Haymitch
Siedziałem tam. Wpatrywałem się w puste krzesło, gdzie jeszcze kilka chwil temu, siedziała Effie. Nie mogłem jej powiedzieć tego, że ją kocham. Po pierwsze, nie wiedziałem jak na to zareaguje. To znaczy, nie wiedziałem co ona czuje. Po drugie, tak jak mi to wczoraj udowodniła, nie wiedziałem o niej absolutnie nic. Dodatkowo, bałem się komukolwiek zaufać na tyle, żeby być z kimś w związku. Tak jak o tym powiedziałem wczorajszej nocy Peecie. Bałem się tego, że Kapitol ją skrzywdzi...
Jak tak o tym myślałem, prawie się cieszyłem z tego, że nie powiedziałem jej o swoich uczuciach.
Prawie.
Effie
Przez następne kilka dni byłam strasznie milcząca i przybita. Widziałam pytające spojrzenia Katniss, ale tylko kręciłam głową, nie chcąc o tym rozmawiać i gdy tylko nadarzała się okazja, wymykałam się do swojego pokoju.
Oczywiście wiedziałam, że gdy tylko skończą się indywidualne treningi, będę zmuszona spędzać więcej czasu z Haymitchem. Wiedziałam też, że czas, który powinnam spędzać z Katniss i Peetą nieuchronnie się kończy.
Dziś Katniss i Peeta zaczynają trening. Zaplanowałam Haymitchowi spotkania z ludźmi, którzy mogliby sponsorować naszych trybutów. Ja tymczasem udałam się na spotkanie z Cinną i Portią w sprawie strojów, które Katniss i Peeta założą na czas wywiadów.
Ogłosiłam ten plan podczas śniadania. Haymitch od razu wyszedł z jadalni, a Peeta ruszył za nim.
Katniss spojrzała na mnie ponad stołem.
- Co to ma być? - Zapytała nieco przyciszonym głosem. - Od jakiegoś czasu dziwnie się zachowujesz, Effie. Co się stało?
- On nie... - zająknęłam się - On nie czuje tego samego co ja. Będzie dobrze. Przepraszam, że tak mało czasu z wami spędzam. Obiecuję, że to się zmieni.
Starałam się, żeby wszystko brzmiało lepiej. Nie chciałam, żeby Katniss wiedziała jak bardzo jest mi z tym źle.
- Czy on wie co czujesz?
- Nie. Nie widziałam powodu, żeby mu mówić, skoro już wiem, co on czuje.
- Myślę, że powinnaś mu o tym powiedzieć. - powiedziała, a po chwili dodała. - Bo po co miałby wspominać cokolwiek o miłości, gdyby się nigdy nad tym nie zastanawiał? Przemyśl to, Effie.
Katniss poszła na trening. Zostałam sama myśląc o tym co właśnie powiedziała. Kiedy dłużej się nad tym wszystkim zastanawiałam, stwierdziłam, że Katniss ma rację. Po co Haymitch miałby mówić o miłości, gdyby rzeczywiście nic nigdy nie czuł?
...
Byłam zadowolona ze stroju Katniss, który włoży na wywiad. Prezydent Snow chciał, żeby Katniss założyła suknię ślubną, ale i tak wiedziałam, że Cinna doda jeszcze coś od siebie.
Kiedy przyszła pora obiadu, weszłam do jadalni i zastałam tam tylko Katniss.
- Witaj, Katniss. - powiedziałam, a ona posłała mi przyjacielski uśmiech.
Usiadłam przy stole na przeciwko niej i zapytałam.
- Gdzie są chłopcy?
- Chyba obmyślają naszą strategię na czas Igrzysk.
- Och... Wiesz już z kogo chciałabyś za sojusznika?
Próbowałam nawiązać jakąś rozmowę, żeby zatrzeć wspomnienia tego, że przez kilka ostatnich dni prawie się nie odzywałam.
- Myślałam o Beeteem i Wiress... I może o Mags. - powiedziała między dwoma kęsami kurczaka.
Ucieszyłam się na wieść o tym, że Katniss wybrała Mags. Wiedziałam, że Mags nie ma szans na to, żeby wydostać się z areny, ale przynajmniej nie będzie tam sama. Byłam pewna, że Mags będzie zachwycona mając przy sobie Katniss... Prawdopodobnie będzie też mieć przy sobie Finnicka.
- Dziękuję, Katniss.
- Za co? - spojrzała na mnie zdumiona.
Nie mogłam jej powiedzieć, dlaczego cieszę się, że wybrała Mags.
- Za to, że ich nie odrzuciłaś.
...
Dziś kończył się indywidualny trening.
Dziś to ja próbowałam znaleźć sponsorów dla Katniss i Peety, a Haymitch rozmawiał z Cinną i Portią.
Przyszedł czas na ogłoszenie wyników indywidualnych treningów. Do salonu przyszłam jako pierwsza. Usiadłam na kanapie i zaczęłam się zastanawiać gdzie reszta.
Katniss i Peeta są pewnie w swoich pokojach. Haymitch pewnie jeszcze rozmawia z Cinną.
Myślałam o Mags i o jej wyniku. Podczas jej Igrzysk, lata temu, jej wynik wynosił osiem punktów. Naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać w tym roku.
Do salonu wszedł Haymitch i usiadł na kanapie po mojej prawej stronie. Czułam na sobie jego spojrzenie. Chyba chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie weszła Katniss razem z Peetą.
Peeta usiadł po mojej lewej stronie, a Katniss usiadła na fotelu, obok kanapy. Wpatrywałam się w błyszczący herb Panem, który właśnie rozbłysł na ekranie, wraz z dźwiękami hymnu.
Na ekranie pojawił się Caesar Flickerman i po krótkim wstępie zaczął podawać punktacje trybutów. Nie zwracałam uwagi na punktacje pierwszych trzech dystryktów. Kiedy przyszła kolej na Dystrykt Czwarty, zaczęłam się denerwować. Finnick dostał dziewiątkę. Teraz przyszedł czas na Mags. Wstrzymałam oddech i... wpatrywałam się w błyszczącą trójkę, krążącą wokół jej zdjęcia.
Haymitch, pocieszająco ścisnął moją dłoń.
Siedziałam cicho, aż do końca programu. Nie rozumiałam, dlaczego Katniss i Peeta dostali po dwunastce. Dlaczego taki wysoki wynik? W połowie słuchałam jak Haymitch mówił, że najprawdopodobniej dostali tyle punktów, żeby reszta uczestników obrała ich jako pierwszy cel. Uśmiechnęłam się do nich pocieszająco i wyszłam z salonu.
Zamknęłam się w swoim pokoju, usiadłam na łóżku i nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że zaczęłam płakać.
Chwilę później usłyszałam głos, dobiegający zza drzwi.
- Effie? - powiedział Haymitch. - Mogę wejść?
Wstałam, ocierając łzy i otworzyłam drzwi.
Niespodziewanie znalazłam się w objęciach Haymitcha.
- Wszystko dobrze? - zapytał głosem, który zdradzał, że się martwi.
- Tak... To znaczy... Mags nie jest już taka młoda jak kiedyś, to wielkie szczęście, że dostała taki wynik.
Spojrzał na mnie, a jego oczy miały nieodgadniony wyraz.
- Effie, myślałem o tym co mówiłaś... O tym, że nic o tobie nie wiem... Chciałbym to zmienić.
Zapadła krępująca cisza. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale najwidoczniej Haymitch był przygotowany.
- Masz ochotę na piknik?
Patrzyłam na niego zdezorientowana. Co ma jedno do drugiego?
- Piknik? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak. - pokiwał głową, nagle wyraźnie podniecony.
- No... No, dobrze. - powiedziałam w końcu.
Wziął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju. Szliśmy przez kilka korytarzy, aż w końcu dotarliśmy do schodów. Nigdy wcześniej tutaj nie byłam. Haymitch nie zatrzymywał się tylko zaczął iść w górę po schodach, ciągnąc mnie za sobą. Na samej górze były drzwi. Przed nimi, Haymitch się zatrzymał, a jego twarz pojaśniała w uśmiechu.
- Zamknij oczy. - powiedział. Uniosłam pytająco brew. - Zaufaj mi, Eff. Chcę ci coś pokazać.
Zamknęłam oczy, intensywnie walcząc w pokusą ich otwarcia. Mimo to, że je zamknęłam, poczułam jak Haymitch jeszcze dodatkowo przysłania mi oczy ręką. Czyli z podglądania nici.
Usłyszałam jak otwiera drzwi i poczułam lekki powiew wiatru. Czyli byliśmy na dachu. Haymitch chwycił mnie wolną ręką za ramię i poprowadził ostrożnie do przodu.
- Mam pomysł. - usłyszałam radosny głos Haymitcha. - Masz lęk wysokości?
Zdziwiło mnie to pytanie, ale odpowiedziałam.
- Nie. Haymitch, co ty...
- Zaufaj mi. - powtórzył.
Przeszliśmy jeszcze kawałek, aż w końcu się zatrzymaliśmy. Poczułam jak Haymitch obejmuje mnie od tyłu w talii i opiera się brodą o moje ramię.
- Otwórz oczy. - szepnął, a ja go posłuchałam.
Kiedy otworzyłam oczy, pierwsze co zobaczyłam to zapierający dech w piersiach widok. Wspaniały zachód słońca, rozciągający się nad panoramą miasta. Promienie słoneczne przedzierały się między budynkami, niczym macki olbrzymiego potwora. Cudowny widok. Cieszyło mnie to, że Haymitch mi to pokazał.
Dopiero w drugiej kolejności zdałam sobie sprawę z tego, że stoimy na samej krawędzi dachu. I że wystarczyłby jeden krok w przód, żeby spaść bezwładnie w dół. To dlatego Haymitch mnie obejmował. Żebym nie spadła.
- Jak pięknie. - westchnęłam.
- Cieszę się że ci się podoba.
Odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć i stwierdziłam, że nasze twarze dzielą tylko milimetry. Patrzyłam w jego metalicznie szare oczy. Miałam wrażenie, że ta chwila trwa wiecznie.
Haymitch pociągnął mnie trochę w tył, żebyśmy oboje znaleźli się w bezpiecznej odległości od krawędzi dachu.
- A teraz, czas na piknik. - powiedział z uśmiechem i wskazał za siebie. Odwróciłam się w tamtym kierunku i zobaczyłam rozłożony koc i wiklinowy koszyk. Uśmiechnęłam się szeroko na ten widok.
Usiedliśmy na kocu i Haymitch wyciągnął z koszyka dwie szklanki.
- Przepraszam, że to nie wino, tylko sok z winogron, ale dziś nie piję.
Zaśmiałam się i wzięłam od niego szklankę z sokiem.
- Nic nie szkodzi.
- Mamy jeszcze placek. Masz ochotę?
- Tak, dziękuję.
Wzięłam od niego kawałek kruchego placka z jabłkami.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, jedząc, a ja wpatrywałam się w piękny zachód słońca.
- Effie? - odwróciłam się do niego i zauważyłam, że ma śmiertelnie poważną minę. - Jak już mówiłem, chciałbym cię poznać... Ale nie jestem pewien czy ty tego chcesz?
Chciałam. Jak najbardziej chciałam, żeby mnie poznał. Prawdziwą mnie. Ale bałam się, że to co usłyszy może mu się nie spodobać. Przypomniało mi się co powiedziała mi Katniss, że powinnam z nim porozmawiać i wyjaśnić wszystkie sprawy. Postanowiłam mu zaufać.
- Chcę. - powiedziałam. - Ale... Nie wiem od czego mam zacząć.
- Od początku. - odpowiedział z delikatnym uśmieszkiem na ustach.
- Cóż, ja... Nigdy... Nigdy nikomu tego nie opowiadałam... Boję się.
- Effie, proszę. - spojrzał mi prosto w oczy. Poczułam jak tonę w jego spojrzeniu.
- No więc... Od początku... Urodziłam się i wychowałam w Czwartym Dystrykcie. Moi rodzice, wiecznie nieobecni, chyba całe życie spędzili na morzu. Ale nie brakowało mi ich. Miałam Mags i dziadka. To oni mnie wychowali, nauczyli pływać, robić haczyki i łowić ryby. Kiedy miałam dwanaście lat, strasznie bałam się śmierci. Myślałam o niej bez przerwy. Ale Mags zawsze mówiła, że nic mi się nie stanie, że nie zostanę wylosowana, i że ona mnie ochroni. Tak było do moich osiemnastych urodzin. Nic się nigdy nie wydarzyło... Miałam zacząć nową pracę, ale nawet nie sądziłam, że wszystko może się tak szybko zmienić. Poznałam kogoś i myślałam, że to właśnie miłość... - usłyszałam w swoim głosie gorycz. - Miał na imię Rupert. Był z Kapitolu. Przyjechał do Czwórki na dwa miesiące w ramach pracy. Był asystentem prezydenta Snowa... Kiedy przyszedł czas jego wyjazdu, powiedział, że chcę żebym z nim wyjechała i oświadczył się. Zgodziłam się, ale bałam się co będzie z Mags i dziadkiem. Powiedział, że załatwi mi pracę w Kapitolu i będę mogła przyjeżdżać do Czwórki. Mags oczywiście nic nie powiedziała, bo cieszyła się moim szczęściem. Z myślą, że niedługo ją zobaczę, powiedziałam jej tylko "do widzenia". Nie spodziewałam się że wszystko znów tak szybko się zmieni... Po przyjeździe do Kapitolu... Rupert bardzo się zmienił. Stał się zupełnie inną osobą, niż tą w której się zakochałam... Kiedy teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że to w Czwórce udawał kogoś kim nie był. Stał się bardzo brutalny, mroczny... Widziałam co robił dla Snowa i kiedy tylko zrozumiałam jak bardzo się pomyliłam w stosunku do niego, zerwałam z nim i chciałam natychmiast wracać do domu. Jednak, prezydent Snow uznał, że wiem za dużo. Żeby mnie uciszyć, dał mi pracę jako opiekunka trybutów. Zmienił mi nazwisko, żeby nikt się nie zorientował. Kiedy rozmawiałam z Mags zaraz po zakończeniu ceremonii, powiedziała, że mam tylko inną perukę, niż ostatnio...
Zakończyłam swoją opowieść i zapadła cisza. Słońce zdążyło zajść i zrobiło się chłodno. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że płaczę, dopóki nie zauważyłam spadających na moje ręce łez.
- Przepraszam. - powiedziałam, spoglądając na Haymitcha. Patrzył na mnie, ale zdawało mi się, że myślami jest strasznie daleko od miejsca w którym siedzieliśmy.
- Nie, nie... Ja tylko... Wow... To takie nieprawdopodobne... Że to wszystko się tobie przydarzyło... Effie, tak bardzo cię przepraszam... No wiesz, za to wszystko co kiedykolwiek mówiłem. Teraz tak bardzo mi głupio z tego powodu...
- Nie przepraszaj. Po prostu nie wiedziałeś...
Haymitch przysunął się do mnie i objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w jego pierś. Nagle zrobiło mi się strasznie zimno i zaczęłam drżeć, mimo jego bliskości.
- Czas wracać. - powiedział, bo zauważył w jakim jestem stanie.
Odprowadził mnie pod drzwi do mojego pokoju i kiedy miałam się już z nim pożegnać powiedział
- Mogłabyś przyjść za piętnaście minut do mojego pokoju?
Pokiwałam głową. Byłam ciekawa po co mam do niego przyjść, a z drugiej strony bardzo się cieszyłam, że po tym jak poznał moją przeszłość, nadal chciał ze mną przebywać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz