czwartek, 7 sierpnia 2014

Kim Jesteś?: Rozdział V


Effie
Usłyszałam pukanie do drzwi i zdenerwowana poszłam otworzyć.
- Haymitch, naprawdę nie mam ochoty ro... Och, witaj, Katniss.
Patrzyłam na nią nieco zdziwiona. Nie spodziewałam się że ją zobaczę.
Katniss przyjrzała mi się uważnie i z troską.
- Wszystko gra, Effie? - zapytała spokojnie, wciąż uważnie się we mnie wpatrując. - Słyszałam krzyki jakiś czas temu. 
- Och. Przepraszam jeśli to cię obudziło.
- W porządku. Nie spałam... Więc... Co się stało?
- Nic takiego, nie chcę cię tym zamęczać... Wszystko się ułoży.
Chciałabym wierzyć w to co powiedziałam.
- Jeśli dwoje ludzi na siebie krzyczy w taki sposób, to nie jest "nic takiego". Jestem pewna, że to mnie nie zamęczy. Muszę się na czymś skupić, żeby oderwać się od Igrzysk... Proszę. - dodała, niemal błagalnie.
- No dobrze - powiedziałam - usiądź, skarbie.
Weszła do środka i usiadła na kanapie, a ja zamknęłam drzwi, po czym usiadłam na fotelu na przeciwko niej.
- No więc... Te krzyki, które słyszałaś... To był Haymitch i ja.
Wzięłam głęboki oddech. Dziwnie się czułam rozmawiając z Katniss. Zawsze miałam wrażenie, że stawia przed sobą bariery i odgradza się nimi od ludzi. A teraz siedziała tutaj, na mojej kanapie i patrzyła na mnie tak, jakby się martwiła.
- Ale co się stało? - zapytała
- Cóż, umm... Haymitch wściekł się, bo myślał, że czegoś nie rozumiem... A później powiedział, że... - zawahałam się - powiedział, że mnie kochał, ale że już mu przeszło. I teraz nie wiem czy powiedział tak, dlatego, że się wściekł i wciąż mnie kocha, czy wręcz przeciwnie. Po prostu nie wiem... Zaraz po kłótni mnie przeprosił, ale powiedziałam mu, żeby odszedł i zatrzasnęłam drzwi... Przez jakiś czas pukał do drzwi, ale w końcu odpuścił... 
Zapadła krótka cisza, aż w końcu Katniss zapytała
- Effie? Kochasz Haymitcha?
Zawahałam się przez chwilę. Czy go kocham?
- Ja... Jestem pewna, że go kocham. Tylko raz czułam coś podobnego, do kogoś innego... Ale to... To co czuję do Haymitcha jest o wiele silniejsze. Kocham go.
Sama siebie tym zaskoczyłam. Co innego myśleć o tym, a co innego wypowiedzieć to na głos. Ale kiedy tylko to powiedziałam, wiedziałam, że taka jest prawda.
- Ale teraz... - powiedziałam - po tym co powiedział, jestem na niego wściekła. Kocham go, ale nie mam ochoty teraz z nim rozmawiać. Nie mogę.
- Może - odezwała się cicho, Katniss. - Może po prostu spróbuj z nim porozmawiać jutro. Po prostu spróbuj wyjaśnić z nim te sprawy, które nie dają ci spokoju. To może sprawić, że będziesz wiedziała na czym stoisz. I nie przejmuj się tym co powiedział. Haymitch jest po prostu zdenerwowany tą całą sytuacją... Myślę, że chyba wszyscy są.
- Może. - przyznałam. - Dziękuję ci, Katniss.
Uśmiechnęłam się do niej. Miło było się jej zwierzyć, niczym przyjaciółce.
Kilka minut później Katniss wyszła. Myślę, że ta rozmowa pomogła nam obu. Jej pomogła zapomnieć na jakiś czas o Igrzyskach, a mnie pozwoliła po prostu pomyśleć o Haymitchu.
...
Tego ranka, poszłam na śniadanie o wiele wcześniej, mając nadzieję, że nie zastanę tam nikogo. Na moje nieszczęście, kiedy weszłam do jadalni, zastałam tam tylko Haymitcha.
- Witaj Haymitch. - przywitałam go chłodno.
Starałam się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego. Usiadłam na swoim zwykłym miejscu, naprzeciwko niego. Wbiłam wzrok w talerz,
- Wiesz... To nieuprzejme nie utrzymywać z kimś kontaktu wzrokowego, kiedy się z kimś rozmawia... Chyba opuściłaś tą lekcję manier. - starał się ze wszystkich sił, żebym tylko się uśmiechnęła. Mogłoby zadziałać, gdybym wciąż nie pamiętała wczorajszej kłótni.
- Cóż, Haymitch, przepraszam. - powiedziałam, zerkając na niego i znów wbijając wzrok w talerz. Zauważyłam, że tego ranka nie ma ze sobą szklanki z alkoholem.
- Naprawdę, bardzo cię przepraszam, Effie. Po prostu, jak głupek się wczoraj wściekłem. - naprawdę się starał ze wszystkich sił. - Wybaczysz mi, Eff?
Zastanawiałam się przez minutę, bo wszystko dokładnie przemyślałam w nocy. 
- Tak... Rozumiem, że mogłeś myśleć, że nie znam Mags i dlaczego się tak wściekłeś.
- Dziękuję... Jeśli chciałabyś porozmawiać o Mags... To znaczy... Jestem tu... Postaram się zrozumieć, jak... - nie mógł znaleźć słów, ale i tak go rozumiałam. Uśmiechnęłam się do niego.
- Dziękuję ci Haymitch, to bardzo miłe z twojej strony.
Nie chciałam mu dawać jasnej odpowiedzi. 
Siedzieliśmy jakąś minutę w ciszy, aż w końcu zapytałam
- Gdzie są dzieci?
- Peeta powiedział, że dadzą nam czas na rozmowę... Żebyśmy mogli obgadać parę spraw. - powiedział Haymitch - Przyszedł do mojego pokoju, zaraz po naszej kłótni.
- Katniss przyszła do mnie jakąś godzinę po tym jak poszedłeś.
Zdałam sobie sprawę z tego, że mamy czas na rozmowę, więc nie mogłam się powstrzymać... Musiałam to wiedzieć.
- Posłuchaj, Haymitch, muszę cię zapytać o coś co powiedziałeś wczoraj w nocy... To coś nie daje mi spokoju. Wiesz o czym mówię?
- Nie miałem tego na myśli.
- Nie miałeś na myśli tego, że kiedykolwiek, czy tego, że już przestałeś?
Wiedziałam, że będę cierpieć, ale wciąż go kocham, więc musiałam wiedzieć co on czuje.
- Po prostu nie miałem tego na myśli. Po prostu mi się to wymsknęło. Posłuchaj, Effie, możemy o tym zapomnieć?
Kiedy to powiedział, coś moim sercu pękło. Wiedziałam, że będę cierpieć, ale teraz przynajmniej byłam pewna co on czuje.
- Och, okey. Lepiej pójdę sprawdzić czy Katniss i Peeta nie potrzebują czegoś do jedzenia.
Wstałam od stołu i wyszłam z jadalni. Ruszyłam prosto do swojego pokoju, z całych sił powstrzymując się od łez, które popłynęłyby po mojej twarzy i zmyły cały makijaż.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz