czwartek, 7 sierpnia 2014

Kim Jesteś?: Rozdział IV


Katniss
- Peeta, słyszysz to?
Siedziałam z Peetą w jego sypialni, bo nie chciałam być sama tej nocy. Mam już dość koszmarów.
I kiedy tak siedzieliśmy, usłyszałam krzyki.
- Tak... - powiedział Peeta, wytężając słuch. - Słyszę. Brzmi jak Haymitch.
- I... I Effie. Słyszysz co mówią? - zapytałam.
Już wcześniej słyszałam ich krzyki, ale jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby krzyczeli na siebie. Oczywiście, z tego co słyszałam to Haymitch więcej krzyczał.
Peeta pokręcił głową.
- Nie, nie mogę ich zrozumieć, ale to na pewno oni.
Usłyszałam trzask drzwi, a chwilę później natarczywe i głośne pukanie.
- Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby Effie mogła tak dobijać się do drzwi. To musi być Haymitch. - powiedział Peeta przyciszonym głosem.
- Ale przecież to on najwięcej krzyczał. Po co miałby tam wracać? - jakoś nie mogłam tego pojąć.
- Może zrozumiał, że źle zrobił?
- Może. - przyznałam.
Słuchaliśmy w milczeniu, ale po chwili pukanie ustało i zapadła głucha cisza.
- Za chwilkę wracam, dobrze? - powiedział Peeta, patrząc na mnie - Idę tylko porozmawiać z Haymitchem. Najprawdopodobniej nie będzie chciał rozmawiać, ale zawsze warto spróbować.
- Dobrze.
Wyszedł, a ja nagle poczułam się strasznie samotna. Teraz już nikt i nic nie mogło odciągnąć moich myśli od Igrzysk. 
Myślałam o tym, żeby pójść porozmawiać z Effie, tak jak Peeta z Haymitchem, ale odrzuciłam ten pomysł.
Kiedy Peeta nie wrócił po godzinie, po prostu nie mogłam siedzieć sama w pustym pokoju. Wyszłam z pokoju i ruszyłam w kierunku sypialni Effie, mając nadzieję, że może to odciągnie mnie od Igrzysk.
Haymitch
Wszedłem do swojego pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Zacząłem krążyć po pokoju, nie mogąc przyswoić sobie tej informacji. Jak to możliwe, że Effie jest wnuczką Mags? Przecież Mags pochodzi z czwartego dystryktu, a nie z Kapitolu. Nie, to niemożliwe.
Usłyszałem pukanie do drzwi i pobiegłem otworzyć
- Effie, prze... - urwałem, bo zauważyłem kto stoi za drzwiami - Och. To ty.
- Mogę wejść? - zapytał Peeta.
Bez słowa odsunąłem się, żeby mógł wejść do środka. Usiedliśmy na kanapie.
- O co chodzi? - zapytałem w końcu.
Peeta patrzył na mnie uważnie przez jakiś czas i powiedział
- Słyszałem jak krzyczeliście na siebie z Effie. O co chodziło?
- O nic. To tylko... Mała kłótnia, jak zawsze. - skłamałem.
- Haymitch, ludzie nie krzyczą na siebie od tak. Musiał być jakiś powód.
Spojrzałem na niego i w tym momencie w mojej głowie pojawiła się idiotyczna myśl. Nasza rozmowa miała wyglądać jak rozmowa ojca, który próbuje wytłumaczyć synkowi, dlaczego krzyczał na mamę. To głupia myśl, wiem, ale właśnie takie odniosłem wrażenie.
- Był powód... Idiotyczny powód, teraz to widzę... Wściekłem się na nią, bo jak głupek myślałem, że nie rozumie pewnej rzeczy... Ale myliłem się... Powiedziałem jej, że nie rozumiem jak mogłem się w niej zakochać i że już mi przeszło...
Zapadła głucha cisza, podczas której Peeta się we mnie intensywnie wpatrywał. Zupełnie jakby chciał mnie prześwietlić wzrokiem.
- Zakochałeś się w Effie? - zapytał w końcu z niedowierzaniem w głosie.
- Tak. - dziwnie mi było się do tego przed nim przyznawać.
- I ci przeszło?
Zawahałem się przez chwilę.
- Nie do końca. - przyznałem. - Ale...
- Ale co? 
- Ale powiedziałem tak, bo chcę ją chronić. - Peeta nie zrozumiał. - Chodzi o to, że Kapitol bardzo lubi krzywdzić ludzi, których kiedykolwiek pokochałem. A Effie jest z Kapitolu i w takim wypadku byłoby im o wiele łatwiej, jeśli chcieliby coś jej zrobić. Z drugiej strony... Sam nie wiem co ona czuje... A jeszcze inną sprawą jest to, że boję się z kimkolwiek związać. Co jeśli nie dam sobie rady? Po prostu boję się tego, że zrobię coś źle i że sam przez to ucierpię.
Wziąłem głęboki oddech. Kiedy wszystko to z siebie wyrzuciłem, poczułem się trochę lepiej. Zrozumiałem, że czasem dobrze jest się komuś wygadać. Dziwiło mnie tylko to, że z taką łatwością powiedziałem to wszystko Peecie.
- Rozumiem to, Haymitch, ale nie możesz bać się przez całe życie. Musisz w końcu pokonać swój strach... Myślisz, że ja się nie bałem, kiedy wyznałem całemu Panem, że kocham Katniss? Bałem się i to bardzo. Tym bardziej, że później okazało się że ona nic do mnie nie czuje i że to wszystko to była tylko gra. Ale wciąż ją kocham... Spróbuj z nią porozmawiać. Wyjaśnijcie między sobą kilka spraw. Dzięki temu będzie wam obojgu o wiele łatwiej. Jeśli naprawdę boisz się tego, że coś może jej się stać, to nie mów jej, że ją kochasz. Ale jestem pewny, że prędzej czy później jej o tym powiesz. Naprawdę nie powinieneś jej okłamywać... Co jeśli ona też cię kocha? Tylko ją tym zranisz.... Mam nadzieję, że przeprosiłeś ją za to co powiedziałeś? - zapytał ze strachem
- Tak, przeprosiłem. Ale ona powiedziała, że mam odejść i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
- I wtedy zacząłeś się do nich dobijać?
- Tak, ale nie otwierała, więc w końcu dałem sobie spokój.
- Nie dziwię jej się. Jestem pewny, że to co jej powiedziałeś, zraniło ją bardziej niż to okazywała.
Zapadła cisza. Myślałem o tym co powiedział mi Peeta. Może rzeczywiście miał rację... Mimo to, na razie nie zamierzałem mówić Effie o swoich uczuciach.
- Jutro - powiedział - nie przyjdziemy z Katniss na śniadanie. Damy wam czas na rozmowę... Tylko Haymitch, bądź dla niej delikatny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz