Już jestem! Przepraszam za tą krótką przerwę.
Dajcie znać co myślicie.
______________________________________________________________________________
Effie
Dajcie znać co myślicie.
______________________________________________________________________________
Effie
- Szybciej, Euphemio, nie mamy całego dnia.
Przewróciła oczami na słowa matki. Na szczęście Effie, właśnie się pochylała nad swoją torbą, więc kobieta niczego nie zauważyła. Takie zachowania, jak przewracanie oczami lub wzruszanie ramionami, były "nieeleganckie", jak nie raz już słyszała.
- Już idę. - powiedziała. Nie musiała nawet podnosić wzroku, żeby wiedzieć, że jej matka już wyszła. Poinformowało ją o tym stukanie szpilek o drewnianą posadzkę.
Dzisiejszy trening był kompletną porażką. Od rana Effie męczył okropny ból głowy, przez co muzyka tylko ją irytowała. Nie potrafiła się skupić na odpowiednich krokach.
- Nie poszło najlepiej, co? - usłyszała Michaela, który również pakował swoje rzeczy do torby.
- Przepraszam, to po prostu nie mój dzień. - uśmiechnęła się do niego przez ramię.
- Rozumiem. - pokiwał głową. - Ale lepiej by było, gdyby następnym razem, był twój dzień.
Nic na to nie powiedziała. Nie miała nastroju na kłótnie. Ostatnio i tak nie robili nic innego. Chociaż nieźle się dogadywali, jako partnerzy, to poza lodowiskiem i salą taneczną, byli wrogami. Nie zawsze tak było. Ale ta historia jest bardziej skomplikowana, a od samego myślenia o tym, Effie miała wrażenie, że jej głowa wybuchnie.
Założyła buty, nie zawracając sobie głowy przebieraniem się ze stroju do ćwiczeń, ponieważ wiedziała, że jej matka nie lubi czekać. Wiedziała też, że skomentuje to, że się nie przebrała. Na sto procent. Mimo to, Effie wybrała mniejsze zło.
Założyła swój różowy płaszcz i szary szalik, czapkę i rękawiczki - na zewnątrz właśnie zaczął padać śnieg. - i zarzuciła torbę na ramię.
- Do jutra. - rzuciła, kiedy była już przy drzwiach. Nie odpowiedział.
Wyszła z sali, przeszła przez hol, pożegnała się z recepcjonistką i wyszła na ulicę. Czarny, duży samochód już czekał, zaparkowany przed budynkiem. Tuż przy nim stał szofer, który tylko czekał, żeby otworzyć jej drzwi. Uśmiechnęła się do niego.
- Dziękuję, Tom. - powiedziała, dotykając jego ramienia, w momencie, kiedy wsiadała do samochodu. Tom zamknął za nią drzwi, obszedł samochód i wsiadł na miejsce kierowcy. Odpalił silnik.
Jej matka już siedziała w środku. Przeglądała jeden z tych kolorowych magazynów, które nie miały w sobie żadnych wartościowych informacji. Jej matka je uwielbiała.
Kiedy Effie usiadła obok niej i zapięła pasy, Eleanor rzuciła jej spojrzenie pełne dezaprobaty. Ściągnęła usta, patrząc na nią z chłodną miną. Effie była przyzwyczajona do takiego wyrazu twarzy.
- Nie przebrałaś się. - brzmiało to, jak oskarżenie.
- Przepraszam, ale powiedziałaś, że nie mamy czasu. - powiedziała, udając, że coś ją zainteresowało za oknem, żeby nie musieć patrzeć na matkę. Odpowiedziała jej cisza i Effie nie była tym zaskoczona. W ten sposób matka dawała jej do zrozumienia, że się zawiodła. Cisza często towarzyszyła w ich życiu.
Gdzieś w połowie drogi do domu, jej matka się odezwała.
- Euphemio, rozmawiałam dzisiaj z twoim trenerem. - Effie poczuła jak jej wszystkie mięśnie się napinają. - Pan Travers powiedział, że nie dałaś dzisiaj z siebie wszystkiego.
- To przez ból głowy. - wyjaśniła szybko, zanim zdążyła ugryźć się w język. - Nie mogłam się skupić.
- Nie pytałam o usprawiedliwienia. Nie obchodzi mnie, dlaczego nie mogłaś się skupić. Jutro będziesz musiała dać z siebie wszystko. - zamilkła, a w następnej chwili zmieniła temat. - Michael to przystojny, młody mężczyzna, który wie jak być dżentelmenem. - Effie przewróciła oczami. - Nie rób tej miny. Nie robisz się coraz młodsza, Euphemio. Twoja siostra...
I znowu to samo, pomyślała. Melinda zawsze wkradała się do ich rozmów, nawet jeśli nie było jej w danej chwili w pomieszczeniu. Effie zawsze była porównywana do swojej siostry. Zawsze była na drugim miejscu. Bo przecież Melinda zawsze była najlepsza. Ta najpiękniejsza, najbystrzejsza, najmilsza, najlepiej wychowana - chodzący ideał. Melinda została modelką. Melinda ukończyła szkołę z najwyższymi ocenami. Melinda zawsze znajduje takich miłych dżentelmenów. Melinda jest zaręczona, czyż to nie cudownie? Czas pomyśleć o sobie, Euphemio. Effie zawsze była "nie dość". Nie dość dobra, żeby dorównać siostrze. Podczas gdy ich matka poświęcała tyle czasu Melindzie, ona musiała walczyć o jej uwagę. O trochę uznania. Tylko raz udało jej się wywołać uśmiech na ustach matki, a teraz nawet nie chciała o tym myśleć, ponieważ nie chciała myśleć o Michaelu.
Dlatego wyłączyła się na wszystkie słowa, które już wcześniej słyszała miliony razy. Jej oczy uchwyciły spojrzenie Toma we wstecznym lusterku. Mężczyzna mrugnął do niej, po czym szybko odwrócił wzrok.
Tom był jedną z niewielu osób, które nie zostały zaczarowane przez jej siostrę. Tom był ich szoferem, pracował dla jej ojca odkąd tylko pamiętała. I doskonale wiedział, co się działo za zamkniętymi drzwiami idealnej rodziny Trinket.
Do tego samego grona niezaczarowanych magią Melindy osób, zaliczał się ich młodszy brat, Alexander. Był on najlepszym przyjacielem Effie i tylko jemu mogła powiedzieć o wszystkim co czuła. Nie odważyłaby się iść z tym do kogoś innego.
Oczywiście, sama również kochała Melindę. W końcu była jej jedyną siostrą, no i jak tu nie kochać chodzącego ideału. Ale czasami miała ochotę po prostu na nią spojrzeć i powiedzieć jej, że nie chce jej więcej widzieć. - Co byłoby i kłamstwem i prawdę, jednocześnie.
Jej matka nawet nie zwróciła uwagi na to, że Effie pozostała głucha na jej monolog. W czasie, kiedy ona mówiła, Tom dowiózł już je do domu. Brama wjazdowa otworzyła się automatycznie i wjechali na ścieżkę prowadzącą do ich posiadłości.
Rodzina Trinket nie była obrzydliwie bogata. Mieli pieniądze i żyli w luksusie, ale to tylko i wyłącznie dzięki Tamirowi, ojcu Effie. Był właścicielem kilku dużych sieci handlowych, dzięki czemu mogli żyć w dostatku.
Mieli duży dom, pełen obrazów, dzieł sztuki i innych rzeczy, ale Effie nienawidziła tego domu. Był za duży i za cichy. Jedyny hałas, jaki można było w nim usłyszeć, to okazjonalne krzyki ich rodziców i głośne bim-bom starego zegara, który stał w jadalni.
Samochód zatrzymał się na podjeździe i Tom wysiadł, żeby otworzyć drzwi jej matce. Kiedy wysiadła, obszedł samochód, żeby otworzyć drzwi z jej strony. Sama mogłaby wysiąść z samochodu, ale oboje z Tomem wiedzieli, jak zareagowałaby jej matka. Kobieta musi poczekać, aż mężczyzna otworzy jej drzwi. Eleanor miała całą masę dziwnych i niepotrzebnych zasad, które tylko i wyłącznie utrudniały im wszystkim życie.
Jej matka na nią nie czekała, po prostu weszła do domu. Effie wychodząc z samochodu, znów ścisnęła rękę Toma. W ten sposób okazywała mu wdzięczność i on o tym wiedział. Uśmiechnął się do niej przyjacielsko.
- Effie - powiedział cicho, jakby bał się, że ktoś może go podsłuchać. - nie słuchaj tych wszystkich bzdur. Nikt nie ma prawa sprawiać, żebyś czuła się poniżona.
- Dziękuję, Tom. - uśmiechnęła się smutno. - Ale wiesz, jaka jest matka.
- Wiem. - pokiwał głową. - I mogę cię zapewnić, że wszystko to o czym dzisiaj mówiła, nie jest prawdą. Nie musisz robić niczego, na co nie miałabyś ochoty.
- Doceniam to.
Skinął głową, po czym wrócił do samochodu, żeby móc się nim zająć. Effie weszła do domu przez dębowe drzwi i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła, była czupryna miodowo-blond włosów. Uśmiechnęła się szeroko na widok Alexandra.
- Effie! - zbiegł z kilku ostatnich schodów i podbiegł do niej, chwytając ją w ramiona, podnosząc i kręcąc się z nią dookoła. Śmiali się bez powodu w swoich objęciach, bo właśnie taki był Alexander. Zarażał uśmiechem i pozytywną energią.
- Nie było mnie tylko kilka godzin. - powiedziała, kiedy już ją puścił.
- Po prostu mam dobry humor. - wzruszył ramionami
- Zawsze masz dobry humor.
- Racja. - zaśmiał się. - Czekaj... - udał niedowierzanie, otwierając usta i wytrzeszczając na nią oczy. - Czy ty się nie przebrałaś ze swojego stroju? Matka wie, że pokazujesz się ludziom w czymś takim?
- Niestety tak. - wywróciła oczami na jego sarkazm, ale uśmiech szybko zniknął z jej twarzy. - I już dosyć się nasłuchałam w samochodzie.
- Daj spokój, chyba się tym nie przejmujesz co? Wiesz jaka ona jest.
- Wiem, ale...
- I pewnie znowu ci mówiła, jaki to Michael jest idealny, co? - na to pytanie, nawet nie musiała odpowiadać. Pogroził jej palcem. - Nawet o tym nie myśl, Effie. Wiem, że jesteś w stanie zrobić wszystko, żeby zadowolić matkę, ale nie to.
- Nawet mi to nie przyszło do głowy! - uderzyła go lekko w ramię.
- Mam nadzieję. - uśmiechnął się. - A teraz, chyba lepiej będzie jeśli pójdziesz się przebrać. Lepiej żeby matka nie miała więcej powodów do wygłaszania swoich kazań. A skoro o tym mowa, to najlepiej będzie, jak do kolacji posiedzimy u ciebie w pokoju. Tata zaprosił znajomych i jeśli się nie mylę, to matka właśnie w tej chwili, stara się go zamordować, bo nie powiedział jej wcześniej.
- Raczej go nie morduje. - powiedziała Effie, chichocząc. Mimo wszystko ruszyła w stronę schodów. - To byłoby nieeleganckie.
Przewróciła oczami na słowa matki. Na szczęście Effie, właśnie się pochylała nad swoją torbą, więc kobieta niczego nie zauważyła. Takie zachowania, jak przewracanie oczami lub wzruszanie ramionami, były "nieeleganckie", jak nie raz już słyszała.
- Już idę. - powiedziała. Nie musiała nawet podnosić wzroku, żeby wiedzieć, że jej matka już wyszła. Poinformowało ją o tym stukanie szpilek o drewnianą posadzkę.
Dzisiejszy trening był kompletną porażką. Od rana Effie męczył okropny ból głowy, przez co muzyka tylko ją irytowała. Nie potrafiła się skupić na odpowiednich krokach.
- Nie poszło najlepiej, co? - usłyszała Michaela, który również pakował swoje rzeczy do torby.
- Przepraszam, to po prostu nie mój dzień. - uśmiechnęła się do niego przez ramię.
- Rozumiem. - pokiwał głową. - Ale lepiej by było, gdyby następnym razem, był twój dzień.
Nic na to nie powiedziała. Nie miała nastroju na kłótnie. Ostatnio i tak nie robili nic innego. Chociaż nieźle się dogadywali, jako partnerzy, to poza lodowiskiem i salą taneczną, byli wrogami. Nie zawsze tak było. Ale ta historia jest bardziej skomplikowana, a od samego myślenia o tym, Effie miała wrażenie, że jej głowa wybuchnie.
Założyła buty, nie zawracając sobie głowy przebieraniem się ze stroju do ćwiczeń, ponieważ wiedziała, że jej matka nie lubi czekać. Wiedziała też, że skomentuje to, że się nie przebrała. Na sto procent. Mimo to, Effie wybrała mniejsze zło.
Założyła swój różowy płaszcz i szary szalik, czapkę i rękawiczki - na zewnątrz właśnie zaczął padać śnieg. - i zarzuciła torbę na ramię.
- Do jutra. - rzuciła, kiedy była już przy drzwiach. Nie odpowiedział.
Wyszła z sali, przeszła przez hol, pożegnała się z recepcjonistką i wyszła na ulicę. Czarny, duży samochód już czekał, zaparkowany przed budynkiem. Tuż przy nim stał szofer, który tylko czekał, żeby otworzyć jej drzwi. Uśmiechnęła się do niego.
- Dziękuję, Tom. - powiedziała, dotykając jego ramienia, w momencie, kiedy wsiadała do samochodu. Tom zamknął za nią drzwi, obszedł samochód i wsiadł na miejsce kierowcy. Odpalił silnik.
Jej matka już siedziała w środku. Przeglądała jeden z tych kolorowych magazynów, które nie miały w sobie żadnych wartościowych informacji. Jej matka je uwielbiała.
Kiedy Effie usiadła obok niej i zapięła pasy, Eleanor rzuciła jej spojrzenie pełne dezaprobaty. Ściągnęła usta, patrząc na nią z chłodną miną. Effie była przyzwyczajona do takiego wyrazu twarzy.
- Nie przebrałaś się. - brzmiało to, jak oskarżenie.
- Przepraszam, ale powiedziałaś, że nie mamy czasu. - powiedziała, udając, że coś ją zainteresowało za oknem, żeby nie musieć patrzeć na matkę. Odpowiedziała jej cisza i Effie nie była tym zaskoczona. W ten sposób matka dawała jej do zrozumienia, że się zawiodła. Cisza często towarzyszyła w ich życiu.
Gdzieś w połowie drogi do domu, jej matka się odezwała.
- Euphemio, rozmawiałam dzisiaj z twoim trenerem. - Effie poczuła jak jej wszystkie mięśnie się napinają. - Pan Travers powiedział, że nie dałaś dzisiaj z siebie wszystkiego.
- To przez ból głowy. - wyjaśniła szybko, zanim zdążyła ugryźć się w język. - Nie mogłam się skupić.
- Nie pytałam o usprawiedliwienia. Nie obchodzi mnie, dlaczego nie mogłaś się skupić. Jutro będziesz musiała dać z siebie wszystko. - zamilkła, a w następnej chwili zmieniła temat. - Michael to przystojny, młody mężczyzna, który wie jak być dżentelmenem. - Effie przewróciła oczami. - Nie rób tej miny. Nie robisz się coraz młodsza, Euphemio. Twoja siostra...
I znowu to samo, pomyślała. Melinda zawsze wkradała się do ich rozmów, nawet jeśli nie było jej w danej chwili w pomieszczeniu. Effie zawsze była porównywana do swojej siostry. Zawsze była na drugim miejscu. Bo przecież Melinda zawsze była najlepsza. Ta najpiękniejsza, najbystrzejsza, najmilsza, najlepiej wychowana - chodzący ideał. Melinda została modelką. Melinda ukończyła szkołę z najwyższymi ocenami. Melinda zawsze znajduje takich miłych dżentelmenów. Melinda jest zaręczona, czyż to nie cudownie? Czas pomyśleć o sobie, Euphemio. Effie zawsze była "nie dość". Nie dość dobra, żeby dorównać siostrze. Podczas gdy ich matka poświęcała tyle czasu Melindzie, ona musiała walczyć o jej uwagę. O trochę uznania. Tylko raz udało jej się wywołać uśmiech na ustach matki, a teraz nawet nie chciała o tym myśleć, ponieważ nie chciała myśleć o Michaelu.
Dlatego wyłączyła się na wszystkie słowa, które już wcześniej słyszała miliony razy. Jej oczy uchwyciły spojrzenie Toma we wstecznym lusterku. Mężczyzna mrugnął do niej, po czym szybko odwrócił wzrok.
Tom był jedną z niewielu osób, które nie zostały zaczarowane przez jej siostrę. Tom był ich szoferem, pracował dla jej ojca odkąd tylko pamiętała. I doskonale wiedział, co się działo za zamkniętymi drzwiami idealnej rodziny Trinket.
Do tego samego grona niezaczarowanych magią Melindy osób, zaliczał się ich młodszy brat, Alexander. Był on najlepszym przyjacielem Effie i tylko jemu mogła powiedzieć o wszystkim co czuła. Nie odważyłaby się iść z tym do kogoś innego.
Oczywiście, sama również kochała Melindę. W końcu była jej jedyną siostrą, no i jak tu nie kochać chodzącego ideału. Ale czasami miała ochotę po prostu na nią spojrzeć i powiedzieć jej, że nie chce jej więcej widzieć. - Co byłoby i kłamstwem i prawdę, jednocześnie.
Jej matka nawet nie zwróciła uwagi na to, że Effie pozostała głucha na jej monolog. W czasie, kiedy ona mówiła, Tom dowiózł już je do domu. Brama wjazdowa otworzyła się automatycznie i wjechali na ścieżkę prowadzącą do ich posiadłości.
Rodzina Trinket nie była obrzydliwie bogata. Mieli pieniądze i żyli w luksusie, ale to tylko i wyłącznie dzięki Tamirowi, ojcu Effie. Był właścicielem kilku dużych sieci handlowych, dzięki czemu mogli żyć w dostatku.
Mieli duży dom, pełen obrazów, dzieł sztuki i innych rzeczy, ale Effie nienawidziła tego domu. Był za duży i za cichy. Jedyny hałas, jaki można było w nim usłyszeć, to okazjonalne krzyki ich rodziców i głośne bim-bom starego zegara, który stał w jadalni.
Samochód zatrzymał się na podjeździe i Tom wysiadł, żeby otworzyć drzwi jej matce. Kiedy wysiadła, obszedł samochód, żeby otworzyć drzwi z jej strony. Sama mogłaby wysiąść z samochodu, ale oboje z Tomem wiedzieli, jak zareagowałaby jej matka. Kobieta musi poczekać, aż mężczyzna otworzy jej drzwi. Eleanor miała całą masę dziwnych i niepotrzebnych zasad, które tylko i wyłącznie utrudniały im wszystkim życie.
Jej matka na nią nie czekała, po prostu weszła do domu. Effie wychodząc z samochodu, znów ścisnęła rękę Toma. W ten sposób okazywała mu wdzięczność i on o tym wiedział. Uśmiechnął się do niej przyjacielsko.
- Effie - powiedział cicho, jakby bał się, że ktoś może go podsłuchać. - nie słuchaj tych wszystkich bzdur. Nikt nie ma prawa sprawiać, żebyś czuła się poniżona.
- Dziękuję, Tom. - uśmiechnęła się smutno. - Ale wiesz, jaka jest matka.
- Wiem. - pokiwał głową. - I mogę cię zapewnić, że wszystko to o czym dzisiaj mówiła, nie jest prawdą. Nie musisz robić niczego, na co nie miałabyś ochoty.
- Doceniam to.
Skinął głową, po czym wrócił do samochodu, żeby móc się nim zająć. Effie weszła do domu przez dębowe drzwi i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła, była czupryna miodowo-blond włosów. Uśmiechnęła się szeroko na widok Alexandra.
- Effie! - zbiegł z kilku ostatnich schodów i podbiegł do niej, chwytając ją w ramiona, podnosząc i kręcąc się z nią dookoła. Śmiali się bez powodu w swoich objęciach, bo właśnie taki był Alexander. Zarażał uśmiechem i pozytywną energią.
- Nie było mnie tylko kilka godzin. - powiedziała, kiedy już ją puścił.
- Po prostu mam dobry humor. - wzruszył ramionami
- Zawsze masz dobry humor.
- Racja. - zaśmiał się. - Czekaj... - udał niedowierzanie, otwierając usta i wytrzeszczając na nią oczy. - Czy ty się nie przebrałaś ze swojego stroju? Matka wie, że pokazujesz się ludziom w czymś takim?
- Niestety tak. - wywróciła oczami na jego sarkazm, ale uśmiech szybko zniknął z jej twarzy. - I już dosyć się nasłuchałam w samochodzie.
- Daj spokój, chyba się tym nie przejmujesz co? Wiesz jaka ona jest.
- Wiem, ale...
- I pewnie znowu ci mówiła, jaki to Michael jest idealny, co? - na to pytanie, nawet nie musiała odpowiadać. Pogroził jej palcem. - Nawet o tym nie myśl, Effie. Wiem, że jesteś w stanie zrobić wszystko, żeby zadowolić matkę, ale nie to.
- Nawet mi to nie przyszło do głowy! - uderzyła go lekko w ramię.
- Mam nadzieję. - uśmiechnął się. - A teraz, chyba lepiej będzie jeśli pójdziesz się przebrać. Lepiej żeby matka nie miała więcej powodów do wygłaszania swoich kazań. A skoro o tym mowa, to najlepiej będzie, jak do kolacji posiedzimy u ciebie w pokoju. Tata zaprosił znajomych i jeśli się nie mylę, to matka właśnie w tej chwili, stara się go zamordować, bo nie powiedział jej wcześniej.
- Raczej go nie morduje. - powiedziała Effie, chichocząc. Mimo wszystko ruszyła w stronę schodów. - To byłoby nieeleganckie.
***
Effie i Alexander spędzili całe popołudnie w jej pokoju. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Dużo się śmiali, ale to nie było niczym niezwykłym. Z Alexandrem nie dało się smucić. Zawsze tryskał energią i potrafił nawet najgorszy dzień, uczynić jaśniejszym.
Alexander był jej najlepszym przyjacielem. Brzmiało to dziwnie, ale tak właśnie było. W swoim życiu Effie spotkała kilku fałszywych przyjaciół i wyglądało na to, że tylko on był tym jedyny, prawdziwym. Gdyby nie różnica wieku, mogliby uchodzić za bliźnięta. Oboje mieli takie same miodowo-blond włosy, te same niebieskie oczy.
Byli w połowie dyskusji o tym, dlaczego Alexander nie powinien kupować ojcu cygar na święta, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Effie szybko wstała z podłogi na której wcześniej siedziała, usiadła na brzegu łóżka, skrzyżowała nogi w kostkach, wyprostowała się i uśmiechnęła się uprzejmie, zanim powiedziała "proszę". Jednak była to Melinda, więc pozwoliła sobie na zrzucenie swojej maski i znów zsunęła się na podłogę.
Melinda była uroczą osobą. Słodką i delikatną, która łamała mężczyzną serca, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Była tym typem osoby, która nawet w worku, wyglądałaby ślicznie. Miała włosy w kolorze ciemnego blondu, które ledwie dosięgały jej ramion. Pełne usta i duże oczy.
Weszła do pokoju i uśmiechnęła się na widok swojego młodszego rodzeństwa.
- Niedługo przyjadą goście, mama prosi, żebyście się przyszykowali i zeszli na dół.
- Jasne. - uśmiechnął się Alexander. - Będziemy za chwilkę.
Oczy Melindy padły na Effie i miała wrażenie, że siostra chce jej coś powiedzieć. Jednakże tylko skinęła głową i wyszła, zostawiając ich samych.
- Czas zacząć przedstawienie. - powiedział Alexander, wstając z fotela, który stał w kącie jej pokoju. - I nie myśl, że nasza rozmowa się skończyła. Wciąż uważam, że cygara to dobry pomysł.
- Nie zaczynaj od nowa. - uśmiechnęła się, również wstając. - Palenie tego świństwa tylko mu szkodzi.
Jego jedyną odpowiedzią, było wywrócenie oczami. Podszedł do drzwi, ale jeszcze spojrzał na nią przez ramię.
- To tylko trzy godziny. Później będziemy mogli się stamtąd urwać. - Effie miała wrażenie, że mówił to bardziej do siebie niż do niej, ale mimo to pokiwała głową.
- Damy radę.

Super <3 Micheal jest głupi, ale Alexander cudowny :D Ze zniecierpliwieniem czekam na spotkanie Effie i Haymitcha i jestem dobrej myśli. Pozdrawiam i weny życzę!
OdpowiedzUsuńRozdział mega :) Matka Effie, brrrr, jak pojawi się w następnym rozdziale to nie wytrzymam, bardzo nie lubię tego typu charakterów, ale wiadomo, że czasami taki musi się pojawić. Nie mogę doczekać się spotkania Haymitcha i Effie. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuń