czwartek, 7 sierpnia 2014

Kim Jesteś?: Rozdział XIV


Effie
Ból. Otępienie. Strata. Pustka. Samotność... Nie. Nie byłam samotna. Przez cały ten czas miałam przy sobie Haymitcha... Ale nie chodziło mi o taki rodzaj samotności. Czułam się tak, jakbym znów dowiedziała się, że nigdy więcej nie wrócę już do Czwórki. To było straszne uczucie. Okropne, przerażające Déjà vu. Koszmarny sen z którego nie mogłam się obudzić...
Siedziałam razem z Haymitchem i Portią przy obiedzie, kiedy nagle wyrywając się z tego okropnego otępienia, zdałam sobie sprawę, że kogoś brakuje.
- Gdzie jest Cinna? - odezwałam się po raz pierwszy w tym dniu.
Zauważyłam, że Haymitch i Portia wymieniają szybkie spojrzenia. Haymitch utkwił we mnie wzrok i już wiedziałam, że coś jest nie tak.
- Effie, nie chcieliśmy...
- Gdzie jest Cinna? - zapytałam głośniej.
Portia nie chciała na mnie spojrzeć. Wbiła wzrok w swoim talerzu, jakby nagle bardzo ją zainteresował. Wpatrzyłam się intensywnie w Haymitcha.
- Cinna... On... - nie wiedział jak mi to powiedzieć. - Wiesz, jak bardzo naraził się Kapitolowi, kiedy zmienił Katniss w Kosogłosa... Więc... Nie wiemy gdzie teraz jest. Z naszych informacji wynika, że prezydent Snow, kazał go zabić... 
Ostatnie słowa tłoczyły się w mojej głowie. Wypełniały ją niczym toksyczny dym. Ale przecież... Cinna nie mógł zginąć... To musi być jakaś pomyłka. Przecież jeszcze przedwczoraj z nim rozmawiałam.
Patrzyłam na Haymitcha z niedowierzaniem, że mówi to tak spokojnie... I nagle zrozumiała. Wiedział, że to się tak skończy. Rozmawiał z Cinną i wiedział. Prawdopodobnie sam Cinna wiedział, że to właśnie tak się skończy.
Wciąż nie mogłam w to uwierzyć...
- Effie? - zdałam sobie sprawę, że patrzę się tępo w przestrzeń, pogrążona we własnych myślach.
- Przepraszam. - powiedziałam i wstałam od stołu. Czym prędzej wróciłam do swojego pokoju, żeby tylko nie widzieć ich współczujących spojrzeń. Miałam tego dość. Było mi ciężko, to prawda... Najpierw Mags, a teraz Cinna... Ale nie chciałam ich współczucia. To było najgorsze.
Zamknęłam za sobą drzwi, ściągnęłam perukę i cisnęłam ją w kąt pokoju. Położyłam się na placach na łóżku i wpatrywałam się tępo w sufit. Starałam się nie myśleć o niczym. Po prostu odsunąć od siebie wszystkie myśli, uczucia i wspomnienia.
Minęło jakieś pięć minut, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Od razu wiedziałam kto to.
- Wejdź. - powiedziałam nie ruszając się z miejsca. Obróciłam głowę w jego stronę i stwierdziłam, że wcale się nie pomyliłam. Haymitch właśnie zamykał za sobą drzwi.
- Dobrze się czujesz? - zapytał podchodząc do mnie i kładąc się obok mnie na łóżku. Przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło.
- Tak, ja tylko... Nie wiem co mam robić, Haymitch. - zacisnęłam zęby, żeby powstrzymać się od płaczu... Zupełnie jakbym znów była na szkoleniu dla opiekunów trybutów. - Nie mogę wytrzymać tego współczucia w twoich oczach kiedy na mnie patrzysz... To boli jeszcze bardziej...
- Po prostu martwię się o ciebie, Eff.
- Wiem... - zapadła długa cisza, podczas której wpatrywaliśmy się w siebie. - Boję się, że cię stracę. - wyszeptałam nagle. Wszelkie bariery pękły i łzy znów potoczyły się po moich policzkach. 
- Jestem przy tobie, skarbie.
- Tak, ale wszyscy ludzie, których kochałam teraz po prostu umierają.
- Witaj w moim świecie. - powiedział gorzko, po chwili milczenia. Spojrzałam na niego zdziwiona, aż zdałam sobie sprawę, że przecież Snow kazał zamordować każdego kogo Haymitch kochał.
- Przepraszam, ja... Po prostu się boję. Nie chcę cię stracić. Cinna był moim przyjacielem i jest mi naprawdę przykro, że... Mags... Ona... Ona wiedziała, że to się tak skończy, była moją jedyną, prawdziwą rodziną. A ty... Nie przeżyję kolejnej straty, Haymitch... Tym bardziej straty ciebie.
Patrzył na mnie z takim uczuciem, że chciałam odwrócić wzrok, ale nie mogłam. Przygwoździł mnie swoim magnetycznym spojrzeniem. Czułam się jakby mnie nim hipnotyzował.
- Kocham cię. - szepnęłam, a on lekko się uśmiechnął i odpowiedział.
- Wiesz, że ja ciebie też kocham. 
Poczułam jak jego wargi stykają się z moimi. I poczułam jakby dzięki temu pocałunkowi, Haymitch zabierał ode mnie wszystkie moje troski i zmartwienia. Przez tą jedną chwilę znów czułam się w pełni szczęśliwa, nie nękana przykrymi wspomnieniami.
Skupiałam się tylko i wyłącznie na zmysłach i czułam jego gorący oddech na swojej skórze. Miękkie wargi na swoich. Czułam delikatny zapach wody kolońskiej. Czułam jak jego ręce błądziły po moich plecach, zostawiając za sobą gęsią skórkę.
Ale ten pocałunek, tak jak się zaczął, musiał się skończyć. Haymitch oderwał się ode mnie i patrzył na mnie swoimi szarymi oczami.
...
Tej nocy zostałam gwałtownie wyrwana ze snu. Nie wiedziałam co się dzieje. Poczułam jak ktoś zwleka mnie brutalnie z łóżka. Coś gorącego musnęło mój policzek i sekundę później poczułam palący, oślepiający ból. Co się dzieje? Nie miałam pojęcia. Nic nie widziałam, bo oczy miałam czymś zawiązane. Poczułam jak ktoś chwyta mnie mocno za ramię. Bolesne ukłucie i chwilę później straciłam świadomość...

1 komentarz:

  1. 26 yrs old Desktop Support Technician Kori Bottinelli, hailing from Cumberland enjoys watching movies like "Truman Show, The" and Leather crafting. Took a trip to Historic Fortified Town of Campeche and drives a Ferrari 250 GTO. klikajac tutaj

    OdpowiedzUsuń