Dzisiaj krótko, ale za to mamy spotkanie Haymitcha z Effie... W pewnym sensie.
_______________________________________________________________________
Haymitch
_______________________________________________________________________
Haymitch
Szedł ulicami miasta, w ręce trzymając zwiniętą gazetę. W ogłoszeniach znalazł wpis o tym, że w pobliżu apartamentu, który wynajął razem z Holdenem, mieli ofertę pracy dla kogoś, kto zająłby miejsce woźnego w szkole tańca.
Nie była to praca jego marzeń, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi. Dlatego, kiedy wszedł do budynku, nie miał większych nadziei na to, żeby dostać tą pracę. Po prostu musiał szukać, a to było pierwsze ogłoszenie, jakie rzuciło mu się w oczy w tej gazecie.
Już od kilku dni krążył po mieście, odwiedzając wszystkie miejsca w których mógłby dostać pracę. Nikt się jeszcze do niego nie odezwał, ale nie tracił nadziei. W końcu mu się poszczęści.
W holu znajdował się kontuar, za którym stała elegancka kobieta. Nie mogła mieć więcej, niż trzydzieści parę lat. Uśmiechnęła się do niego, kiedy podszedł do kontuaru.
- W czym mogę panu pomóc? - zapytała miłym głosem. Haymitch zaczął się zastanawiać, czy płacą jej za to, żeby była przyjazna dla klientów.
- Ja w sprawie ogłoszenia. Podobno szukacie kogoś na stanowisko woźnego. - pokazał jej ogłoszenie w gazecie.
- Proszę się zgłosić do dyrekcji. Schodami na drugie piętro i korytarzem do samego końca. Ostatnie drzwi po prawej.
Skinął głową na znak, że zrozumiał i ruszył we wskazanym kierunku. Im bardziej zagłębiał się w budynek, tym bardziej oczywiste stawało się dla niego to, że nie jest to zwyczajna szkoła tańca. Na ścianach znajdowały się obrazy olejne w pozłacanych ramach. Co kawałek znajdowały się gabloty z trofeami. Wszędzie panowała cisza, prawdopodobnie nie odbywały się żadne zajęcia ze względu na przerwę świąteczną. A w każdym razie tak właśnie myślał, do czasu, aż nie dotarł na drugie piętro i usłyszał cichą muzykę, która płynęła zza zamkniętych drzwi na lewo. W drzwiach była szyba, przez którą można było zobaczyć pomieszczenie. Była to przestronna sala taneczna z całą ścianą pokrytą lustrami. Wzdłuż luster biegła poręcz.
Na środku sali stała kobieta ubrana w obcisłe, czarne spodnie dresowe i czarną bluzkę z długim rękawem. Haymitch zatrzymał się przed drzwiami i patrzył na kobietę. Stała tyłem do niego, ale dzięki lustrom na ścianie naprzeciwko niej, mógł zobaczyć jej twarz.
Miała zamknięte oczy i wyglądała, jakby spała na stojąco. Jednak sekundę później, kiedy muzyka uderzyła w inny ton, podniosła prawą nogę i zaczęła się obracać na palcach lewej stopy. Od samego patrzenia Haymitchowi zaczęło kręcić się w głowie.
Stał i patrzył jak zaczarowany, jak kobieta unosi ramiona ponad głowę i... Czar prysnął, muzyka momentalnie się wyłączyła i w pole widzenia Haymitcha wszedł ciemnowłosy mężczyzna, który nie mógł być starszy od niego. Był mocno umięśniony i w porównaniu z jasnowłosą kobietą, wyglądał jak goryl. Kobieta, która wyglądała na niewiele młodszą od niego, spojrzała na faceta i Haymitch miał wrażenie, że zauważył na jej twarzy irytację. Mężczyzna mówił coś do niej, żwawo gestykulując, ale drzwi uniemożliwiały Haymitchowi dosłyszenie o co chodziło.
W jednym momencie para zamarła i spojrzała w stronę drzwi. Niebieskie oczy kobiety, wydawały się go przeszywać na wylot. Serce Haymitcha opuściło jedno uderzenie, poczuł gorąco na twarzy. Szybko ruszył w stronę gabinetu dyrektora, przeklinając się w duchu. Przecież nie zrobił niczego złego. Po prostu patrzył jak kobieta tańczyła. Lub raczej mu się wydawało, że tańczyła, ponieważ nie wyglądało to, jak zwyczajny taniec.
Szybko wyrzucił to całe zdarzenie z głowy, ponieważ doszedł do drzwi z tabliczką na której widniał napis "dyrekcja". Wziął głęboki oddech i zapukał. Po sekundzie usłyszał ciche "proszę wejść", więc nacisnął klamkę i pchnął drzwi.
W pokoju górowało duże dębowe biurko. Na całej długości jednej ze ścian, rozciągały się regały z książkami. Przez okna wpadały promienie zimowego słońca.
Za biurkiem siedziała starsza kobieta z długimi, niemal białymi włosami. Wyglądała jak ktoś, kto ma władzę i lubi to pokazywać.
- Co mogę dla pana zrobić? - zapytała zimnym głosem. Wskazała mu jeden z głębokich foteli, które stały przed biurkiem. Usiadł i pokazał jej gazetę.
- Ja w sprawie ogłoszenia. Podobno szukacie woźnego.
- Owszem. - zmierzyła go oceniającym spojrzeniem. - Nie jest pan trochę za młody?
- Wiek to jakiś problem?
- Nie, skądże. Jednakże potrzebujemy kogoś w rodzaju Złotej Rączki.
- Potrzebuję pracy, umiem naprawiać różne rzeczy i mam mnóstwo wolnego czasu, wydaje mi się, że poradzę sobie w tej roli.
Patrzyła na niego przez całą minutę, jakby oceniając. Oczy były jak dwa lodowe odłamki. Haymitch miał wrażenie, że mogłaby zabić samym spojrzeniem.
- Mówił pan, że jak się pan nazywa? - zapytała w końcu.
- Haymitch Abernathy. - wyciągnął do niej rękę, ale kobieta ją zignorowała.
- Otóż panie Abernathy, moja szkoła potrzebuje pracowników na najwyższym poziomie. Jesteśmy elitarną szkołą, dla wybitnych uczniów. Od moich pracowników wymagam zaangażowania, punktualności i dokładności. Nie toleruję spóźnialskich.
- Rozumiem. Widzi pani... - zdał sobie sprawę, że wciąż nie zna jej nazwiska. Drewniana tabliczka, która stała na jej biurku mówiła "A. Coin". - Widzi pani, pani Coin, potrzebuję pracy. Zależy mi na jakimkolwiek zajęciu, więc wątpię, żebym się spóźniał.
- Zawrzyjmy umowę. - powiedziała, opierając się o biurko. - Zatrudnię pana na okres próbny. Jeśli się pan sprawdzi, może pan zostać. Jeśli nie, zapomnimy o wszystkim.
- Zgoda. - pokiwał głową, nie mogąc uwierzyć, że tak szybko mu się udało.
Kilkanaście minut później, po wypełnieniu kilku formularzy, Haymitch znów znalazł się na korytarzu. Przechodził właśnie koło sali w której wcześniej tańczyła kobieta, kiedy drzwi się otworzyły i z pomieszczenia wypadł ten ciemnowłosy mężczyzna. Widząc Haymitcha, zmierzył go wzrokiem i ruszył szybko po schodach. Sekundę później na korytarzu pojawiła się blondynka. Wyglądała na zrozpaczoną.
- Michael! - zawołała za mężczyzną. - Nie możesz teraz odejść!
- No to patrz! - powiedział facet, nawet się nie odwracając.
- Proszę!
Jednak facet już zniknął. Kobieta westchnęła ciężko. Wyglądało to tak, jakby płakała. Haymitch zdał sobie sprawę, że stoi i patrzy na całą scenę z szeroko otwartymi oczami. Zamrugał i odchrząknął niezręcznie.
- Wszystko w porządku? - zapytał i uświadomił sobie, że było to najgłupsze pytanie jakie mógł zadać.
- Nie bardzo. - odpowiedziała cicho, nie odwracając się do niego. Wydawała się pogrążona w myślach.
- Mogę jakoś pomóc?
- A znasz kogoś, kto zastąpi mi tego głupka? Potrzebuję partnera do tańca.
- Niestety, skarbie. - parsknął - Nie tańczę.
Odwróciła się i spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami. Na jej ustach błąkał się słaby uśmiech.
- Straszna szkoda. - powiedziała z błyskiem w oku. - Dziękuję za troskę.
- Nie ma sprawy. - mrugnął do niej. - Jestem pewien, że szybko znajdziesz kogoś na jego miejsce.
- Mam nadzieję. - westchnęła. Uśmiechnęła się do niego ostatni raz i wróciła na salę taneczną.
Droga powrotna do apartamentu wydawała mu się jeszcze krótsza niż była w rzeczywistości. Kiedy doszedł na miejsce i wszedł do środka, zobaczył Holdena rozłożonego na kanapie przed telewizorem.
Wziął poduszkę, która leżała na fotelu i rzucił nią w twarz brata.
- Ruszaj się. Idziemy na obiad. - powiedział.
- Jak poszło? - zapytał Holden, wstając z kanapy.
- Sukces! - uśmiechnął się.
- Na serio? - wytrzeszczył oczy. - Tak szybko?
- Jasne. Mój urok osobisty potrafi działać cuda. Naprawdę, rusz się, bo konam z głodu.
- Dokąd idziemy?
- Znam fajną knajpkę niedaleko stąd. Będziesz miał szansę, żeby pozwiedzać.
Nie była to praca jego marzeń, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi. Dlatego, kiedy wszedł do budynku, nie miał większych nadziei na to, żeby dostać tą pracę. Po prostu musiał szukać, a to było pierwsze ogłoszenie, jakie rzuciło mu się w oczy w tej gazecie.
Już od kilku dni krążył po mieście, odwiedzając wszystkie miejsca w których mógłby dostać pracę. Nikt się jeszcze do niego nie odezwał, ale nie tracił nadziei. W końcu mu się poszczęści.
W holu znajdował się kontuar, za którym stała elegancka kobieta. Nie mogła mieć więcej, niż trzydzieści parę lat. Uśmiechnęła się do niego, kiedy podszedł do kontuaru.
- W czym mogę panu pomóc? - zapytała miłym głosem. Haymitch zaczął się zastanawiać, czy płacą jej za to, żeby była przyjazna dla klientów.
- Ja w sprawie ogłoszenia. Podobno szukacie kogoś na stanowisko woźnego. - pokazał jej ogłoszenie w gazecie.
- Proszę się zgłosić do dyrekcji. Schodami na drugie piętro i korytarzem do samego końca. Ostatnie drzwi po prawej.
Skinął głową na znak, że zrozumiał i ruszył we wskazanym kierunku. Im bardziej zagłębiał się w budynek, tym bardziej oczywiste stawało się dla niego to, że nie jest to zwyczajna szkoła tańca. Na ścianach znajdowały się obrazy olejne w pozłacanych ramach. Co kawałek znajdowały się gabloty z trofeami. Wszędzie panowała cisza, prawdopodobnie nie odbywały się żadne zajęcia ze względu na przerwę świąteczną. A w każdym razie tak właśnie myślał, do czasu, aż nie dotarł na drugie piętro i usłyszał cichą muzykę, która płynęła zza zamkniętych drzwi na lewo. W drzwiach była szyba, przez którą można było zobaczyć pomieszczenie. Była to przestronna sala taneczna z całą ścianą pokrytą lustrami. Wzdłuż luster biegła poręcz.
Na środku sali stała kobieta ubrana w obcisłe, czarne spodnie dresowe i czarną bluzkę z długim rękawem. Haymitch zatrzymał się przed drzwiami i patrzył na kobietę. Stała tyłem do niego, ale dzięki lustrom na ścianie naprzeciwko niej, mógł zobaczyć jej twarz.
Miała zamknięte oczy i wyglądała, jakby spała na stojąco. Jednak sekundę później, kiedy muzyka uderzyła w inny ton, podniosła prawą nogę i zaczęła się obracać na palcach lewej stopy. Od samego patrzenia Haymitchowi zaczęło kręcić się w głowie.
Stał i patrzył jak zaczarowany, jak kobieta unosi ramiona ponad głowę i... Czar prysnął, muzyka momentalnie się wyłączyła i w pole widzenia Haymitcha wszedł ciemnowłosy mężczyzna, który nie mógł być starszy od niego. Był mocno umięśniony i w porównaniu z jasnowłosą kobietą, wyglądał jak goryl. Kobieta, która wyglądała na niewiele młodszą od niego, spojrzała na faceta i Haymitch miał wrażenie, że zauważył na jej twarzy irytację. Mężczyzna mówił coś do niej, żwawo gestykulując, ale drzwi uniemożliwiały Haymitchowi dosłyszenie o co chodziło.
W jednym momencie para zamarła i spojrzała w stronę drzwi. Niebieskie oczy kobiety, wydawały się go przeszywać na wylot. Serce Haymitcha opuściło jedno uderzenie, poczuł gorąco na twarzy. Szybko ruszył w stronę gabinetu dyrektora, przeklinając się w duchu. Przecież nie zrobił niczego złego. Po prostu patrzył jak kobieta tańczyła. Lub raczej mu się wydawało, że tańczyła, ponieważ nie wyglądało to, jak zwyczajny taniec.
Szybko wyrzucił to całe zdarzenie z głowy, ponieważ doszedł do drzwi z tabliczką na której widniał napis "dyrekcja". Wziął głęboki oddech i zapukał. Po sekundzie usłyszał ciche "proszę wejść", więc nacisnął klamkę i pchnął drzwi.
W pokoju górowało duże dębowe biurko. Na całej długości jednej ze ścian, rozciągały się regały z książkami. Przez okna wpadały promienie zimowego słońca.
Za biurkiem siedziała starsza kobieta z długimi, niemal białymi włosami. Wyglądała jak ktoś, kto ma władzę i lubi to pokazywać.
- Co mogę dla pana zrobić? - zapytała zimnym głosem. Wskazała mu jeden z głębokich foteli, które stały przed biurkiem. Usiadł i pokazał jej gazetę.
- Ja w sprawie ogłoszenia. Podobno szukacie woźnego.
- Owszem. - zmierzyła go oceniającym spojrzeniem. - Nie jest pan trochę za młody?
- Wiek to jakiś problem?
- Nie, skądże. Jednakże potrzebujemy kogoś w rodzaju Złotej Rączki.
- Potrzebuję pracy, umiem naprawiać różne rzeczy i mam mnóstwo wolnego czasu, wydaje mi się, że poradzę sobie w tej roli.
Patrzyła na niego przez całą minutę, jakby oceniając. Oczy były jak dwa lodowe odłamki. Haymitch miał wrażenie, że mogłaby zabić samym spojrzeniem.
- Mówił pan, że jak się pan nazywa? - zapytała w końcu.
- Haymitch Abernathy. - wyciągnął do niej rękę, ale kobieta ją zignorowała.
- Otóż panie Abernathy, moja szkoła potrzebuje pracowników na najwyższym poziomie. Jesteśmy elitarną szkołą, dla wybitnych uczniów. Od moich pracowników wymagam zaangażowania, punktualności i dokładności. Nie toleruję spóźnialskich.
- Rozumiem. Widzi pani... - zdał sobie sprawę, że wciąż nie zna jej nazwiska. Drewniana tabliczka, która stała na jej biurku mówiła "A. Coin". - Widzi pani, pani Coin, potrzebuję pracy. Zależy mi na jakimkolwiek zajęciu, więc wątpię, żebym się spóźniał.
- Zawrzyjmy umowę. - powiedziała, opierając się o biurko. - Zatrudnię pana na okres próbny. Jeśli się pan sprawdzi, może pan zostać. Jeśli nie, zapomnimy o wszystkim.
- Zgoda. - pokiwał głową, nie mogąc uwierzyć, że tak szybko mu się udało.
Kilkanaście minut później, po wypełnieniu kilku formularzy, Haymitch znów znalazł się na korytarzu. Przechodził właśnie koło sali w której wcześniej tańczyła kobieta, kiedy drzwi się otworzyły i z pomieszczenia wypadł ten ciemnowłosy mężczyzna. Widząc Haymitcha, zmierzył go wzrokiem i ruszył szybko po schodach. Sekundę później na korytarzu pojawiła się blondynka. Wyglądała na zrozpaczoną.
- Michael! - zawołała za mężczyzną. - Nie możesz teraz odejść!
- No to patrz! - powiedział facet, nawet się nie odwracając.
- Proszę!
Jednak facet już zniknął. Kobieta westchnęła ciężko. Wyglądało to tak, jakby płakała. Haymitch zdał sobie sprawę, że stoi i patrzy na całą scenę z szeroko otwartymi oczami. Zamrugał i odchrząknął niezręcznie.
- Wszystko w porządku? - zapytał i uświadomił sobie, że było to najgłupsze pytanie jakie mógł zadać.
- Nie bardzo. - odpowiedziała cicho, nie odwracając się do niego. Wydawała się pogrążona w myślach.
- Mogę jakoś pomóc?
- A znasz kogoś, kto zastąpi mi tego głupka? Potrzebuję partnera do tańca.
- Niestety, skarbie. - parsknął - Nie tańczę.
Odwróciła się i spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami. Na jej ustach błąkał się słaby uśmiech.
- Straszna szkoda. - powiedziała z błyskiem w oku. - Dziękuję za troskę.
- Nie ma sprawy. - mrugnął do niej. - Jestem pewien, że szybko znajdziesz kogoś na jego miejsce.
- Mam nadzieję. - westchnęła. Uśmiechnęła się do niego ostatni raz i wróciła na salę taneczną.
Droga powrotna do apartamentu wydawała mu się jeszcze krótsza niż była w rzeczywistości. Kiedy doszedł na miejsce i wszedł do środka, zobaczył Holdena rozłożonego na kanapie przed telewizorem.
Wziął poduszkę, która leżała na fotelu i rzucił nią w twarz brata.
- Ruszaj się. Idziemy na obiad. - powiedział.
- Jak poszło? - zapytał Holden, wstając z kanapy.
- Sukces! - uśmiechnął się.
- Na serio? - wytrzeszczył oczy. - Tak szybko?
- Jasne. Mój urok osobisty potrafi działać cuda. Naprawdę, rusz się, bo konam z głodu.
- Dokąd idziemy?
- Znam fajną knajpkę niedaleko stąd. Będziesz miał szansę, żeby pozwiedzać.

Alma w szkole tańca! xD
OdpowiedzUsuńCo się dzieje?! No dobra Haymitcha woźnego zniosę. Effie tancerkę też, ale przy Coin nie dałam rady. *Wybuch śmiechu, zaskoczenia, szok*
Nie wiem czego mam się spodziewać w następnym rozdziale! Oby tak dalej! Chciałabym przeczytać Zimową Opowieść w książkowym wydaniu, nie mówiąc już o obejrzeniu filmu na podstawie twojego bloga.
Nie musisz być dawcą szpiku. Możesz zostać dawcą natchnienia. *-*
Potrzebowałam jakiejś postaci, która nadawałaby się na dyrektora tego miejsca, a Snow jest już zarezerwowany na inną pozycję, więc została mi tylko ona. xD
UsuńFilm na podstawie tego bloga? Ciekawy pomysł, ale moim warunkiem jest to, żebym mogła sama wybrać aktorów. ^^ ;D
Pisz szybciej Pisz szybciej!
OdpowiedzUsuńPS: wybacz ale to wszystko na co mnie stać po trzech dniach siedzenia po godzinach w szkole i ćwiczenia do spektaklu XD XD XD
Problem jest w tym, że te pierwsze rozdziały mam już napisane, po prostu nie mam motywacji, żeby to wszystko posprawdzać i poprawić. No i wciąż piszę dalej. ^^
UsuńNie ma sprawy, wiem jak to jest. ;) Życzę powodzenia!
Super! W końcu się spotkali^^ Ale mam nadzieję na coś więcej:-P Czekam i życzę weny<3
OdpowiedzUsuń