sobota, 13 lutego 2016

Can't Help Falling In Love

Kolejny one-shot, który napisałam dla kogoś. Tym Robaczkiem jest Lynn, która bardzo mi pomogła, tworząc grafikę do nowego FF. - Jeszcze raz, wielkie dzięki! ♥
Było mi trochę trudno napisać coś z perspektywy dwunastoletniej Effie, bo czułam się odmóżdżona jej nieświadomością tego co się naprawdę dzieje podczas Igrzysk. Nie jest to dobre opowiadanie. Nie miałam weny, żeby napisać coś lepszego, więc mam nadzieję, Lynn, że mi wybaczysz.
Przepraszam, że jest takie krótkie. Jutro dla odmiany będzie długo! ^^
________________________________________________________________________________
Głodowe Igrzyska były największym wydarzeniem w roku. A w tym szczególnym roku, całe zdarzenie było nawet jeszcze bardziej ekscytujące. Wszystko dlatego, że był to rok Ćwierćwiecza Poskromienia. Co każde dwadzieścia pięć lat, miały miejsce specjalne Igrzyska. Effie nie mogła się doczekać, żeby móc zobaczyć, dlaczego wszyscy są aż tak podekscytowani. Wszyscy w jej szkole mówili tylko o tym.
Dlatego kiedy przyszedł dzień Dożynek, Effie razem ze swoją rodziną usiadła przed telewizorem i oglądała, jak nie dwoje, ale czworo dzieci z każdego dystryktu zostało wybranych, aby móc zmierzyć się w walce o sławę i chwałę. Jej matka oczywiście obstawiała kogoś z Dwójki lub Czwórki. Jej ojciec, zazwyczaj nie wygłaszał swojej opinii, wolał się nie wtrącać w sprawy związane z Igrzyskami. Effie nie rozumiała dlaczego, przecież była to najlepsza rozrywka w ciągu całego roku.
Tegoroczne Dożynki straszliwie się dłużyły, jako, że liczba trybutów została podwojona, więc kiedy nadszedł czas ostatniego dystryktu, Effie była już trochę znudzona. Dystrykt Dwunasty i tak nigdy nie wygrywał. Był to najbiedniejszy dystrykt. Cecilia, opiekunka tego dystryktu, wywołała kolejno dwie dziewczyny. Jedna z nich wyglądała na dwunastolatkę, to znaczy, że była w wieku Effie. Druga z dziewcząt, była starsza - szesnaście lat, prawdopodobnie. Dziewczyna miała zacięty wyraz twarzy. Wyglądała na zezłoszczoną. Zupełnie, jakby się nie cieszyła, że może wystąpić w telewizji.
Następni byli chłopcy i Effie już naprawdę chciała wrócić do swojego pokoju. Wiedziała jednak, że nie może. Jej matka byłaby niezadowolona, gdyby Effie wyszła wcześniej. Dlatego siedziała, prawie nie zwracając uwagi na to co dzieje się na ekranie, myślami będąc przy najnowszych plotkach, które krążyły po jej szkole.
Na pierwszego chłopca, który wszedł na scenę, nawet nie zwróciła uwagi. Wiedziała tylko tyle, że płakał. Natomiast drugi chłopiec...
- Haymitch Abernathy. - powiedziała Cecilia, czekając aż wyczytany wejdzie na scenę.
Chłopak był wysoki, ale nie miał więcej niż szesnaście lat. Wyglądał dumnie. Zupełnie inaczej niż reszta trybutów z jego dystryktu. Wszedł na scenę wyprostowany z podniesionym czołem. To dlatego Effie zwróciła na niego uwagę. A przynajmniej tak chciała myśleć, ponieważ według niej, wygląd u mężczyzn to nie wszystko. Chociaż prawda była taka, że ten chłopak, był przystojny. Oliwkowa karnacja, ciemne włosy, które wpadały mu w oczy, wystające kości policzkowe... A kiedy kamera zrobiła zbliżenie na jego twarz, Effie zobaczyła, że chłopak ma niesamowite, szare oczy.
Poczuła, że się czerwieni, nie za bardzo wiedząc dlaczego. W brzuchu coś się jej przewróciło, ale nie było to złe uczucie. Raczej coś miłego. Ciepłego. Chyba właśnie znalazła swojego faworyta. To jemu będzie kibicować.
Kilka dni później, kiedy trybuci przyjechali do miasta, Effie starała się namówić matkę, żeby pozwolili jej iść na stację, żeby móc ich zobaczyć. W rzeczywistości chciała zobaczyć tylko jednego z nich. Młodego, szarookiego boga. Jej matka się nie zgodziła. Powiedziała, że jest za młoda.
Kiedy przyszedł czas wywiadów, nie mogła się już doczekać, żeby tylko go zobaczyć. Przetrwała w spokoju wywiady wszystkich dystryktów, ale w środku krzyczała, żeby się pospieszyli. Naprawdę, tegoroczna liczba trybutów, zaczynała jej działać na nerwy.
Ale oto, godzinę po rozpoczęciu wywiadów, wszedł na scenę. Ubrany w szary garnitur z lekko drwiącym uśmieszkiem na ustach. Na sam jego widok zaczął ją boleć brzuch. Nie zdawała sobie sprawy, że się uśmiecha, dopóki jej siostra nie rzuciła jej zdziwionego spojrzenia. Momentalnie pozbyła się uśmiechu.
Haymitch był czarujący i uroczy. Idealnie dogadywał się z Caesarem, nowym, młodym prowadzącym. Żartowali ze sobą, jakby byli starymi, dobrymi znajomymi.
A później wywiad się skończył.
Effie każdego wieczora, odkąd zaczęły się Igrzyska, zasypiała z uśmiechem na ustach, wcześniej wpatrując się w zdjęcie, które wycięła z gazety. Był to portret Haymitcha, do którego pozował zaraz po przybyciu do Kapitolu. Każdy trybut miał takie zdjęcie.
I nadszedł dzień Igrzysk. Już podczas pierwszych dziesięciu minut, zginęła prawie większość uczestników. Effie wpatrywała się w ekran, bojąc się, że zobaczy gdzieś Haymitcha, leżącego na ziemi. Jednak nigdzie go nie widziała. Odetchnęła z ulgą. Nie zginął.
Te Igrzyska nie były za bardzo krwawe. W dziejach Igrzysk zdarzały się naprawdę bardziej urozmaicone areny. Ta była zwykłym lasem, łąką pełną kwiatów, a niedaleko widać było górę. Jednak to nie oznaczało, że nie było ciekawie. Wszystko działo się naprawdę szybko. Przy takiej liczbie zawodników, trudno się było dziwić.
Trzeciego dnia, wszystko wskazywało na to, że Igrzyska dobiegają końca. Haymitch był trochę podrapany, ale nie miał żadnych poważniejszych ran. Sprzymierzył się z dziewczyną ze swojego dystryktu, jednak kiedy kamera ich pokazała, właśnie się kłócili, stojąc nad urwiskiem. Po chwili stwierdzili, że lepiej będzie się rozdzielić. Maysilee nie odeszła kilkanaście metrów, kiedy zaatakowały ją ptaki. Zanim jeden z nich przeszył jej gardło, wydała z siebie wysoki krzyk. Haymitch nie zastanawiał się dwa razy. Po prostu pobiegł w stronę z której dobiegł go krzyk jego koleżanki.
Kiedy dotarł na miejsce, jego Maysilee leżała na ziemi, otoczona kałużą krwi. Haymitch siedział z nią, aż nie zabrzmiał wystrzał z armaty, który oznaczał, że kolejny zawodnik zginął.
Nagle znikąd pojawił się kolejny trybut. Trzymał w dłoni siekierę. Komentator właśnie mówił o tym, że Haymitch i ten chłopak, zostali ostatnimi żyjącymi zawodnikami. Haymitch miał ze sobą nóż, ale w porównaniu z siekierą niewiele to dawało.
Effie wstrzymała oddech, kiedy chłopak zamachnął się na Hymitcha i siekiera trafiła go w brzuch. Nie wiedziała, że to ona krzyknęła, dopóki jej matka nie powiedziała "Euphemia!", karcącym głosem. Przeprosiła, ale nie odrywała wzroku od ekranu. Haymitch dźgnął chłopaka nożem i dzięki temu zyskał kilka minut przewagi.
Uciskając otwartą ranę na brzuchu i starając się nie upuścić własnych wnętrzności, biegł tak szybko, jak tylko mógł w stronę urwiska. Jednak zawodnik z Dwójki go dogonił, Haymitch nie miał już dokąd uciec. Jedyną drogą był skok z urwiska. Chłopak zdawał sobie z tego sprawę i z uśmiechem się zamachnął po czym wyrzucił siekierę w stronę Haymitcha. Ten w ostatniej chwili się uchylił i siekiera spadła w przepaść. Chłopak z Dwójki zbliżał się do Haymitcha, a Effie nie mogła na to patrzeć. Po raz pierwszy bała się o jakiegoś trybuta.
Zanim chłopak mógł znowu zaatakować, siekiera wróciła jak bumerang i trafiła go w pierś, powalając go na ziemię. Rozległ się wystrzał.
- Biedny dzieciak. - usłyszała swojego ojca. Patrzył na Haymitcha ze współczuciem. Jej matka spojrzała na niego ostrzegawczo. Effie nie miała pojęcia o co chodziło, ale nawet się tym nie przejmowała. Liczyło się to, że Haymitch wygrał! Nie mogła w to uwierzyć.
Właśnie wtedy, w tamtym momencie, postanowiła sobie, że któregoś dnia zostanie opiekunką jego dystryktu. I któregoś dnia Haymitch się w niej zakocha.
___________________________________________________________________________
+ Jeśli ktoś znalazł jakiś błąd - pisać! 

4 komentarze:

  1. Nie wiem co mam powiedzieć. *SZOK*
    Popłakałam się już przy momencie "Natomiast drugi chłopiec..."
    Więc resztę czytałam wyjąc z pudełkiem chusteczek na poduszce obok. I jeszcze z "Best Shot" w tle! ;_;
    Opisałaś to lepiej niż mogłabym sobie wyobrażać!

    + Czekam na Bonus Walentynkowy i Zimową Opowieść! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba. ♥ Chociaż nie rozumiem, dlaczego płakałaś. xd
      Jesteśmy coraz bliżej ZO! ♥

      Usuń
  2. w sumie to za bardzo błędów nie widziałam ale też się na tym nie skupiałam :P
    - "Kiedy dotarł na miejsce, jego Maysilee leżała na ziemi, otoczona kałuża krwi." -> kałużĄ
    - "Haymitch miał ze sobą nóż, ale w porównaniu z siekierą niewiele to robiło." -> ostatnie słowo mi trochę nie pasuje. Może lepiej "dawało"?

    a teraz do rzeczy: jak zwykle super chociaż wolę w twoim wykonaniu opowiadania z nimi jako dorosłymi itd ;) aczkolwiek końcowe zdanie brzmi obiecująco :P


    PS: "starając się nie upuścić własnych wnętrzności" -> przy tym pomyślałam sobie - co by było gdyby Tarantino reżyserował Igrzyska? XD XD XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Już poprawiłam. ^^
      Też wolę, kiedy są dorośli, ale to było pisane na życzenie, więc pisałam to o co zostałam poproszona. :D
      Tarantino i Igrzyska? = Rzeźnia! ♥ Prawdziwa jatka, masa krwi i wnętrzności latające na prawo i lewo. Magia sama w sobie. ^^

      Usuń