Szedł szybko korytarzem. Dźwięk jego kroków niósł się echem. W zasięgu jego wzroku nie było nikogo. Przyspieszył; był już spóźniony i mógł sobie tylko wyobrażać, jak Coin na to zareaguje. Miał z tą kobietą niewiele do czynienia, ale już zdążył się zorientować, że nie tolerowała spóźnień. Skręcił w korytarz, który niczym się nie różnił od poprzedniego. Wszystko w Trzynastce wyglądało tak samo. Nawet ludzie czasami wyglądali identycznie.
Doszedł do drzwi, które były jego celem. Kiedy je otworzył i wszedł do środka, wszyscy już tam byli. Coin, Plutarch, Fluvia i szereg żołnierzy, których imion nie mógł spamiętać. - nie to, żeby w ogóle próbował.
Wszyscy wpatrywali się w ekrany zamieszczone na całej ścianie. Kiedy zajął swoje miejsce, tuż obok Plutarcha, Coin rzuciła mu spojrzenie, które wyrażało dezaprobatę. Nikt się nie odezwał. Wszyscy byli zbyt zajęci obserwowaniem Katniss, Peety i ich Drużyny Gwiazd. Rano wylecieli do Kapitolu i teraz przedzierali się przez ulice, na których znajdowały się wciąż aktywne kokony.
Beetee i Wiress, których wcześniej nie zauważył, a którzy także byli w Centrum Dowodzenia, majstrowali coś przy komputerach i panelach sterowniczych. Ta dwójka potrafiła zdziałać cuda, jeśli chodziło o technologię. Z tego co Haymitch zrozumiał, starali się uzyskać jak najlepszy obraz z kamer, które były rozmieszczone w całym Kapitolu. Nie mieli przekazu z kamer Cressidy i jej ekipy, więc musieli sobie radzić, żeby mieć podgląd na to co robią inni.
Haymitch wpatrywał się w ekran, który pokazywał, jak Katniss z łukiem i strzałą założoną na cięciwę, skradała się w stronę skrzyżowania. Razem z nią było kilkanaście innych osób. Wszystko miało pójść gładko, mieli tylko nagrać trochę materiału i wracać. Ale oczywiście, Haymitch nauczył się dawno temu, że nic nigdy nie szło gładko. Dlatego wypatrywał chociaż najmniejszych oznak, że coś jest nie tak. Jak na razie, nic nie rzuciło mu się w oczy.
Ktoś postawił przed nim kubek z herbatą. Nie musiał podnosić wzroku, żeby wiedzieć, że to Effie. Kiedy na nią spojrzał, uśmiechnęła się do niego, po czym usiadła na krześle tuż obok jego. Bez słowa odwróciła wzrok i zaczęła obserwować Katniss i Peetę.
Przyjrzał się jej uważnie. Wciąż czuł się, jakby ktoś za chwilę miał na niego wylać kubeł z zimną wodą i powiedzieć mu, że to wszystko to sen. Effie wyglądała, jak człowiek, który miał za sobą naprawdę ciężkie tygodnie. Mógł z łatwością dostrzec, że pod jej oczami widnieją cienie, które wskazywały na to, że się nie wysypia. I Haymitch wiedział, że sam też nie wyglądał lepiej. Prawdę mówiąc, wszyscy w tym pomieszczeniu nie wyglądali najlepiej. Rebelia miała się ku końcowi i tylko dni dzieliły ich od ostatecznej rozgrywki. Teraz, kiedy Dystrykty były po ich stronie, była to tylko kwestia czasu, kiedy jedna ze stron zaatakuje.
- Co oni robią? - rzucił ktoś w pomieszczeniu i Haymitch zdał sobie sprawę, że zapatrzył się na Effie. Odwrócił wzrok i na jednym z monitorów, ujrzał jak Drużyna Gwiazd biegnie, jakby coś ich goniło. Kąt z którego ich obserwowali, nie był najlepszy. Nie mogli zobaczyć przed czym uciekają.
- Możemy mieć inne ujęcie? - zapytała Coin, patrząc na Beetee'ego. Mężczyzna kiwnął głową i na kolejnym ekranie, pokazał się obraz z innej kamery, która oganiała większość placu, na którym był zespół Katniss. Szybko stało się jasne, co poszło nie tak. Ktoś uaktywnił jeden z kokonów.
Czarna, gęsta masa wylewała się ze wszystkich stron i musieli naprawdę się spieszyć, żeby uciec. Niestety, jedyne miejsce, które wydawało się bezpieczne, to budynki ustawione dookoła placu. Haymitch wstrzymał oddech, wpatrując się w postać Katniss. Jeśli ta dziewczyna zrobi teraz coś głupiego, wszyscy mogą tego gorzko pożałować. Jeden z żołnierzy został w tyle i Haymitch nie musiał nawet patrzeć, żeby wiedzieć, co się stało. Gęsta fala go pochłonęła. Już nie żył.
Coś przewróciło mu się w żołądku. Poczuł się, jakby znowu oglądał Igrzyska. Jakby znowu był mentorem, który nie może zrobić nic, żeby ocalić swoich trybutów. Gra się jeszcze nie skończyła. I nie skończy się, jeśli Snow wciąż będzie żył.
Katniss i reszta wpadła do budynku i stracili ich z oczu. Czarna fala wciąż płynęła i wkrótce dosięgnęła kamer. Ekrany pociemniały, uniemożliwiając im podglądanie sytuacji.
Haymitch wstał z krzesła, nie odrywając wzroku od monitorów. Czuł, że ma przyspieszony puls, krem szumiała mu w uszach. Jedyne o czym mógł myśleć, było to, że być może właśnie znowu zawiódł, jako mentor.
- Sprawdź, czy na tym placu są jeszcze jakieś nietknięte kamery. - powiedział do Beetee'ego, który i tak zaczął już wpisywać kolejne kody do komputera. Zajęło mu to nie więcej jak kilka sekund.
- Nie. - powiedział. - Wszystkie są zablokowane.
- A co z kamerami w budynku do którego weszli?
- Też nic. Budynek nie był monitorowany.
- Musi być jakaś kamera, która wciąż ma podgląd. - upierał się, podchodząc do mężczyzny i stając za nim, żeby przez ramię spojrzeć na ekran jego komputera.
- Jeśli są, to są to prywatne kamery Snowa. Złamanie ich kodu zajmie mi zbyt dużo czasu.
- Nie mamy czasu. - odezwał się Plutarch. - Potrzebujemy informacji teraz.
- Jeśli Kosogłos zginął - wtrąciła się Coin. - trzeba to ogłosić. Ludzie stracą cierpliwość i jeszcze przed wieczorem, będziemy mogli wkroczyć do Kapitolu.
- Ona wciąż żyje! - powiedział Haymitch, odwracając się do Coin, wytrącony z równowagi. Pani prezydent spojrzała na niego z kamienną twarzą.
- Tego nie wiemy. - głos Plutarcha przedarł się przez jego myśli. - I lepiej by było, gdybyśmy sami mogli ogłosić śmierć Kosogłosa, zanim zrobi to Snow i obróci to na swoją korzyść.
- Za późno. - mimo, że szeptała, głos Wiress potoczył się echem po Centrum Dowodzenia. Wskazywała na jeden górnych ekranów, który pokazywał najnowsze wiadomości z Kapitolu. Claudius Templesmith, komentator Igrzysk coś mówił, ale dźwięk był wyłączony. Plutarch nacisnął guzik na panelu kontrolnym i pomieszczenie wypełnił głos komentatora.
- ... najnowszych informacji wynika, że Katniss Everdeen, znana też jako Dziewczyna Igrająca z Ogniem, lider rebeliantów, nazywana przez nich Kosogłosem, nie żyje.
Z boku ekranów, pokazał się obraz z jednej z kamer, która zarejestrowała to co oni sami obserwowali jeszcze kilka minut temu. Perspektywa była inna i Haymitch mógł się założyć, że obraz pochodził z jednej z prywatnych kamer Snowa. Jego podejrzenia się potwierdziły, kiedy czarna masa nie dosięgnęła obiektywu, a kiedy opadła, mogli zobaczyć, że cały plac był oblepiony tą mazią. Patrzyli, jak na placu pojawili się Strażnicy Pokoju i jak zaczaili się na budynek w którym zniknęli ich przyjaciele. Haymitch zdał sobie sprawę, że owa maź, w kontakcie ze skórą, stapiała ją i nie pozostawiała żadnych śladów. Jeśli ktoś w nią wpadł, zupełnie jak jeden z ich żołnierzy, dosłownie się rozpływał. Jeśli Strażnicy Pokoju nie znajdą nikogo w tym budynku, będzie to znaczyło, że Katniss i wszyscy inni nie żyją.
Kilka sekund później, kilku Strażników wyszło z budynku z pustymi rękami.
- Katniss Everdeen oraz jej towarzysze zginęli na skutek wypadku. - powiedział Caludius. - Przypadkowo uruchomili jeden z aktywnych systemów obronnych Kapitolu i to spowodowało, że teraz nie żyją. Prezydent Snow, osobiście chcę uczcić pamięć tej niezwykle odważnej dziewczyny.
Z chwilą, gdy na ekranie pojawił się Snow, Haymitch poczuł, jak jego krew się gotuje. Ostatni raz, kiedy go widział, mężczyzna uśmiechał się do niego przyjacielsko, podczas gdy jego sługus, okładał go pięściami. Odwrócił wzrok, nie chciał na niego patrzeć. Nie chciał słyszeć żadnych kłamstw, które miał im do powiedzenia.
- Beetee, ile ci zajmie przejęcie sygnału z tego kanału? - zapytała Coin.
- Nie więcej niż trzy minuty. - odparł.
- Dobrze. - pokiwała głową. - Chcę przemówić do Panem.
Haymitch pokręcił głową, wiedząc, że teraz zacznie się wykorzystywanie Katniss, jako męczennicy. Nie mógł na to nic poradzić, ale nie zamierzał się też temu przyglądać. Nikt nawet go nie zatrzymał, kiedy wyszedł z pomieszczenia.
Przeszedł korytarzem kilka kroków i skończył, zsuwając się po ścianie. Siedział na podłodze, ukrywając twarz w dłoniach. Nie minęło kilka minut, jak poczuł, że ktoś kuca koło niego. Delikatna dłoń wplątała się w jego włosy i zsunęła się niżej, żeby odciągnąć jego słoń od twarzy.
Kiedy na nią spojrzał, w jej oczach było coś, czego nie do umiał zdefiniować. Jej niebieskie tęczówki odszukały jego i w mniej niż sekundę, znalazł się w jej objęciach. Przywarł do niej, jak małe dziecko, szukające pocieszenia.
- Znów zawiodłem. - wyszeptał, wtulając twarz w jej szyję i wdychając w płuca jej zapach.
- Nie, nie prawda. - powiedziała stanowczo. - Nie poddawaj się.
- Jak mam się nie poddawać? - zapytał. - Oni nie żyją, Effie.
- Nie mów tak. Nie wiesz tego, na pewno.
- Widziałaś nagrania.
- Haymitch. - odsunęła się od niego, na tyle, żeby móc na niego spojrzeć. Ujęła jego twarz w obie dłonie i spojrzała głęboko w oczy. - Mieszkałam w budynku, taki jak ten. Każdy z nich, ma tylne wyjście. Takie są wymogi. Są inteligentni. Najprawdopodobniej wyszli z budynku drugą stroną.
- Ale... - jednak, nie dane mu było dokończyć to zdanie.
- To nasze dzieci, Haymitch. - uśmiechnęła się smutno. - Okaż trochę wiary. Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze.
- Nie możesz być tego pewna. - zaprzeczył.
- Oczywiście, że mogę. - szepnęła, po czym złożyła słodki pocałunek na jego ustach. - Jeszcze tego nie wiesz? Effie Trinket, zawsze ma rację.
Doszedł do drzwi, które były jego celem. Kiedy je otworzył i wszedł do środka, wszyscy już tam byli. Coin, Plutarch, Fluvia i szereg żołnierzy, których imion nie mógł spamiętać. - nie to, żeby w ogóle próbował.
Wszyscy wpatrywali się w ekrany zamieszczone na całej ścianie. Kiedy zajął swoje miejsce, tuż obok Plutarcha, Coin rzuciła mu spojrzenie, które wyrażało dezaprobatę. Nikt się nie odezwał. Wszyscy byli zbyt zajęci obserwowaniem Katniss, Peety i ich Drużyny Gwiazd. Rano wylecieli do Kapitolu i teraz przedzierali się przez ulice, na których znajdowały się wciąż aktywne kokony.
Beetee i Wiress, których wcześniej nie zauważył, a którzy także byli w Centrum Dowodzenia, majstrowali coś przy komputerach i panelach sterowniczych. Ta dwójka potrafiła zdziałać cuda, jeśli chodziło o technologię. Z tego co Haymitch zrozumiał, starali się uzyskać jak najlepszy obraz z kamer, które były rozmieszczone w całym Kapitolu. Nie mieli przekazu z kamer Cressidy i jej ekipy, więc musieli sobie radzić, żeby mieć podgląd na to co robią inni.
Haymitch wpatrywał się w ekran, który pokazywał, jak Katniss z łukiem i strzałą założoną na cięciwę, skradała się w stronę skrzyżowania. Razem z nią było kilkanaście innych osób. Wszystko miało pójść gładko, mieli tylko nagrać trochę materiału i wracać. Ale oczywiście, Haymitch nauczył się dawno temu, że nic nigdy nie szło gładko. Dlatego wypatrywał chociaż najmniejszych oznak, że coś jest nie tak. Jak na razie, nic nie rzuciło mu się w oczy.
Ktoś postawił przed nim kubek z herbatą. Nie musiał podnosić wzroku, żeby wiedzieć, że to Effie. Kiedy na nią spojrzał, uśmiechnęła się do niego, po czym usiadła na krześle tuż obok jego. Bez słowa odwróciła wzrok i zaczęła obserwować Katniss i Peetę.
Przyjrzał się jej uważnie. Wciąż czuł się, jakby ktoś za chwilę miał na niego wylać kubeł z zimną wodą i powiedzieć mu, że to wszystko to sen. Effie wyglądała, jak człowiek, który miał za sobą naprawdę ciężkie tygodnie. Mógł z łatwością dostrzec, że pod jej oczami widnieją cienie, które wskazywały na to, że się nie wysypia. I Haymitch wiedział, że sam też nie wyglądał lepiej. Prawdę mówiąc, wszyscy w tym pomieszczeniu nie wyglądali najlepiej. Rebelia miała się ku końcowi i tylko dni dzieliły ich od ostatecznej rozgrywki. Teraz, kiedy Dystrykty były po ich stronie, była to tylko kwestia czasu, kiedy jedna ze stron zaatakuje.
- Co oni robią? - rzucił ktoś w pomieszczeniu i Haymitch zdał sobie sprawę, że zapatrzył się na Effie. Odwrócił wzrok i na jednym z monitorów, ujrzał jak Drużyna Gwiazd biegnie, jakby coś ich goniło. Kąt z którego ich obserwowali, nie był najlepszy. Nie mogli zobaczyć przed czym uciekają.
- Możemy mieć inne ujęcie? - zapytała Coin, patrząc na Beetee'ego. Mężczyzna kiwnął głową i na kolejnym ekranie, pokazał się obraz z innej kamery, która oganiała większość placu, na którym był zespół Katniss. Szybko stało się jasne, co poszło nie tak. Ktoś uaktywnił jeden z kokonów.
Czarna, gęsta masa wylewała się ze wszystkich stron i musieli naprawdę się spieszyć, żeby uciec. Niestety, jedyne miejsce, które wydawało się bezpieczne, to budynki ustawione dookoła placu. Haymitch wstrzymał oddech, wpatrując się w postać Katniss. Jeśli ta dziewczyna zrobi teraz coś głupiego, wszyscy mogą tego gorzko pożałować. Jeden z żołnierzy został w tyle i Haymitch nie musiał nawet patrzeć, żeby wiedzieć, co się stało. Gęsta fala go pochłonęła. Już nie żył.
Coś przewróciło mu się w żołądku. Poczuł się, jakby znowu oglądał Igrzyska. Jakby znowu był mentorem, który nie może zrobić nic, żeby ocalić swoich trybutów. Gra się jeszcze nie skończyła. I nie skończy się, jeśli Snow wciąż będzie żył.
Katniss i reszta wpadła do budynku i stracili ich z oczu. Czarna fala wciąż płynęła i wkrótce dosięgnęła kamer. Ekrany pociemniały, uniemożliwiając im podglądanie sytuacji.
Haymitch wstał z krzesła, nie odrywając wzroku od monitorów. Czuł, że ma przyspieszony puls, krem szumiała mu w uszach. Jedyne o czym mógł myśleć, było to, że być może właśnie znowu zawiódł, jako mentor.
- Sprawdź, czy na tym placu są jeszcze jakieś nietknięte kamery. - powiedział do Beetee'ego, który i tak zaczął już wpisywać kolejne kody do komputera. Zajęło mu to nie więcej jak kilka sekund.
- Nie. - powiedział. - Wszystkie są zablokowane.
- A co z kamerami w budynku do którego weszli?
- Też nic. Budynek nie był monitorowany.
- Musi być jakaś kamera, która wciąż ma podgląd. - upierał się, podchodząc do mężczyzny i stając za nim, żeby przez ramię spojrzeć na ekran jego komputera.
- Jeśli są, to są to prywatne kamery Snowa. Złamanie ich kodu zajmie mi zbyt dużo czasu.
- Nie mamy czasu. - odezwał się Plutarch. - Potrzebujemy informacji teraz.
- Jeśli Kosogłos zginął - wtrąciła się Coin. - trzeba to ogłosić. Ludzie stracą cierpliwość i jeszcze przed wieczorem, będziemy mogli wkroczyć do Kapitolu.
- Ona wciąż żyje! - powiedział Haymitch, odwracając się do Coin, wytrącony z równowagi. Pani prezydent spojrzała na niego z kamienną twarzą.
- Tego nie wiemy. - głos Plutarcha przedarł się przez jego myśli. - I lepiej by było, gdybyśmy sami mogli ogłosić śmierć Kosogłosa, zanim zrobi to Snow i obróci to na swoją korzyść.
- Za późno. - mimo, że szeptała, głos Wiress potoczył się echem po Centrum Dowodzenia. Wskazywała na jeden górnych ekranów, który pokazywał najnowsze wiadomości z Kapitolu. Claudius Templesmith, komentator Igrzysk coś mówił, ale dźwięk był wyłączony. Plutarch nacisnął guzik na panelu kontrolnym i pomieszczenie wypełnił głos komentatora.
- ... najnowszych informacji wynika, że Katniss Everdeen, znana też jako Dziewczyna Igrająca z Ogniem, lider rebeliantów, nazywana przez nich Kosogłosem, nie żyje.
Z boku ekranów, pokazał się obraz z jednej z kamer, która zarejestrowała to co oni sami obserwowali jeszcze kilka minut temu. Perspektywa była inna i Haymitch mógł się założyć, że obraz pochodził z jednej z prywatnych kamer Snowa. Jego podejrzenia się potwierdziły, kiedy czarna masa nie dosięgnęła obiektywu, a kiedy opadła, mogli zobaczyć, że cały plac był oblepiony tą mazią. Patrzyli, jak na placu pojawili się Strażnicy Pokoju i jak zaczaili się na budynek w którym zniknęli ich przyjaciele. Haymitch zdał sobie sprawę, że owa maź, w kontakcie ze skórą, stapiała ją i nie pozostawiała żadnych śladów. Jeśli ktoś w nią wpadł, zupełnie jak jeden z ich żołnierzy, dosłownie się rozpływał. Jeśli Strażnicy Pokoju nie znajdą nikogo w tym budynku, będzie to znaczyło, że Katniss i wszyscy inni nie żyją.
Kilka sekund później, kilku Strażników wyszło z budynku z pustymi rękami.
- Katniss Everdeen oraz jej towarzysze zginęli na skutek wypadku. - powiedział Caludius. - Przypadkowo uruchomili jeden z aktywnych systemów obronnych Kapitolu i to spowodowało, że teraz nie żyją. Prezydent Snow, osobiście chcę uczcić pamięć tej niezwykle odważnej dziewczyny.
Z chwilą, gdy na ekranie pojawił się Snow, Haymitch poczuł, jak jego krew się gotuje. Ostatni raz, kiedy go widział, mężczyzna uśmiechał się do niego przyjacielsko, podczas gdy jego sługus, okładał go pięściami. Odwrócił wzrok, nie chciał na niego patrzeć. Nie chciał słyszeć żadnych kłamstw, które miał im do powiedzenia.
- Beetee, ile ci zajmie przejęcie sygnału z tego kanału? - zapytała Coin.
- Nie więcej niż trzy minuty. - odparł.
- Dobrze. - pokiwała głową. - Chcę przemówić do Panem.
Haymitch pokręcił głową, wiedząc, że teraz zacznie się wykorzystywanie Katniss, jako męczennicy. Nie mógł na to nic poradzić, ale nie zamierzał się też temu przyglądać. Nikt nawet go nie zatrzymał, kiedy wyszedł z pomieszczenia.
Przeszedł korytarzem kilka kroków i skończył, zsuwając się po ścianie. Siedział na podłodze, ukrywając twarz w dłoniach. Nie minęło kilka minut, jak poczuł, że ktoś kuca koło niego. Delikatna dłoń wplątała się w jego włosy i zsunęła się niżej, żeby odciągnąć jego słoń od twarzy.
Kiedy na nią spojrzał, w jej oczach było coś, czego nie do umiał zdefiniować. Jej niebieskie tęczówki odszukały jego i w mniej niż sekundę, znalazł się w jej objęciach. Przywarł do niej, jak małe dziecko, szukające pocieszenia.
- Znów zawiodłem. - wyszeptał, wtulając twarz w jej szyję i wdychając w płuca jej zapach.
- Nie, nie prawda. - powiedziała stanowczo. - Nie poddawaj się.
- Jak mam się nie poddawać? - zapytał. - Oni nie żyją, Effie.
- Nie mów tak. Nie wiesz tego, na pewno.
- Widziałaś nagrania.
- Haymitch. - odsunęła się od niego, na tyle, żeby móc na niego spojrzeć. Ujęła jego twarz w obie dłonie i spojrzała głęboko w oczy. - Mieszkałam w budynku, taki jak ten. Każdy z nich, ma tylne wyjście. Takie są wymogi. Są inteligentni. Najprawdopodobniej wyszli z budynku drugą stroną.
- Ale... - jednak, nie dane mu było dokończyć to zdanie.
- To nasze dzieci, Haymitch. - uśmiechnęła się smutno. - Okaż trochę wiary. Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze.
- Nie możesz być tego pewna. - zaprzeczył.
- Oczywiście, że mogę. - szepnęła, po czym złożyła słodki pocałunek na jego ustach. - Jeszcze tego nie wiesz? Effie Trinket, zawsze ma rację.

Myślę, że im się nic nie stanie...Chociaż po Tobie można się wszystkiego spodziewać. ;D Fajnie, że Hayffie znowu funkcjonuje!<3 (Tak, musiałam to znowu powiedzieć).
OdpowiedzUsuńWeny życzę i czekam na nexta!
Fajnie, fajnie... Pisałam komentarz, ale oczywiście, ja genialna musiałam przez przypadek odświeżyć stronę i całe moje pisanie, już prawie skończone, zniknęło. Więc teraz napiszę tak w skrócie... Oczywiście wszystko cudownie. Może nie wydarzyło się nic szczególnie zmieniającego wydarzenia i oszczędziłaś nam dramatów i płaczu do telefonu, ale te drobne pokazy uczuć Hayffie były piękne <3 Chciałam jeszcze ci powiedzieć, że właśnie w tej chwili, dzięki Tobie, właśnie teraz o północy pojawił się w mojej głowie plan na to, by stworzyć w końcu listę ulubionych piosenek, bo zawsze mam tak, że gdy słyszę na swój sposób wyjątkową piosenkę, to pobieram ją. Dzięki temu mój telefon jest kopalnią piosenek i pomimo tego, że kocham je (chyba) wszystkie, to muszę się zdecydować, które są tymi wyróżniającymi się. Dzięki wielkie za to :) A więc życzę weny i czekam na kolejnego posta. Och, to Hayffie... ;*
OdpowiedzUsuńTa końcówka dodała takiego uroku. Rozdział no kurczę, spodziewałam się trochę dłuższego. Trzymasz mnie w niepewności. Ciekawi mnie czy wprowadzisz motyw zabicia Coin. No cóż rozdział pomimo tego, że krótki to i tak jest cudny.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny <3
To zakończenie *-*
OdpowiedzUsuńOFKORS ŻE EFF ZAWSZE MA RACJĘ... PHF... XDD
Cudowny rozdziqł, nie moge doczekać się kolejnego :D