czwartek, 31 grudnia 2015

New Year's Eve.

Szczęśliwego Nowego Roku, Robaczki!
Jeśli w odróżnieniu ode mnie, nie spędzacie tego dnia przed komputerem, to życzę Wam szampańskiej zabawy!
Mam nadzieję, że ten 2016 rok, będzie pełen sukcesów i że spełnicie swoje postanowienia. ^^
Tutaj mam dla Was, kolejny Bonus. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobać!
______________________________________________________________
Naprawdę, nie miał pojęcia co go podkusiło, żeby przyjechać do Kapitolu. Wiedział tylko, że w jednej chwili siedział w swoim salonie w Dwunastce, a już w następnej biegł na pociąg. Był zły na dzieciaki i Plutarcha, za to, że wciąż go informowali co u niej: że znalazła pracę, jako projektantka ubrań. Zawsze miała do tego dryg, ale kariera opiekunki, nie pozwalała jej na rozwój w tej dziedzinie. Wiedział też, że znalazła małe mieszkanie w centrum miasta. Jej stary apartament został zniszczony, zupełnie jak spora część Kapitolu.
Nie utrzymywali kontaktu, ponieważ kabel od jego telefonu, został oderwany, bardzo dawno temu. Jednak Plutarch często przyjeżdżał do Dwunastki, żeby sprawdzić, jak sobie radzą. Katniss i Peeta, mieli z nią kontakt; dzwonili do niej kilka razy w tygodniu. Wiedział, że kilka razy o niego pytała, ale za każdym razem, gdy mówili jej, żeby przyjechała, ona odmawiała.
- Nie, nie – ucinała wtedy szybko. – Nie chcę się nikomu narzucać.
Nie miał pojęcia co było nie tak. Ale postanowił, że nie chce czekać kolejnego roku, żeby się -być może- przekonać. Dlatego teraz znalazł się tutaj, w Kapitolu. Mógł wyczuć, że ludzie na ulicach są czymś strasznie podnieceni, ale nie wiedział o co chodzi. Dopóki nie przeszedł pod jakimś klubem i kobieta, która właśnie z niego wychodziła, wykrzyknęła „Szczęśliwego Nowego Roku!”. Wtedy go olśniło.
Nie miał czasu, żeby się wcześniej nad tym zastanawiać, ale rzeczywiście, to musiała być ta noc. Spojrzał na uliczny zegar. Była dwudziesta druga. Zostały jeszcze dwie godziny do północy. Co roku w Kapitolu, ludzie świętowali, puszczali fajerwerki i w całym mieście odbywało się wielkie imprezowanie. W Dwunastce, odbywało się to trochę inaczej. Ludzie świętowali raczej w tylko w gronie swoich najbliższych.
Kiedy zdał sobie sprawę, jaki dziś dzień, zrozumiał także, że Effie nie będzie w domu. W mieście odbywała się zabawa, a Effie Trinket nigdy nie rezygnuje z zabawy. Dlatego, zawrócił i ruszył w stronę miejsca, w którym wiedział, że będzie na pewno. Szedł ulicami miasta, które znał lepiej, niżby chciał się do tego przyznać. Ludzie byli teraz trochę inni, niż jeszcze rok temu. Byli dla siebie życzliwi, pozdrawiali się i życzyli sobie głośno pomyślnego roku. Zadziwiające, że niektóre rzeczy tak szybko się zmieniają. Jeszcze dwanaście miesięcy temu, nikt nie śmiałby się tak zachować. Byłoby to uznane za… Niewłaściwe.
Doszedł do wieżowca, który na pierwszy rzut oka, wyglądał jakby został zrobiony ze szkła. Haymitch, mógł z łatwością zobaczyć swoje odbicie w najbliższej szybie. Przed budynkiem stał tłumek ludzi; kilku z nich trzymało w dłoniach papierosa. Czasy ekstrawagancji w Kapitolu, naprawdę się zmieniły. Nikt już nie nosił peruk, nikt nie miał dziwacznie pofarbowanych włosów. Nikt też nie był ubrany jak klaun. Haymitch w swojej szarej marynarce, koszuli i spodniach nie wyróżniał się z tłumu.
Przecisnął się przez ludzi, którzy stali przed drzwiami. Kilku z nich się na niego spojrzało, jakby pamiętało, że jest byłym zwycięzcą Głodowych Igrzysk, ale nikt się do niego nie odezwał. Ludzie chcieli zapomnieć o przeszłości. Wszedł przez obrotowe drzwi, do dużego holu, w którym było jeszcze więcej ludzi. Impreza już się zaczęła. Z głośników płynęła muzyka, każdy miał w dłoni kieliszek z szampanem lub innym trunkiem. Na sali balowej, którą można było zobaczyć z holu, był niemały tłum ludzi, którzy dobrze się bawili. Wiedział, że jej tam nie znajdzie. Została jeszcze godzina do północy, a jej słabością były fajerwerki. W tym budynku, znajdowało się idealne miejsce, żeby móc je oglądać, bez przeszkód. Wszedł do windy i nacisnął guzik z najwyższym piętrem - dwudziestym trzecim. Jednak to dwudziesty czwarty poziom był jego celem. Dlatego, kiedy wyszedł z windy, przeniósł się na schody. Kiedy doszedł do wejścia na dach, jego uszu dobiegła muzyka. Owiał go wiatr. Rozejrzał się dookoła; tutaj także było pełno ludzi. Kapitolińczycy uwielbiali fajerwerki.
Zobaczył ją po kilku sekundach. Stała oparta o barierkę, wpatrując się w czarne niebo. Wyglądała jak Effie - nie opiekunka, ale kobieta, którą widywał tylko w obrębie apartamentu na dwunastym piętrze, w Centrum Szkoleniowym. Delikatny makijaż, który ograniczał się jedynie do podkreślenia oczu i błyszczyku. Blond włosy spływały jej falami na ramiona. Ubrana była w obcisłą, czarną sukienkę z cekinami. Kto by pomyślał - Effie Trinket w czerni! Musiał przyznać, że ten kolor sprawiał, że jej skóra wyglądała na jeszcze bardziej kremową. Była piękna.
Na jej widok, poczuł coś ciepłego w brzuchu. Nie widział jej od roku. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo za nią tęsknił. Jednak teraz, kiedy była na wyciągnięcie ręki, wiedział, że cały rok upłynął mu pod znakiem tęsknoty. Teraz rozumiał, dlaczego dzieciaki i Plutarch tak bardzo na niego naciskali, żeby w końcu przyjechał. Wszyscy mogli zauważyć, że za nią tęsknił, tylko nie on sam.
Ostrożnie ruszył w jej kierunku, niepewny jak zareaguje na jego widok. Z każdym kolejnym krokiem, odczuwał coraz większy ucisk w brzuchu. Chciał ją przytulić. Po prostu zamknąć w swoich ramionach i trzymać do końca świata. Kiedy był tylko o krok od niej, zebrał się na odwagę i odchrząknął głośno. Podskoczyła przestraszona, wyrwana z zamyślenia i odwróciła się w jego stronę. Gdy go zobaczyła, na jej twarzy malował się szok, niedowierzanie. Wpatrywała się w jego twarz, jakby chciała się upewnić czy jest prawdziwy. Przez bardzo długą chwilę, nikt się nie odzywał. Cisza zaczęła się robić nieco niezręczna, więc Haymitch odchrząknął jeszcze raz, po czym powiedział
- Ładnie wyglądasz. - brzmiało banalnie, nawet w jego uszach, ale to było pierwsze co przyszło mu do głowy. Dla niej, chyba to wystarczyło na potwierdzenie, że jednak jest prawdziwy, bo sekundę później już zarzuciła mu ręce na szyję, o mało go nie dusząc. Ukryła twarz w jego szyi. Czuł jej ciepły oddech na swojej skórze. Nie został jej dłużny. Objął ją w tali, przyciągając jak najbliżej do siebie.
- Dlaczego nie zadzwoniłeś? - wyszeptała, a w jej głosie było coś takiego, co kazało mu się lekko odchylić, żeby móc spojrzeć na jej twarz. Nie przesłyszał się. Na jej policzkach błyszczały łzy.
- Wiesz, że nie mam telefonu. - odparł, równie cicho.
- Myślałam... - urwała, jakby zawstydzona własną głupotą.
- Że nie chcę cię znać? - podpowiedział, na co Effie pokiwała lekko głową. Jej policzki pokryły się rumieńcem. - Dlatego nie przyjeżdżałaś?
Znów pokiwała głową, najwyraźniej bardziej zażenowana, niż to pokazywała. Uśmiechnął się pod nosem, rozbawiony jej tokiem myślenia. Dziwna z niej była kobieta. Była inteligentna, ale w niektórych momentach zachowywała się naprawdę niedorzecznie.
Effie puściła jego szyję i chcąc nie chcąc, także ją puścił. Ujęła jego ramię, zupełnie jak za starych czasów, kiedy byli tylko mentorem i opiekunką i pociągnęła za sobą, tak że teraz oboje opierali się o barierkę. Spojrzała na niego z uśmiechem na twarzy.
- Skąd wiedziałeś, że będę akurat tutaj? Przecież mogłam być wszędzie.
- Uwielbiasz fajerwerki. - wyjaśnił, wzruszając ramionami. - A kiedyś wspominałaś, że z tego budynku jest najlepszy widok. Czasami słucham tego co mówisz, skarbie.
- Kto by pomyślał. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Dlaczego tak bardzo je lubisz? Fajerwerki.
Naprawdę chciał wiedzieć. W Dwunastce nie było fajerwerków. Zbyt łatwo cały dystrykt mógł pójść z dymem. Więc nie rozumiał co może być ciekawego w hukach i błyskach. 
- Kiedy byłam mała, mój dziadek mnie tutaj przyprowadzał. - wyjaśniła. - Mówił, że jest to coś magicznego.
- Magicznego? - zapytał Haymitch, rozbawiony. Pokiwała głową.
- Tak. Twierdził, że magiczne rzeczy, powinno się oglądać z osobami, które się kocha. Dlatego mnie tu przyprowadzał.
Haymitch się zamyślił. Wiedział co jej dziadek miał na myśli, mówiąc, że magiczne rzeczy powinno się oglądać z osobami, które się kocha. Kiedy ogląda się je z niewłaściwymi osobami, nawet najbardziej niezwykła rzecz, może zmienić się w coś niewartego uwagi.
- Więc... Mogę obejrzeć je z tobą? - jego głos był niższy, niż jeszcze chwilę wcześniej. Przyglądał jej się uważnie. Effie spojrzała na niego, ale szybko odwróciła wzrok, spoglądając na niebo. Znów się zaczerwieniła.
- Tak. Tak myślę. - jej szept prawie zniknął wśród muzyki, rozmów i szumu wiatru. Uśmiechnął się szeroko. Nigdy nie był dobry w mówieniu o uczuciach. Zbyt często w przeszłości, ludzie do których mówił w ten sposób, cierpieli, a przeszłość zostawia po sobie ślady. Jednakże te czasy minęły.
- Dziesięć!... Dziewięć!... Osiem!... - muzyka ucichła i ludzie zaczęli odliczanie.
Spojrzeli na siebie, zupełnie zapominając o obecności innych osób. Nie liczyło się nic więcej, oprócz tego, jak w tej chwili jej niebieskie oczy błyszczały. Bez sztucznych rzęs i całego makijażu, mógł bez przeszkód zobaczyć ten szafirowy odcień.
- Trzy!... Dwa!... - krzyczeli ludzie.
Haymitch w ułamku sekundy, nachylił się w stronę Effie i ich usta złączyły się w pocałunku. Słodki i niespieszny pocałunek, uwolnił z jego ciała całą tęsknotę, którą odczuwał przez cały miniony rok. Po tym, jak Effie objęła go w pasie, poznał, że jej tęsknota dorównywała jego. Ujął jej twarz w swoje dłonie, nie chcąc przerywać tej wspaniałej chwili.
W powietrzu zaczęły wybuchać fajerwerki. Ludzie zaczęli krzyczeć z radości, muzyka znów zabrzmiała, jednak dla nich się to nie liczyło. Właśnie trwali w swojej własnej, małej nieskończoności i żadne przyziemne rzeczy nie miały dla nich znaczenia. Jedyne co się liczyło było to, że czuli swoją bliskość i że właśnie zaczęli nowy rok. Bez wątpienia, ten rok, zapowiadał się o wiele lepiej, niż poprzedni.

3 komentarze:

  1. Jezu, jakie to jest słodkie! Podobają mi się te one-shoty!
    A ten tekst: "-Magiczne rzeczy, powinno się oglądać z osobami, które się kocha. -Więc... Mogę obejrzeć je z tobą?" wygrywa wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwww kochane!! Piękne to bylo ;) takie slodkie i przecudowne :) dawaj nowe opowiadanko bo ja z nudów juz stare z tego bloga zaczynam czytac :) -Winner

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to! *u*
    Hayffie forever.
    "
    Właśnie trwali w swojej własnej, małej nieskończoności i żadne przyziemne rzeczy nie miały dla nich znaczenia."

    OdpowiedzUsuń