czwartek, 7 sierpnia 2014

Kim Jesteś?: Rozdział X


Effie
Poszłam za kulisy, żeby zobaczyć się z Katniss i Peetą, zanim zaczną się wywiady.
Cały dzień pracowaliśmy nad tym co mają powiedzieć i jak mają się zachowywać. W tej chwili oboje szykowali się na swoje wywiady.
Znalazłam Katniss, stojącą w swojej sukni ślubnej przed lustrem. Wyglądała na nieobecną, kiedy tak na siebie patrzyła. Może zastanawiała się jakby to było gdyby rzeczywiście brała ślub.
Cinna zauważył mnie i z uśmiechem do mnie mrugnął. Wiedziałam, że Haymitch już mu o nas powiedział. Odpowiedziałam mu uśmiechem i znów skupiłam swoją uwagę na Katniss.
- Katniss, wyglądasz jak przepiękny ptak.
- Dziękuję, Effie. - jej smutny uśmiech sprawił, że coś w moim sercu pękło. Marzyłam o tym, żeby nie musiała wracać na arenę. Żeby nikt nie musiał tam wracać. Powinna wyjść za Peetę i mieć z nim gromadkę dzieci - stworzyć szczęśliwą rodzinę.
Powstrzymałam się od płaczu i zostawiłam ją samą z Cinną.
Poszłam do pomieszczenia w którym razem z resztą ekipy miałam oglądać przebieg wywiadów.
Usiadłam na skraju kanapy, obok Portii i śledziłam to co działo się na ekranie.
Kiedy przyszedł czas na dystrykt czwarty, z całych sił starałam się nie płakać. Serce rozpadło mi się na drobne kawałeczki, kiedy zobaczyłam jak Caesar podaje Mags ramię, żeby pomóc jej przejść na środek sceny.
- Witaj Mags. - powiedział Caesar ze swoim zwykłym uśmiechem. - Daję głowę, że widzimy się po raz pierwszy?
- To prawda. Nie stałam na tej scenie od jakichś 65 lat.
- Zgłosiłaś się na ochotnika za Annie... Dlaczego?
Wiedział doskonale, tak samo jak wszyscy inni, że nie zgłosiła się dlatego, że chciała wrócić na arenę.
- Zgłosiłam się po to, żeby ją ochronić.
- To bardzo odważne. - powiedział Caesar z udawanym podziwem. - Czy zanim zejdziesz ze sceny, jest coś co chciałabyś do kogoś powiedzieć?
- Tak, chciałabym pożegnać się z moją rodziną... Moją jedyną, ukochaną wnuczką. Będę za tobą tęsknić, kochanie.
Pojedynczy szloch, jaki z siebie wydałam, spowodował, że oczy wszystkich w pomieszczeniu zwróciły się na mnie. Odpowiedziałam, że wszystko dobrze... Ale to oczywiście kłamstwo.
Przeprosiłam wszystkich i wyszłam z pomieszczenia. Na korytarzu, skręciłam za najbliższy róg i tam oparłam się plecami o ścianę. To wszystko nie mogło się dziać na prawdę. Gorące łzy spływały obficie po moich policzkach.
Usłyszałam kroki i chwilę później stał przede mną Haymitch. Jego zatroskana mina, sprawiła, że poczułam się jeszcze gorzej.
- Wszystko dobrze? - zapytał, chociaż dobrze wiedział jaka będzie odpowiedź. Potrząsnęłam przecząco głową.
- Jestem jej jedyną rodziną, a nie było mnie przy niej przez wiele lat. A teraz jest już za późno i już nigdy więcej jej nie zobaczę.
Nie byłam w stanie powstrzymać płaczu. Haymitch przytulił mnie do siebie, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję i położyłam swoją głowę na jego ramieniu, marząc o tym, żeby zostać w tym miejscu na zawsze. Wiedziałam jednak, że za chwilę na scenę wchodzi Katniss, więc musiałam wziąć się w garść i iść jej pomóc.
Stała właśnie koło wejścia na scenę.
- Okey, Katniss, po prostu bądź sobą... Może tą bardziej szczęśliwą sobą.
- Na prawdę założyłaś suknię ślubną? - zapytał kobiecy głos gdzieś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Johannę Mason. Katniss spojrzała na nią i powiedziała
- Snow chciał, żebym ją włożyła.
Oczy Johanny pociemniały. 
- Niech tego pożałuje.
Zauważyłam, że Katniss delikatnie pokiwała głową i już weszła na scenę. Kiedy zniknęła z mojego pola widzenia, obdarzyłam Johannę uprzejmym uśmiechem i wróciłam do pomieszczenia, gdzie wszyscy już oglądali Katniss na scenie. Nie zdążyłam zająć swojego miejsca koło Portii, bo Haymitch wyprowadził mnie na zewnątrz.
- Co jest? Katniss występuje.
Zaprowadził mnie do przebieralni gdzie wcześniej szykowała się Katniss. Weszłam do środka i ujrzałam Mags. Odwróciłam się do Haymitch, żeby zapytać go co się dzieje, ale on już się wymykał.
- Będę z Cinną i Portią. - uśmiechnął się i zamknął za sobą drzwi. Odwróciłam się i usiadłam koło Mags.
- Cześć, skarbie. Haymitch powiedział mi, że chciałaś mnie widzieć, więc uznałam, że teraz jest na to najlepszy czas. - powiedziała z delikatnym uśmiechem.
Zanotowałam sobie w myślach, żeby pamiętać o podziękowaniach dla Haymitcha i powiedziałam
- Mags, przepraszam. Przepraszam, że wyjechałam z Czwórki. Zmarnowałam wszystkie te lata, przez które mogłybyśmy być razem, a teraz... - wzięłam głęboki oddech, żeby powstrzymać napływające do moich oczu łzy. - Przepraszam.. - wyszeptałam.
Przyłożyła swoją dłoń do mojego policzka.
- Już dobrze, Effie. Po prostu pamiętaj, że zawsze będę cię kochać, dobrze?
Nie mogłam dłużej tego hamować. Łzy spływały po moich policzkach.
- Ja też cię kocham.
Zdjęłam złoty pierścionek, który zawsze nosiłam na palcu i dałam go jej.
- Założysz go na arenie? - zapytałam
Wzięła go ode mnie i wsunęła na palec. Spojrzała na nie i powiedziała
- Zapomnijmy o Igrzyskach na chwilę i porozmawiajmy tak jak zawsze. Haymitch wygląda na miłego chłopca. To znaczy, znam go trochę, ale teraz wygląda zupełnie inaczej... Jest trochę bardziej szczęśliwy niż zwykle... I trzeźwy... Jest coś między wami?
Uśmiechnęłam się na dźwięk określenia Haymitcha, jako "miłego chłopca" Pokiwałam głową.
- Tak, jest.
- Dobrze. - uśmiechnęła się. - Będzie cię chronił.
- Wiem, że tak. - przyznałam.
Zaraz po tej rozmowie, Mags wróciła na scenę, razem ze wszystkimi. Oglądałam relacje na ekranie, kiedy wszyscy zwycięzcy chwycili się za ręce i wznieśli je w górę... Wtedy wszystko pociemniało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz