Effie
Przebudziłam się kiedy tylko promienie porannego słońca, wpadły przez okno. W pierwszej chwili nie wiedziałam co się dzieje, ale już sekundę później przypomniałam sobie zdarzenia z minionego wieczoru. Obróciłam się, żeby sprawdzić czy czasami wszystko nie było tylko pięknym snem i spotkało mnie przykre rozczarowanie. Miejsce na łóżku obok mnie było puste. Dopiero w drugiej kolejności zauważyłam, że na poduszce leży złożona kartka papieru. Rozłożyłam ją.
Dzień dobry, skarbie.
Mam nadzieję, że nie obudziłem cię wychodząc. Nie chciałem cię zostawiać samej, ale muszę porozmawiać z mentorami na temat sojuszu.
Widzimy się na śniadaniu.
~ Haymitch.
Cieszyłam się że wszystko nie okazało się snem. Wstałam z łóżka i ostrożnie otworzyłam drzwi. Nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie zobaczył, bez makijażu, peruki i w podkoszulce i bokserkach, kiedy wychodzę z pokoju Haymitcha. Dlatego zanim wyszłam na korytarz, sprawdziłam czy czasami nikt nie nadchodzi. Szybko, prawie biegiem, pokonałam drogę od pokoju Haymitcha do mojego pokoju.
Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Poszłam do łazienki. Przejrzałam się w lustrze. Moje włosy były rozczochrane. Burza loków dookoła mojej twarzy. Twarz miałam czerwoną, w połowie dlatego, że dosyć dużo płakałam, a w połowie przez emocje, które wciąż nie opadły od wczorajszego wieczoru.
Wzięłam szybki prysznic, żeby ukoić nerwy. Kiedy się wysuszyłam i doprowadziłam do ładu swoje włosy, założyłam na siebie niebieską sukienkę. Nałożyłam na twarz makijaż, żeby ukryć czerwone plamy na skórze. Z ciężkim sercem ukryłam swoje loki pod złotą peruką.
Kiedy byłam już gotowa, ruszyłam do jadalni na śniadanie. Na miejscu byłam jako pierwsza.
Usiadłam na swoim zwykłym miejscu i zaczęłam smarować grzankę dżemem, kiedy usłyszałam kroki na korytarzu. Podniosłam wzrok i w drzwiach ujrzałam Haymitcha. Moje serce znacznie przyspieszyło na jego widok.
- Cześć. - wyrzuciłam razem z oddechem. - Jesteś wcześniej niż zwykle.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
- Hej, skarbie. Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku.
Zamurowało mnie na sekundę, kiedy bez żadnego skrępowania wyznał, że go to obchodzi. Podeszłam do niego i przytuliłam go. Delikatnie, tak jakby się bał, że coś mi może zrobić, objął mnie i przyciągnął do siebie.
- Wszystko gra. - powiedziałam - To znaczy... Martwię się o Mags, Katniss i Peetę.
Usłyszałam smutek w swoim głosie. Haymitch odsunął się ode mnie na tyle, żeby na mnie spojrzeć.
- Nie martw się Effie. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Ja tylko... Oni... Żaden z nich nie zasługuje na taki los.
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu i starałam się ze wszystkich sił, żeby je powstrzymać. Haymitch znów mnie do siebie przytulił i pochylił się tak, żeby bez problemu móc mi powiedzieć coś na ucho.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby im pomóc... Wszystkim. - wyszeptał.
Zrozumiałam, że robi to dlatego, że boi się że w pomieszczeniu są kamery lub podsłuch.
- Jak to wszystkim? - zapytałam cicho.
- Nie mogę powiedzieć wszystkiego, ale mamy plan, który ma na celu wydostanie jak najwięcej z nich z areny. - szepnął.
Poczułam nagły przypływ nadziei. Może się uda? Nie chciałam wiedzieć więcej niż bym musiała, więc o nic już nie pytałam. Szepnęłam tylko
- Dziękuję. - spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się lekko. Odpowiedział tym samym i pocałował mnie krótko w usta.
Odsunął się ode mnie, mrugnął i usiadł na swoim zwykłym miejscu. Wiedziałam, że to dlatego, że niedługo przyjdzie reszta, ale poczułam się nieswojo i pusto kiedy nie było go blisko mnie. Usiadłam na przeciwko niego i przez cały czas myślałam o tym co mi powiedział.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz