.
- Gdzie jest Beetee? - mruknął Plutarch i jak na zawołanie, emisja wywiadu została przerwana. Obraz na początku był zamazany, a po chwili wszyscy zobaczyli to wyraźnie.
Kosogłos pojawił się na ekranie na dwie sekundy, po czym znów pokazała się twarz Haymitcha. Wyglądał na zdenerwowanego i zmartwionego jednocześnie. I znów przekaz został przerwany. Tym razem pojawiła się Katniss. Szła przez zgliszcza Dwunastki.
- Katniss. - Haymitch znów się pojawił i tym razem nic już nie przeszkodziło transmisji. Kiedy znów się odezwał mówił szybko i nie każde słowo można było zrozumieć. - Nie daj się zabić, Katniss. Nie daj...
Ekran pociemniał. Nic więcej się już nie pojawiło.
- To był wasz plan? Teraz pewnie ich katują. - głos Katniss drżał z wściekłości.
***
Po wywiadzie, Effie przez następny tydzień nie mogła się podnieść z łóżka. Świadomość tego, że Haymitch w każdej chwili może zginąć, sprawiała, że sama miała nadzieję na śmierć. Chciała być z nim. Chciała móc go przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Chciałaby mu zagwarantować, że naprawdę będzie dobrze. Jednak było to słodkie kłamstwo. W ich świecie nigdy nie było dobrze. Effie była przekonana, że rebelianci nie mają żadnych szans, przeciwko Kapitolowi.
Dlatego znów wpadła w stan otępienia. Pogrążyła się w swojej fantazji o lepszym świecie. Cressida starała się z nią rozmawiać, ale na nic się to nie zdawało. Effie była daleko od Trzynastego Dystryktu.
Do czasu, kiedy do jej pokoju wpadła Katniss. Nie zapukała, po prostu otworzyła drzwi i podbiegła do jej łóżka.
- Lecą po nich, Effie. - powiedziała szybko. W pierwszej sekundzie nie zrozumiała. A później do niej dotarło.
Lecą po nich. Uratują ich. Uratują Haymitcha.

wchodzę sprawdzić czy nie ma tu nic nowego - cisza -> dokańczam dwa ostatnie odcinki drugiego sezonu Doctora Who - wchodzę sprawdzić czy nie ma tu nic nowego - OOOO TAK!
OdpowiedzUsuńna początku jak Katniss wparowała do jej pokoju to miałam ochotę ją zdzielić, no kurde, nie widzisz że Effie jest jak żywy trup? Ale potem... ach TE tematy. I cieszę się że w końcu tak czy siak sobie pospała, należało jej się, a co!
O, błąd! - "Haymitch znów cię widzieć" uciekło ci słówko :P
" Nie chciała nawet myśleć o tym, że to jej ludzie. Ludzie z którymi mieszkała przez całe życie. Nie chciała myśleć o tym, że kiedyś była taka jak oni. " - niby nic takiego, właściwie logiczne, ale... kurde, uderzyło mnie to. jak ona się musi potwornie czuć, przecież znała tych wszystkich ludzi, z tej "dobrej" strony...
"- Nie dobrze. - powiedział Peeta. " - tutaj "niedobrze" - razem.
I teraz, jak już doczytałam do końca: URATUJCIE GO DO CHOLERY, BEZ ŻADNYCH WIĘKSZYCH PROBLEMÓW BO WAM NOGI Z-WIADOMO-KĄD POWYRYWAM!.
Nie wierzę że to pomyślałam bo mimo że lubię Haymitcha to... no bez przesady ale... był tu słodki. Po prostu. Zacne słownictwo jak na mnie, no nie powiem. SUOTKI. :P Cudnie, bo ja nie lubię jak jest za kolorowo ale już długo było ciemno, niech nastanie światłość! :D
Już poprawiłam. <- Dziękuję! ^^
UsuńHaymitch? Słodki? Potrafi być, kiedy chce, ale gdzie był tutaj słodki? ;D
Wiesz, skoro on nie lubi mówić o swoich uczuciach... szczególnie przed "publiką"... a tutaj jednak! :D
UsuńOjej! Ale się jaram! Mam nadzieję, że uda im się odbić wszystkich, zwłaszcza Haymitcha. Ta rozmowa Katniss i Effie była super! Myślę, że pomogła Katniss. Kurde...Nie każ mi czekać zbyt długo na nexta, bo...Wybacz, brakuje mi argumentów i gróźb ;D Weny, Kochana;*
OdpowiedzUsuń2:20... Jestem chorym pojebem (czyt. Fangirl) i nadrabiam rozdziały xdd
OdpowiedzUsuńJeśli Haymitch gdy wróci, będzie zachowywał sie jak Peeta w Kosogłosie, to chyba cie zamorduje... Nie przesadzam. Niech on tylk tknie Effie... Chuj, że to przez jad... Znajde wtedy magiczny sposób i teleportuje się do twojego opowiadania, rzuce się ma Haymitcha i... Nie no.
. nie zamorduje, ale mocno obije ��xD
Ale jak na razie jestem zbyt leniwa..
Nawet ma konto nie chce mi sie zalogować (yup, tu Meredith Ludwig aka Mer aka tajmniczy komentator/stalker xdd)
No... A jeszcze jak do mnie dotarło, że ty to dopiero napisałaś... To cierpie. Czekanie na kolejny rozdział zabija (już wiem, co czuły te osoby czytające moje wypociny na wattpadzie, gdy przez pół roku nic nie pisałam... Przepraszam :()
Mehh... Dobra. To teraz czekamy!
Weny, weny duuużo weny. No i czasu życze :D
Uratują go prawda? Nie zrobisz wypadku po drodze? Czy będzie tak samo jak z Peetą? Dadzą mu uciec, zmieniając wspomnienia? Proszę nie! ;^; Wierzę, że nie skrzywdzisz mnie tak bardzo ;^;
OdpowiedzUsuńCzytam tak wszystkie komentarze i myślę : Tak! Dokładnie! Nic mu nie rób i takie bla, bla, bla... Ale, gdy skończyłam to było takie : A rób sobie z nim co chcesz! Mi wystarczy to, że wszyscy wiemy, że Hayffie i tak ostatecznie będzie "ociekało słodkością" Więc tak...Pisz dalej... Mogą być rozterki nie z tego świata, ale Haymitch i Effie zawsze mają być "in love"
OdpowiedzUsuńI tak jak wcześniej pisałam, że możesz robić z Haymitch'em co chcesz, to w sumie fajnie byłoby, gdyby odbili go takiego pokiereszowanego, Effie by go od razu zobaczyła i rzuciliby się sobie w ramiona i by było takie "happily ever after" chociaż na chwilę Rozdział cudowny *.* Czekam na więcej ;*
30 year old Information Systems Manager Werner Blasi, hailing from Owen Sound enjoys watching movies like The Golden Cage and Table tennis. Took a trip to Garden Kingdom of Dessau-Wörlitz and drives a Mercedes-Benz 540K Special Roadster. klikajac tutaj
OdpowiedzUsuń