Effie
Kiedy zakończyła się ceremonia otwarcia igrzysk, pogratulowałam Katniss i Peecie świetnych strojów i zaczęłam szukać wzrokiem trybutów z dystryktu czwartego, dokładniej Mags. W końcu ją znalazłam. Rozmawiała właśnie z Beeteem i Wiress. Ruszyłam powoli w ich kierunku, a chwilę później Beetee i Wiress sobie poszli, więc przyspieszyłam kroku i już stałam koło Mags.
-Cześć, Mags. - powiedziałam ze ściśniętym gardłem.
Odwróciła się do mnie, a ja po prostu ją przytuliłam.
- Pamiętasz mnie? To ja, Effie. - ze wszystkich sił starałam się nie płakać.
- Oczywiście, że cię pamiętam, kochanie. Tylko wcale nie wyglądasz jak ty. Masz inną perukę za każdym razem kiedy cię widzę.
- Tak. - przyznałam i dotknęłam swojej peruki. - Masz rację. Bardzo za tobą tęskniłam, Mags.
Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
- Ja za tobą też, kochanie. Chciałabym, żebyśmy miały dla siebie więcej czasu.
- Też bym tego chciała. - wyszeptałam
- Effie. - odwróciłam się i zobaczyłam Haymitcha, stojącego kilka kroków za mną. - Musimy już iść.
- Dobrze. - powiedziałam - Zaraz do was przyjdę. - odwróciłam się do Mags i mocno ją przytuliłam - Uważaj na siebie, dobrze?
- Ty na siebie też, kochanie.
Z ciężkim sercem się z nią pożegnałam i ruszyłam za Haymitchem.
Haymitch
Kiedy wjechaliśmy windą na dwunaste piętro, odprowadziłem Effie do drzwi jej pokoju. Nie mogłem przestać się zastanawiać dlaczego Effie tak bardzo przejmuje się Mags. O czymkolwiek z nią rozmawiało, to wyglądało tak jakby ją znała.
- Mogę ci w czymś pomóc? - zapytała Effie, kiedy zorientowała się, że stoję za nią.
- Wszystko w porządku, Effie?
- Tak... Ja tylko... Martwię się o Mags. Chciałabym, żeby to się nigdy nie zdarzyło... Nie zasługuje na to.
- Nikt na to nie zasługuje, Effie.
- Wiem o tym. Nikt nie powinien czegoś takiego przeżywać. Tylko... Chciałabym mieć więcej czasu z Mags, żeby móc ją lepiej poznać. - powiedziała, a w oczach zalśniły jej łzy.
- Nie znasz jej. Nigdy wcześniej nie miałaś szansy jej spotkać. Przez Kapitol muszę oglądać jak moi przyjaciele umierają. Nie masz pojęcia jak to jest!
Byłem wściekły. Effie nigdy nie czuła się tak, jak ludzie z dystryktów. Nigdy nie musiała nic takiego przeżywać. Nie ma pojęcia jakie to jest uczucie. Nie zna tych ludzi tak bardzo jak ja.
- Może i nie znam kilku z nich, ale... - zaczęła, ale jej przerwałem
- Nie. Nie znasz żadnego z nich. - miałem nadzieję, że w końcu zrozumie jak ciężko jest być w takiej sytuacji. - Ty tylko... Nie mogę w to uwierzyć!
- Nie rozumiem cię, Haymitch! W co takiego nie możesz uwierzyć?
Oboje zaczęliśmy coraz bardziej podnosić głos.
- Nie mogę uwierzyć, że kiedykolwiek myślałem, że mogę się w tobie zakochać! W tobie! W Kapitolińskiej opiekunce trybutów, która nie ma zielonego pojęcia o tym, co wszyscy w dystryktach przeżywają! - krzyknąłem. Złość we mnie buzowała i nie mogłem tego powstrzymać.
Przez jakąś minutę panowała cisza. Effie patrzyła na mnie w osłupieniu. Kiedy w końcu się ocknęła, wyszeptała
- Myślisz, że jesteś we mnie zakochany?
- Powiedziałem, że byłem. Ale nie mogę zrozumieć dlaczego. Jesteś taka sama jak cała reszta. - powiedziałem, teraz już trochę spokojniej.
- Naprawdę, bardzo ci współczuję Haymitch. Nic o mnie nie wiesz.
Odwróciła się i otworzyła drzwi do swojego pokoju.
- Przepraszam, Effie. - powiedziałem - Nie chciałem na ciebie tak naskoczyć. Po prostu... Nie wytrzymuję tego, że muszę oglądać wszystkich moich przyjaciół, Katniss i Peetę, jak wracają na arenę. To po prostu... Nienawidzę Kapitolu za to, że robi nam to wszystko. Widzisz jak bardzo to wszystko nas rani i jestem pewien, że to dotyka także ciebie. Nie chciałem mówić, że jesteś taka sama jak oni...
- Mówisz, że nienawidzisz Kapitolu... Czy to nie znaczy, że mnie też nienawidzisz? - zapytała patrząc mi prosto w oczy.
- Nie. Nie nienawidzę cię, Effie.
Patrzyła na mnie przez chwilę.
- Myślę, że powinieneś już iść.
Weszła do pokoju, ale zawahała się z zamknięciem ich.
- Wiesz... - powiedziała - To nie jest tak, że płaczę i rozmawiam z Mags tylko dlatego, że widziałam ją raz w telewizji i wiem jak jak się teraz czuje. Znam Mags. - Zawahała się przez sekundę po czym dodała - To moja babcia.
Czekała aż coś powiem, ale nic nie mogłem wykrztusić.
- Teraz widzisz, że nie znasz mnie tak jak ci się wydawało. - powiedziała z goryczą w głosie i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Stałem przez chwilę, próbując przyswoić to co właśnie do mnie powiedziała. Kiedy to w końcu do mnie dotarło zacząłem dobijać się do jej drzwi. Pukałem chyba przez dziesięć minut, ale mi nie otworzyła. W końcu dałem za wygraną i wróciłem do swojego pokoju, wiedząc, że tej nocy nie zasnę, myśląc o tym wszystkim.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz