Haymitch
Wróciliśmy do naszego apartamentu. Kiedy weszliśmy do salonu i zamierzaliśmy odpocząć przez chwilę od tego wszystkiego, powiedziałem
- To było genialne z tym dzieckiem, ale i tak nie odwołają Igrzysk... Jest już za późno.
Zauważyłem pytające spojrzenie Effie, ale pokręciłem delikatnie głową. Będę miał jeszcze sporo czasu, żeby jej wszystko wyjaśnić.
Effie odwróciła się do Katniss i Peety.
- Zanim odejdziecie, żeby przygotować się na jutro, chciałam tylko powiedzieć, że jestem z was dumna. I... Proszę. - powiedziała podnosząc dwa pudełka. Jedno podała Peecie, a drugie mnie. - Prezenty dla chłopców.
Otworzyłem swoje pudełko i w środku znalazłem złotą bransoletkę. Peeta wyciągnął ze swojego naszyjnik ze złotymi wykończeniami. Wyglądał jakby można było go otworzyć.
- Dziękuję. - powiedział Peeta. Pokiwałem zgodnie głową.
Effie zaczęła szlochać.
- Jesteśmy drużyną, prawda? - wbiła wzrok w podłogę i pokręciła głową. - Zasługujecie na lepszy los. Na prawdę mi przykro.
Katniss uśmiechnęła się do niej lekko i powiedziała
- Dziękuję ci, Effie.
Effie spojrzała na mnie i wyszła szybko do swojego pokoju. Odwróciłem się do Katniss i Peety, żeby się z nimi pożegnać. Peeta mnie przytulił, a Katniss tylko na mnie patrzyła.
Kiedy się odwróciłem, żeby odejść, ruszyła za mną i przytulając mnie wyszeptała, żebym pamiętał o swojej obietnicy ocalenia Peety. Potwierdziłem, że pamiętam.
- Nie dajcie się zabić. - rzuciłem na odchodnym. To było już coś w rodzaju naszego wspólnego żartu. Wtedy wyszedłem, żeby znaleźć Effie.
Idąc do jej pokoju, założyłem na nadgarstek bransoletkę. Przyjrzałem się jej dokładniej. Musiało ją to kosztować majątek, żeby kupić nam obu coś takiego. I nawet jeśli miała dostatecznie dużo pieniędzy i tak znaczyło to dla mnie bardzo dużo. Nikomu nigdy nie zależało na mnie tak, żeby mi coś kupić. Na prawdę ma to dla mnie ogromne znaczenie.
Zapukałem do jej drzwi i po chwili mi otworzyła.
- Cześć.
Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją, zanim wszedłem do środka.
- Dziękuję za bransoletkę, księżniczko. To na prawdę słodkie.
- To ja powinnam tobie dziękować. To co dla mnie dzisiaj zrobiłeś... To więcej niż bym mogła o to prosić. Bardzo ci dziękuję. - i mocno mnie objęła.
- Effie... Chciałbym prosić cię o radę. - powiedziałem, patrząc jej prosto w oczy.
- O co chodzi? - zapytała zmartwiona.
- Wiem, że Finnick będzie ze wszystkich sił chronić Mags i chciałbym, żeby Katniss i Peeta byli z nimi w sojuszu. Wiem, że Finnick ich ochroni, a Katniss będzie chronić Mags... Na prawdę ją polubiła. Jedynym problemem jest to, że Katniss nie ufa Finnickowi. Nie mam pojęcia jak ją do niego przekonać. - przyznałem.
Myślała przez chwilę i wtedy spojrzała w dół na moją bransoletkę. Powoli ściągnęła ją z mojego nadgarstka. Położyła ją na mojej otwartej dłoni.
- Co to znaczy? - zapytałem zdziwiony.
- Musisz dać ją Finnickowi. Katniss wie o tym, że ci ją dałam i jeśli dasz ją jemu to będzie znaczyć, że jest w naszej drużynie. To jedyne wyjście.
- Nie. Nie mogę. Dałaś ją mnie. - zaprzeczyłem. Nie chciałem jej ranić, oddając komuś innemu swojego prezentu.
Effie podeszła do drzwi swojej sypialni i je otworzyła.
- Idź i daj mu ją teraz - zanim będzie za późno. Zawsze mogę ci dać drugą.
Pocałowałem ją i wyszedłem. Wszedłem do windy i wcisnąłem przycisk z numerem 4.
Winda się zatrzymała i od razu pojawił się Avox. Zaprowadził mnie do Arroyo.
- Witaj, Haymitch. Co cię tutaj sprowadza? - zapytał.
Podałem mu bransoletkę.
- To dla Finnicka. No bardzo ważne, żeby miał to jutro na arenie. To jedyne wyjście, żeby Katniss mu zaufała. Proszę, upewnij się że to jutro założy.
Pokiwał głową i posłał Avoxa po Finnicka. Zjawił się po kilku sekundach. Arroyo podał wręczył mu bransoletkę, a ja wyjaśniłem mu że musi ją jutro założyć.
- W porządku. - powiedział Finnick, zakładając ją. Spojrzał na mnie i zapytał - Będziesz chciał ją odzyskać?
- Tak, proszę. - byłem bardzo wdzięczny za to, że spróbuje mi ją zwrócić. - Powodzenia jutro, Finnick.
Wróciłem na dwunaste piętro i zamierzałem wrócić do Effie. Kiedy byłem już w korytarzu, który prowadził do jej sypialni, usłyszałem jej krzyk. Rzuciłem się biegiem i wpadłem do jej pokoju. Ujrzałem ją zwiniętą w kłębek na łóżku. Była pogrążona w głębokim śnie. Cała drżała, a na czole wystąpił jej pot. Podszedłem bliżej i zauważyłem i usiadłem na skraju jej łóżka. Chwyciłem ją za ramiona i potrząsnąłem nią delikatnie.
- Effie! Effie, obudź się! - powiedziałem głośno.
Jej powieki zadrżały i w końcu się obudziła. Spojrzała na mnie przerażona, tak jakby mnie nie poznawała. Kiedy w końcu zorientowała się kim jestem, zarzuciła mi ręce na szyję.
- Co się stało? - zapytałem
Spojrzała na mnie zagubiona, tak jakby starała się przypomnieć sobie co jej się śniło.
- To było straszne, Haymitch. Śniło mi się, że Mags brała udział w Igrzyskach... I Katniss, i Peeta, i-i ty.
- Już dobrze, księżniczko. To był tylko sen. Zawsze będę przy tobie. I kiedy inni będą na arenie, będę robić wszystko, żeby ich ocalić. Wszystkich. Nie mogę nic obiecać, ale będę się starać ze wszystkich sił.
Zauważyłem, że się uśmiecha.
- Będziesz próbował i to się liczy. - powiedziała. Przyłożyła swoją dłoń do mojego policzka i powoli się do mnie przybliżyła, składając pojedynczy pocałunek na moich ustach.
- Kocham cię. - powiedziałem, splatając swoje palce z jej.
Spojrzała mi prosto w oczy, zaskoczona tym co powiedziałem. Wcześniej tylko raz jej to wyznałem.
- Haymitch... Ja też cię kocham. - powiedziała, znów mnie całując.
Po pewnym czasie zapadła w sen, w moich ramionach. Oboje potrzebujemy ochrony drugiej osoby, przed tym co czeka nas jutro.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz