Effie
Znów byłam w znajomym pokoju. W oddali usłyszałam agoniczny krzyk. Obróciłam się odruchowo, ale za mną była tylko ściana. Poczułam mrowienie na karku, ale nie wiedziałam o co chodzi... Moje ciało zareagowało szybciej, niż moja świadomość. Ręce zaczęły mi się pocić, oddech przyspieszył i zaczęłam drżeć. Poczułam przeraźliwe zimno... Zamarłam w niedowierzaniu. Już wiedziałam na co tak reaguję - to ten okropny odór. Krew i róże. Nie... To nie jest prawdziwe. Zaczęłam krzyczeć i chwilę później poczułam na ramieniu czyjąś rękę. Zaczęłam się szarpać i wyrywać, ale nie mogłam stamtąd uciec.
- Effie! Obudź się! Skarbie, otwórz oczy. To tylko sen.
Otworzyłam oczy i ujrzałam nad sobą, zaniepokojoną twarz Haymitcha. Cały czas drżałam i ciężko dyszałam, jakbym właśnie przebiegła kilka kilometrów. Zarzuciłam Haymitchowi ręce na szyję i zdałam sobie sprawę, że twarz mam mokrą od łez. Poczułam jego silne ramiona wokół siebie i miałam wrażenie, że jestem całkowicie bezpieczna.
Od czasu, kiedy Haymitch mnie do siebie przygarnął minęło kilka tygodni. Czułam się tak, jakbym była w transie. Wiele rzeczy do mnie nie docierało. Bałam się każdego podejrzanego cienia, bo myślałam, że za chwilę coś się na mnie rzuci... ale nic się nigdy nie działo. Nic mi już nie zagrażało, ale wciąż nie mogłam wyzbyć się tego lęku. Wciąż myliłam rzeczywistość z koszmarami i na odwrót.
Żyłam teraz w Trzynastce, razem z Haymitchem. Wszystko wydawało mi się przerażająco zorganizowane... To znaczy, jasne, fakt... Też zawsze byłam zorganizowana, ale oni... To było aż nienaturalne.
Każdego ranka tatuowano mi na ramieniu plan zajęć na cały dzień, do którego i tak się nie stosowałam. Pojawiałam się tylko na posiłkach.
Haymitch przez cały czas mi towarzyszył. Cieszyłam się, że mam go przy sobie. Chociaż jedna przyjazna mi twarz. Katniss była zajęta, a Peeta... Cóż... Peeta ucierpiał bardziej niż ktokolwiek z nas.
Przez te wszystkie dni, kiedy byłam w swojej celi, słyszałam jego krzyki... Ale nie wiedziałam co ci sadyści tam z nim wyprawiali.
Haymitch przyniósł mi wieści, że prawdopodobnie Peetę faszerowano jadem gończych os. Chciało mi się płakać na samą myśl.
Usiadłam na łóżku i wytarłam twarz skrawkiem rękawa.
- Effie? - spojrzałam na niego i zauważyłam w jego szarych oczach troskę. - Chcesz o tym porozmawiać?
Zawsze zadawał to pytanie. Za każdym razem, kiedy budziłam się z krzykiem, on był przy mnie i kiedy dochodziłam do siebie, zadawał właśnie to pytanie.
- Nie Haymitch. Nie dzisiaj. - odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Nie chciałam, żeby się martwił. Nie chciałam, żeby wiedział, co się działo za zamkniętymi drzwiami mojej celi.
Nie chciałam przeżywać tego wszystkiego jeszcze raz w swoich wspomnieniach. Wystarczyło mi, że wszystkie obrazy powracały do mnie we snach. Im mniej Haymitch wie, tym lepiej dla niego. Widziałam w jego oczach, że się o mnie martwił i nie chciałam, żeby tak było... Ale naprawdę nie chciałam mu opowiadać o tym jak bardzo strażnicy byli samotni i w jaki sposób próbowali sobie w tej samotności ulżyć...
Czasami wciąż, kiedy Haymitch już śpi obok mnie, budzę się w środku nocy z okropnym poczuciem, że nie mogę oddychać. Zaczynam płakać i szlochać w poduszkę. Wtedy Haymitch gwałtownie się budzi, jakby był wyczulony na każdy mój ruch i przytula mnie do siebie, czekając aż się uspokoję.
Cieszę się, że jest przy mnie. Choć mam wrażenie, że czasem nie wie co powiedzieć na moje ataki paniki, to i tak starcza mi sama jego obecność i poczucie bezpieczeństwa które mi daje. Z każdą kolejną chwilą, którą Haymitch przeznacza na bezczynne siedzenie ze mną w kwaterze, uświadamiam sobie, jak bardzo mu na mnie zależy i jak bardzo go kocham.
Położyłam się na bok i zamknęłam oczy. Po omacku, wtuliłam się w jego klatkę piersiową i wsłuchałam w bicie jego serca.
Któregoś dnia, kiedy nie mogłam zasnąć, bo bałam się, że kiedy zamknę oczy i się obudzę, znów będę w więzieniu, Haymitch powiedział, żebym wsłuchała się w bicie jego serca.
Z każdym kolejnym uderzeniem, coraz bardziej się uspokajałam. Powtarzał mi, że jego serce bije tylko dla mnie i że nikt mnie nie skrzywdzi, bo on jest przez cały czas przy mnie.
W tej chwili jest tak samo. Wsłuchuję się w każde uderzenie jego serca i z każdym kolejnym coraz bardziej się odprężałam.
Kiedy już odpływałam w błogą czerń i nieświadomość, poczułam na czole jego usta i gorący oddech, a sekundę później usłyszałam szept:
- Kocham cię, skarbie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz